Długi weekend należy się Polakom

Oby więcej laby
Długie weekendy nie są ani polską specjalnością, ani tragedią dla gospodarki. Są nagrodą pocieszenia dla jednego z najbardziej zapracowanych narodów.

 

Suche liczby brzmią groźnie: polska gospodarka każdego dnia wolnego od pracy traci 4 mld zł. Takiej wartości produkty i usługi wytwarzamy bowiem w ciągu jednego dnia roboczego. Oznacza to, że przeciętny długi weekend to - według różnych wyliczeń - od 0,5 do 1 proc. produktu krajowego brutto mniej. Z pozoru fatalna informacja, szczególnie dla kraju będącego wciąż na dorobku, który jeszcze przez wiele lat będzie gonił zachodnią Europę. Ale o ile straty z powodu dłuższej laby łatwiej wycenić, to są i korzyści - trudne do zmierzenia, ale łatwo dostrzegalne.

Przedłużone weekendy to przede wszystkim czas żniw dla branży turystycznej. Co prawda coraz mocniejsza złotówka zachęca do wyjazdów zagranicznych, ale na trzy-cztery dni większość Polaków wybiera wyjazd w polskie góry lub nad Bałtyk. Długi weekend na początku maja to w wielu kurortach wręcz otwarcie sezonu turystycznego. - W krajach zachodnich taką funkcję spełnia wcześniejsza Wielkanoc, u nas jednak ma wciąż jeszcze tradycyjny charakter święta religijnego i rodzinnego, a nie turystycznego - mówi Mariusz Ciechomski, wiceprezes Instytutu Turystyki.

Długie weekendy nie oznaczają również wcale, że bez nich wszystkie zakłady pracowałyby bez przestojów. - Kilka dni, gdy większość pracowników korzysta z dni ustawowo wolnych uzupełnionych krótkim urlopem, fabryki wykorzystują na przykład na konserwację linii produkcyjnych - mówi Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners. Także wielkie sieci handlowe pogodziły się z faktem, że w jeden lub dwa dni podczas długich weekendów muszą dać wszystkim pracownikom wolne. Zgodnie z przyjętą w poprzedniej kadencji ustawą, zakaz handlu obowiązuje przez 12 dni w roku - 10 z nich to dodatkowe, ustawowo wolne dni od pracy, a dwa pozostałe to niedziela wielkanocna i niedziela Zielonych Świątek.

Jednak największą korzyścią z długich weekendów jest odpoczynek, którego nie można co prawda wymiernie zmierzyć, ale trudno przecenić jego pozytywne dla gospodarki skutki. - Długie weekendy z pewnością zwiększają wydajność pracy - przekonuje Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku.

Patrząc na tegoroczny majowy kalendarz, można by dojść do wniosku, że Polacy to mistrzowie wypoczywania. Sami, trochę z dumą, a trochę z przekąsem, nazywamy naszą majówkę najdłuższym weekendem nowożytnej Europy. Tymczasem porównanie z innymi państwami Unii wcale nie wypada na naszą korzyść. Polska z 10 dodatkowymi dniami wolnymi, które są podstawą budowania długich weekendów, jest europejskim średniakiem. Znacznie dłużej odpoczywają od nas chociażby Słowacy i Litwini, co nie przeszkadza im w szybkim rozwoju gospodarczym. Na drugim biegunie lokują się Rumuni i Estończycy, ale chyba nikt im nie zazdrości zaledwie sześciu dodatkowych dni wolnych od pracy w całym roku.

Na polskie długie weekendy można spojrzeć jeszcze w inny sposób i potraktować je jako rekompensatę za... naprawdę ciężką pracę. - Choć Polska wypada marnie, gdy patrzymy na liczbę aktywnych zawodowo, ci, którzy są zatrudnieni, pracują bardzo długo w porównaniu z Francuzami czy Brytyjczykami - mówi Mateusz Szczurek. Potwierdzają to statystyki OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), skupiającej 30 najlepiej rozwiniętych państw na świecie. Wyraźnie dłużej od nas w ciągu roku pracują tylko Koreańczycy (ponad 2300 godz.). Przeciętny Polak sprawami służbowymi zajmuje się podobnie jak Czech, Grek i Węgier, czyli przez około 2 tys. godz. w roku. Zdecydowanie więcej wolnego czasu mają nie tylko Brytyjczycy czy Irlandczycy (ok. 1650 godz. pracy), ale nawet Amerykanie, którzy pracują o prawie 200 godz. mniej od nas.

Zresztą wcale nie jesteśmy pionierami długich weekendów. Do perfekcji sztukę tworzenia mostów między wolnymi dniami opanowali Francuzi, którzy w tym roku świętowali szczególnie długo. Świąteczne dni 1, 8 (Dzień Zwycięstwa) i 12 maja (poniedziałek Zielonych Świątek) spowodowały, że wiele biur świeciło pustkami przez pierwszą połowę miesiąca. W Polsce niektórzy politycy, wprowadzając kolejne święta, chętnie daliby nam jeszcze więcej możliwości przedłużonego wypoczynku. Przywrócenie wolnych Trzech Króli (6 stycznia) byłoby pretekstem do świąteczno-noworocznego urlopu trwającego dwa tygodnie. Nikt również nie pogardziłby wolnym Wielkim Piątkiem (czterodniowa Wielkanoc, jak w Niemczech) ani Dniem Solidarności (31 sierpnia) jako pięknym zakończeniem letnich wakacji.

Ale tylu przyjemności gospodarka mogłaby już nie wytrzymać. Miłego długiego weekendu!  

  
 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj