7 rad - jak inwestować w kryzysie

Rady na kiepskie czasy
Choć przez kryzys finansowy i spowolnienie gospodarcze mamy dziś mniej w portfelach, wciąż warto myśleć o zyskownym lokowaniu nadwyżek. Wystarczy kilkaset złotych miesięcznie. Ale jak to zrobić, żeby się nie sparzyć?

 

1 Sprawdzaj kilka razy

Zawirowania na rynkach sprawiły, że trudno jest dziś wskazać inwestycje bez pudła, które na pewno przyniosą zysk. Dobrym przykładem są fundusze inwestycyjne rynku pieniężnego, które lokują pieniądze klientów w papiery wartościowe emitowane przez duże przedsiębiorstwa. Od zawsze uznawane były za takie, na których stracić się nie da (przynosiły przeciętnie 4-5 proc. zysku rocznie). Ale tak było w normalnych czasach. Tymczasem kryzys, który z sektora finansowego przelewa się do realnej gospodarki, załamał notowania obligacji korporacyjnych. W efekcie m.in. fundusz DWS Płynna Lokata Plus wykazał w ostatnich miesiącach stratę 7,5 proc. Sytuacja na rynku papierów wartościowych przedsiębiorstw na początku marca była tak niepewna, że fundusz ten musiał na kilkadziesiąt godzin zawiesić możliwość wypłacania pieniędzy przez klientów. Zdarzyło się to po raz pierwszy w niespełna 20-letniej historii Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych w naszym kraju.

- Kryzys rozchwiał też stabilne dotąd wyceny funduszy polskich obligacji - mówi Bernard Waszczyk, analityk firmy doradczej Open Finance. Dla większości ostatnie miesiące - czas spadających stóp procentowych - to okres żniw. Gdy Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy, rentowność obligacji już znajdujących się w obrocie rośnie. I na tym zyskali klienci m.in. PKO/CS Obligacji Długoterminowych (19,4 proc.), BPH Obligacji 2 (14,7 proc.), SKOK Obligacji (13,4 proc.). Zarządzający innych funduszy próbowali wypracować dla klientów dodatkowe zyski, inwestując część pieniędzy w obligacje przedsiębiorstw. Osiągnęli jednak efekt odwrotny do zamierzonego (np. SEB Obligacji - 22,5 proc.).
Podkreślmy - oba typy funduszy uznawane były dotąd za odporne na wahania koniunktury, właściwie zawsze gwarantujące zyski, a przez to stanowiące alternatywę dla lokat bankowych. W tej sytuacji trudno się dziwić, że przewidywanie trendów na giełdzie uchodzi dziś za wróżbiarstwo.

2 Uważaj na mody

Oprócz niepewności mamy jeszcze do czynienia z paradoksami. - Choć kryzys zaczął się w USA, amerykańska waluta w ciągu ostatniego roku znacznie się umocniła. I choć polska gospodarka radzi sobie na tle innych krajów bardzo dobrze, złotówka się osłabiła - mówi Waszczyk. Na wahaniach walut stracili spłacający kredyty we frankach szwajcarskich, ale zyskali - po raz pierwszy od pięciu lat, bo dotąd tylko spadały - posiadacze inwestycji rozliczanych w USD. Dzięki temu we wszelkich rankingach zyskowności królują dziś fundusze kupujące obligacje denominowane w dolarach (np. PKO/CS Papierów Dłużnych USD zyskał aż
71,7 proc.).

Próby zyskiwania na osłabiającej się złotówce stały się modne, a kolejne doniesienia medialne ten owczy pęd podsycają. Pytanie jednak, jak długo kursy walut będą grały na korzyść takich spekulacji. Bo wiele wskazuje na to, że złotówka nie będzie już słabsza.

Gdy inwestujemy, musimy uważać na spekulacyjne mody. Jeszcze dwa lata temu wszyscy wierzyli, że nieruchomości mogą tylko drożeć. Podobnie jest dziś z inwestowaniem w złoto czy ropę. Zanim kupimy, lepiej pomyślmy - czy nie mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Podstawą dobrego interesu jest kupić tanio, sprzedać drogo, a nie odwrotnie. Niektóre fortuny narodziły się przecież z tzw. gry przeciw trendowi: kupowania wtedy, gdy wszyscy sprzedają, a sprzedawania z zyskiem wtedy, gdy wszyscy chcą kupić. To jednak prowadzi do pytania, czy giełdy sięgnęły już dna? To możliwe, ale wcale nie pewne.

3 Rady fachowców nie zwalniają z myślenia

Według teorii optymistów - w gospodarce USA są już widoczne pewne oznaki poprawy, co zresztą wpłynęło na wzrost indeksów w ostatnich dniach. - Giełdy w USA są wciąż wyznacznikiem koniunktury dla całego świata. Na warszawską giełdę dodatkowo wpływa nastawienie inwestorów do rynków wschodzących - mówi Krzysztof Stępień, główny ekonomista z firmy doradczej Expander. Jeżeli to, co widać na wykresach, jest oczekiwanym światełkiem w tunelu, to dziś giełdy są w dołku i należy spodziewać się odbicia. A skoro tak, warto powoli kupować akcje (lub jednostki funduszy inwestujących w akcje), aby potem patrzeć, jak zysk przyrasta.

Są też wizje pesymistyczne. - W tym roku spadki na giełdach mogą być, choć już nie tak spektakularne jak w zeszłym - mówi Paweł Majtkowski, analityk z Finamo. Podobnie uważa Krzysztof Stępień: - Drugi kwartał będzie na giełdach całkiem niezły, ale później inwestorzy rozczarują się, że poprawa światowej gospodarki nie następuje tak szybko, jakby chcieli. Dodatkowo ze spółek wciąż będą napływać informacje o kiepskich wynikach. To może spowodować kolejną falę spadków - mówi. Pewnym pocieszeniem powinno być to, że akcje są dziś i tak bardzo tanie (WIG20, indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie, balansuje w okolicach 1500 pkt, podczas gdy w szczycie hossy zbliżał się do 4000 pkt). A ryzyko gwałtownego załamania rynku jest znacznie niższe niż jeszcze dwa lata temu.

4 Ile rozwagi, ile ryzyka

Rozsądne ulokowanie naszych oszczędności bywa dziś trudniejsze niż kiedykolwiek. Dobrym rozwiązaniem jest dopasowanie poziomu ryzyka, które ponosimy, do czasu, na który chcemy zainwestować. Jeśli na niedługi czas (np. rok, dwa) i konkretny cel, przede wszystkim należy się chronić przed stratą. W takiej sytuacji dobrym pomysłem są lokaty bankowe. Co prawda banki nie kuszą już odsetkami sięgającymi 10 proc. w skali roku, ale w mniejszych instytucjach wciąż można trafić na lokaty oprocentowane na przyzwoite 7-8 proc. (często trzeba taką lokatę założyć samemu przez Internet). Jeżeli potrzebujemy na bieżąco dostępu do pieniędzy, powinniśmy mieć w koncie osobistym możliwoś uruchomienia tzw. rachunku oszczędnościowego, na którym pieniądze oprocentowane są nieco niżej (4-5 proc.), ale za to raz w miesiącu możemy wybrać z niego dowolną sumę (od kolejnych operacji pobierana jest prowizja). Pamiętajmy, że spada inflacja, która dotąd zjadała większość zysków z depozytów bankowych.
Alternatywą dla lokat są obligacje państwowe. Atrakcyjne są szczególnie 3-letnie, które można sprzedawać na giełdzie przed upływem terminu wykupu. Osoby skłonne do pewnego ryzyka mogą za swe oszczędności wykupić produkty strukturyzowane (patrz pkt 7).

- Giełdy i akcje są na tyle rozchwiane, że nie polecam ich do lokowania pieniędzy na krótki czas - mówi Majtkowski. Gdy jednak przed naszymi oszczędnościami perspektywa 3-5 lat leżakowania, rynki kapitałowe mogą okazać się niezłym pomysłem. Historycznie i statystycznie pełny cykl koniunkturalny trwa ok. 7 lat. A jeśli tak, to dołek powinniśmy osiągnąć w tym roku. Z perspektywy kilkuletniej możemy więc nawet pozwolić sobie na pewne straty, które i tak kiedyś odrobimy.
W zależności od tego, jak duże ryzyko możemy ponieść, powinniśmy wybierać fundusze mieszane i stabilnego wzrostu (część wpłaconej kwoty obracają na giełdzie, a za resztę kupują bezpieczne obligacje) albo fundusze akcji (bardziej ryzykowne, ale też potencjalnie bardziej zyskowne).

5 Nie wszystkie jajka w jednym koszyku

Ze zwiększonego ryzyka wynika też większa niż dotąd konieczność zróżnicowania sposobów pomnażania majątku (tzw. dywersyfikacja). Nie wkładajmy wszystkich pieniędzy w jeden rodzaj inwestycji. Jeżeli kochamy spokój, rozłóżmy oszczędności między lokaty, obligacje i produkty strukturyzowane z gwarancją zwrotu kapitału. Jeśli umiarkowanie ryzykujemy, włóżmy nie więcej niż 20 proc. w akcje. Jeżeli chcemy ryzykować bardziej, wpłaćmy 20 proc. do funduszy akcji (wybierzmy 2-3 najlepsze), kolejne 40 proc. do funduszy stabilnego wzrostu, ale resztę wciąż trzymajmy na lokacie. Wraz z poprawą sytuacji na giełdach przesuwajmy więcej swego majątku w stronę akcji.

6 Drobne sumy, drobne kroki

To zasada wynikająca z matematyki i statystyki. Ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy nastąpi dołek, zamiast go wypatrywać, lepiej powoli i systematycznie inwestować mniejsze sumy pieniędzy (wystarczy np. 200-500 zł miesięcznie). W ten sposób może nie kupimy akcji, gdy będą najtańsze, ale za to kupimy, gdy będą dość tanie.

7 A może struktury?

Wielką karierę robią ostatnio sprzedawane w bankach tzw. produkty strukturyzowane, zwane popularnie strukturami. Łączą w sobie bezpieczeństwo - większość daje gwarancję zwrotu wpłaconego kapitału - z możliwością osiągnięcia zysków, jeżeli sprawdzi się założony na starcie scenariusz (np. cena ropy wzrośnie powyżej 100 dol. za baryłkę, kurs euro do dolara spadnie itp.). Taki scenariusz trwa często 1-3 lata i na taki okres zamrażane są nasze pieniądze.

Ze strukturami jest jednak duży problem natury marketingowej. Gdy giełda dołuje, trudno przekonać klientów, aby obstawili scenariusz na wzrost indeksów. Dlatego większość produktów strukturyzowanych budowana jest w oparciu o te sposoby inwestowania, które są akurat na topie (np. teraz złoto, waluty). Ale jeśli coś zwyżkuje i wszyscy o tym mówią, wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z bańką spekulacyjną, która za chwilę pęknie i trend się odwróci. Stąd mizerne wzrosty (lub wręcz zwrot kapitału), jakie przynoszą pierwsze struktury, które klienci kupowali w latach 2007-2008.

Warto więc szukać takich ofert, gdzie bank daje nam możliwość samodzielnego wyboru strategii. Na przykład mBank pozwala obstawić samodzielnie, czy według nas w najbliższych miesiącach dolar spadnie, umocni się czy jego kurs się nie zmieni.

Wiele ciekawych informacji na temat struktur można znaleźć w nowym portalu internetowym www.structus.pl

  • Zapraszamy także do lektury tekstu "Sieciowy księgowy" (o serwisach internetowych, które pomogą nam w oszczędzaniu) - w papierowym wydaniu POLITYKI, już w kioskach 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj