Jak się nie dać telefonicznym naciągaczom?

Drogie numery
Odrobina łatwowierności i nasz rachunek może szybko urosnąć. Oszuści naciągają nas na kosztowne połączenia telefoniczne oraz esemesowe.

Gratulujemy! Właśnie wygrałeś Audi Q7. Wyślij sms o treści (...) na numer 91977” – tego typu wiadomości są masowo wysyłane na telefony komórkowe. Ale nie dotyczą one żadnego prawdziwego konkursu. Są po prostu próbą wyłudzenia sporych pieniędzy, bo każdy esemes wysłany na wskazany numer nie kosztuje kilkunastu groszy, ale ponad 23 zł.

 

To właśnie numer 91977 upodobali sobie w ostatnim czasie oszuści, bo jest on powiązany z wirtualną grą Metin2. Wysyłając na niego wiadomość o określonej treści można doładować konto jednego z graczy. Część użytkowników tego serwisu rozsyła zatem z bezpłatnych bramek operatorów telekomunikacyjnych tysiące esemesów na różne numery, próbując skłonić nieświadomych abonentów do doładowania ich kont.

Oprócz informacji o rzekomej wygranej naciągacze wpadają na inne pomysły. Wielu klientów sieci Plus otrzymuje przykładowo esemesy z treścią „Automatycznie aktywowano usługę Namierz Mnie. Aby zrezygnować wyślij SMS o treści (...) na BEZPŁATNY numer 91977”. W pierwszym odruchu prawie każdy, nie chcąc przecież być śledzonym przez komórkę, gotów jest skorzystać z opcji wyłączenia tej usługi. Tym bardziej że feralny numer reklamowany jest, niezgodnie z prawdą, jako bezpłatny.

Urząd Komunikacji Elektronicznej radzi w takich przypadkach zawiadamiać policję. Niestety, ustalenie tożsamości naciągacza jest praktycznie niemożliwe. Korzysta on nie ze swojego telefonu, a z bramki esemesowej dostępnej dla wszystkich. Operatorzy starają się walczyć z tym procederem, który w oczywisty sposób naraża na szwank ich wizerunek. – Nie chcemy całkowicie blokować bramki internetowej, ale wprowadziliśmy filtr określonych słów, wyrażeń i numerów, których nie można umieszczać w treści wiadomości wysyłanej przez bramkę – tłumaczy Adam Suchenek, rzecznik prasowy sieci Plus GSM.

Najważniejsze jednak jest uświadamianie wszystkich użytkowników komórek, by zwracali szczególną uwagę na skrócone numery esemesowe. Za wysłanie jednej wiadomości można zapłacić nawet ponad 30 zł. Te serwisy (wykorzystywane przede wszystkim w konkursach i jako formy płatności za drobne usługi) są często mylone ze zwykłymi numerami. Na stronach internetowych Urzędu Komunikacji Elektronicznej można sprawdzić, ile kosztuje wysłanie esemesa bądź połączenie z poszczególnymi serwisami.

Telefoniczni naciągacze

Nie tylko bramki internetowe, ale także drogie numery telefoniczne mogą służyć jako narzędzie wyłudzania pieniędzy. W tym przypadku ofiarami padają rzadziej prywatni użytkownicy, a znacznie częściej duże firmy. Naciągacze wykorzystują numery rozpoczynające się od ciągu cyfr 704. Są to serwisy umożliwiające branie udziału w teległosowaniach, konkursach czy dokonywanie płatności przez telefon. – Mechanizm działania oszustów jest następujący: dzwonią po godzinach pracy firmy na jej numery dostępne w książce telefonicznej czy w Internecie. Często jest to tylko jeden sygnał, ale ślad po wykonanym i nieodebranym połączeniu pozostaje na wyświetlaczach aparatów – mówi Agnieszka Hamelusz z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji. Następnego dnia pracownicy po przyjściu rano do biura odruchowo oddzwaniają na zapamiętany numer.

Na szczęście w przypadku takiego oszustwa mamy szansę obrony. Po połączeniu z tego typu numerem najpierw musi zostać odtworzony komunikat o koszcie połączenia. Dopiero po jego zakończeniu zostanie naliczona opłata. Jeśli zatem w porę zorientujemy się, że zadzwoniliśmy na drogi numer i rozłączymy się w ciągu kilku sekund, połączenie będzie bezpłatne. Takiej możliwości nie ma niestety w przypadku esemesów. Po wysłaniu wiadomości na konkretny numer nie przychodzi żadne ostrzeżenie czy prośba potwierdzenia, a opłata pobierana jest natychmiast.

Jak ustrzec się przed oszustami? Pierwsza rada – nie oddzwaniać na nieznane numery. Szczególnie te, które zaczynają się od ciągu cyfr 070 lub 70. Druga – nie wysyłać esemesów na numery skrócone (cztero- lub pięciocyfrowe) zaczynające się cyfrą 7 albo 9. Skuteczniejszych metod na naciągaczy nie ma, a policja też jest raczej bezradna.

Co prawda za wprowadzenie w błąd prowadzące do „niekorzystnego rozporządzenia mieniem” (czyli po prostu oszustwo) zgodnie z kodeksem karnym grozi kara do 8 lat więzienia, ale ofiary telefonicznych naciągaczy rzadko składają zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Dlaczego? Bo kwota pojedynczego wyłudzenia jest stosunkowo mała. Policji pozostaje zatem tylko apelować o zdrowy rozsądek.

Tak samo jak działo się to w przypadku poprzednich oszustw telekomunikacyjnych. Kilka lat temu Polskę dotknęła plaga dialerów, czyli złośliwych programów instalujących się na dysku komputerów i przekierowujących połączenie internetowe na drogie numery – najczęściej zagraniczne. Problem dialerów dziś praktycznie już nie istnieje, bo mało kto łączy się jeszcze z Internetem przez tzw. dostęp wdzwaniany. Posługujemy się najczęściej stałym szerokopasmowym łączem.

Z kolei w ubiegłym roku wielu użytkowników komórek na kartę padło ofiarą fałszywych doładowań. Naciągacze zachęcali, żeby przesyłać kody im, a nie pod standardowy numer i zachęcali specjalnymi bonusami, najczęściej w postaci dodatkowych bezpłatnych minut. Naiwni użytkownicy zwiększali stan kont oszustów. – Przestępczość cały czas ewoluuje i zmienia kierunki. Wykorzystuje do tego coraz to nowe środki techniczne – ostrzega Agnieszka Hamelusz z Komendy Głównej Policji.

Cyber oszuści

Także w Internecie trzeba być bardzo ostrożnym, choćby podczas używania serwisu aukcyjnego Allegro. Po wygranej aukcji do użytkownika trafiają coraz częściej dwie lub więcej wiadomości z numerem konta, na który należy wykonać przelew. Jedna pochodzi od rzeczywistego sprzedającego. Kolejne wysyłają oszuści na bieżąco sprawdzający stan aukcji. Podają własny numer konta i liczą na to, że zdezorientowany użytkownik to właśnie im wpłaci pieniądze za wylicytowany przedmiot. Nierzadko tak właśnie się dzieje. Sam serwis aukcyjny nie ponosi za takie przypadki żadnej odpowiedzialności, a odzyskanie pieniędzy jest praktycznie niemożliwe.

Natomiast Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi właśnie postępowanie wyjaśniające w sprawie serwisu Pobieraczek.pl. Za pomocą tej strony można, jak twierdzą twórcy usługi, przyspieszyć ściąganie plików, przede wszystkim z filmami i muzyką. Żeby skorzystać z Pobieraczka, trzeba się jednak zarejestrować. Pierwsze 10 dni używania serwisu jest bezpłatne. Jeśli w tym czasie nie poinformujemy o rezygnacji z tej usługi, to potem musimy płacić minimum 7,90 zł co miesiąc, przynajmniej przez kwartał.

Wielu internautów twierdzi, że Pobieraczek.pl wprowadził ich w błąd: nie wiedzieli o takich warunkach subskrypcji. Za niedopuszczalne uznają też ostrzeżenia przysyłane przez serwis, grożące prawnymi konsekwencjami w przypadku niedokonania wpłaty. – Codziennie dostajemy kilka skarg z tego powodu. Postępowanie wyjaśniające potrwa prawdopodobnie 2–3 miesiące – mówi Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK. Wzmożona ostrożność potrzebna jest zatem nie tylko przy korzystaniu z komórki, ale też z sieci. Szkoda tylko, że oszustom pomysły nigdy się kończą. W przyszłym roku o numerze 91977 pewnie już zapomnimy, a zmagać się będziemy z kolejnymi przykrymi niespodziankami.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną