Długa spłata długów PRL

Właśnie spłaciliśmy długi Gierka
Pod koniec października, 12 lat przed terminem, Polska będzie już wolna od niemal wszystkich starych długów, jakie nam pozostały po epoce Gierka. Operacja spłaty zajęła nam w sumie ponad dwie dekady. W finale Ministerstwo Finansów wykupuje tzw. polskie obligacje Brady’ego wartości 297 mln dol.
W chwili obejmowania władzy przez Gierka wierzycielom z tzw. państw kapitalistycznych byliśmy winni niewiele ponad 1 mld dol., 10 lat później było to już ponad 24 mld dol.
Polityka

W chwili obejmowania władzy przez Gierka wierzycielom z tzw. państw kapitalistycznych byliśmy winni niewiele ponad 1 mld dol., 10 lat później było to już ponad 24 mld dol.

Wszystko zaczęło się na początku lat 70. ubiegłego wieku, kiedy to Edward Gierek przejął władzę po Władysławie Gomułce. Nowa ekipa uznała, że najwyższa pora bardziej otworzyć komunistyczną Polskę na świat, wypełnić wreszcie sklepy przyzwoitszymi towarami, zacząć modernizować fabryki. To wtedy za pożyczone na Zachodzie pieniądze kupiono m.in. licencje na małego Fiata, autobusy Berlieta, unowocześniano – z kiepskim skutkiem – przemysł ciężki, ściągnięto, oczywiście na kredyt, amerykańskie maszyny do budowy naftowego rurociągu z Rosji, pokazano wreszcie Polakom coca-colę i pepsi.

Łatwy pieniądz

O ile pożyczanie i wydawanie pieniędzy szło nam łatwo, o tyle spłacanie szybko rosnących długów – jak po grudzie. Najpierw kupowaliśmy za dewizy licencje, potem maszyny, a na końcu surowce i komponenty do produkcji, bo nasze nie spełniały standardów. Plan był taki, że za zagraniczne pożyczki powstaną zakłady zdolne do sprostania konkurencji i podjęcia opłacalnego eksportu. Tymczasem jedno i drugie okazało się nierealne. Polskie towary były nieatrakcyjne, eksport kulał. Natomiast tempo zadłużania się Polski pozostało imponujące, bo do wydatków inwestycyjnych doszły coraz większe zakupy importowanej żywności.

O ile w chwili obejmowania władzy przez Gierka wierzycielom z tzw. państw kapitalistycznych byliśmy winni niewiele ponad 1 mld dol. (relacja zadłużenia do wpływów z eksportu wynosiła ok. 60 proc. i była więcej niż bezpieczna), to 10 lat później było to już ponad 24 mld dol., a długi niemal dwukrotnie przekraczały polski wywóz. Już w 1978 r. Bank of England ostrzegał, że PRL niedługo przestanie obsługiwać swoje zadłużenie. Banki komercyjne nie bardzo chciały temu wierzyć, liczyły, że komunistyczne władze zrobią wszystko, żeby nie dopuścić do finansowej kompromitacji.

Ostatecznie, już pod rządami ekipy generała Jaruzelskiego, w 1981 r. z Warszawy wysłano oficjalne faksy z informacjami, że Polska zawiesza obsługę długów zaciągniętych przez państwo. Zaczęliśmy też pierwsze rozmowy z tzw. Klubem Paryskim, który zrzeszał przedstawicieli krajów wierzycielskich, ale wprowadzenie stanu wojennego na długo zamroziło i utrudniło te kontakty. W latach 80. jedynym, na co Polska mogła jeszcze się zdobyć, była spłata odsetek od zadłużenia zaciągniętego w bankach komercyjnych. To częściowo chroniło przed realną groźbą rekwizycji w portach i na lotniskach naszych statków i samolotów. Jednak na nowe pożyczki oczywiście nie było szans.

U schyłku komunizmu podjęliśmy jeszcze jedną, desperacką próbę przystrzyżenia starych długów. Powstał Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) wyposażony w ogromne, jak na tamte czasy, środki z budżetu (10 bln starych zł). Oficjalnie miał gromadzić pieniądze na obsługę przeterminowanych pożyczek. W praktyce po cichu, w zasadzie nielegalnie, bo instytucje państwowe nie mogą przez prywatnych, nieujawnionych pośredników wykupywać długów swojego kraju, na wtórnym rynku prowadził handel. Cała operacja była tajna, fatalnie kontrolowana, skończyła się malwersacjami i gigantyczną aferą. W praktyce FOZZ działał intensywnie półtora roku. Późniejsze procesy jego kierowników ciągnęły się lat kilkanaście.

Klubowe negocjacje

Sytuacja zmieniła się radykalnie po upadku komunizmu. Teraz mogliśmy liczyć, że ambitny plan politycznych i gospodarczych reform rządu Tadeusza Mazowieckiego znajdzie poparcie Zachodu, w tym naszych najważniejszych wierzycieli. Od stycznia 1990 r. Polska przestała spłacać jakiekolwiek zagraniczne zobowiązania, w tym odsetki od prywatnych pożyczek, ale też od razu podjęła negocjacje w sprawie częściowego umorzenia zobowiązań i ustalenia harmonogramu przyszłych spłat.

Rozmawialiśmy z dwiema grupami pożyczkodawców: rządami państw zachodnich, które tworzyły tzw. Klub Paryski (negocjował przeterminowane zadłużenie nie tylko Polski, ale wielu innych krajów), i ok. 500 bankami komercyjnymi zrzeszonymi w Klubie Londyńskim. Nie było łatwo. W 1990 r. zagraniczne zobowiązania naszego kraju sięgały łącznie ok. 48,5 mld dol. Spłata całości tej sumy przy ówczesnych możliwościach finansowych Polski była nierealna. Pozostawały więc negocjacje na temat poziomu redukcji i sposobów spłat reszty długów.

Łatwiej poszło z Klubem Paryskim, który miał większe pole manewru i z politycznych względów był bardziej skłonny do ustępstw. W efekcie w 1991 r. 17 krajów wierzycielskich i Polska podpisują „protokół uzgodnień w sprawie redukcji i reorganizacji zadłużenia”. Ostatecznie darowano nam około połowy długów, ale i tak do spłaty pozostawało 26,4 mld dol. Najwięcej wobec Francji (4,9 mld), Brazylii (3,7 mld), Austrii (3,5 mld) i Niemiec (3,4 mld). Przez pierwsze trzy lata, kiedy Polska wprowadzała plan Balcerowicza i wydobywała się z kryzysu, płatności były niewielkie, dzięki ograniczeniu spłaty odsetek do 20 proc. i zawieszeniu zwrotu rat kapitału. Od 1995 r. rozpoczynamy już regularne spłaty, a sześć lat później także przedterminowe.

Trochę inaczej miała się sprawa z Klubem Londyńskim, który zrzeszał kilkaset banków z kilkudziesięciu krajów, w tym tuzy międzynarodowego świata finansów. Miały różne interesy i wyraźnie mniejszą chęć do ustępstw na rzecz naszego kraju. O kompromis było więc trudno. Obowiązywała zasada, że warunki dla wszystkich pożyczkodawców, rządowych i prywatnych, powinny być równe w ramach stawianych do wyboru różnych wariantów restrukturyzacji. Rozmowy ciągnęły się miesiącami, bez widocznych rezultatów.

W pewnej chwili Polska powołała specjalny zespół negocjacyjny kierowany przez pełnomocnika rządu Krzysztofa Krowackiego. I to wyraźnie pomogło. Szef zespołu okazał się w negocjacjach bardzo skuteczny. W 1994 r. podpisaliśmy porozumienie o konwersji starego długu, który wynosił wówczas nieco ponad 14 mld dol., na tzw. obligacje Brady’ego – wyemitowane przez Polskę instrumenty finansowe o terminie wykupu do 30 lat. W sumie po przeprowadzeniu konwersji mieliśmy oddać bankom ok. 8 mld dol. Tym razem ich spłata wydawała się już realna – pod warunkiem, że kraj będzie rozwijał się dostatecznie szybko.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną