Zima bezdomnych

Zima bez domu, instrukcja przetrwania
Jeśli dopuszczasz taki życiowy wariant, że możesz zostać w zimie bez dachu nad głową, posłuchaj warszawskiego kloszarda z 21-letnim doświadczeniem.
Własna altanka stoi najwyżej w standardach bezdomności.
Stanisław Ciok/Polityka

Własna altanka stoi najwyżej w standardach bezdomności.

Zegar zawieszony na tekturze obitej w związku z zimą wykładziną podłogową odmierza Antoniemu czas. Tosiek (zdrobnienie dla znajomych) zwleka się spod pikowanej kołdry i zanim przejdzie do toalety, wkłada pod kozę płyty wiórowe i wychodzi z sagankiem przed altankę po porcję śniegu. Podgrzawszy śnieg, moczy w wodzie serwetki stołowe i przeciera miejsca widoczne – czyli twarz i okolice. Posiada duże pudełko stołowych serwetek, w które ciepła woda dobrze wsiąka. Na pudełku jest napisane Surrender for her. W filologię nie wnika, ale przez wzgląd, że mają choinkowe motywy, domniemywa, iż właścicielka zakupiła je na wigilijną kolację, ale po świętach przeterminowały się tematycznie. Co do towarów toaletowych Antoni ma zasadę: bierze tylko wystawione na zewnątrz kontenera. Bo w ten sposób właściciele towaru informują, że jest wart wzięcia.

Przeglądając się w kawałku lustra, rozkleja palcami kosmyki brody, zbite z powodu wilgoci. Broda, będąc najbardziej na widoku, jest w środowisku Antoniego wizytówką. Świadczy o człowieku tak samo jak biały kołnierzyk w środowisku kanciastych, czyli lokatorów bloków z betonu. Broda jest jak curriculum vitae. Właściciela brody posiadającej zmotoryzowany łupież, czyli wszy, w środowisku nazywa się trollem. Skoro nie dba o część widoczną, znaczy, że nogi już na pewno gniją mu żywcem.

Po toalecie Antoni zalewa zieloną herbatkę na sznureczku oligocenką wrzącą tymczasem w drugim saganie. Zimową porą skupienie nad herbatą czasem rozpraszają mu strażnicy miejscy. Wsadzają do altanki głowy przez makatę, którą Antoni ogacił przedsionek ocieplając wnętrze, i pytają, czy nie skorzystałby z noclegowni? Wówczas on pyta, dlaczego nie pukają? Czy widzieli tu siano? Nie? Znaczy, że to nie stodoła! Drugie pytanie do straży ma też rutynowe: Co wy ode mnie chcecie, jak ja od was nic nie chcę? Antoni preferuje godność i nie pozwoli, żeby zwolennicy kafelkowych łazienek codziennie przeliczali jego osobę na stanie w noclegowni. Do spania ma przecież cały świat. Z wyjątkiem kanałów ciepłowniczych, które zimą zajmują trolle, a wraz z nimi mechaniczny łupież. W kanale pod ul. Wrocławską Antoni na własne oczy widział szczury w rozmiarze kota.

Dawniej w listopadzie zjeżdżało się na zimowisko na klatki schodowe, do piwnic i na stryszki. Obecnie znikają z topografii miejsc do spania, gdyż miasto robi się coraz bardziej strzeżone. A wśród dozorców Bóg stworzył ludzi i ludziska, tylko nie powiedział, jak ich odróżnić.

Subiektywność mrozu

Ciągle jeszcze nie spiesząc się, Antoni smaruje buty woskiem. Dostał je na zimę od uczuciowego strażnika miejskiego, pana Fredka, a wosk jest z przeszłości, kiedy był jeszcze instruktorem w Szczyrku i używał go do nart. Dzięki doświadczeniu narciarza mróz Antoniemu nie skoczy nawet do butów. Weźmy ruskie syntetyczne korki do szampana. W przeszłości reperował nimi narty, czyli topił, zalepiał dziury i szlifował z wierzchu. Obecnie tak samo zalepia dziury w podeszwach. Jeśli chodzi o mróz, którym straszą w jego radiu na baterie, to przestaje on być odczuwany subiektywnie po dwóch tygodniach obcowania, a co dopiero po 21 zimach! Tyle już lat funkcjonuje na świeżym powietrzu.

W trakcie smarowania butów myśli, czy iść do pracy w lewo, czy może w prawo? Zegar informuje, że jest godzina ósma, co ma znaczenie o tyle, że kanciaści wychodząc do roboty w biurowcach, wyrzucają po drodze towar do kontenera. Ale towar poranny jest przewidywalnie nieopłacalny. Bo co kanciaści, prący w życiu do przodu jak kobieta na porodówce, mogą wrzucić rano do śmietnika? Najwyżej opakowania po tym, co zjedli poprzedniego dnia, towar chaotyczny. Antoni nie wychodzi nawet po pety, ponieważ zimą są mokre.

Więc na razie, mając jeszcze czas, słucha w radiu na baterie transmisji z komisji śledczej. Podłączyłby telewizor, bo posiada fizycznie, ale nie może trafić sprawnego akumulatora, więc jest zmuszony wyobrazić sobie, jak oni tam siedzą, popijając wodę mineralną ze szklanek, za co im płacą.

Kiedy w radiu kończą infoporanek i zaczynają infodzień, czyli koło południa, Antoni idzie podnosić pieniądze z ulicy. Jest samowystarczalny, gdyż posiada wózek na dwóch kółkach, który poniesie 700 kg złomu. Człowiek bez własnego wózka jest zniewolony jak kanciasty kredytem. Dlatego jeszcze nieurządzonym, którzy zasłużyli na bycie z Antonim na ty, podaje kontakty na kamieniarzy z Powązek. Za 10 proc. urobku dają wózki w leasing.

Antoni pracuje bez nakręcania się, że wieczorem będzie bogatszy. Skończył się sezon przedświąteczny, kiedy kanciaści porządkowali wnętrza generalnie, wystawiając sprzęt RTV i AGD. Poza tym zimą nie robią remontów. Może jakieś kominki, kafelki w łazienkach, ale to są małe gabaryty, jeśli chodzi o złom. Kanciastym co prawda w mrozy pękają grzejniki, tylko jaki to zysk z tych blaszanych – 47 gr za kilogram w skupie? Jeśli chodzi o puszki, Antoni nie jest zainteresowany. Na kilogram wchodzi 56 sztuk, w skupie po 2 zł 20gr za kilogram. Trzeba by 56 razy machnąć nogą, żeby to rozgnieść.

Negatywy zimy

Antoni zaczytał się przed kontenerem. Książka jest o zabójstwie Kennedy’ego. Ma kilka wilgotnych lektur pod tapczanem, ale ta o Kennedym jest niekompletna. Nie bierze jej, bo potem człowiek nie śpi, tylko myśli, co było dalej, i darmo wypala świeczkę.

Jest 14.00. Przepracował już godzinę i stoi w miejscu jak zepsuty samochód. Bo kolejnym negatywem mrozu jest konkurencja, spowodowana zjechaniem na zimę takich, którzy w porach letnich dorabiają u właścicieli dużych gospodarstw i sadów. Wsiowi bezdomni robią środowisku zły PR na strzeżonych osiedlach. Dozorca otwiera mu komorę śmieciową, on nasra, jego kobieta zostawi zużytą podpaskę i efekt jest taki, że dozorca zamyka się emocjonalnie i w sensie dosłownym.

Ale Antoni nie ma charakteru stresującego się. Dla wszystkich, uważa, starczy, bo kanciastym powodzi się coraz lepiej, a kryzys to jest fikcja. Zimą należy wyostrzyć instynkt na części od samochodów. Kanciaści kupują auta na kredyt i myślą, że skoro są one na gwarancji, będą lepsze niż żona, czyli nie do zużycia. Szybkie kredyty oduczyły ich pielęgnowania rzeczy. Tymczasem o samochód musowo trzeba dbać więcej niż o żonę.

W celu zarobkowym można pomóc przejść przez zaspę i nawiązać kontakt ze staruszkami, którzy człapią po śniegu tzw. tip-topem, czyli stylem wolnym, do sklepiku. Ludzie starzy mają oszczędnościowy odruch niewyrzucania niczego. Z piwnicy jednego dziadka, na samych kablach – opalonych z plastiku – Antoni był w stanie odzyskać 38 kg miedzi – po 17 zł za kilogram w skupie.

Jeśli dziadek umrze, zanim Antoni się z nim zapozna, wywieszą po nim nekrolog. Dobrze jest czytać nekrologi po osiedlach. Wiadomo, że zaraz do domu nieboszczyka wejdą z remontem i będą wyrzucać po starych tzw. towar na miękko, przydatny na niskie temperatury, czyli fotele, wełniane koce, gdyż starzy lubią ciepło.

Antoni pracuje też na rumowiskach fabryk przejętych przez nowych właścicieli. Jak właściciel skacze mu do gardła, to on nazywa go bandytą, podpinając się pod ideologię ekologiczną, bo po kosztach segreguje świat kapitalisty. I niech ten odpowie mu na pytanie, co by było, gdyby nie było bezdomnych? Ile tych śmieci zostałoby po człowieku?

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną