Potrzeba posiadania. Wpadaj w zachwyt, nie w uzależnienie
Tylko człowiek zdolny jest do tworzenia znaków i nadawania znaczenia przedmiotom.

Kiedy spojrzymy na stół, widzimy blat i zazwyczaj cztery nogi – znajdujemy się na poziomie zakresu znaczeniowego nazwy, czyli denotacji. Przedmiot może jednak konotować znaczenia dodatkowe; na przykład duży okrągły stół skojarzy nam się ze stołem negocjacyjnym. Znaczenie, jakie nadajemy przedmiotowi, zależy od kontekstu sytuacyjnego, stanu naszej świadomości i relacji tych dwóch elementów w danym momencie. Słowem: empirowy stolik nie jest tym samym co stół w stołówce, mimo że oba mają blat i cztery nogi.

O mocy znaków, nadawanych przez człowieka rzeczom, najlepiej świadczy świat towarów luksusowych. Ubrania, moda: Bottega Veneta, Armani, Hermes; luksusowe perfumy: Boucheron, Carter; biżuteria: Tiffany, Cartier, Mikimoto; zegarki: Franck Muller, Patek Philippe; luksusowe auta: Porsche, Mercedes, Lexus; ultraluksusowe auta: Rolls-Royce, Maybach, Bentley; sprzęt audio: Bang&Olufsen, Bose, Nakamichi; hotele: Ritz-Carlton, Peninsula; kryształy: Lalique, Baccarat, Steuben. Czyż to zestawienie marek (opracowane przez Luxury Institute 2006 r.), które stały się symbolami luksusu, nie przemawia do wyobraźni?

Na towary luksusowe Polacy już wydają 3 mld zł rocznie. Wydaje się pewne: światowy kryzys ekonomiczny w małym stopniu wpłynie na popyt na ten rodzaj towarów. Coś dziwnego musi się dziać w naszych mózgach, kiedy wbrew logice i racjonalnym potrzebom kupujemy może nie nowego Maybacha, ale dwudziestą parę butów.

Jądro półleżące i wyspa

Skąd się bierze metamorfoza w umyśle żony, gdy mąż podczas przedświątecznych zakupów słyszy nagle od niej, że jest dusigroszem i kutwą? Brian Knutson z Uniwersytetu Stanforda w USA, aby to pojąć, posłużył się w eksperymencie tzw. funkcjonalnym rezonansem magnetycznym. Okazało się, że jeżeli człowiek bardzo chce stać się posiadaczem danej rzeczy, to wówczas w jego mózgu natychmiast aktywizuje się region zwany jądrem półleżącym. To część mózgu z receptorami dopaminy, która pojawia się zawsze, gdy dzieją się przyjemne rzeczy, np. podczas jedzenia ulubionego dania albo w momencie oczekiwania na wypłatę. Natomiast gdy dostrzegamy cenę, niczym syrena alarmowa włącza się tzw. wyspa (insula, płat wyspowy), umiejscowiona w głębi bruzdy bocznej kory mózgowej, która uruchamia się zawsze wtedy, gdy spodziewamy się bólu, przykrości, istotnego uszczerbku w naszych finansach.

To, czy zdecydujemy się na zakup, nie jest zatem li tylko wynikiem chłodnej kalkulacji za i przeciw, ale przede wszystkim efektem tego, która część mózgu wygra w tej szarpiącej duszę walce. Warto też wspomnieć, że jądro półleżące jest fragmentem tzw. prążkowia, które sprawia, że dany zamysł lub motywacja przekształcają się w realne działanie.

W Carnegie Mellon University opracowano tzw. skalę Tightwada-Spendthrifta, zwaną też skalą kutwy – rozrzutnego. Jak podają liczni badacze (George Loewenstein z Uniwersytetu Stanforda oraz Scott Rick i Cynthia Cryder z Carnegie Mellon w Pittsburgu), na świecie żyje więcej skner niż rozrzutnych. Inna sprawa, że podczas zakupów zarówno sknery, jak i rozrzutni częściej kierują się chwilowymi emocjami, kaprysami niż zdrowym rozsądkiem.

Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy sygnał z jądra półleżącego jest mocniejszy od płynącego z wyspy, kiedy go zagłusza, wówczas stajemy się posiadaczami wymarzonego przedmiotu. Wszak do szczęścia – jak spokojnie zauważa dr Wiesław Baryła – wystarczy świadomość, że posiada się wszelkie środki do realizacji swoich ważnych potrzeb i celów oraz możliwości ich osiągnięcia. A pułapkę każdy z nas zastawia na siebie sam, bo każdy z nas sam określa, co dla kogo jest ważną potrzebą.

Zakupoholizm i affluenza

Rzeczy w odmienny sposób zastawiają swe pułapki na mężczyzn i na kobiety. Według badań, jak relacjonuje Mayka Sánchez w „El Pais”, w Hiszpanii od zakupów uzależnionych jest 400 tys. osób, z czego aż 90 proc. to kobiety. Problem zaczyna je atakować około 16–17 roku życia, ale w pełni ujawnia swoją nieokiełznaną naturę, gdy mają po trzydziestce. Zdaniem prof. Francisco Alonso-Fernándeza z wydziału psychiatrii Uniwersytetu Complutense w Madrycie, przewodniczącego Europejskiego Stowarzyszenia Psychiatrii Społecznej, tę proporcję na niekorzyść kobiet powoduje kilka czynników, z których jedne związane są z fizjologią (np. zakupoholizm zaostrza się w fazie przedmiesiączkowej), inne – z rolą kobiety w społeczeństwie (wpisaniem w tę rolę zakupów), a jeszcze inne wynikają z cech związanych z osobowością, jak np.: niska samoocena, poczucie osamotnienia, poczucie winy, nieadekwatne postrzeganie własnego ciała, tendencja do popadania w depresyjny nastrój.

Podczas zakupów, jak pisaliśmy wcześniej, w mózgu pojawia się dopamina, ów hormon szczęścia, a nieszczęście zaczyna się, jeśli u danej osoby występuje bardzo niski poziom tego neuroprzekaźnika. Zatem w sklepie, gdy już staje się ona właścicielem nowej rzeczy, jest wprost zalewana tym hormonem. Jest szczęśliwa. Tak szczęśliwa, że może się od tego uzależnić. Kupowanie rzeczy staje się nałogiem.

Prof. Alonso-Fernández zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik: znacznie mniejszej u kobiet niż u mężczyzn skłonności do myślenia abstrakcyjnego, która – zdaniem uczonego – powoduje, że mężczyźni przywiązują większą wagę do samych pieniędzy, a kobiety do tego, co mogą za nie kupić.

Panowie nie mają z czego się cieszyć. Ów wyższy poziom abstrakcji to mocniejsze, przeradzające się wręcz w obsesję, przykładanie wagi do stanu konta, to choroba, którą psychologowie nazwali affluenzą (od połączenia dwóch wyrazów affluent – bogaty i influenza – grypa). Koncentracja na tuczeniu konta nieodłącznie wiąże się z uwiądem celów związanych z samorealizacją.

Mężczyźni nieustannie walczą i rywalizują o wysoką pozycję w hierarchii społecznej i są gotowi wydawać bajońskie sumy na konsumpcję na pokaz. Peter Graham, który projektował dla sławnych, po wielekroć był tego świadkiem: „Kiedy domy spełnią już swój cel, są natychmiast sprzedawane. Ogrody przywozi się ciężarówkami, kolekcje sztuki w ciągu nocy wypełniają całe skrzydła rezydencji, choć właściciele często nie znają nawet nazwisk twórców dzieł. Widziałem 20-letnie cyprysy wstawiane dźwigiem do ogrodu, a potem wyciągane, kiedy właścicielowi znudził się ich widok. (...). Znany menedżer funduszy powierniczych wyłożył prawie 20 mln funtów, by zbudować najbardziej okazałą rezydencję w Gloucestershire. Po zorganizowaniu kilku wystawnych przyjęć sprzedał ją bez żalu. Potrzebuję czegoś nowego, mruknął”.

W książce „Affluenza: How to Be Succesful and Stay Sane” („Affluenza: jak mieć sukcesy i zachować zdrowie psychiczne”) Oliver James pisze: „Niemal wszyscy chcemy rzeczy większych i lepszych. Dużych domów, powiększonych piersi, wydłużonych penisów, telewizorów, samochodów. Określamy nasze życie przez pryzmat zarobków, stanu posiadania, wyglądu, sławy i w rezultacie jesteśmy bardziej żałośni niż kiedykolwiek”.

Gdzie w tym naszym ludzkim zachowaniu logika? Wyjaśnić to próbuje teoria dominacji Denisa Cumminsa: homo sapiens, podobnie jak inne gatunki społeczne, buduje, rozmnaża się, funkcjonuje w hierarchicznych grupach, zatem im wyżej w strukturze umiejscowi się dany osobnik, tym ma łatwiejszy dostęp do wszelakich potrzebnych mu dóbr. Ponadto, jak twierdzi Denise Cummins, w ludzkim umyśle istnieją wyspecjalizowane moduły, które za pomocą systemu przyzwoleń regulują funkcjonowanie w zhierarchizowanych grupach (najprościej rzecz ujmując: informują, co komu wolno).

Atlas przedmiotów-bestii

Czy jednak jako gatunek nie zapędziliśmy się zbyt daleko? Czy przedmioty nie wzięły nas czasem w niewolę?

Nadawanie przedmiotom znaczeń rozwija lub ogranicza człowieka. Rozwija, kiedy wiesza on w domu piękne obrazy i patrząc na nie przebywa w innym świecie. Ogranicza, kiedy przedmiot wymaga od nas rytuałów: na przykład sobotniego mycia samochodu lub nieskończonego gapienia się w coraz większy obraz plazmowego telewizora.

Popatrzmy na mały atlas żywych rzeczy, które otaczają współczesnego człowieka.

Telewizor – często jest najważniejszą osobą w rodzinie. Tylko on zawsze ma coś do powiedzenia. Stoi na honorowym miejscu i ma zwyczaj uciszać hałasujących domowników. To nasze okno na świat i kołysanka do snu, główny domowy kulturalno-oświatowy. Jest coraz większy i coraz bardziej panoramiczny. Bez telewizora życie w rodzinie zamiera, a cisza wypełza z kątów.

Jest bardzo osobisty. Pozornie pomaga zabić samotność, ale tak naprawdę lek często jest gorszy niż choroba, bo zabiera nam autonomię i odrywa od kontaktowania się z ludźmi.

Komputer – podobnie jak pies, zazwyczaj ma swojego jednego pana, którego słucha. I zupełnie niczym pies staje się emanacją osobowości właściciela. Przybiera kształt jego pragnień, upodobań, nawyków. Spece od reklamy i marketingu przekonują nas, że prawdziwa wolność oznacza posiadanie takiego czy innego typu laptopa. Kupując go i często nosząc we wszystkie możliwe miejsca i sytuacje, fetyszyzujemy go, traktując czulej i troskliwiej niż członka rodziny.

Jest wierny (jak pies), ale może też gryźć, zniszczyć efekty wieloletniej pracy albo poznać nas z kimś, z kim nigdy nie powinniśmy mieć do czynienia.

Samochód – bywa ważniejszy od żony i dzieci. Od kogokolwiek. Pokazuje wszystkim wokół, kim jesteśmy i co robimy. Skrajni freudyści sądzą nawet, że symbolizuje fallusa (ale to nie do końca tłumaczyłoby popularność Volkswagenów garbusów). Wielu z nas pracuje razem z samochodem. Częściej oddajecie auto do przeglądu czy chodzicie na kontrolne badania płuc? Ile razy byłeś w myjni, a ile razy z żoną w teatrze, kinie? Czasami warto zadać sobie całkiem podstawowe pytania.

Telefon komórkowy – zapewne w toku ewolucji człowieka okaże się, że można obyć się bez pokarmu i wody, a nawet tlenu, ale nie bez telefonu komórkowego. Nastolatki, jeśli musiałyby wybierać – jak dowiodły badania w Wielkiej Brytanii – wolałyby go nawet od seksu.

Stare wrogiem nowego

Są ludzie, którzy kupują rzeczy przede wszystkim dlatego, że inni nadają im znaczenie. Twierdzą: muszę mieć ten, a nie inny zegarek Certiny, bo wtedy będzie on o mnie mówił, że jestem taki, a nie inny. Niektórzy psycholodzy m.in. z tego powodu uważają młodzież za najbardziej konformistyczną (wbrew pozorom) grupę społeczną, w której dyktat stada w sprawie mody jest iście morderczy.

Rzeczy nabierają dziś życia głównie dzięki reklamie. Usiłuje ona wmawiać odbiorcy, że rzecz, którą kupi, stanowić będzie sens jego życia, że zmieni go, „oświeci” swoim symbolicznym blaskiem i uczyni zeń innego człowieka. Że go uszczęśliwi.

Erich Fromm uważał, że ta potrzeba „kupowania sobie szczęścia” nie pochodzi od wewnątrz człowieka, lecz jest importowana z zewnątrz. Przedmioty uzależniają człowieka od siebie, uwodzą go, bo też nasza psychika zmienia się pod wpływem cywilizacji. Po pierwsze: coraz bardziej traktujemy samych siebie niczym bogów. Jak zauważa amerykański psycholog Martin Seligman, z nieznaną w dziejach człowieka skalą i powagą traktuje się jego emocje, cierpienia, rozkosze i porażki, sukcesy. Człowiek stał się pępkiem Wszechświata, zaspokajanie jego kaprysów i potrzeb stało się motorem gospodarki. Człowiek nie tylko potrafi zawracać bieg rzeki, nie tylko jest w stanie wpływać na sposób swego myślenia, ale może zmienić sobie twarz. Jak nigdy dotąd może decydować o samym sobie.

Po drugie: ginące autorytety i przeogromna, nawet nie tyle możność, co przymus dokonania wyboru spośród dziesiątków, setek czy nawet tysięcy oferowanych na rynku marek z jednego tylko asortymentu wytworzyły kult, stający się sam w sobie fetyszem wolności wyboru. Rynek nie może sprawnie funkcjonować bez wolności wyboru.

I po trzecie: głód konsumpcji, będący efektem nieustannego nakręcania spirali hedonistycznej. Obecnie już nie lepsze jest wrogiem dobrego, ale nowe jest wrogiem starszego.

Jak zatem nie zgubić się w tym labiryncie rzeczy? Oto jest pytanie na miarę naszych czasów! Stań się ich właścicielem, panem, a nie lokajem. Naucz się być treserem żywych rzeczy, a będą ci poddane.

Naszym zdaniem, warto spróbować tworzyć rzeczy samodzielnie, by móc obdarowywać nimi swoich bliźnich. Sam trud tworzenia pięknych rzeczy zmusi nas, żebyśmy patrzyli na nie innymi oczami. Oczami pana, a nie niewolnika.

Bo piękne rzeczy są potrzebne światu. Jednak o jednej sprawie nie wolno zapominać: rzeczy, nawet te najpiękniejsze, mogą nas tylko cieszyć, ale nigdy nie uzupełnią naszych deficytów psychologicznych, nigdy nie staną się protezami naszej osobowości.

Marek Warecki, Wojciech Warecki

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną