Pechowe kontuzje sportowe

Piłka chirurgiczna
Kontuzje zawsze przychodzą nie w porę. Wrócić jest trudno. W sportach zespołowych szczególnie.
Szczypiornista Grzegorz Tkaczyk (przy piłce) jest po trzech operacjach kolana i prawie rocznej przerwie
Kuba Atys/Agencja Gazeta

Szczypiornista Grzegorz Tkaczyk (przy piłce) jest po trzech operacjach kolana i prawie rocznej przerwie

Drużyny nie znoszą pustki, więc gdy jedni organizują nieszczęśnikowi szpital, chirurga, zabieg i szynę, inni na gwałt łatają dziurę w składzie, bo przecież choć ubyło kapitana, ratownika, gwiazdy zespołu, to zastępca musi się znaleźć. Gdy po kontuzji nie ma już śladu, rekonwalescenta wita się z otwartymi ramionami, ale miesiące przeleciały i jest się już tylko ekskapitanem, eksratownikiem, eksgwiazdą. Miejsca w pierwszym składzie w zamian za dawne zasługi nie ma co oczekiwać. Trzeba udowodnić, że jest się tak samo dobrym jak przed urazem. Albo nawet lepszym.

Sebastian Świderski, jeden z najlepszych polskich siatkarzy, w lipcu ubiegłego roku naderwał ścięgno Achillesa prawej nogi. Tydzień wcześniej robił badania, bo akurat pobolewało go to samo ścięgno lewej nogi. Prześwietlono oba. Diagnoza: w lewym niewielkie zapalenie, ale głupstwo; za to prawe zdrowe. I kilka dni później akcja, jakich Świderski rozegrał tysiące... gdy poczuł wściekły ból w prawej łydce. Mięsień łydki trzymał się na cienkim włosku ścięgna. – Całe szczęście, że się trzymał, bo miałbym siatkówkę z głowy nie na pół roku, lecz znacznie dłużej. Ale i tak pomyślałem, że to może być koniec kariery. Tym bardziej że tego rodzaju uraz zdarza się w siatkówce niezwykle rzadko. Nie miałem więc pojęcia, jak wygląda powrót po takiej kontuzji – opowiada Świderski. W czerwcu skończy 33 lata, siatkówka jest jego zawodem od szesnastu.

Nagłej kontuzji doznał też Łukasz Garguła, 29-letni pomocnik Wisły Kraków, swego czasu jeden z piłkarzy, których dla reprezentacji odkrył Leo Beenhakker. W 2009 r., w pucharowym meczu z Legią Warszawa, dostał piłką w głowę, stracił na moment świadomość, zachwiał się i upadł tak nieszczęśliwie, że zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. – Gdy rehabilitant Wisły Filip Pięta usłyszał, jak do tego doszło, powiedział, że to zbyt absurdalne, by mogło być prawdziwe. A jednak – wspomina Garguła.

Zerwanie więzadeł to w piłce smutna norma. Tę diagnozę słyszeli i nasi ligowcy, i gwiazdy futbolu jak Ronaldo, David Beckham, Gennaro Gattuso. Lekarze pocerowali ich kolana, rehabilitanci przywrócili mięśniom sprężystość, ale po powrocie na boisko już nie było o nich tak głośno. Garguła to wie, ale stara się być optymistą. W ostatnim meczu tego sezonu ligowego już siedział na ławce rezerwowych Wisły, ale trener uznał, że jego pora jeszcze nie nadeszła.

Grzegorza Tkaczyka, szczypiornistę Rhein-Neckar Loewen, zespołu ze szczytu Bundesligi, nieszczęście nie wzięło z zaskoczenia. Do Niemiec trafił jako 21-latek (dziś ma 30), jego pierwszym klubem był SC Magdeburg. W porównaniu z polską ligą tam był inny świat. Profesjonalizm w każdym calu, zawodnikom nie mogło braknąć ptasiego mleka, ale w zamian mieli zasuwać do upadłego. Tkaczyk zasuwał, rok trwało, zanim przekonał trenera, że to jemu należy się miejsce na środku rozegrania. Pracę na wysokich obrotach kolana wytrzymywały przez trzy lata. W 2004 r. w lewym trzeba było usunąć łąkotkę.

Potem było lepiej, ale kierat – mecze w lidze, pucharach i reprezentacji – okazał się ponad jego siły. Kolano dokuczało coraz bardziej, ale obowiązki były na pierwszym miejscu, więc zaciskał zęby albo z musu szprycował się środkami przeciwbólowymi. Gdy uznał, że pora przestać oszukiwać samego siebie, okazało się, że chrząstka w kolanie przypomina marmoladę i w kwietniu ubiegłego roku kolejny raz położył się pod nóż.

Prawie rok bez piłki

Na początku przymusowego urlopu po operacji trzeba nauczyć się zabijać czas na siedząco, bo jeśli wszystko ma się zrosnąć, ograniczenie ruchów jest wskazane. Dla sportowca to już jest kara. Z nudów myśli się za dużo o niepotrzebnych rzeczach, głównie o tym, co chirurdzy powiedzieli wprost, a o czym do siebie szeptali. – Perspektywy miałem niewesołe. Jestem z tych, którzy lubią stawiać kawę na ławę. No i usłyszałem od lekarzy, że powinienem liczyć się z tym, że już w piłkę ręczną nie zagram – mówi Tkaczyk.

Operowanie i rehabilitacja ciężkich urazów to w każdym przypadku podróż w nieznane. Tkaczyk usłyszał o czarnym scenariuszu, gdy już od dwóch miesięcy trenował, odbudowywał mięśnie w wychudzonej nodze, liczył dni do powrotu na parkiet. – Okazało się, że zastosowana metoda operacji była, jak na mój przypadek, zbyt powierzchowna. Nie miałem wyjścia – chcąc ratować karierę, musiałem jeszcze raz położyć się na stół – opowiada. Tym razem usłyszał, że powrotu może spodziewać się najwcześniej za 7 miesięcy, oczywiście jeśli operacja się powiedzie. W sumie wyszedł prawie rok bez piłki. Szmat czasu.

Dwa razy przez to samo przechodził też Garguła, któremu staż w Wiśle trzeba póki co liczyć w minutach, a nie w meczach. – Przez rok zagrałem w dwóch spotkaniach, razem będzie może z pół godziny – mówi pomocnik, który kosztował krakowski klub 300 tys. euro. Garguła trafił pod skalpel niemieckiego chirurga Volkera Fassa, od lat współpracującego z Wisłą. Podczas operacji wyniknęły komplikacje, zamiast dwóch godzin trwała cztery i pół. Mimo to Fass zapewniał, że najdalej za 7 miesięcy piłkarz będzie gotów do gry. Czas leciał, kolano wprawdzie przestało boleć, ale Garguła miał kłopoty, by je swobodnie wyprostować i zgiąć. O powrocie na boisko nie mogło być mowy. Znów zabieg, rehabilitacja, praca nad kondycją. I lęk, czy tym razem lekarze na pewno wiedzieli, co robią.

Świderski mówi, że kiedy kończy się przekonanie o impregnowaniu na kontuzje, człowieka zaczyna prześladować strach. Zwłaszcza gdy nie ma już taryfy ulgowej i trzeba potraktować treningi poważnie. On sam szukał pewności oraz spokoju u psychologa i chwali sobie tę współpracę, bo gdy został znów rzucony w wir walki na parkiecie, to nie zastanawiał się, czy przy kolejnym naskoku ścięgno wytrzyma.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną