Mieszczuch nawrócony

Polska dzielnicowa
Rodzi się nowy typ mieszczucha, twierdzą socjologowie. Taki, który nie tylko w mieście żyje, ale i ochoczo angażuje się w jego rozwój.
Masowe grillowanie na trawie w berlińskim parku. Już niedługo i w naszej stolicy?
Michael Hanschke/Forum

Masowe grillowanie na trawie w berlińskim parku. Już niedługo i w naszej stolicy?

Do metropolii wracają osoby, które jeszcze nie tak dawno stąd uciekały, byle dalej od korporacyjnego drylu i nieustannej pogoni za pieniądzem. To, co kiedyś było dla nich miejscem zesłania (bo przecież trzeba jakoś zarobić na chleb), dziś staje się powodem do dumy. Miasto nie służy już wyłącznie do robienia kariery, nie jest koniecznością wynikającą z posiadanej tu pracy. To świadomy wybór, styl życia. Przywilej, a nie kara.

Już nie tylko mieszkamy w mieście, ale jesteśmy miastem, mówią socjologowie. A co za tym idzie, nie tylko korzystamy z jego uroków, ale dążymy do tego, by mieć na nie realny wpływ. Nawrócone mieszczuchy chcą same o swojej miejskiej rzeczywistości decydować, same ją kształtować. Więc łączą się we wspólnoty, zakładają fora, portale, stowarzyszenia. Debatują, uchwalają, działają.

Pospolite ruszenie

Na warszawskim Muranowie wre. Od roku działa portal Stacja Muranów, poświęcony historii osiedla (w czasie wojny istniało tu getto żydowskie). W marcu fani strony internetowej spotkali się na zebraniu założycielskim stowarzyszenia o tej samej nazwie – ściśnięci między wieszakami w atelier Joanny Klimas, projektantki mody, na rogu Nowolipek i Zamenhofa. Od tamtego czasu skrzynki pocztowe uczestników spotkania pękają od e-maili. Potem spotkali się w Pizzerii na Nowolipkach, by razem opracować dalszy plan działania. Padła też propozycja zorganizowania pikniku, żeby zacieśnić więzy. Ktoś rzucił pomysł stworzenia bezpłatnej lokalnej gazety.

– Ludzie coraz chętniej biorą udział we współtworzeniu swojego miasta, dzielnicy, osiedla – mówi Joanna Kusiak, socjolog miasta z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Nareszcie po dwudziestu latach od transformacji krystalizuje się w Polakach poczucie przynależności do większej wspólnoty. Tak jak tuż po przełomie wyłoniło się długo oczekiwane prawo do prywatnej inicjatywy, tak powoli rodzi się świadomość, że mamy też prawo do inicjatywy społecznej. Prawo do miasta – tłumaczy.

Na muranowskim zebraniu spotkali się ludzie ze skrajnie różnych środowisk: socjologowie, dziennikarze, osoby z branży reklamowej i informatycznej, członkowie warszawskiego oddziału Polskiego Związku Esperantystów, studenci, licealiści – rdzenni warszawiacy i przyjezdni.

Dążenie do samostanowienia o mieście szczególnie silne jest wśród ludzi młodych, bardziej mobilnych, częściej podróżujących po europejskich miastach i przenoszących zachodnie wzorce na rodzimy grunt. Ale nie tylko – jak zaznaczają uczestniczki ogólnopolskiego programu Seniorzy w Akcji, który ma aktywizować ludzi starszych. – Czyli w wieku 55 plus VAT – śmieje się Wiesława Szubert. Niedawno uczestniczyła w tzw. konsultacjach społecznych – clubbing zakończył się dyskusją w kawiarni Nowy Świat na temat, jak powinna wyglądać restauracja przyjazna seniorom.

Koc na trawie

Na Zachodzie proces aktywnego angażowania się w życie miast rozpoczął się znacznie wcześniej – mówi Joanna Kusiak, która bada przemiany miast Europy Środkowo-Wschodniej na przykładzie Berlina. Czego możemy nauczyć się od sąsiadów? – Od wielu lat berlińczycy walczą o to, żeby nie zabrakło w ich mieście terenów zielonych, a miejsca rekreacji były dostępne dla wszystkich. Dzięki ruchowi społecznemu na terenie dawnego lotniska Tempelhof zamiast osiedla mieszkaniowego powstał publiczny park. Od pierwszych dni wiosny mieszkańcy grillują i piknikują na miejskich skwerach, jeżdżą nad jeziora – Berlin ma ich kilka w granicach miasta – siadają z piwem na mostach nad kanałami Szprewy. Trawniki, zamiast tabliczkami „Nie deptać”, obłożone są kocami. I okazuje się, że trawa rośnie lepiej, gdy rozkwitnie na niej życie publiczne.

Spotkaniom na łonie natury towarzyszą imprezy kulturalne, festyny, konsultacje społeczne. W lutym w niemieckiej stolicy ruszył na przykład projekt The Promised City: instalacje, wystawy, happeningi miały skłonić do dialogu i ukazać miasto z nowej perspektywy. Do wspólnych poszukiwań zostali zaproszeni wybitni kuratorzy, artyści i intelektualiści. Projekt inaugurowano również w Warszawie. – Zastanawiamy się, co duże miasta mają nam do zaoferowania i jak można je ulepszyć, by ludzie łatwiej się w nich odnajdywali – mówi Renata Prokurat, koordynator programów kulturalnych. – Zainteresowanie jest duże, do tej pory zostały otwarte w Warszawie dwie wystawy, odbył się spektakl teatralny i kilka wykładów, właśnie ruszają miejskie podróże z Borisem Sievertsem, artystą z Kolonii, który od lat promuje alternatywny sposób zwiedzania miasta: z dala od ustalonych szlaków turystycznych.

Warszawa więc włącza się w międzynarodowy nurt. Choć proces jest powolny, bo ze względu na swoją przeszłość Polacy dopiero uczą się życia we wspólnocie. Najbardziej oblegane są internetowe fora – te najlepiej służą integracji. – Właśnie minęło pięć lat od założenia forum Muranowa na Gazecie.pl – mówi Urszula Niemirska, współzałożycielka forum. – Jesteśmy jednym z bardziej żywotnych for, choć społeczność Muranowa nie należy do największych. Najpierw było piętnaście osób. Spotykali się w każdy pierwszy piątek miesiąca, imprezy często przenosiły się do prywatnych mieszkań. Zaprzyjaźnili się. Grupa zaczęła się rozrastać. – Odzywały się osoby, które pamiętały jeszcze, jak Muranów był budowany, jak dzieci bawiły się wśród gruzów, jak tuż po wojnie przychodziło się tutaj do jedynej w okolicy studni – opowiada Urszula.

Coraz częściej w różnych miastach Polski odbywają się tzw. Gry Miejskie Future City Game, które aktywizują pokolenia, przyciągają sponsorów i młode osoby z inicjatywą, wreszcie promują modne miejsca. Taka zabawa odbyła się również tu pod hasłem Budzimy Muranów. Grę poprowadziło British Council, a współorganizatorami były urzędy dzielnic i portal Stacja Muranów. Zadanie brzmiało: jak ożywić osiedle i zintegrować mieszkańców? Pięć zespołów przez dwa dni pracowało nad projektami. Efekt? Wśród pomysłów znalazły się m.in. infowyspy (punkty informacyjne o historycznych miejscach osiedla) i festiwal na Nalewkach. Wygrał projekt zatytułowany Książki na Nowolipkach – targi książki używanej. Forumowicze i członkowie stowarzyszenia Stacja Muranów właśnie pracują nad jego realizacją.

Joanna Kusiak jest dobrej myśli: – Ostatnio wydarzeń z klucza miejskiego było w Warszawie więcej niż w trzymilionowym Berlinie. Patronowały im znane i szacowne instytucje. Coraz częściej słyszy się o podobnych akcjach również w Krakowie, a nawet w Łodzi, długo wyłączonej z głównego obiegu.

Rewolucja w modzie

Takie akcje to nie tylko kwestia mody. W Polsce zbyt wiele pozostało jeszcze do zrobienia, by snobizm miał przesłonić główne cele. Na wzór zachodni wspólnoty mieszkańców chcą wchodzić w dialog z władzami miasta. – Dla mnie przełomem było powstanie Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury, dzięki czemu miejscy aktywiści zyskali realny wpływ na decyzje w Warszawie – podkreśla Joanna Kusiak.

Równocześnie jednak miejskie ruchy społeczne otwarcie dystansują się od wielkiej polityki. Wyodrębnia się polityka miejska niezwiązana z żadną partią. – Miasta będą się coraz bardziej decentralizować, a mieszkańcy, jak na Zachodzie, koncentrować na własnej dzielnicy – przekonuje socjolog.

Już teraz Beata Chomątowska, dziennikarka i założycielka portalu Stacja Muranów, podkreśla, że działalność mieszkańców Muranowa skupia się na integracji wewnętrznej, nie promocji turystycznej. – Chciałabym, by Muranów stworzył zupełnie nową jakość, ale nie może zamienić się w żydowską Cepelię, ze sklepami oferującymi tandetne pamiątki i drogimi restauracjami nastawionymi na turystów, w których nie ma miejsca dla mieszkańców – tłumaczy. Miasto ma być przyjazne tubylcom. Ma ich jednoczyć, by wspólnie forsowali ważne dla siebie decyzje. Na Muranowie ostatnio poruszono na przykład problem braku parkingów przy powstającym Muzeum Historii Żydów Polskich. – Kibicujemy budowie muzeum – podkreśla Beata. – Ale jednocześnie obawiamy się, że wzrośnie na Muranowie ruch turystyczny, który może męczyć osoby starsze – te stanowią ponad połowę populacji. Dlatego pracujemy nad projektem rozwoju alternatywnego transportu, pod hasłem „Zrównoważony transport na Muranowie”: będziemy apelować o zwiększenie częstotliwości autobusów linii 180 (linia turystyczna – red.), pomagać w rozbudowie ścieżek rowerowych i zachęcać do pozostawiania samochodów poza centrum miasta – tłumaczy.

Pomysłów na razie nie brakuje, tylko czy w rzeczywistości polskiej starczy sił i uporu na ich realizację? Joanna Kusiak uspokaja: – Zajmowanie się miastem w wydaniu polskim wykracza poza klasyczne dążenie do samorządności. Jest nowym ukonstytuowaniem naszej wolności. Mnożące się wydarzenia miejskie, partycypacyjne, choć wyglądają jak moda, są przejawem czegoś więcej: to nieomal druga rewolucja.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną