Ratajczak: kłamstwa o kłamcy

Zmarły Białym
Według narodowców Dariusz Ratajczak zginął jako męczennik walki o wolne słowo. Według biegłych zmarł z powodu ostrego zatrucia alkoholem etylowym.
Dariusz Ratajczak
Rafał Mielnik/Agencja Gazeta

Dariusz Ratajczak

Jego znajomi na portalu Nasza-Klasa mają na zdjęciach ogolone głowy, noszą glany i flejersy. Niektórzy zamiast własnych fotografii umieścili skinheadowskie symbole.

Jego zdjęcie przepasane jest kirem. Konto dr. Dariusza Ratajczaka na Naszej-Klasie powstało bowiem pośmiertnie, w miejsce istniejącego wcześniej profilu „Urodzony Białym”. Twórca konta pisze, że zmiany dokonał, by uczcić „wielkiego wojownika o wolność słowa i prawdę o historii”.

11 lat temu sąd uznał Ratajczaka, autora książki „Tematy niebezpieczne”, winnym kłamstwa oświęcimskiego. Kilka tygodni temu w samochodzie na parkingu przed centrum handlowym w Opolu znaleziono jego zwłoki. Policja ustaliła, że od chwili śmierci Ratajczaka do znalezienia jego ciała upłynęły dwa tygodnie. Nikt go nie szukał, nikt się o niego nie martwił – bo od kilku lat z nikim z rodziny nie utrzymywał stałych kontaktów. W zeszłym tygodniu biegli stwierdzili: przyczyną śmierci było ostre zatrucie alkoholem etylowym.

Radykalni prawicowcy, neofaszyści, skinheadzi w to nie wierzą. Według jednych Ratajczak popełnił samobójstwo zaszczuty przez tropicieli antysemityzmu. Według innych został zamordowany przez zatrzymanego niedawno w Polsce agenta Mosadu. Tak czy owak, okrzyknięto go męczennikiem.

Tematy niebezpieczne

Twórca profilu Dariusza Ratajczaka na Naszej-Klasie uczynił go absolwentem fikcyjnych kierunków: 100 proc. Aryan Blood, Ku-Klux-Klan i Stronnictwo Wielkiej Polski. W rzeczywistości Ratajczak ukończył historię, od 1988 r. był asystentem w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Budował struktury Stronnictwa Narodowego na Śląsku Opolskim, zasiadał w jego władzach. W 1997 r. obronił doktorat. Dwa lata później własnym sumptem wydał w 320 egzemplarzach książkę „Tematy niebezpieczne”, chaotyczny zbiór streszczeń swoich wykładów oraz felietonów, jakie publikował w katolickiej i narodowej prasie. – Styl i forma tej publikacji fatalnie świadczyły o poziomie naukowców zatrudnionych u nas. Już samo to uprawniało, by Ratajczaka wyrzucić. Nie trzeba było robić z niego ofiary – przekonuje dziś jeden z profesorów uczelni. O polskich historykach Ratajczak pisał na przykład, że są to „prostytutki obwieszone tytułami przez mocodajnych sutenerów”.

W książce Ratajczak przytaczał także opinie rewizjonistów Holocaustu, na przykład, że pomieszczenia przedstawiane jako komory gazowe w Oświęcimiu nie mogły służyć do zabijania ludzi, bo miały nieuszczelnione drzwi. Nie odciął się od tych poglądów, przeciwnie. Pisał: „cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś do mordowania ludzi”, i dalej: „opowiadania ocalałych więźniów, jakoby widzieli gazowanie ludzi, są bezwartościowe”.

Po proteście Państwowego Muzeum Oświęcim-Brzezinka sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”. O Ratajczaku zrobiło się głośno, władze Uniwersytetu Opolskiego zawiesiły go w prawach pracownika naukowego, a prokuratura przedstawiła mu zarzut publicznego zaprzeczania zbrodniom nazistowskim.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną