Jak fachowo zabalsamować zwłoki

Kurs kroju i szycia
Centrum Balsamacji i Tanatokosmetologii, lekcje na martwym organizmie
Marcin Maziej/Materiały prywatne

Centrum Balsamacji i Tanatokosmetologii, lekcje na martwym organizmie

Fachowcy są, pracy nie ma

W Polsce zakłady pogrzebowe najwyraźniej nie potrzebują fachowców od toalety pośmiertnej, nie wspominając już o balsamacji. Szefowie nawet specjalnie nie wyjaśniają, dlaczego nie chcą zatrudniać tanatokosmetologów. Jak się już pojawi oferta pracy, to często wymogiem jest prawo jazdy, z czego łatwo wyciągnąć wniosek, że zakład potrzebuje raczej kierowcy niż balsamisty.

Co gorsza, firmy pogrzebowe na ogół nie posiadają własnych chłodni do przechowywania zwłok. Po prostu dzierżawią prosektoria od szpitali, więc dyrektorzy szpitali umawiają się z taką firmą na wyłączność w zakresie przygotowania ciała i w ten sposób zakład nie musi się już o nic martwić.

Praca w prosektorium czy w zakładzie pogrzebowym, który posiada chłodnię, jest bardzo dobrze płatna. Zarabia się nawet do 6 tys. zł miesięcznie. Nic dziwnego, że pracownicy to najczęściej najbliższa rodzina i znajomi, którzy nie chcą wpuszczać nowych do interesu. Wszystko jedno – z uprawnieniami czy bez.

Ania z Legionowa szuka pracy od trzech miesięcy i pewnie jeszcze poszuka. – Chciałabym założyć firmę świadczącą usługi balsamacji. W przyszłości zamierzam doskonalić wiedzę zdobytą na kursie i wykorzystać do prowadzenia własnej firmy. Myślę, że tu, gdzie mieszkam, zakłady pogrzebowe będą zainteresowane współpracą – dodaje z nadzieją.

– Jest ciężko – przyznaje Sławek. – Nie udało mi się nic znaleźć ani w zakładzie pogrzebowym, ani w prosektorium. Składam niezbędne dokumenty, ale jakoś nigdzie nie ma wolnych miejsc. Mogę pracować wszędzie, nawet za granicą. W tej dziedzinie trzeba być profesjonalistą. Wcześniej pracowałem w hospicjum. Mam nadzieję, że spełnię swoje marzenia i zacznę współpracować z branżą funeralną.

Mariusz z zespołu Blizzard: – Dostałem 19 tys. zł z Unii Europejskiej na poszerzenie usług dla zakładów pogrzebowych o balsamację właśnie. Bez certyfikatu nie miałbym żadnych szans na dotację ani na pracę w jakimkolwiek zakładzie pogrzebowym. Będę świadczył usługi innym zakładom. Firma nazywa się Inner Sanctum, co znaczy wewnętrzna świątynia. Przygotowanie ciała zmarłego i jego organów do pochówku to jakby taka świątynia duszy. Nazwa brzmi dobrze i mniej więcej pasuje do tego, co chcę robić.

Przyszłość dla balsamistów

Obowiązujące w Polsce przepisy nie określają ściśle, w jakim stanie powinny być chowane zwłoki. Ciało ma być godnie przygotowane przez wyspecjalizowane domy pogrzebowe. Ceny usług zaczynają się już od 150 zł.

– Do 2012 r. ma wejść w życie ustawa zmieniająca system usług pogrzebowych. Po jej wprowadzeniu powinno być sporo miejsc pracy, nawet dla dwóch tysięcy osób – pociesza siebie i innych balsamistów Adam Ragiel, który szkoli kursantów. – Wciąż jeszcze niewiele zakładów pogrzebowych poszukuje takich fachowców. Ale firmy, które wiedzą, że jest projekt nowej ustawy, starają się już inwestować w ludzi. Natomiast firmy, które są punktami usług, czyli tylko biurem, takiego pracownika nie potrzebują.

Niepodobna podważyć korzyści płynących z usług balsamacji. Na Zachodzie zmarły staje się intratnym biznesem, atrakcyjnym towarem, jak każdy inny. Nie ma tam miejsca na przypadkowych balsamistów, którzy za 50 zł i flaszkę wódki umyją ciało nieboszczyka ludwikiem czy domestosem.

Przeciwnicy mówią, że ta usługa wyjaławia śmierć i gubi perspektywę życia wiecznego. Że zabija śmierć kosmetykami, zapachem i pięknem. Że wymiar metafizyczny schodzi na dalszy plan. A przecież zmarły wymaga zadbania, atencji.

Adam Ragiel jako balsamista jest samowystarczalny. Ale z uśmiechem przyznaje, że od koleżanek fryzjerek i kosmetyczek uczy się, jak profesjonalnie malować zmarłego. Maluje oczy, usta, brwi i rzęsy, gdyż kosmetyki nawilżają zmarłemu skórę, poprawiają kolor cery i nabłyszczają wargi. Czasem maluje tipsy we wzory i robi pedicure, jeśli zmarła ma mieć na stopach sandały. Na twarz nakłada pudry i fluidy. Gdy potrzeba, układa wymyślne fryzury.

Jeśli na twarzy zmarłego brakuje skóry, pobiera ją z innej części ciała, aby wykonać przeszczep, tanatoplastykę. Szwy maskuje specjalnym woskiem. Jeśli zmarły jest ofiarą wypadku i nie ma części twarzy, prosi rodzinę o zdjęcia, żeby nie zmienić jego wyglądu. Ekstremum to rekonstrukcja ciała. Wówczas zmarły po balsamacji powraca do wyglądu sprzed choroby czy wypadku. Kobieta, która w wyniku wypadku straciła pół twarzy, po kilku dniach ma tipsy i farbowane włosy. A nieboszczyk wygląda lepiej niż niejeden żałobnik.

I tego wszystkiego chce nauczyć kursantów Adam Ragiel. – Wzorujemy się na doświadczeniach i rozwiązaniach sprawdzonych za granicą. Trzeba równać do najlepszych – przekonuje.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną