Jak PFRON utrudnia życie niepełnosprawnemu studentowi

Tomek niezgodny z umową
Tomek cierpi na porażenie mózgowe. Ale z wielkim uporem kończy studia lingwistyczne. O pomoc finansową zwrócił się do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. I się zaczęło!
Rafał Klimkiewicz/Edytor.net

Tomek może pełzać, ale przemieszczenie się z pokoju do pokoju zajmuje mu około 10 minut. Może siedzieć na wózku, ale nie za długo, i lepiej, żeby przy tym nie mówił, bo wówczas bezwładne ciało łatwiej się osuwa i trzeba je ciągle poprawiać. Może czytać, ale tylko wówczas, gdy litery mają nie mniej niż 3 cm wysokości, bo obrazy z lewego i prawego oka niedokładnie nakładają się na siebie w mózgu. Nie może sam przewrócić strony w książce, ale może wodzić palcem po touchpadzie i wystukać kilka zdań na klawiaturze komputera, chociaż ciężko to idzie, bo nadgarstki nie chcą się prostować ani zginać. Za to pamięć Tomka nie zna ograniczeń; chłonie i utrwala. Najchętniej języki obce.

Edukacja Tomka

Kiedy był dzieckiem, jeszcze mieli nadzieję, że z porażeniem mózgowym można zawalczyć. Przez lata był poddawany morderczej rehabilitacji metodą Glenna Domana. Jej elementem było wiszenie głową w dół. Tomek strasznie się wtedy nudził, więc słuchał płyt. Jak skończyły się te z muzyką, zaczął słuchać płyt ojca z lekcjami angielskiego. I okazało się, że ma fenomenalny słuch językowy. Podstawy angielskiego opanował sam i od razu dostał się na piąty poziom w międzynarodowej szkole językowej. Zdał First Certificate, potem Advanced. Po przesłuchaniu kasety z „Porwanym za młodu” świetnie naśladował szkocki akcent. Parodiował mówiących po polsku znajomych Amerykanów. Opanował podstawy francuskiego i włoskiego. Rosyjskiego i niemieckiego uczył się z mamą. Jednocześnie w trybie indywidualnym przerabiał szkolny program.

To była katorga – wspomina Małgorzata Lekka, mama Tomka. – Na początku przepisywałam podręczniki ręcznie, żeby litery były dostatecznie duże. Potem na komputerze. Zaprzyjaźnione punkty ksero powiększały dla nas mapy, wykresy, tabele. Mieliśmy sztab wolontariuszy, którzy przychodzili Tomkowi czytać. Każdy dzień to była wielka operacja logistyczna.

Tomka trzeba codziennie umyć, ubrać, nakarmić, wysadzić. Wszystko to robi sama, bo mąż odszedł dawno temu. Jest coraz trudniej. Tomek ma 28 lat, dawno ją przerósł, waży ponad 60 kg. A ona jest przecież coraz starsza. Pobudka o 5.30, żeby zdążyć na szkolny basen przed godzinami otwarcia. Żołnierze z zaprzyjaźnionej jednostki pomagają znieść wózek po schodach. Gdyby nie to, mama z Tomkiem byliby zamknięci w czterech ścianach, bo mieszkają na piętrze, a wózka przecież sama nie wytarga. Przez 7 lat Tomek uczył się utrzymywania na wodzie. Ciało w wodzie jest lżejsze i daje radę je udźwignąć. Basenu nie wolno odpuścić, bo to jedyna namiastka ruchu i sposób, żeby mięśnie nie zanikały.

Od ponad 20 lat nie przespałam normalnie ani jednej nocy. Wstaję po kilka razy przełożyć Tomka na drugi bok, żeby nie dostał odleżyn – mówi Małgorzata Lekka. Po maturze (dwie piątki i szóstka) oboje byli już bardzo zmęczeni. Ale zdecydowali, że nie wolno odpuścić. Tomek dostał się na zaoczne studia na kierunku translacja angielsko-polsko-rosyjska.

Program Student

„Obecnie zaledwie 5 proc. osób niepełnosprawnych posiada wykształcenie wyższe. Tak niski wskaźnik jest świadectwem rozpowszechnionej wśród osób niepełnosprawnych świadomości istnienia barier utrudniających im zdobycie wykształcenia oraz braku wiary w możliwość przełamania tych barier. (...) Celem programu Student jest wyrównanie szans w zdobyciu wykształcenia przez osoby niepełnosprawne” – tak napisano na stronach Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Brzmiało dobrze i postanowili spróbować, choć dotychczas mieli z PFRON nie najlepsze doświadczenia. Na większość pism z prośbą o dotację czy dofinansowanie odpowiedzi brzmiały: prośba rozpatrzona negatywnie z powodu braku środków. Raz, późną jesienią, przyznano im pieniądze na dostosowanie łazienki, ale nie poinformowano o zasadach ich wykorzystania. Nie zdążyli z remontem do końca roku i środki przepadły. Co też stało się wygodnym uzasadnieniem dla kolejnych odmów.

Do programu Student Tomek się jednak dostał. Przyznano mu dotację na pokrycie kosztów związanych z nauką (dojazdy, dostęp do Internetu, zajęcia mające podnieść sprawność fizyczną lub psychiczną, zakup programów komputerowych, książek, pamięci przenośnej itp.). Zadeklarowali, że kupią minidysk do nagrywania wykładów, bo notatek przecież Tomek nie da rady robić. Sprzedawca w sklepie przekonał ich, że dyktafon będzie lepszy. Dyski trzeba zgrywać, wyjmować, zmieniać. Tomek znów sam by sobie z tym nie radził, z dyktafonem mógł spróbować. PFRON zażądał zwrotu pieniędzy. – Ustąpiliśmy, gdy fundusz zaczął nas straszyć odsetkami i tym, że Tomek stanie przed sądem – mówi Małgorzata Lekka.

Z odpowiedzi Grzegorza Żymły, dyrektora Śląskiego Oddziału PFRON (w tamtym czasie nie pełnił jeszcze tej funkcji): „W 2002 r. Pan Tomasz Lekki miał zawartą z Oddziałem umowę na dofinansowanie do kosztów nauki. Dokumentacja znajduje się w archiwum. Z posiedzenia Pełnomocników z dnia 16.06.2003 r. wynika, że przedstawione do rozliczenia dokumenty były nieprawidłowe i niezgodne z zawartą umową”.

Tomek przypłacił tę historię załamaniem i zniechęceniem. Zawalił drugi rok studiów.

Program Student II

Mimo wszystko zdecydował się na studia wrócić. Było ciężko. Początkowo zajęcia odbywały się w małych, dusznych, zatłoczonych salach. Często był na granicy omdlenia. Ma problemy z oddechem. Najbliższa przystosowana toaleta znajdowała się w Urzędzie Wojewódzkim, 200 m od uczelni. Gdy otwarto nowy gmach, warunki się poprawiły. Problem w tym, że większość potrzebnych podręczników i lektur nie była dostępna na audiobookach. Grubych książek nie dało się już kserować w powiększeniu, bo zmieniały się w olbrzymie płachty, nie do ogarnięcia wzrokiem. Z rosyjskim jeszcze jakoś szło, mogła mu czytać mama, ale angielskiego nie zna, więc czytała tak jak jest napisane, a Tomek przetwarzał to w głowie. Przerobili w ten sposób całe tomy angielskiej literatury. Zdał licencjat i zaczął studia magisterskie.

Mimo wszystko zdecydował się wrócić do programu PFRON, bo nie dawali rady finansowo, a tym razem dotacja miała wynosić ok. 4 tys. zł na semestr. Schody zaczęły się już przy rozliczaniu pierwszej transzy. Jako koszt dojazdu na uczelnię podał 150 zł na semestr. To i tak kwota zaniżona, bo wydaje na to co najmniej 200 zł miesięcznie. Dostał pismo z PFRON, że mogą mu rozliczyć najwyżej 91 zł 36 gr.

Z odpowiedzi dyr. Żymły: „Zgodnie ze złożonym i podpisanym przez Pana Tomasza Lekki oświadczeniem oraz harmonogramem zjazdów w semestrze zimowym 2009/2010 odbyło się 30 zjazdów, samochód spala średnio 9 l paliwa na 100 km, a odległość z domu na uczelnię i z powrotem wynosi: 8 km. Sposób wyliczenia maksymalnej kwoty dojazdów: 30 zjazdów x 9 l spalanie x 8 km x 4,23 zł (średnia cena paliwa z przedstawionej faktury) = 91,36 zł”.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną