Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

W tej chorobie trzeba zdrowo myśleć

Jerzy Łukasiewicz uważa zaakceptowanie choroby  za swój najtrudniejszy egzamin życiowy Jerzy Łukasiewicz uważa zaakceptowanie choroby za swój najtrudniejszy egzamin życiowy Leszek Zych / Polityka
Pierwsze pół roku od momentu diagnozy spędziłem na rozważaniu, co mi zostało z życia, skoro przytrafił mi się parkinson - mówi Jerzy Łukasiewicz.

Paweł Walewski: – Co było gorsze dzisiejszego poranka: niemoc i brak sił, by ruszyć się z łóżka, czy świadomość, że może być jeszcze gorzej?
Jerzy Łukasiewicz: – Człowiek pogodzony ze swoją chorobą nie zastanawia się nad przyszłością. Podejmuje walkę, by jak najlepiej przeżyć każdy dzień. Ale żeby móc go przeżyć, trzeba najpierw wstać, umyć zęby, zjeść śniadanie. Te banalne czynności są dla osób z chorobą Parkinsona nie lada wyzwaniem. Prawie godzinę leżałem w bezruchu nie mając nawet siły zsunąć z siebie kołdry, potem przez kwadrans stałem przy łóżku, by móc postawić pierwszy krok do łazienki.

Leki nie pomagają?
Pierwszą dawkę przyjąłem o szóstej rano. W ciągu dnia łykam 37 pigułek. Co dwie, trzy godziny, niektóre z nich na szczęście można rozpuścić w wodzie i wypić. Cały zapas rozkładam sobie na następny dzień już wieczorem, bo rano – często po nieprzespanej nocy – mógłbym coś pomylić. Lekarstwa eliminują na pewien czas sztywność, ciało po nich mniej tężeje, ale to jest broń obosieczna, bo leki absolutnie nie pozwalają zapomnieć o chorobie. Gorzej się po nich śpi, a jeśli uda się zasnąć, to męczą cię koszmary, pojawiają się nieskoordynowane ruchy rąk. Taka jest moja proza życia. Z roku na rok coraz więcej komplikacji.

To jak w tym wszystkim znajduje pan siły i napęd do prowadzenia fundacji, tworzenia ośrodków rehabilitacyjnych, wydawania kwartalnika i poradników, osobistego wspierania chorych?
Nie mogę wciąż rozpamiętywać swojej choroby, bo czułbym się jeszcze gorzej. Moje poranki są trudne, ale większy błąd robią ci, którzy zastygają w łóżku i w ogóle nie chcą się z niego podnieść. Wypijają swoje lekarstwa, ból mięśni ustaje, więc leżą. Ja narzucam sobie dyscyplinę.

Polityka 03.2011 (2790) z dnia 14.01.2011; Coś z życia; s. 86
Reklama