Społeczeństwo

Królowie gadki

Mistrzowie telemówienia

Nie każdy z tysięcy wywiadów Kinga był równie ciekawy czy udany, ale każdy z nich niósł ze sobą jakieś życiowe czy moralne przesłanie. Nie każdy z tysięcy wywiadów Kinga był równie ciekawy czy udany, ale każdy z nich niósł ze sobą jakieś życiowe czy moralne przesłanie. EPA / PAP
Telewizyjny talk-show przeżywa kryzys, bo i sama telewizja sprzysięgła się przeciwko niemu. Nawet gwiazdy tego gatunku nie zawsze dają sobie radę.
Piers Morgan zrobił karierę jako dziennikarz prasowy.BarryHolmes/BEW Piers Morgan zrobił karierę jako dziennikarz prasowy.

Talk-show w mediach jest monarchią, w której panuje władca absolutny – osoba prowadząca program. To jej nazwisko przyciąga widzów lub słuchaczy, a także odpowiednich gości. Przez ćwierć wieku światowym królem talk-show w telewizji CNN (odbieranej przez 400 mln widzów na świecie) był 76-letni dziś Larry King, który abdykował kilka tygodni temu. King, nomen omen, wylansował nie tylko własny styl prowadzenia programu, ale także charakterystyczną telewizyjną postać. W koszuli z podwiniętymi rękawami, niewielki, szczupły, energiczny, kojarzył się – jak makler giełdowy – z czerwonymi szelkami.

Kiedy w jednym z ostatnich programów swojego cyklu gościł meksykańskiego miliardera Carlosa Slima, właściciela imperium telekomunikacyjnego, ten zdjął marynarkę tylko po to, aby w dowód szacunku dla prowadzącego zaprezentować, że także ma na sobie szelki.

King, stonowany jak na amerykańską modłę i ekspresyjny w porównaniu ze standardowym europejskim typem medialnej konwersacji, wypracował niepowtarzalny talk-show. Jego komentarze do słów rozmówcy były zazwyczaj krótkie i w punkt, a cały sekret polegał na zadawaniu szybkich i dociekliwych pytań. Doskonale przygotowany, nie zaglądał na wizji do notatek, jak to przydarza się niekiedy naszym krajowym przedstawicielom tok-szołowych wystąpień, nie gubił się w meandrach konwersacji. Nie pytał „ni z gruszki, ni z pietruszki”, jak ci, co chwilowo wpatrzywszy się we własne odbicie na monitorze wypadają z rytmu rozmowy. Nie podlizywał się gościom, mówiąc im, jacy są piękni, mądrzy i dowcipni, ale podkreślał ich rzeczywiste osiągnięcia, nie unikając jednak ich niepowodzeń.

W jednym ze swoich ostatnich wywiadów „Larry King Live” ze sławnym w USA wokalistą i twórcą country Garthem Brooksem omawiał jego życiową porażkę – rozpad rodziny i depresję, w jaką artysta wpadł po tym wydarzeniu oraz jego powolną drogę wydobywania się z klęski i naprawiania zła, które nastąpiło z jego winy.

Nie każdy z tysięcy wywiadów Kinga był równie ciekawy czy udany, ale każdy z nich niósł ze sobą jakieś życiowe czy moralne przesłanie. Pretekstem do rozmowy bywał oczywiście skandal, dramat, katastrofa, o których się mówiło, ale najczęściej zwykłe życie z codziennymi niespodziankami, które przynosi nie tylko bohaterom mediów.

Agresywny interlokutor

Umarł król, niech żyje król! Kinga zastąpił, młodszy od niego, Piers Morgan („Mam 32 lata mniej od Kinga i miałem tylko dwie żony” – przedstawiał się). Zrobił karierę jako dziennikarz prasowy, prowadził brytyjski talk-show („Piers Morgan Life Stories”), stał się sławny jako obcesowy członek jury w brytyjskiej i amerykańskiej wersji programu „Mam talent”. Wybranie go na kontynuatora programu Kinga wywołało spore kontrowersje. Niektóre gazetowe nagłówki nawoływały: „Piers Morgan to najgorszy możliwy wybór. Rozważcie to jeszcze raz”.

Morgan po Kingu to rzeczywiście szok, ale z innych powodów, niż rozpisywała się prasa przed emisją pierwszego odcinka. Miał się ponoć zaprezentować na ekranie jako chamski i agresywny interlokutor. Nie jest taki. W średnim wieku, ubrany tradycyjnie, wyglądający zwyczajnie i wybuchający co pewien czas typowym telewizyjnym śmiechem wydaje się niekiedy plastikowym produktem TV, kolejnym facetem od nie zawsze dorzecznej rozmowy. A jednak im dłużej widz ogląda program, tym bardziej może zauważyć, że maniera Morgana jest w istocie dość wyrafinowaną grą, którą prowadzi z rozmówcą. A jak dotąd w jego programie wystąpiły same sławy (Condoleezza Rice, George Clooney wraz z ojcem Nickiem, Rudy Giuliani).

Na początek cyklu zatytułowanego „Piers Morgan Tonight” jego gospodarz odpalił prawdziwe rakiety. Odbył rozmowy ze swoimi wielkimi konkurentami. Oprah Winfrey gawędziła z Piersem, bo miała też swój własny interes do ubicia. Stała się mianowicie właścicielką sieci telewizyjnej „Own” (gra słów: Oprah Winfrey Network – Own – własny), a więc promocja w znanej stacji, jaką jest CNN, była (z wzajemnością) nie do pogardzenia. Dochodziło nawet do rzadkiego przecież przeplatania się na wizji logo obu telewizyjnych marek (tej uznanej i dopiero startującej). Niekwestionowana królowa amerykańskich mediów podkreślała swój status czarnej kobiety (Negro Woman), która zrealizowała marzenia (urzeczywistniając sen pastora Martina Luthera Kinga). Podobno po raz pierwszy publicznie ujawniła, że gdyby nie poroniła, lecz urodziła dziecko w wieku 14 lat, to z pewnością popełniłaby samobójstwo, gdyż jako nastoletnia matka miałaby złamane życie. Przyznała też, że jest bajecznie bogata, ale każdy czek powyżej 100 dol. podpisuje osobiście. Nie jest wielką zwolenniczką charytatywnego działania, raczej woli dawać pracę. Po jej śmierci, zadeklarowała, cała fortuna i tak przejdzie na cele publiczne. Na zakończenie programu, poproszona przez Morgana o opinię na jego temat, stwierdziła tajemniczo, że jako prowadzący jest zaskakujący („Just surprising”).

 

Drugi gość, Howard Stern, sam początkowo wystartował z przepytywaniem prowadzącego program i wyraźnie starał się zbić go z pantałyku, ale maniera Morgana, zakładająca pozorne ustępowanie pola, zadziałała. Role szybko się odmieniły, choć Howarda Sterna niełatwo zbić z tropu. Jest nie tylko najsławniejszym radiowym showmanem w Stanach (w apogeum – 20 mln słuchaczy), ale jednocześnie, jak mówi o nim jego ojciec, z którym, jak wyznał, się zgadza, jest „geniuszem”. Zgodził się też ze stwierdzeniem Morgana, że jest „królem wszystkich mediów”. Występuje jako producent radiowy i telewizyjny (działa na platformie satelitarnej – kanał Howard 100 i 101), napisał autobiografię – bestseller, na podstawie którego nakręcony został film „Private Parts”.

W telewizyjnym studiu Stern ponad miarę wysoki (2 metry z kawałkiem), ponad miarę szczupły, z burzą kręconych włosów (czy są prawdziwe, sprawdził Morgan osobiście, ciągnąc swojego gościa za lok), z rozbuchanym ego oraz ekspresją godną Johna Cleese’a nie zdołał jednak przyćmić poczciwego z pozoru Piersa Morgana. Stern przyznał, że niedawno otrzymał kontrakt do 2015 r. na produkcję talk-show, ale był przygotowany na ewentualną porażkę. Sytuacja jest bowiem taka, że to raczej talk-show czeka na publiczność, niż widzowie czy słuchacze na talk-show.

W pogoni za oglądalnością

Kryzys talk-show – jednego z najważniejszych telewizyjnych formatów – w dużym stopniu wynika z tego, że trudno mu się przebić do internautów, ponieważ sieć jest medium zbyt szybkim na rozwlekłe gadki. Obowiązuje w niej konkretny temat, skrótowość i szybka puenta. Publiczność coraz częściej zamiast telewizji wybiera więc Internet. Dzieje się tak również dlatego, że telewizja sama obsadza się w roli killera własnych programów. Talk-show wymaga czasu, gdy chodzi o wypromowanie prowadzącego, a w Polsce (zresztą nie tylko u nas) telewizja go nie ma. W pogoni za oglądalnością, czyli w gruncie rzeczy za reklamami, gdy tylko liczba widzów programu spada lub nie spełnia założeń w tym względzie – stacja po prostu kasuje go z wizji. Tymczasem do talk-show widz musi się przywiązać, polubić i czasem odejść od programu, aby po pewnym czasie do niego zatęsknić i powrócić. Poziom oglądalności faluje, w zależności od zmiennej mody na program i na prowadzącego.

Zabójcza dla konwencji talk-shows jest też gigamasa przegadanych seriali, które załatwiają za widzów wszelkie dylematy życiowe oraz wyposażają we wskazówki i doświadczenia, w coraz mniejszym stopniu posługując się środkiem wyrazu, jakim jest obraz w filmie. Soup-talk (bardzo często wykorzystywana w polskich produkcjach), a więc konwersacja nad zupą, zmartwionej zazwyczaj pary bohaterów seriali, wywołuje u widzów przesyt, gdy chodzi o gadanie. Do tego dochodzą jeszcze stale ci sami celebryci, z tymi samymi tematami: właśnie się żenią lub rozwodzą, romansują, odchodzą lub powracają. Między jednym partnerem(ką) a drugim obskakują wszelkie dostępne jeszcze, zwłaszcza w kanałach tematycznych, talk-shows. Soup-talk wylewa się z ekranu. Naszą lokalną specyfiką jest też dominacja w talk-shows tematów (i bohaterów) politycznych.

Tymczasem z talk-show można przygotować danie, jeśli nie wykwintne, to przynajmniej oryginalne lub pożywne. Znacznie powyżej standardu fast food. Na ich zrobienie jednak potrzeba zarówno czasu, jak i dobrych kucharzy, takich jak King, Morgan, Stern czy Oprah.

Polityka 08.2011 (2795) z dnia 19.02.2011; Coś z życia; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Królowie gadki"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną