Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Pogodzeni w tragedii

Rozmowa z prawnukiem Andrieja Tupolewa

Aleksiej Kriżewski, prawnuk Andrieja Tupolewa, projektanta samolotów. Aleksiej Kriżewski, prawnuk Andrieja Tupolewa, projektanta samolotów. Marcin Maziej / Polityka
W kwietniu było bardzo ciepło. Pamiętam, że błękitne niebo, co jest rzadkością w Moskwie o tej porze roku, zostało jakby posypane czarnym popiołem. Moje uczucia tego dnia również były czarne - mówi Aleksiej Kriżewski.
Pierwszy samolot zbudowany pod kierownictwem Tupolewa, bombowiec TB-1 (ANT-4) z 1925 r.Andrey Mossejev/Wikipedia Pierwszy samolot zbudowany pod kierownictwem Tupolewa, bombowiec TB-1 (ANT-4) z 1925 r.

Andrzej Ficowski: – Pana pradziadek Andriej Nikołajewicz Tupolew, słynny konstruktor samolotów, jest w Rosji legendą. Jak się żyje z takim bagażem?
Aleksiej Kriżewski: – W czasach radzieckich rodzice uwrażliwiali mnie i mojego brata, byśmy nie afiszowali się faktem, że jesteśmy wnukami znanego człowieka. Żeby ktoś nam nie zarzucił, że jesteśmy z tego powodu faworyzowani. Nie chcieliśmy reklamować się nazwiskiem, ale dziadek nie był tematem tabu. W domu wisiał jego wielki portret, który codziennie przypominał mi o tym, że był niezwykłym człowiekiem. I to była wewnętrzna wartość. To jest dla mnie ktoś bardzo kochany. Zastanawiam się czasami, ile cech pradziadka jest we mnie. Nie wiem, jaki był naprawdę, nigdy go nie widziałem, ale gdy patrzę na jego portret, to myślę, że był skłonnym do zgody, ale i bardzo stanowczym człowiekiem.

Na Tupolewie poznaje się Nikołaj Żukowski, pionier rosyjskiego lotnictwa, i proponuje mu współpracę. Mamy rok 1918, koniec I wojny światowej.
Tak, to byli ludzie, którzy jako pierwsi wymyślili ideę żelaznej awiacji, a pierwszym samolotem zbudowanym pod kierownictwem Tupolewa był bombowiec TB-1 (ANT-4) z 1925 r. Można powiedzieć, że dla Biura Konstruktorskiego Tupolewa był to „samolot założycielski”.

Tupolew należał do partii?
To rzecz dziwna jak na ówczesne czasy; mając niezwykle silną pozycję społeczną, nigdy nie był członkiem partii komunistycznej! W ZSRR legitymacja była przywilejem, czymś wyróżniającym. Pytano go, obywatelu Tupolew, dlaczego nie jesteście w partii? A on odpowiadał: „nie mam czasu być w partii, bo jestem bardzo zajęty pracą nad nową konstrukcją samolotu”. Andriej Tupolew był od 1938 r. represjonowany, siedział w tak zwanej szaraszce. Była to strefa znajdująca się na terenie biura projektowego, która w rzeczywistości była więzieniem. Właśnie w takich okolicznościach rozbudowywał swój lekki bombowiec Tu-2, bardzo znany w czasach wojny, a praca nad tym samolotem spowodowała, że warunkowo odwieszono wyrok. Tupolew później wspominał, że pytano go, który z inżynierów jest mu niezbędny do pracy. Musiał się szybko zastanowić, kto z bliskich współpracowników jest na wolności, a kto już w gułagu, żeby przypadkowo nie spowodować uwięzienia któregoś z nich. Natomiast uratował Siergieja Korolewa, pioniera kosmonautyki – wymienił jego nazwisko i Korolewa przeniesino z gułagu na Kołymie do łagodnej moskiewskiej szaraszki. Później było takie powiedzenie, że Tupolew jest kluczem na wolność. Po wojnie pomagał wielu ludziom, gdy był pewny, że prześladowano kogoś niewinnego.

Ale nie mogę powiedzieć, że w naszej rodzinie komunista uważany był za zwierzę. Brat mojej babci, czyli młodszy syn Tupolewa Aleksiej, który stał na czele biura projektowego, był komunistą.

Rodzina związana jest z biurem projektowym?
Babcia Julia Tupolewa, córka Andrieja, przez kilkanaście lat była prywatnym lekarzem Tupolewa. Jej brat Aleksiej Tupolew był konstruktorem samolotów. To m.in. współtwórca Tu-144 (radziecki Concorde). Władimir Wul, mąż Julii Tupolewej, jest absolwentem Instytutu Górniczego, od lat pracuje w biurze projektowym. Przez całe życie zajmował się silnikami i urządzeniami zasilającymi samoloty. Mimo że skończył już 91 lat, nadal pracuje tam w charakterze konsultanta.

Czy kiedy zdarza się katastrofa lotnicza, konstruktor czuje się odpowiedzialny?
Czytałem gdzieś, że w czasach, gdy żył Tupolew, w naszym domu były zawsze przygotowane białe koperty z pieniędzmi, które Tupolew posyłał rodzinom ofiar katastrof samolotów, których był konstruktorem. Wypadków nie było jakoś szczególnie wiele, ale oczywiście zdarzały się. Wiem, że po każdej katastrofie osobiście badał jej przyczyny. Choć przecież warto pamiętać, że Tupolew konstruował także strategiczne bombowce, które mogły przenosić ładunek jądrowy. Zapytany kiedyś, czy nie wstydzi się bombowców produkowanych w oparciu o projekty jego samolotów, odpowiedział, że nie, gdyż jest zwolennikiem pokoju.

Nie poszedł pan w ślady pradziadka, jest pan redaktorem moskiewskich „Wiedomosti” i aktorem. Jak to się stało, że dziennikarz trafił do teatru?
Na scenę trafiłem jako muzyk, a ostatecznie zostałem aktorem. Do współpracy zostałem zaproszony przez Władimira Mirzojewa i Centrum Dramatu i Reżyserii (założonego przez Aleksieja Kazancewa i Michaiła Roszczyna, znanych w Rosji dramaturgów). Potem zagrałem u Michaiła Ugarowa w kilku jego przedstawieniach. W jednym z nich gram i teraz.

 

Współpracuje pan ze znanym w Polsce i Europie moskiewskim Teatrem doc. W maju wraz z polskimi artystami z wrocławskiego Teatru Ad Spectatores weźmie pan udział w projekcie teatralnym poświęconym tragedii smoleńskiej. Czym jest ten polsko-rosyjski projekt?
Projekt smoleński jest kolejną odsłoną dialogu, spektaklu „1612”, zrealizowanego kilka lat temu wspólnie z wrocławskim teatrem Ad Spectatores, nawiązującego do zbrojnej interwencji Polaków w Moskwie przed czterystu laty. Teraz rosyjską część „Smoleńska”, reżyseruje Aleksander Rodionow.

Mamy więc już wspólne doświadczenia, operujemy również techniką, która pozwala porozumiewać się nam poprzez scenę. Ciekawi mnie bardzo, co wyniknie z tej teatralnej konfrontacji, gdyż nie wiem, co zrobią polscy artyści, i odwrotnie, oni nie wiedzą, co my zrobimy. Mogę powiedzieć, że spektakl będzie składał się z czterech części reżyserowanych przez czterech różnych reżyserów. Teatr, który uprawiamy, jest teatrem rzeczywistości, to teatr społeczno-polityczny. Mamy takie motto – „Teatr doc. to teatr, w którym się nie gra”. W naszym teatrze występują również intelektualiści i dziennikarze, a widz jest świadkiem wyłącznie aktualnych wydarzeń.

Przypomnę tylko, że architektem współpracy z młodym teatrem Rosji jest Krzysztof Kopka, dramaturg, reżyser, promotor literatury rosyjskiej. Dzięki jego zabiegom w Polsce zaczęli pojawiać się rosyjscy reżyserzy i dramaturdzy, a w 2005 r. nawiązała się współpraca Teatru Ad Spectatores z moskiewskim Teatrem doc. Do Wrocławia przyjechał Aleksander Rodionow, reżyser i dramaturg, powstał dokumentalny spektakl „Moskale”, ukazujący Rosjan żyjących w Polsce. Współpraca zaczęła się w okresie fatalnych stosunków polsko-rosyjskich. Pokazaliście wówczas, wbrew powszechnej opinii, że dialog polsko-rosyjski jest możliwy.

Jak pan zapamiętał tragedię polskiego prezydenckiego samolotu Tu-154?
Najpierw szok, potem smutek. W kwietniu było bardzo ciepło. Pamiętam, że błękitne niebo, co jest rzadkością w Moskwie o tej porze roku, zostało jakby posypane czarnym popiołem. Moje uczucia tego dnia również były czarne.

A inni Rosjanie jak reagowali?
To było wzruszenie, jakiego nigdy w Rosji nie widziałem, szczególnie w stosunku do ludzi z obcego kraju. Katastrofa waszego samolotu była jednym z takich wydarzeń, gdy uraz psychiczny pozostaje i wpływa na podświadomość całego społeczeństwa. Bo na przykład tragedia w teatrze na Dubrawce była wydarzeniem strasznym, ale, od biedy, jakoś tam przewidywalnym i wynikającym z konfliktu z Czeczenią. A teraz, zdaniem ludzi, którzy uchodzą u nas za autorytety, wydarzyło się coś symbolicznego. Dużo mówiono, że Rosja powinna zacząć nowy etap stosunków z Polską, że to cierpienie ma nas połączyć.

Polacy kojarzyli się Rosjanom zawsze jako nasi i nie nasi. W przypadku katastrofy zwyciężyło to, co nasze, to, co jest wspólne.

Upolitycznianie w Polsce tragedii odbiera pan jako psucie tej wypracowanej empatii?
Po katastrofie nasze media śledzą wydarzenia społeczne w Polsce. Wcześniej takiego zainteresowania Polską nie było. A teraz już bardziej zwracamy uwagę na to, co mówią polscy politycy. Nie zauważam powrotu niechęci. Oczywiście empatia trochę minęła. Zdziwiliśmy się, że tak wielu najwyższej rangi polityków i generałów leciało jednym samolotem. W Rosji nie pisze się wprost o tym, że to była „wariacka” decyzja, ale tak się myśli. Dlaczego polecieli razem? Przecież do Smoleńska można w kilka godzin dojechać pociągiem...

Polityka 13.2011 (2800) z dnia 25.03.2011; Coś z życia; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Pogodzeni w tragedii"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną