Rezerwowi gracze zarabiają krocie

Kokosy zamiast marchewki
Polski piłkarz ligowy się ceni i najczęściej podpisuje kontrakt na swoich warunkach. A rozwiązać umowę z winy zawodnika – to się prawie nie zdarza.
Damian Gorawski. Dziś gra w B - klasowym zespole Górnika Zabrze, ale nadal dostaje niezła pensję.
Michał Chwieduk/Newspix.pl

Damian Gorawski. Dziś gra w B - klasowym zespole Górnika Zabrze, ale nadal dostaje niezła pensję.

Daniel Kokosiński. Skierowany do głębokiej rezerwy z Polonii Warszawa, nadal kasuje co miesiąc prawie 20 tys. zł.
Kuba Atys/Agencja Gazeta

Daniel Kokosiński. Skierowany do głębokiej rezerwy z Polonii Warszawa, nadal kasuje co miesiąc prawie 20 tys. zł.

O Klubie Kokosa zrobiło się głośno, gdy właściciel Polonii Warszawa, deweloper Józef Wojciechowski, zagroził, że ześle tam, celem przemyślenia postawy boiskowej, najjaśniejszą gwiazdę drużyny Euzebiusza Smolarka. Ostatecznie napastnik został przywrócony do łask, ale lekcję, że w Polonii piłkarz nie zna dnia ani godziny, otrzymał. Wiceprezes klubu Piotr Ciszewski starał się wykorzystać okazję, by nakłonić Smolarka do renegocjacji kontraktu (gwarantującego mu podstawowe zarobki w kwocie 400 tys. euro za rok), jednak niczego nie wskórał. Smolarek jest w Polsce kilka miesięcy, ale już pojął, że umowa piłkarza, raz podpisana, jest święta.

Klub Kokosa to czarna dziura – trafiają tam piłkarze bez przyszłości w zespole, których nie da się zwolnić. Jako pierwszy w niebyt został zesłany Daniel Kokosiński (stąd nazwa klubu), 25-letni obrońca, który po kilkunastu udanych meczach w Zniczu Pruszków został kupiony przez Wojciechowskiego, podpisał dwuletni kontrakt, ale z biegiem czasu okazało się, że to transferowa pomyłka. – Próbowaliśmy nakłonić Daniela do rozwiązania umowy. Zgodził się, ale zażądał wypłaty za rok z góry. Na to prezes Wojciechowski nie przystał – informuje Ciszewski. Na razie Kokosiński ćwiczy więc sam, z dala od drużyny, pod okiem oddelegowanego przez klub trenera. Trochę biega, do tego pompki, brzuszki, rozciąganie, co tam trener zaplanuje. I co miesiąc kasuje prawie 20 tys. zł.

Bohaterowie z boiska

Każda drużyna Ekstraklasy ma swój Klub Kokosa. Głośno jest o tym z Górnika Zabrze, brylują w nim Damian Gorawski i Paweł Strąk, piłkarze obyci w ligowej elicie. W Górniku, dla którego zawirowania finansowe to norma (ostatnio piłkarze znów dostają wypłaty z poślizgiem), o tej dwójce mówi się: kac po Kasperczaku. Słynny trener, ściągnięty jesienią 2008 r. z misją uratowania klubu przed spadkiem z Ekstraklasy (zakończoną ostatecznie fiaskiem), dostał w kwestii transferów wolną rękę i zaszalał. Namówił zarząd do podpisania ze Strąkiem oraz Gorawskim długich i lukratywnych kontraktów. Piłkarze niewiele do zespołu wnieśli, zaczęły się pretensje, fochy i grymasy. Koniec końców zostali zesłani do drużyny rezerw.

Dziś grają w B-klasowym zespole Górnika, jeżdżą na mecze m.in. do okolicznych Bargłówka, Bujakowa i Pawłowa, mają tam naprzeciw siebie najprawdziwszych amatorów, którzy po kwadransie meczu dławią się z braku powietrza. Górnik strzela średnio dziewięć goli na mecz, a niedawni bohaterowie Ekstraklasy błyszczą na boisku. Nie mają jednak łatwego życia, bo sędziowie patrzą na nich z mieszaniną pobłażania i pogardy, a rywale, żądni mołojeckiej sławy, demonstrują wobec Gorawskiego i Strąka postawę agresywną i wrogą. Poza tym dla lokalnej publiczności stanowią wdzięczne obiekty żartów, zwłaszcza Strąk, który po kontuzji przytył kilkanaście kilogramów. Trener B-klasowego Górnika Marek Kostrzewa nie ukrywa, że dziwi się swoim najbardziej znanym podopiecznym i nieraz namawiał ich do rozstania się z klubem w cywilizowany sposób. – Gdybym miał dwadzieścia parę lat, tak jak Strąk, to myślałbym o graniu w piłkę, a nie odcinaniu kuponów – mówi.

Strąk na pytanie, dlaczego tak kurczowo trzyma się Górnika, przerywa rozmowę telefoniczną. Gorawski jest rozmowniejszy, choć niedawno został ukarany odebraniem dwumiesięcznej pensji (112 tys. zł) za krytyczne wypowiedzi wobec klubu. Z tego, co mówi, jasno wynika, że polubowne załatwienie sprawy nie wchodzi w grę, a teraz bardziej niż o pieniądze chodzi o jego podrażnioną ambicję i honor – bo byłego reprezentanta kraju traktuje się nieodpowiednio. W chwilach refleksji sam siebie pyta, kto go będzie chciał, gdy latem 2012 r., mając 33 lata, wypełni kontrakt. Odpowiedź jest oczywista: prawdopodobnie nikt, ale co zarobi, to jego.

W polskiej rzeczywistości futbolowej praktycznie nie słyszy się o wyrzucaniu piłkarzy z klubów. W krajach futbolowo rozwiniętych, a przede wszystkim bogatszych, krnąbrne przypadki traktuje się prośbą, groźbą, a w ostateczności hakiem. Robi im się kompromitujące zdjęcia, podrzuca narkotyki i po takich trikach ton rozmowy się zmienia. Ale na ogół po prostu wystarczy odwołać się do regulaminu klubu. Gdy kilka tygodni temu napastnik niemieckiego Hoffenheim Demba Ba nie stawił się na obóz treningowy, został wyrzucony z zespołu. Co więcej, wisiała nad nim groźba, że do końca obowiązującej umowy, czyli 2013 r., nie znajdzie w Niemczech klubu, który chciałby go zatrudnić. U nas, gdy napastnik Śląska Wrocław Vuk Sotirović wszczął bójkę z kolegą z zespołu, czym złamał wewnętrzny regulamin, nie dało się zwolnić go dyscyplinarnie. Został wypożyczony do Jagiellonii Białystok. W Śląsku są szczęśliwi, że nie muszą mu płacić.

Prezes Górnika Łukasz Mazur nie ukrywa, że w kiepskiej sytuacji finansowej klubu umowy Strąka i Gorawskiego to kamień u szyi. – Negocjacje nie mają większego sensu, bo w rozumieniu zawodników kompromis wygląda następująco: dla nas wszystko, dla klubu nic – twierdzi. Od wielu miesięcy Górnik im nie płaci, licząc na korzystną dla klubu decyzję, podjętą przez organy powołane do wyrokowania w konfliktach na linii: zawodnik – klub, m.in. Izbę do spraw Rozwiązywania Sporów Sportowych. Wielkich nadziei Mazur sobie jednak nie robi: – Klub jest niewolnikiem podpisanego kontraktu. Nie ma prawa go jednostronnie wypowiedzieć – mówi.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną