Z życia sfer

Polak się rusza
Rząd i media straszą, że gdy 1 maja Niemcy otworzą swój rynek pracy, Polskę czeka wielka fala emigracji, a za kilka lat – brak rąk do roboty.

Zabraknie kierowców, spawaczy, budowlańców, inżynierów i nie wiadomo kogo jeszcze. Z powodu wyludnienia placów budów to, co z takim trudem zaczęto w kraju budować, pozostanie rozgrzebane – nie będzie komu dokończyć drugiej linii metra, stadionów na Euro, mostu Północnego, o brakujących autostradach nie wspominając.

Te ostatnie mają co prawda dobudować Chińczycy, ale niewykluczone, że widząc, co się dzieje, oni także uciekną. Pesymiści wieszczą, że w kraju pozostaną jedynie specjaliści od stawiania pomników oraz producenci krzyży, zniczy i pochodni, a więc dziedzin, w których na Zachodzie panuje zastój, a które w Polsce przeżywają swój renesans, a nawet średniowiecze. Pocieszające jest tylko to, że jeśli w zaistniałej sytuacji stanie budowa III RP, to przynajmniej budowa IV RP ruszy z kopyta.

Otwarcie się rynku niemieckiego może być szansą dla Polaków pracujących obecnie w Holandii. Mimo że stanowią tam oni najtańszą siłę roboczą, od pewnego czasu nie są mile widziani, gdyż zdaniem Holendrów piją, źle parkują samochody, nocami imprezują i w dodatku nie mówią po niderlandzku. Pretensje te naprawdę trudno zrozumieć, gdyż wydaje się, że biorąc pod uwagę wysokość polskiej dniówki, Holendrzy dostają dokładnie to, za co zapłacili. Jedyne uczciwe wyjście jest takie, żeby Holendrzy płacili więcej. Nie sądzę, aby po ewentualnej podwyżce Polacy pracujący w Holandii przestali pić czy imprezować, ale być może zaczęliby przynajmniej prawidłowo parkować. Trzeba przyznać, że szczególnie tendencyjny jest zarzut nieznajomości niderlandzkiego, gdyż nie ma wątpliwości, że gdyby nasi rodacy nauczyli się podstaw tego języka i zaczęli się za jego pomocą zwracać do swoich holenderskich gospodarzy, nieporozumienia między obiema stronami jeszcze by się nasiliły.

W Holandii coraz głośniej mówi się o wydalaniu Polaków, zwłaszcza tych, którzy chwilowo są bez zajęcia. Ale nie dla wszystkich Holendrów jest to dobre rozwiązanie. Tamtejsi plantatorzy alarmują na przykład, że po wydaleniu Polaków nie będzie komu wykonywać pracy w polu. Rodzą się obawy, że opuszczając Holandię, nasi rodacy zmuszą Holendrów do odwalania całej tej morderczej roboty za nich, co jeszcze bardziej pogorszy opinię o Polakach, a do łatki pijaka, imprezowicza i nieuka dojdzie łatka nieroba.

Polskie MSZ przesłało już do Hagi pismo, w którym stwierdza, że pomysł wydalania Polaków bez pracy stawia pod znakiem zapytania fundamentalną dla UE swobodę przepływu ludzi. Są w związku z tym pomysły, aby w ramach retorsji nasz kraj również podjął decyzję o wydaleniu bezrobotnych Polaków, przynajmniej tych, którzy piją, imprezują, źle parkują i nie znają niderlandzkiego. Skutki takiego kroku mogą być dla Holandii opłakane.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj