Na peerelowską nutę – nostalgia, zabawa, marketing

Smak na Peerel
Po 20 latach klientom zaczynają podobać się peerelowskie klimaty, oldskulowe knajpki i socrealistyczne gadżety.
Lokal Lotos na warszawskim Mokotowie był uznawany za kultowy, zanim stał się miejscem regularnych spotkań miłośników peerelowskich kryminałów.
Stanisław Ciok/Polityka

Lokal Lotos na warszawskim Mokotowie był uznawany za kultowy, zanim stał się miejscem regularnych spotkań miłośników peerelowskich kryminałów.

Prof. Roch Sulima, socjolog kultury, o trojakim stosunku Polaków do PRL:

W pierwszej grupie mamy ludzi starszych, autochtonów PRL – ich stosunek do minionej epoki nacechowany jest silnym resentymentem. Możemy tu mówić o postawach rewindykacyjnych.

Druga grupa to ci, którzy tęsknią za tym tylko, co było dla nich pozytywne. To nostalgia za fałszywym obliczem Peerelu, który w pamięci został upiększony. Jest tu także element tęsknoty za światem prostszym, może czarno-białym, ale bardziej poukładanym niż nasza płynna teraźniejszość.

I wreszcie grupa trzecia, której stosunek do PRL możemy nazwać prześmiewczo-ludycznym czy wręcz zabawowym. W tej grupie znajdują się głównie młodzi, którzy oglądając kultowe filmy i seriale tamtej epoki nabierają przekonania, że były to bardzo wesołe czasy. A to też zafałszowany obraz PRL.

Ciekawe jest, że podejście do epoki komunizmu zinternacjonalizowało się. Takie same postawy obserwujemy u Rosjan, Czechów, Słowaków, mieszkańców byłej NRD czy Jugosławii.

Tańce W Komitecie (komuna z łezką w oku)

– Zasada jest taka, że jak facet prosi do tańca, to się nie odmawia – wyjaśnia Agata, wdowa, nie powie, ile ma lat, ale córka ma 40, więc można sobie policzyć. – No chyba że jakiś wyjątkowy niechluj. Panów jest mniej, bo mężczyźni są leniwi. Poza tym wcześniej umierają. Więc jak się która chce poprzytulać, to nie ma co grymasić.

Stołówka słynnego Białego Domu (siedziby Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) w Warszawie, u zbiegu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich, 800 m kw., ponad cztery metry do sufitu, marmurowe podłogi i kolumny, oryginalne stiuki, nie wymagała wielkiej aranżacji, by stać się restauracją z dancingiem w peerelowskim stylu. Wystarczyło zostawić stary fortepian i ozdobić ściany. Olbrzymia fototapeta przedstawiająca zdjęcie kolejki przed sklepem jest tłem dla zespołu muzycznego i konferansjera. Na stolikach wazoniki z czerwonymi goździkami.

– Nazwa lokalu narzucała się sama – mówi właścicielka Carol Barbara Firley. – W końcu jesteśmy w Komitecie. Nie musiała zatrudniać architekta, w poprzednim wcieleniu i w poprzedniej epoce prowadziła stołówkę MSZ i szefowała znanym warszawskim restauracjom – Staropolskiej, Toruńskiej, Wenecji.

Prawdziwe życie we W Komitecie zaczyna się wieczorem. Wtorki i niedziele to dni Peerelu z dyskoteką dorosłego człowieka. Przychodzą głównie samotni. Średni wiek 60 lat. W piątki i soboty dancing. Trochę więcej par, ale w zasadzie klientela podobna.

– Kiedyś nie było tu osobnego wejścia z ulicy, dostęp tylko poprzez KC – wspomina Ryszard, były doradca jednego z ważnych partyjnych sekretarzy. – I te okna w budynku naprzeciwko, w Muzeum Narodowym, musiały być zabite gwoździami ze względów bezpieczeństwa. Nawet dyrektor nie mógł otworzyć okna w swoim gabinecie.

Znajomi Ryszarda czują się tutaj jak u siebie. Miło po latach znów tu zajrzeć. Powspominać. Wcale tak źle się przecież nie żyło. Nie ma co psioczyć na PRL, wszyscy w pewnym wieku jesteśmy z Peerelu. I palić można było normalnie, przy stoliku, a nie jak teraz, w wejściu.

Barbara, na dzisiejszej imprezie w stroju hinduskim, w latach 70. i 80. pracowała w ZSMP, a potem w OHP na Smolnej, naprzeciwko KC. Miała przepustkę do partyjnej stołówki i bywała tu prawie codziennie. W nowym W Komitecie jest czwarty raz i bardzo się jej podoba. Przyjemniej bawić się w eleganckiej sali niż w tych nowoczesnych lokalach. Jej chłopak Sławek w Białym Domu spędzał wakacje. – Mama kolegi tu pracowała i jak nie było szkoły, zabierała nas do pracy – wspomina. – To było lepsze niż kolonie. Jedliśmy obiady w stołówce, widziałem osobiście Władysława Gomułkę, a potem Edwarda Gierka.

Imponowało mu, że jest w miejscu, do którego zwykłym śmiertelnikom wstęp był wzbroniony. Największym przeżyciem były jednak filmy wyświetlane w sali projekcyjnej. Pracownicy KC dostawali kartki na seanse.

Dziś ważniejszy jest taniec, więc gaszą papierosy i wracają na parkiet. – Bzdury gadają, stare pryki, wszystko teraz jest lepsze, nawet fajki – upiera się Agata, zaciągając się łapczywie po raz ostatni cieniutkim papieroskiem. – Mój mąż palił carmeny i umarł.

Za czym kolejka ta stoi (socjalizm uczy i bawi)

W ciągu dnia na lunch do W Komitecie przychodzą pracownicy giełdy, ministerstw i biznesu ze stołecznego city, rozbawieni niecodziennym wystrojem i magią miejsca, niegdyś tylko dla wybranych. Wielu z nich PRL zna co najwyżej z lekcji historii. A tu nad barem i między oknami wiszą oryginalne propagandowe plakaty. „Tęp muchy, dbaj o zdrowie”, „Po pracy najlepsze piwo. Pijcie odżywcze piwo państwowych browarów”. W szatni: „Popieramy pokojową politykę ZSRR” (na plakacie czołg) i „Wódka przyczyną nieszczęśliwych wypadków w pracy i w drodze”.

Korporacyjni zjedzą, pośmieją się i wracają do pracy. Wrzucają w Google zapamiętane z plakatów hasła i serfują po niezliczonych portalach poświęconych życiu w PRL. Są fora dyskusyjne, wirtualne galerie z kolekcjami zdjęć. Jest Born in the PRL (Urodzeni w PRL) na Facebooku. I sklepy internetowe, jak Spod Lady, gdzie można kupić buty Relaks, słynne juniorki, egzemplarze „Trybuny Ludu”, plakaty, butelki po oranżadzie, syfony na wodę sodową, breloczki, opakowania po batonikach i wiele innych przedmiotów z tamtych lat.

Jedynym nowym produktem jest gra planszowa „Kolejka”, ochrzczona przez fanów socjalistycznym „Monopolem”, wydana przez Instytut Pamięci Narodowej.

Gra edukacyjna dla młodzieży, pomyślana jako pomoc szkolna w nauczaniu najnowszej historii Polski, autorstwa Karola Madaja, okazała się prawdziwym hitem. Świetnie sprzedawała się z okazji walentynek. Gracze losują listę zakupów, po czym wysyłają swoje pięcioosobowe rodziny na łowy do osiedlowych sklepów. Pionki ustawiają się w kolejkach, gdy sklepowe półki jeszcze świecą pustkami i czekają na dostawę towaru. Nigdy dla wszystkich nie wystarczy, a dodatkowo nie wiadomo, co dziś rzucą.

Graczom w kolejkach dają fory karty z talii kolejkowej z napisami „Matka z dzieckiem na ręku”, „Towar spod lady” albo „Pan tu nie stał”. Mogą też natrafić na „Remanent” czy „Pomyłkę w dostawie”. Muszą uważać na czarne pionki (spekulantów), a ostatnią deską ratunku jest osiedlowy bazarek, gdzie można kupić wszystko, płacąc drożej. Wygrywa ten, kto pierwszy skompletuje listę zakupów. – W „Kolejce” ważny jest element taktyczny, planowanie strategii zakupów – mówi Karol Madaj.

Instytut wypuścił 3 tys. egzemplarzy gry. Dziś można jeszcze „Kolejkę” kupić na Allegro, płacąc cztery razy więcej internetowym spekulantom. IPN planuje dodruk kolejnych 5 tys.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną