Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Ludzie z Kamienia 2

Znów zadymiło w Kamieniu Pomorskim

Mieszkańcy są pod stałą obserwacją gospodarza. Mieszkańcy są pod stałą obserwacją gospodarza. Mirosław Iwaszczyszyn / Materiały prywatne
Minęły dwa lata od pożaru hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Codzienne życie ocalonych lokatorów podgląda służbowo kamerami nowy gospodarz. Miesiąc temu znów zadymiło.
Gmina przekazała ocalonym dwa bloki mieszkalne.Mirosław Iwaszczyszyn/Materiały prywatne Gmina przekazała ocalonym dwa bloki mieszkalne.
Pani W. jako jedyna z ocalonych zgodziła się przyjąć pracę przy zieleni miejskiej.Mirosław Iwaszczyszyn/Materiały prywatne Pani W. jako jedyna z ocalonych zgodziła się przyjąć pracę przy zieleni miejskiej.

Dwa lata temu w zgliszczach znaleziono 36 szczątków ludzkich, z czego poskładano 23 osoby, w tym 11 dzieci. Ekspertyza wykazała, że przyczyną pożaru było zwarcie w instalacji elektrycznej, co zbiegło się z utrudnionym kontaktem z lokatorami, gdyż to była noc z wielkanocnej niedzieli na poniedziałek. Odnotowano opóźnione reakcje na ogień (w ekspertyzie nie użyto sformułowania: byli pijani, bo nikt nie został zbadany alkomatem).

Oprócz licznych darowizn, rzeczówek do nowych mieszkań, pomocy terapeutycznej, wakacji, szkoleń z wejścia życiowo na właściwe tory, gmina przekazała każdemu z 55 ocalonych po 36 tys. 657 zł zadośćuczynienia za traumatyczne przeżycia. Oraz dwa nowe bloki mieszkalne.

Minął okres ulgowy. W służbowym mieszkaniu na parterze zamieszkał gospodarz z żoną. Na dwóch monitorach zainstalowanych w pokoju córki na zmianę kontrolują życie mieszkańców, rejestrowane przez kilkadziesiąt kamer zamontowanych na klatkach. Jeśli zaobserwują niesubordynację, dzwonią na posterunek, wyposażony w specjalną antenę na dachu. Wtedy policjanci drogą internetową wchodzą w czasie teraźniejszym w ten sam obraz, który gospodarz ma na monitorach, i podejmują interwencję. Zdarzenia są archiwizowane na pendrajwie. Jeśli skumulują się na koncie jednego mieszkańca, zarządca podejmuje decyzję eksmisyjną.

Najpoważniejszy incydent ogniowy miał miejsce miesiąc temu. Dym wyszedł z mieszkania Z., który jeszcze w hotelu, jak popił, miał zwyczaj zalewać korpusy i gotować rosół. Do Z. przyszła jego nowa kobieta, nad ranem chcieli sobie zrobić jajecznicę, odkręcili kurki, ale zapomnieli postawić patelnię i zasnęli. Tymczasem kuchenka zaczęła się nagrzewać, a stary tłuszcz dymić. Kiedy obudzili się, już nie potrafili zakręcić kurków z powodu utrudnionego kontaktu. Z. wziął kombinerki i próbował wyrwać kurki, ale uścisk w rękach miał słaby. Kobieta Z. zadzwoniła po straż. Choć dyspozytorce trudno było się z nią porozumieć, zachowanie kobiety Z. było prawidłowe.

Kiedy w straży usłyszeli: Socjale, Kamień!, reakcja była może na wyrost. Wyjechali dwiema jednostkami. Komendant Daniel Kowaliński widzi, jak skomplikowany jest teraz świat wewnętrzny jego chłopców po tamtym pożarze, gdy za pomocą jednej 10-metrowej drabiny w 10 minut wyrwali z gardzieli czerwonego kura 11 osób. Najmłodszy stażem strażak potem na dłuższy czas zawiesił się w środku. Odblokowała go dopiero pani psycholog pożarnicza i pozwolił sobie na szloch. W opinii komendanta Kowalińskiego – z powodu utrudnionych kontaktów z mieszkańcami siedmiu chłopców musi czuwać na bazie dniem i nocą. W takiej Szwecji w miasteczkach wielkości Kamienia na nocnym posterunku nie ma nikogo. Strażacy śpią sobie w domach z pejdżerami. Bo tam model alkoholizmu jest inny. Tzw. wysokofunkcjonujący – ludzie piją codziennie, ale dbają o swoje dzieci, pracę, psa, obejście. Można powiedzieć, że polscy strażacy są współuzależnieni.

Po interwencji kobieta Z. zachowywała się tak, jakby robiła łaskę, że się jednak nie podpalili. Gospodarz wraz z żoną, która w tamtym pożarze straciła matkę, obserwując lokatorów w kamerach podzieliłby ich na typy.

Pracujący

Do pracy wychodzi A. (ocalała, bo była w Gorzowie, chciała wracać na lany poniedziałek, ale nic nie kursowało). Kiedy Z. i jego kobieta zadymili klatkę, dwa dni wietrzyła mieszkanie, bo lubi czystość. W dużym pokoju – szklana ława, palma w donicy, żyrandol (od metalowych gałęzi odchodzą metalowe kwiaty). Przed pracą zawsze płucze szklankę po wypitej kawie, żeby nie stała do wieczora. Zazdrosne sąsiadki mówią, że w łazience ma meble pokojowe, tymczasem to są typowe łazienkowe meble, tylko że stylizowane. Do sprzątania urzędu miasta (za 1,2 tys. zł) zakłada prywatny fartuszek, żeby nie marnować ciuchów. Postanowienie noworoczne A.: koniec, nie ma pożycz jajka, szklanki cukru, papierosa, marchewki. Na wieczne poczekaj?

Do pracy szybkim biegiem wychodzi też W. Bardzo nawróciła się na Boga. Zamiatając ulice na mieście, życzy przechodniom miłego dnia. Jako jedyna z ocalonych lokatorów zgodziła się przyjąć pracę przy zieleni miejskiej w powstałej po pożarze spółdzielni socjalnej Warcisław. Została przeszkolona, jak trzymać grabie, żeby nie zrobić sobie krzywdy, co to jest cykl wegetacyjny roślin. Oceniana pozytywnie. Nie kradnie – jak niektórzy – gałęzi z przycinanych drzew, które spółdzielnia sprzedaje do kominków w salonach. Nie patrzy na zegarek. Na przykład dziś jest do rozsadzenia po rabatkach w reprezentacyjnych miejscach 5 tys. kwiatów. Wie, że jeśli nie zostanie w pracy dłużej, kwiatki do rana uschną. W. cechuje odpowiedzialność.

Również za 6-letnią córkę. W. zimą oszczędzała na kaloryferze tak bardzo, że z mrozów zbierało ją na wymioty; wymyśla takie dania, które nie wymagają włączenia kuchenki elektrycznej. Córce gotuje mleko, ale to trwa tylko chwileczkę. W. jest skłócona z T. i jego kobietą. Dała im 40 zł, mieli jej kupić worek ziemniaków, ale nie zobaczyła ani ziemniaków, ani 40 zł. Nie oddali: Bo ty przecież pracujesz! Oskarża też T. o próbę gwałtu na jej osobie, za co kobieta T. grozi jej drogą esemesową: Za to, co nagadałaś na Misia w opiece, masz założoną sprawę cywilną, czekaj na pozew.

Do pracy wychodzi M. i jego kobieta. On jest zatrudniony w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej, ona w ośrodku wczasowym. Wczoraj spłacili ostatnią ratę za frytkownicę i lodówkę, bo ta, którą dostali z opieki, była za mała na trójkę dzieci. Może M. nie kupowałby nowej lodówki, ale T. nabijał się z niego, bo T. sobie większą wywalczył. To M. pomyślał: Chuj. I wziął lepszą na raty.

Nadużywający

Są zagęszczeni w pierwszym bloku. W opinii gospodarza po pracujących są na drugim miejscu pod względem kultury. Co prawda nie trzepią chodników na wiosnę, bo pytali w opiece i dowiedzieli się, że dbanie o swój lokal nie jest odpłatne. Ale powiedzą na klatce do A.: Sąsiadka, jaka ty piękna jesteś. Ostatnio nadużywający Z. wyrzucił śmieci z całego kontenera, bo szukał kluczy od domu. Poproszony, posprzątał po sobie bez dyskusji.

Nadużywający piją, ale za swoje. Jak wychodzą w ciuchach roboczych, znaczy, że idą do pracy. Wychodzenie trwa zwykle przez miesiąc. Potem miesiąc piją. A ponieważ na ciągły przepływ prądu w lokalu im nie starcza, a gospodarz trzyma klucze do wszystkich liczników, żeby nie ciągnęli na lewo, jak to było w spalonym hotelu, zmuszeni byli założyć sobie karty na przedpłaty (za karty płaci opieka, gdyż alkoholizm jest chorobą). Jeśli nie doładują kart, siedzą przy świeczce. I czekają na Marshalla.

 

Dwa miesiące temu po lokalach pukał Marshall – Centrum Dochodzenia Odszkodowań, spółka z o.o. z Dzierżoniowa, prosząc o pełnomocnictwo. Chwalili się, że reprezentują poszkodowanych w wypadku polskiego autokaru w Grenoble i traktują swoją misję profesjonalnie. Kazali wyciągać wszystkie historie choroby ze szpitali – uszkodzone miednice, stany nerwowe u dzieci. Obiecali walczyć o minimum 160 tys. dla każdego (z czego 20 proc. dla Marshalla).

Nadużywający czują się obserwowani i hamują się. Tylko trzy rodziny oczekują na eksmisję w związku z notorycznym załatwianiem się na klatkach, nocnymi wrzaskami do żon: kurwa, wypierdalaj. Po takich incydentach gospodarz zmywa ze ścian i klamek żoniną krew.

Rodzące

Najgorzej jest w drugim bloku, gdzie zagęścili matki z dużą liczbą dzieci. Gospodarz z żoną na drugi blok wchodzą ze ścierą codziennie. I z Domestosem, bo tam okrutnie śmierdzi. Coś jakby wsiąkniętym w dywany starym moczem, po dzieciach i szczeniaczkach. Te szczeniaki matki biorą na prezenty dla dzieci. Jak pieski podrosną, wyrzucają je, bo przestają być milusie i robią na klatkach duże kupy. Jeśli gospodarz znajdzie kupę, sprawdza na monitorze, który piesek napinał się i idzie z upomnieniem, żeby zrobiły porządek po piesku. Matki warczą: Od tego tu jesteś. Jak cię pierdolnę, to ci tapeta spadnie (to do żony gospodarza). Gospodarzowa też ma cięty język i odpowiada, że to nie jest tapeta, chodzi na solarium. Jedna matka wykrzyczała jej w twarz, że ma już dosyć tego spokoju. O godz. 8 rano matki otwierają drzwi i wypuszczają dzieci na klatkę. Chodzą bezpańsko i powtarzają za matkami: Od tego tu jesteś.

Żeby matki mogły oglądać normalne życie i czerpać pozytywny przykład, 10 m za blokiem miasto buduje blok TBS. W tanim budownictwie będą mieszkać (odpłatnie) rodziny żyjące pozytywnie. A obok na ściernisku wyrośnie 70 domków jednorodzinnych. Żeby matki nie mogły dziećmi wymigiwać się od pracy, pod blokami powstaje też nowoczesne przedszkole na 150 dzieci. Eksperyment polega na tym, by nie zamykać matek w getcie, pokazywać możliwości.

Z matkami jest tak. Najpierw jest puk, puk: Kawę, Ryba, wypijesz? Jak Rybie rodzi się nowe dziecko (a ciągle rodzą, gdyż są wypoczęte), koleżanka robi zdjęcia nowo narodzonemu i wiesza je na pulpicie swojego telefonu. Po tygodniu się kłócą, wyrzucają zdjęcia z pulpitów, zaczynają wypominać sobie, dlaczego jedna ma na dwa palniki, druga na cztery plus piekarnik, przychodzą ze skargami do gospodarza, niech znajdzie na monitorach, kto komu otarł skuterka. Dzieci na podwórku dzielą się wtedy na grupy. Trzymają się z tymi, z którymi ich matki aktualnie piją kawę.

Co trzy miesiące w budynku protestanckiego zboru przy ul. Orzeszkowej wywieszają polską i norweską flagę. To znak, że przyjechali Norwegowie z darami i pieniędzmi. Matki chodzą i wymieniają choroby dzieci, za co dostają pieniądze na inhalatory, leki itp. Potem jeżdżą na zakupy taksówką.

O 22. wołają z okien na dzieci: Do domu!

Umysłowi

To najtrudniejsza grupa. Rano wstają i myślą, skąd wziąć? K., którzy nie wynieśli z płomieni niepełnosprawnego dziecka, już mają nowe. Szybko wypisali je ze szpitala w Szczecinie, podjęli becikowe i zawieźli z powrotem, bo choruje. Kobieta T. ciągle chodzi do opieki z zapytaniem, czy jej dzieci mają tynki jeść? Skoro tak, po co jej dali taką dużą lodówkę? Kupiła dyktafon, żeby nagrywać rozmowy na dowód, jak ją traktują.

T. (Misiu) jest walczący o rodzinę. Jaką walkę musiał stoczyć z opieką o głupią szafkę do łazienki! Z lustrem, za grosze (300 zł). Na nowym bloku urodziło im się wspólne dziecko, a opieka wypłaca kilka złoty pielęgnacyjnego i myśli, że to pomoże stanąć na nogi. Tymczasem dziecko jest uczulone na krowie mleko. Opieka zmusiła T., żeby poszedł do pracy. I poszedł na budowę, mimo że od przeszczepu nerki nie pracował 7 lat. Porobił dwa miesiące, nerka odmówiła mu pracy. I teraz Misiu leży, czekając na nowy przeszczep. Jak dzieciak się urodził, przestał brać leki na nerkę, bo musiał wybrać, co jest w życiu ważniejsze – nerka czy dzieciak? Za 4 tys. zadośćuczynienia za tamte traumatyczne przeżycia Misiu kupił dzieciakowi skuterka. Widać w kamerach, że jest najładniejszy na blokowym parkingu, stylizowany na Harleya.

Obecnie starają się o refunduję za dietę Misia. Odpadają kabanosy, żółte sery, kaszanka, salceson, konserwy solone, winogrona białe itp. Trzy razy w tygodniu pod blok podjeżdża ambulans i zabiera Misia na dializy do Gryfic. Opieka przyczepiła się do jego kobiety, że powinna iść do pracy. A jak ona zostawi Misia z dzieckiem? Misiu leży, ogląda w telewizji, jak dobrze traktują psy. Załatwią psom pieniądze na jedzenie, dach, a na ludzi srają. Pies jest ważniejszy niż człowiek. Pomoc szła z całej Polski i świata. Gdzie te pieniądze na odkucie się? Tymczasem idzie komunia starszej córki, chrzest, trzeba kupić jakieś buciki białe, książeczkę do nabożeństwa, różaniec, jakąś garsonkę, żeby nie ginęła tradycja.

Pod krzyż, zbudowany ze stopionego żelastwa z pogorzeliska, przychodzą klasy na lekcje wychowawcze z cyklu: Do czego może doprowadzić życiowa postawa beztroski.

Polityka 19.2011 (2806) z dnia 03.05.2011; Kraj; s. 29
Oryginalny tytuł tekstu: "Ludzie z Kamienia 2"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Za dużo leków, diagnoz depresji, autyzmu i ADHD? Wielki spór w psychiatrii

Narasta sprzeciw wobec tradycyjnej psychiatrii. Zamiast u lekarzy pomocy szukamy w aplikacjach i poradnikach. Dwie książki próbują uporządkować ten chaos. Z różnym skutkiem.

Paweł Walewski
12.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną