Społeczeństwo

Bracia wolnomularze

Czy masoni naprawdę rządzą Polską i światem? I jak do nich dołączyć?

Judy van der Velden / Flickr CC by 2.0
Rozmowa z Markiem Złotek-Złotkiewiczem, wielkim mistrzem Wielkiej Loży Narodowej Polski, wolnomularzem i przedsiębiorcą, o mitach i faktach na temat polskiej masonerii
Spotkanie Wiedeńskiej Loży Masońskiej, do której należał m.in. Wolfgang Amadeusz Mozart, 1790 r.Forum Spotkanie Wiedeńskiej Loży Masońskiej, do której należał m.in. Wolfgang Amadeusz Mozart, 1790 r.
Ceremonia inicjacji w Loży Francuskiej, XVIII w.Topfoto/Forum Ceremonia inicjacji w Loży Francuskiej, XVIII w.
Pieczęść Wielkiej Loży Narodowej Polski.Forum Pieczęść Wielkiej Loży Narodowej Polski.

Wywiad ukazał się w POLITYCE w maju 2011 r.

Adam Szostkiewicz: – Dlaczego pan się zgodził być wolnomularzem?
Marek Złotek-Złotkiewicz: – Zgodził się? To był dla mnie zaszczyt. Miałem 31 lat, dzieci, wydawało mi się, że wszystko jest już poza mną. Miałem wrażenie, że nie mogę wrzucić „trzeciego biegu”, żyjąc na pełnych obrotach, o ile się nie zdeklaruję politycznie lub religijnie. Taki był wtedy mój stan ducha. Zostałem inicjowany pod koniec lat 80. we Francji, gdzie wtedy mieszkałem od 10 lat. Zaprosiły mnie osoby, które ceniłem od dawna. To było dla mnie zaskoczeniem, ale też powodem do dumy.

A czy można zostać wolnomularzem bez zaproszenia?
Dawniej nie było takiej praktyki, ale po rozgłosie towarzyszącym usunięciu wolnomularza, historyka i profesora Uniwersytetu Warszawskiego Tadeusza Cegielskiego z rady muzealnej w Dobrzycy, gdzie miało powstać muzeum wolnomularstwa, przyszła fala spontanicznych zgłoszeń. Tadeusz Cegielski, jeden z moich poprzedników na stanowisku wielkiego mistrza WLNP, jest od lat medialną twarzą polskiego wolnomularstwa – ciepłą, sympatyczną, kompetentną. Poświęciliśmy tym kandydatom mnóstwo czasu. Wielu z nich okazało się swoistymi perełkami, choć nie wszyscy zostali przyjęci.

Nie miał pan problemu z tym, że wstępuje do loży będąc wierzącym, choć Kościół katolicki tego nie akceptuje?
Wiele rozmawiałem na ten temat z wprowadzającymi. Opowiadali o wolnomularstwie, jego historii i swoich w nim doświadczeniach. Mówili, że wszyscy wstępujący do tego ruchu zgadzają się poddać pewnej obróbce, którą można porównać z obróbką kamienia. Dzięki temu wszystkie późniejsze wydarzenia życia nabierają nowego znaczenia.

Czy jesteście wrogami Kościoła, jak twierdzą wasi przeciwnicy?
Ja takiej wrogości w moim kręgu wolnomularskim nie spotkałem.

To czemu w prasie prawicowo-katolickiej wciąż przedstawia się wolnomularstwo jako twór szkodliwy, podmywający fundamenty polskiej tożsamości?
Myślę, że jest to smutna spuścizna po okresie niewoli, kiedy stworzono sobie dwóch wrogów symbolicznych, których traktowano wymiennie: Żydów i masonów. Jedni i drudzy mieli uosabiać jakieś ciemne siły godzące w polski interes narodowy. Ten symboliczny, zastępczy przeciwnik nabrał konkretnych kształtów po 1918 r., po odzyskaniu niepodległości. Nie bez winy byli tu też sami wolnomularze, którzy należąc do pokolenia konspiracji – jak całe otoczenie Józefa Piłsudskiego – nie wyobrażali sobie bardziej skutecznej akcji na rzecz ojczyzny jak ta prowadzona niejawnie. Prof. Cegielski nazwał tę zasadę liberum conspiro – wolność konspiracji. Zaczęli więc tkać sieć wpływów i powiązań obywatelskich z udziałem polityków i wojskowych, by wykorzystywać tę sieć politycznie. Wielka Loża Narodowa Polski usunęła rozpolitykowanych braci ze swoich szeregów niedługo po przewrocie majowym 1926 r. Współcześnie błędu angażowania się wolnomularstwa w sprawy czysto polityczne udało się uniknąć.

No tak, wszystkie cele wolnomularzy wydają się osiągnięte: mamy demokrację, wolność słowa, równość obywateli wobec prawa, rozdział państwa i religii. To po co właściwie być dziś masonem?
Właśnie po to, by tych celów już nie trzeba było sobie stawiać i zdobywać.

Jak pana słucham, mam wrażenie, że wolnomularstwo jest rodzajem świeckiego zakonu służącego do doskonalenia się duchowego i moralnego, a nie żadną tajną i tajemniczą organizacją o wybujałych ambicjach.
Podstawowym celem wolnomularstwa jest ulepszać i poprawiać świat, poczynając od samych siebie.

Ale potoczne wyobrażenie o was jest całkiem inne. Że tworzycie bardzo wpływowe środowiska i podczas spotkań załatwiacie ważne sprawy państwowe, korzystając ze znajomości z jakimiś vipami. Premier Jan Olszewski należał do tej samej loży co marszałek Sejmu Aleksander Małachowski. Tak was widzi nie tylko prawica i Kościół, lecz także globalna popkultura, wystarczy poczytać Dana Browna.
Nie wiem, o czym mieliby rozmawiać Olszewski i Małachowski poza tematyką wolnomularską. Wiele ich dzieliło i jako ludzi, i jako polityków. A właśnie siła masonerii polega na tym, że tak różne osobowości mogą przebywać i działać razem. Wkraczanie wolnomularstwa w sferę bieżącej polityki jest sprzeczne z jego regułami. Jeden z naszych najstarszych wiekiem i doświadczeniem braci, Tadeusz Gliwic, współtwórca powojennej reaktywacji warszawskiej Loży Kopernik w 1961 r., bardzo przestrzegał, by do tego nie dopuścić. Poświęcił mi wiele czasu, przekazując swoje doświadczenia wolnomularskie.

Loże wolnomularskie zostały zdelegalizowane dekretem prezydenta Mościckiego w 1938 r. Jaki jest status masonów w III RP?
Tamten dekret stracił moc prawną. Inaczej niż przed wojną, działamy jako zarejestrowane sądownie stowarzyszenie. W marcu 1993 r. statut WLNP został zgłoszony organowi rejestrującemu, a więc Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie, wraz z imienną listą osób reprezentujących stowarzyszenie.

To jak to jest z upublicznianiem nazwisk wolnomularzy?
Wielu członków naszej loży ujawnia publicznie swą przynależność. Inni wolą ten fakt zachować dla siebie i my to szanujemy. Ale przede wszystkim szanujemy zasady dotyczące stowarzyszeń rejestrowych.

No dobrze, to kto ze znanych osób należy do waszej loży?
Powtarzam: obowiązuje nas zasada dyskrecji. Zresztą, co to znaczy, że ktoś jest znany? Oceniamy naszych braci nie podług sukcesów w świecie, ale podług ich wartości jako ludzi.

Skoro tak, to jak pan reaguje na czarny stereotyp wolnomularstwa?
Od czasu objęcia mojej funkcji niektórzy klienci i znajomi rozluźniają ze mną kontakty. Negatywne stereotypy to chyba wynik generalnej ludzkiej skłonności do wyszukiwania sobie wrogów. Mamy tego pełno przykładów w naszym życiu politycznym. Wyszukiwanie wrogów ułatwia niektórym budowanie własnej tożsamości, pozwala poczuć się kimś lepszym. To nie jest nasze podejście do ludzi.

W III RP tylko raz zdarzyło się, że wolnomularze, np. niedawno zmarły prof. Janusz Maciejewski, podpisali publiczny apel w sprawie politycznej. Chodziło o tzw. listę Macierewicza, zawierającą nazwiska czynnych polityków, których ówczesny minister Macierewicz uznał za tajnych współpracowników SB. Apel wzywał do zaniechania takich metod walki politycznej.
Tak, nie pamiętam, czy sygnatariusze podpisali apel jako wolnomularze, czy jako indywidualne osoby. Działań w sprawach publicznych z udziałem wolnomularzy było i jest więcej, tyle że wspólnie z niewolnomularzami. Bo w końcu czemu odrębny głos wolnomularzy miałby być ważniejszy niż niewolnomularzy? Poza lożą ta granica przestaje istnieć.

A w masońskim fartuszku nie czuje się pan troszkę śmiesznie?
Nie. Ale wstępujący do loży tak się mogą czuć na samym początku. W końcu tworzymy żywy organizm, przeżywamy emocje. Starsi doświadczeniem na pewno nie odbierają siebie jako śmiesznych.

To proszę opowiedzieć, jak wygląda spotkanie loży.
Zaczyna się od uroczystej ceremonii otwarcia. Przypomniane zostają zasady wolnomularstwa. To ma służyć budowaniu atmosfery harmonii i refleksji. Następnie zostawiamy problemy świata profańskiego poza drzwiami loży i przystępujemy do wysłuchania tzw. deski, czyli wykładu. Jeśli przyjmujemy nowego kandydata, to też w tej części. Obrzęd przyjęcia do loży nazywamy inicjacją. Po desce i dyskusji na jej temat oraz ewentualnej inicjacji omawiane są sprawy organizacyjne, w tym wybory urzędników loży i wymiana korespondencji i pozdrowień między lożami. Na koniec następuje obrzędowe zamknięcie prac. Ma ono charakter podniosły i symboliczny. Po pracach zwykle odbywa się tzw. agapa, czyli wspólna kolacja. W naszym przypadku jest to skromne spotkanie przyjaciół, którzy przy kieliszku wina i muzyce rozmawiają o masonerii, filozofii, troskach i radościach życia.

A co masoni robią między spotkaniami w loży?
To samo co nienależący do loży. Wychowują dzieci, pracują, uczą się, chodzą do kościoła, meczetu czy synagogi, realizują marzenia, angażują w życie społeczne.

Kontaktujecie się z innymi lożami?
Oczywiście. Podczas inicjacji kandydat zostaje symbolicznie włączony w powszechny łańcuch braterstwa. Kilkanaście razy w roku odwiedzają nas bracia z innych wielkich lóż i my sami odwiedzamy naszych braci pracujących poza granicami naszego kraju.

Wspomniał pan o masońskich symbolach.
Symbolika i obrzędowość wolnomularska jest bardzo bogata. Wielka Loża Narodowa Polska pracuje w systemie obrzędów tzw. Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego. To jeden z najbardziej popularnych, ale nie jedyny ryt wolnomularski. Używa w zasadzie trzech obrzędów. O inicjacji już mówiłem. Prócz niej mamy obrzęd przejścia, czyli awansowania masona do stopnia czeladnika, oraz podniesienia, czyli ceremonię przyznania stopnia mistrza. Mamy też tzw. lożę pogrzebową, podczas której żegnamy zmarłych braci, i bankietową, czyli agapę w formie rytuału. Oraz obrzęd otwarcia nowej loży, zapalenia świateł.

Jakich świateł?
Żadna loża nie może otworzyć prac, jeśli nie ma w niej tzw. Trzech Wielkich Świateł Wolnomularstwa. Są to Księga Świętego Prawa (u nas jest to Biblia lub, na życzenie brata, inna święta księga związana z jego wyznaniem), cyrkiel i węgielnica. Symbole i obrzędy nawiązują do budowniczych biblijnej Świątyni Salomona. W większości lóż na świecie znajdziemy też symboliczne młotki, kamienie, narzędzia budowlane i właśnie rzemieślnicze fartuszki.

Ilu was jest w Polsce i na świecie?
Centralnego rejestru się nie prowadzi, każda wielka loża pracuje niezależnie. Ale myślę, że można mówić o kilku milionach w świecie i kilkuset tysiącach w Europie. Do Wielkiej Loży Narodowej Polski należy około 400 braci, z czego połowa jest uśpiona, to znaczy zawiesiła działalność. Od reaktywacji (obudzenia) WLNP w 1991 r. obowiązuje zasada, że osoby publiczne zawieszają swoją działalność w loży.

Czy wszyscy masoni to jedna rodzina? Są między wami jakieś istotne różnice?
Wolnomularstwo nie jest jednorodne. Podzielone jest na wiele nurtów, znacznie różniących się od siebie i często ze sobą konkurujących. Tak jest od samych narodzin ruchu z początkiem XVII w. w Anglii. Różnimy się osobowością, wiekiem, poziomem zamożności i mentalnością. Widzę różnice w postępowaniu braci w zależności np. od kraju pochodzenia. Wolnomularz włoski jest inny niż francuski, niemiecki czy angielski. To także skutek różnic w sytuacji politycznej w naszych krajach. Działamy w różnych, jedynych uznanych w danym kraju, niezależnych od siebie strukturach, obediencjach, nazywanych wielkimi lożami lub wielkimi wschodami. Skupiają one loże o podobnym charakterze ideowym i tym samym statucie. Wielka Loża Narodowa Polski odwołuje się do najstarszych tradycji wolnomularskich, reprezentowanych przez Zjednoczoną Wielką Lożę Anglii.

Pracowaliśmy i czekaliśmy przez ponad 10 lat, by współcześni bracia wolnomularze w Anglii uznali nas za spadkobierców tej tradycji. Dokonali tego w 2006 r.

Co to oznacza w praktyce?
Nasz statut zabrania na spotkaniach loży dyskutować o polityce i religii. Kobiety i osoby deklarujące się jako ateiści nie są u nas inicjowani. Spotykamy ich jedynie poza posiedzeniami loży. Waśni między obediencjami nie ma, choć różnice w ich postępowaniu są istotne. Tak się składa, że i ja, i Waldemar Gniadek, dzisiaj wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polski, byliśmy inicjowani w nieregularnej Wielkiej Loży Francji. Poznaliśmy się w Polsce i utrzymujemy kontakty, współpracując poza pracami naszych lóż, mimo że nasze drogi się rozeszły.

Jaki jest skład społeczny waszej obediencji?
Bardzo zróżnicowany. Są wśród nas studenci, przedstawiciele wolnych zawodów, jak adwokaci, lekarze, muzycy, biznesmeni, ale i także pracownicy najemni, ludzie sfery budżetowej, od robotników, dziennikarzy, pracowników nauki po nauczycieli.

Niektórzy znawcy masonerii widzą przyszłość przed liberalnym nurtem wolnomularstwa, dopuszczającym kobiety do inicjacji, angażującym się w politykę, i to po stronie lewicy.
Nie dziwię się. Obserwując od lat francuską masonerię, której liberalne nurty zostały zaszczepione w Polsce, i jej kolejne odstępstwa od pierwotnych zasad wolnomularstwa, można dostrzec dążenie zrzeszonych w nich braci i sióstr do afirmacji tych organizacji jako aktywnych społecznie i politycznie. Tymczasem mamy w Polsce doskonałe przykłady pozalożowej aktywności braci bez powoływania się na przynależność wolnomularską. Jestem z nich dumny i przekonany, że nieodchodzenie od pierwotnych zasad wolnomularskiego postępowania docenią nie tylko profani.

Marek Sławomir Złotek-Złotkiewicz urodził się w Warszawie w 1957 r. Skończył studia na Wydziale Architektury Wnętrz warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Plastyk, przedsiębiorca, wolnomularz, od 2006 r. wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski. W działalność w masonerii zaangażował się w końcu lat 80. podczas pobytu we Francji. Do Polski wrócił w 1990 r. i od tego czasu jest członkiem Wielkiej Loży Narodowej Polski. Prowadzi własną firmę projektową ZŁOTEK.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną