Rekonstrukcje historycznych obiektów

Zamieszkać w Mieszku
Polska urbanistyka ponosi ostatnio dotkliwe porażki. I to w dwóch kategoriach naraz: dobrego smaku oraz zdrowego rozsądku. A to za sprawą atrap historycznych budowli, które pojawiają się w naszym krajobrazie.
Były senator Jarosław Lasecki, właściciel odbudowanego przez siebie zamku w Bobolicach.
Piotr Deska/Agencja Gazeta

Były senator Jarosław Lasecki, właściciel odbudowanego przez siebie zamku w Bobolicach.

Słynny prywatny zamek w Łopalicach na Kaszubach (wciąż w budowie).
Łukasz Głowala/Forum

Słynny prywatny zamek w Łopalicach na Kaszubach (wciąż w budowie).

Bazylika w Licheniu – przykład względnie udanego eklektyzmu architektonicznego.
Kacper Kowalski/Forum

Bazylika w Licheniu – przykład względnie udanego eklektyzmu architektonicznego.

Zwycięski projekt na odbudowę zamku Przemysła II, który żył 800 lat temu.
Tomasz Kamiński/Agencja Gazeta

Zwycięski projekt na odbudowę zamku Przemysła II, który żył 800 lat temu.

Można zrozumieć nawiedzonych arabskich satrapów, stawiających na piaskach pustyni najdziwaczniejsze pałace we wszystkich możliwych stylach. A nawet naszych nowobogackich, którzy na swych rozległych podmiejskich działkach budują rezydencje w stylu Beverly Hills. Ale żeby estetyczne zaćmienie dopadło równocześnie prezydenta dużego miasta Poznania, wojewodę i dyrektora Muzeum Narodowego? A jednak. Od początku roku ruszyły z kopyta prace nad XXI-wieczną siedzibą Przemysła II, lokalnego księcia i przez rok króla Polski, który żył tu blisko 800 lat temu, a którego gród, przerabiany wielokrotnie, ostatecznie popadł w ruinę 300 lat temu. I absolutnie nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak wyglądał w czasach, gdy był ośrodkiem królewskiej władzy.

Wbrew oczywistej wymowie historycznych faktów, w 2002 r. zawiązał się Społeczny Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego, a rok później rozpisał konkurs. Niestety, nie na zagospodarowanie atrakcyjnego wzgórza, co dałoby architektom duże pole do popisu, ale właśnie na odbudowę dawnej siedziby. Wpłynęły 22 projekty. Wygrał Witold Milewski, choć mógł wygrać każdy inny, bo większość wizji była do siebie bliźniaczo podobna i czerpała natchnienie ze starych sztychów.

Autor zaproponował eklektyczną wizję gotycko-renesansową, przez przeciwników szybko okrzykniętą zamkiem Gargamela. I coś, co wydawało się jedynie złym snem lub niegroźną zabawą dużych chłopców, zyskało aprobatę władz i – choć z wieloletnim poślizgiem – ostatecznie nabrało rozpędu. Mimo dyskusji, kpin, protestów i żartów, ruszyła budowa zamku, który ma udawać coś, czym nigdy nie był.

Flirt z gotykiem

Weszliśmy w nowe tysiąclecie, a nasza architektura zwraca się ku przeszłości. Poznański przykład jest najnowszy i najbardziej spektakularny. Ale wcale nie jedyny. W tym dziwacznym wyścigu o grand prix Mieszka I zdecydowanie prowadzi – przynajmniej ilościowo – mała, historyzująco-sentymentalna architektura. A zatem tysiące nowych przydrożnych karczm, które mają wyglądać jak gospody z czasów „Pana Tadeusza”. A także tysiące jednorodzinnych domów, które naśladują szlacheckie dworki. Niektórzy idą jeszcze dalej. Jak choćby niedoszły prezydent Warszawy architekt Czesław Bielecki, który postawił sobie dom jako żywo przypominający średniowieczną minitwierdzę. Ale prawdziwym rekordzistą pozostaje gdański stolarz, który w Łapalicach na Kaszubach zaczął stawiać – słynny już w całej Polsce – niemal bajkowy zamek, otoczony wielkim murem, o 12 basztach i 5 tys. m kw. powierzchni.

Do tej samej grupy architektonicznych fenomenów wypada zaliczyć także wiele kościołów, wyglądających na kilkaset lat starsze, niż są w rzeczywistości. Od swobodnie łączącej style i ciągnącej cały peleton bazyliki w Licheniu, przez świątynie flirtujące z gotykiem (np. Maksymiliana Kolbego we Wrocławiu), klasycyzmem (Antonia Marii Zaccarii w Warszawie) czy renesansem (Matki Boskiej Kochanowskiej w Gliwicach).

Tradycje mamy zacne. Wszak po II wojnie światowej odtworzyliśmy wiele pałaców, zamków, zespołów miejskich. Wydawało się, że odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie (1971–84) symbolicznie zakończy odtwarzanie przeszłości. Ale nowe możliwości finansowe i nowe aspiracje po upadku PRL rozkręciły ów proceder. Oczywiście już na pierwszy rzut oka widać, że istnieje, i to niemała, różnica między odtwarzanym z pietyzmem pałacykiem a stawianą w kilka miesięcy kamienicą, której styropianowe elementy fasady naśladują bliżej nieokreślone historyczne dekoracje. By jednak w pełni ogarnąć ową – wrzucaną zazwyczaj do jednego worka z napisem „rekonstrukcja” – mnogość, trzeba odbyć krótką wędrówkę w przeszłość. A konkretnie w XIX w., kiedy to wybuchła dość symptomatyczna i dalekosiężna w skutkach dyskusja. Miała ona dwóch bohaterów. Pierwszy to francuski architekt Viollet-le-Duc (1814–79). Uważał, że należy rekonstruować, co tylko się da, i najpiękniej, jak się da, w czystości stylu, likwidując bez skrupułów wszelkie późniejsze naleciałości i zmiany. Pod jego okiem przydano blasku 16 kościołom (w tym paryskiej katedrze Notre Dame) oraz kilkunastu zamkom, a także słynnym fortyfikacjom wokół Carcassonne. Bywało, że tak się zapędzał w swej miłości do gotyku, że odbudowane obiekty (np. zamek Pierrefonds) były bardziej gotyckie niż oryginały.

Głównym jego adwersarzem był John Ruskin (1819–1900), brytyjski pisarz i krytyk sztuki. On z kolei wszelkie ruiny pozostawiłby nietknięte, uważając, że każda próba ich ratowania, a nie daj Boże odbudowywania, to oszustwo wobec przeszłości i przyszłości. O dziwo, następne pokolenia opowiedziały się raczej po stronie Anglika. W międzynarodowej konwencji z 1964 r., dotyczącej konserwacji i restauracji zabytków, zwanej Kartą Wenecką, przyjęto, że rekonstrukcje można przeprowadzać tylko w wyjątkowych sytuacjach i wyłącznie zgodnie z oryginałem.

Polacy konwencję podpisali, ale w praktyce niewiele się nią przejmowali, zasłaniając się wyższą koniecznością. W efekcie rzadko odtwarzaliśmy budynki wedle owych międzynarodowych kanonów konserwacji. Nawet stołeczną Starówkę, uważaną za wierną kopię przedwojennej, trudno uznać za prawdziwą rekonstrukcję; to wszystko, co kryje się za fasadami, dalekie jest od oryginału i adaptowane do mieszkaniowych wymogów wczesnego PRL.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną