Rozmowa z Władysławem Rybińskim, współautorem książki „Wyspa Montresor”

Noga w strzemieniu
Jeden z piękniejszych zamków we Francji od lat jest ośrodkiem integrującym polską emigrację. Wiele rodzin mieszka w Montresor od wieków. Opowiada nam o tym Władysław Rybiński, współautor książki „Wyspa Montresor”.
Zamek w Montresor.
Władysław Rybiński/Materiały prywatne

Zamek w Montresor.

Władysław Rybiński, z wykształcenia historyk sztuki, dziennikarz, syn Katarzyny z Czartoryskich i Adama Rybińskiego.
Nicole Dołowy-Rybińska/Materiały prywatne

Władysław Rybiński, z wykształcenia historyk sztuki, dziennikarz, syn Katarzyny z Czartoryskich i Adama Rybińskiego.

Maria Rey, Jadwiga Morawska i Cecylia Szerauc z dziećmi w Montresor, koniec lat 50. ubiegłego wieku.
Archiwum rodziny Reyów/Materiały prywatne

Maria Rey, Jadwiga Morawska i Cecylia Szerauc z dziećmi w Montresor, koniec lat 50. ubiegłego wieku.

Agnieszka Krzemińska: - Kiedy po raz pierwszy zobaczył pan Montresor?
Władysław Rybiński: - Gdy miałem 10 lat, pojechałem tam z moim tatą, który jest spokrewniony przez swoją mamę z Reyami - obecnymi właścicielami zamku. To było niesamowite - 1988 r., wakacje, pierwszy lot samolotem, pierwsze wrażenia z Paryża, a potem Montresor, małe miasteczko pogrążone w historii. Pierwsza rzecz, jaką widać z daleka, to zamek na skale i te ogromne XI-wieczne mury obronne. W dodatku wpadłem tam w tłum ludzi mówiących po francusku, do których mogłem zwracać się per ciociu i wuju. Mój tata był też bardzo przejęty, chociaż to była już kolejna jego wizyta, bo w latach 60., gdy miał 18 lat, pojechał do Montresor na zaproszenie swego chrzestnego ojca per procura Stanisława Reya. Ponieważ wychowywała go jego babcia, Beata Branicka, ostatnia pani na Wilanowie, czuł silny związek zarówno z Wilanowem, jak i z Montresor, o których snuto mu przez całe dzieciństwo wspaniałe opowieści. Ja poczułem większy związek dopiero dzięki książce (wydanej przez Wyd. LTW).

Kto wpadł na pomysł, by ją napisać?
Jako początkujący dziennikarz trafiłem do Laboratorium Reportażu prowadzonego przez Marka Millera, który - pracując przy książce „Arystokracja” - odwiedził Montresor. Zachęcił mnie i kilkoro studentów, byśmy porozmawiali z mieszkańcami zamku o ich młodości, o czasach, które bezpowrotnie minęły, ale także o codziennym życiu w tym dla nas zupełnie magicznym miejscu. Zbieranie materiałów trwało kilka lat, byliśmy we Francji cztery razy, przepytaliśmy pół tego liczącego niecałe 400 osób miasteczka, nie tylko polskich arystokratów. Z grupki studentów pozostała nas czwórka: Kinga Grafa, Marta Mazuś, Marta Wójcik i ja. Udało nam się ułożyć zapisy naszych wywiadów w książkę. W rozmowach z Francuzami, których przodkowie często pracowali na zamku, słyszeliśmy wiele miłych słów o zamkowej rodzinie. Obecny mer mówił, że pojawienie się Ksawerego Branickiego w 1849 r. - człowieka zamożnego i pełnego pomysłów - było wręcz błogosławieństwem dla Montresor.

A jak Montresor trafił w jego ręce?
Ksawery Branicki - wnuk hetmana Franciszka Ksawerego Branickiego i syn Władysława, senatora - wyemigrował z Polski, gdy zrozumiał, że mimo patriotycznych idei, jakie wyznaje, jest i tak uważany, z powodu dziadka, za zdrajcę ojczyzny i służalczyka Moskwy. Gdy car skonfiskował wszystkie jego dobra, rodzina sprzedała część majątku, kupiła zboże i zapakowała na statek w Odessie. Dobrze sprzedane zboże stało się zalążkiem wielkiej fortuny Branickiego we Francji; bawiła go zarówno polityka, jak i robienie interesów. Choć nie podobało się to rodzinie, zaprzyjaźnił się z Mickiewiczem, któremu sfinansował „Trybunę Ludu”, generałowi Władysławowi Zamoyskiemu pomógł przy tworzeniu legionu, wspierał też znacznymi sumami powstanie styczniowe oraz licznych artystów emigracyjnych, jak chociażby Norwida. A miał z czego, bo zainwestował we francuskie koleje i założył z ekonomistą Ludwikiem Wołowskim, wzorowany na polskim Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, Credit Foncier de France, który zresztą istnieje do dziś. Najpierw kupił kamienicę w Paryżu przy ulicy Penthievre (do dziś jest w posiadaniu rodziny), a potem Montresor.

Przyjaciel Ksawerego, Mieczysław Kamieński, nie mógł się ponoć nadziwić, że on chce żyć w tej posępnej i zimnej fortecy?
W XI w. wiele zamków w okolicy ufundował pochodzący z Andegawenii hrabia Fulko Nerra. Fortecę Montresor przekazał rycerzowi zwanemu Roger le Petit Diable (Roger Mały Diabeł). W skale, na której stała forteca, wydrążono wówczas wiele tuneli. Dziś w niektórych z nich są zamkowe piwnice na wino, ale kiedy Ksawery kupował zamek, w okolicy wiele podobnych grot było zamieszkanych przez ludzi. Na Kamieńskim zrobiło to przytłaczające wrażenie, nie mógł zrozumieć, jak ludzie mogą mieszkać jak troglodyci, wspominał też, że słychać tam jęki tych, których okrutny Roger pozamykał w lochach. Ksawerego to nie zniechęciło. Korzystając z finansowego wsparcia matki - Róży z Potockich - kupił zamek i otaczające go ziemie. Z marszu zabrał się do remontu murów, zamku, oficyny, bramy i niedużego ogrodu w obrębie fortecy. Szybko związał się też z samym miasteczkiem, zatrudnił na zamku mieszkańców Montresor, a w końcu został merem. Był zafascynowany nowoczesną techniką, dlatego zamierzał przerzucić nad rzeką parusetmetrowy most, który prowadziłby od murów zamku do tzw. Domku Doktora, wokół którego planował założyć wspaniały park. Ten pomysł nie wypalił, ale firma Gustava Eiffla zbudowała mostek nad rzeczką Indrois, który stoi do dziś.

Ksawery nie miał dzieci, po jego śmierci w 1879 r. majątek przypadł jego bratankowi, również Ksaweremu, właścicielowi Wilanowa, a do rewolucji bolszewickiej także wielkich dóbr na Ukrainie. Czy ten niezwykle możny polski arystokrata też tak mocno zaangażował się w rozwój Montresor?
To był, co prawda, okres świetności majątku, ale Ksawery II nie inwestował już jak jego stryj w przemysł, raczej stawiał na rolnictwo. Dla niego najważniejszy był zawsze Wilanów, który przekształcił w działające nowocześnie muzeum, oraz założone przez niego prywatne muzeum przyrodnicze w Warszawie. Posiadłość we Francji traktował raczej jako miejsce wypoczynku, które doskonale utrzyma się z ziemi. Za jego czasów Montresor zasłynął ze wspaniałych polowań. Polscy arystokraci, zapraszając swoich dobrze urodzonych francuskich sąsiadów na łowy, znaleźli z nimi wspólny język i zaskarbili sobie ich życzliwość.

Po nagłej śmierci Ksawerego II właścicielką zamku została jego żona Anna z Potockich; w czasie II wojny była działaczką ruchu oporu, zajmowała się przerzucaniem ludzi przez granicę. W tym czasie Montresor stał się przytuliskiem dla uciekających z Polski arystokratów.
W zasadzie zawsze pełnił taką funkcję. Już Ksawery Branicki I ściągał tam przyjaciół emigrantów z Polski; w okresie międzywojennym zjeżdżała rodzina i znajomi na wakacje; w czasie wojny trafiali lub byli ściągani dalsi i bliżsi krewni. Niektórzy z nich zostali na zamku i spoczywają dziś na cmentarzu w Montresor, a ponieważ arystokraci są ze sobą mocno skoligaceni, to oprócz Branickich i Potockich pojawiają się tam nazwiska Tarnowskich, Krasińskich, Tyszkiewiczów, Czetwertyńskich i Lubomirskich. Po wojnie kolejna fala to uciekinierzy przed komunizmem. Anna z Reyów Potocka mówiła, że Montresor był zawsze taką nogą w strzemieniu - miejscem, gdzie można było odpocząć, spokojnie rozejrzeć się na Zachodzie i przygotować do samodzielności. W latach 50. gości było mniej, kolejni pojawili się w końcu lat 60.

Goście, wizyty, ściąganie krewnych, wszystko pięknie, ale utrzymanie zamku, do którego przybywają coraz to nowe fale kolejnych uchodźców, musiało być niełatwą sprawą?
To prawda. Anna z Potockich jeszcze przed wybuchem wojny przekazała zamek swojej córce Jadwidze Branickiej-Rey. Od tego momentu na zamku zasiedli Reyowie. Po wojnie kwestie własnościowe bardzo się skomplikowały, ponieważ Jadwiga musiała, zgodnie z francuskim prawem spadkowym, podzielić majątek między wszystkich członków rodziny. W 1968 r. rodzina założyła spółkę. W tym czasie pojawiły się kłopoty finansowe, bo ziemi przestało wystarczać na utrzymanie posiadłości, część jej trzeba było sprzedać. Dziś na zamku mieszka Maria Rey z domu Potocka, ale zarządza nim jej syn Konstanty, który odpowiada przed całą rodziną za to, co się tam dzieje. Remontuje dach, odnawia, co może. Zamek Montresor jest dziś muzeum otwartym dla zwiedzających. Pieniądze, które uda się zarobić na biletach, przeznaczane są na remonty i utrzymanie. Właściciele dysponują też pieniędzmi z dzierżawy ferm, lasów oraz domków w miasteczku. Nie są to jednak tak kolosalne pieniądze, jak mogłoby się wydawać. Żyją skromnie, ale otoczeni wspaniałą historią. We Francji rodzina Reyów nie jest, oczywiście, jedyną posiadającą zamek. W okolicy jest wiele prywatnych zamków, nie wszyscy udostępniają je zwiedzającym.

Co dla was w trakcie prac nad książką było największym zaskoczeniem?
Prawdę powiedziawszy, jadąc do Montresor myśleliśmy, że opiszemy na jego przykładzie, co by było w Polsce, gdyby nie było Jałty. Byliśmy przekonani, że takie polskie Montresory istniałyby w niezmienionej formie, gdyby nie wojna i komunizm. Okazało się jednak, że to nie do końca tak. Rzeczywistość francuska była inna pod względem politycznym, prawnym i ekonomicznym, z pewnością i polskie dwory też funkcjonowałyby na innych zasadach niż przed wojną. Na moich koleżankach największe wrażenie zrobił fenomen trwania, z którym tak rzadko mamy styczność w Polsce. Wiele rodzin mieszka w Montresor od wieków. Oczywiście jest podział na stare rodziny i napływowych mieszkańców, m.in. przybyłych z Polski. W miasteczku mieszka wiele polskich rodzin spokrewnionych i zaprzyjaźnionych z Reyami. Nadaje to temu miejscu niezwykły, polski klimat. Np. w budynku starej szkoły, założonej przez Jadwigę Branicką i zamkniętej w latach 50., zamieszkała Karolina Grocholska, a mój tata odkupił dom od jednej ze starszych rodzin w Montresor.

W Montresor żyje już trzecie pokolenie polskich arystokratów, którzy urodzili się we Francji. Nawet obecny pan na zamku, Konstanty Rey, nigdy nie mieszkał w Polsce. Czy oni czują jeszcze jakiś związek z krajem poza znajomością języka i wspomnieniami?
Jego matka urodziła się jeszcze w Polsce. Niektórzy mieszkańcy Montresor mają do dziś polskie lub podwójne obywatelstwo i mogą brać udział w wyborach. Często przyjeżdżają do Polski. W latach 80. wielu z nich bardzo zaangażowało się w działanie na rzecz Solidarności. Dla nich było to odkrywanie nowego oblicza swojej polskości. Kilka osób w Polsce studiowało, część znalazła tu pracę. Mikołaj Rey, syn Konstantego, ożenił się z Patrycją z Sobańskich, wychowaną w Krakowie, Edward Rey skończył krakowską ASP. Polska dla montresorczyków była światem równie legendarnym jak Montresor dla mojego taty. Żyła w opowieściach, przekazywanych zwyczajach, jak chociażby śmigus-dyngus, który w Montresor obchodzony jest bardzo rzetelnie. Później każdy z nich budował swój obraz realny, oparty na doświadczeniu.

rozmawiała Agnieszka Krzemińska

Władysław Rybiński, z wykształcenia historyk sztuki, dziennikarz, syn Katarzyny z Czartoryskich i Adama Rybińskiego.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną