Społeczeństwo

Po meczu – maczety

Trochę kibicowania, trochę gangsterki

Granica między kibicowaniem, kibolstwem i bandytyzmem jest wciąż – nie tylko w Chorzowie – bardzo płynna. Granica między kibicowaniem, kibolstwem i bandytyzmem jest wciąż – nie tylko w Chorzowie – bardzo płynna. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Piłka to za mało; kibice Ruchu Chorzów zorganizowali grupę przestępczą. Włamania, handel narkotykami i bójki z wrogimi klubami. W areszcie jest 14 osób, dalsze 23 to podejrzani.
Mecz GKS Katowice - Ruch Chorzów zakończył się specjalną dogrywką - występem kibiców.Piotr Bławicki/Super Express Mecz GKS Katowice - Ruch Chorzów zakończył się specjalną dogrywką - występem kibiców.

W trakcie rewizji w jednym z chorzowskich mieszkań znaleziono nagranie z ustawki (umówionej bójki) kiboli Ruchu Chorzów i Lecha Poznań w lasach pod Lublińcem. Po obu stronach starło się po 200 osób. To chyba jedna z największych tego typu patologicznych zabaw w Polsce. Daleko od stadionów. Z siekierami, maczetami, nożami, drągami, pikami; krew tryskała jak z fontanny. Trwa identyfikacja wojowników. Śledczy zaczynają przyglądać się lekarzom, bo trudno sobie wyobrazić, aby ranni w tej wojnie nie szukali u nich pomocy. Niewykluczone, że opiekę medyczną przywieźli ze sobą.

– U nas lekarze – i to jedynie w zakładach opieki publicznej – wyczuleni są tylko na rany postrzałowe – mówi Leszek Goławski z wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Kiedy opatrują rany po siekierach i maczetach, to raczej nie pytają pacjentów, skąd się wzięły. – Zlikwidowane przez nas przed laty grupy przestępcze, jak choćby Krakowiaka, miały swoich zaprzyjaźnionych lekarzy.

Na początku 2011 r. w ustawce pod Łodzią walczyło ok. 300 kiboli Widzewa i ŁKS. Wskutek odniesionych ran zmarł sympatyk Widzewa. Nie odwieziono go do szpitala, nie wezwano karetki. – Solidarność i lojalność grup wyłonionych ze środowiska fanatycznych kibiców jest o wiele silniejsza niż wśród zwykłych przestępców – mówi prof. Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Ma korzenie w ideologii kibicowania, scementowana została we wspólnych walkach, w których członek grupy godzi się nie tylko, że będzie bił innego człowieka, ale że i sam zostanie pobity lub ranny, nawet ciężko.

Prokurator Goławski, od kilkunastu lat ścigający zorganizowaną przestępczość, mówi, że solidarność grup złożonych ze zwykłych przestępców jest po swojemu racjonalna. – Chcą zdobywać pieniądze i to jest ich podstawowy cel – tłumaczy. – W razie wpadki chcą ratować własną skórę, więc łatwiej ich można przekonać do współpracy, złamać.

Członkowie rozbitej w Chorzowie grupy nie mieli rodowodu w środowiskach kryminalnych. I do takich struktur trudniej przeniknąć. Szczególnie kiedy w swoim systemie wartości mają absolutny zakaz współpracy z policją.

Chuligańskie zachowania

Chorzowska grupa – operację przeciwko niej prowadzono pod kryptonimem Armagedon – zawiązywać zaczęła się prawdopodobnie w połowie 2004 r. Wtedy doszło na stadionie Ruchu Chorzów do gigantycznej bitwy miejscowych szalikowców z kibolami łódzkiego ŁKS. Najpierw kilkaset osób lało się między sobą, a potem wspólnie zaatakowali policjantów. Prawie 60 funkcjonariuszy zostało rannych, zniszczono sześć radiowozów. Oskarżono wówczas ponad stu stadionowych bandytów. Zrobiła się pustka, którą zaczęli wypełniać młodzi kibice. Jeszcze kibice.

Wtedy nie udało się z marszu zidentyfikować twarzy skrywanych pod kominiarkami i kapturami. O pomoc poproszono antropologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Analizowano m.in. rozstaw oczu, długość nosa, wielkość uszu i wzrost. Były przypadki identyfikacji na podstawie tatuaży na odsłoniętych częściach ciała. Ale i tak nie zawsze było z czym pójść do sądu.

Uderzenie w kiboli było jednak ostre i szybkie, uznano je za przełomowe wydarzenie na Cichej, gdzie mieści się stadion Ruchu Chorzów. Od tego momentu porządku na stadionie zaczęli pilnować sami szalikowcy. Do większych burd doszło dopiero w 2009 r., ale już na Stadionie Śląskim, w czasie wielkich derbów Śląska, w których Ruch zmierzył się z Górnikiem Zabrze. W tym przypadku także korzystano z pomocy antropologów – identyfikacja trwa do dzisiaj.

Stadionowi chuligani, przynajmniej ci związani z Ruchem Chorzów, uznali, że wywoływanie awantur zupełnie im się nie opłaca – ocenia prokurator Goławski. Cała przestępcza energia poszła więc w ustawki. – Czołową rolę w bójkach odgrywali zawodnicy sportów walki. Wśród aresztowanych są m.in. Dawid T., były członek polskiej kadry w kick boxingu, i Piotr G., uczestnik walk MMA (Mixed Martial Arts). Fanatyczni kibice nawet pościel i skarpetki mieli w barwach klubu.

Ale do przeistoczenia się bojówki w zorganizowaną grupę przestępczą droga jest jeszcze daleka. – O przejściu zachowań chuligańskich w bandyckie musiały zdecydować pieniądze – mówi prof. Wódz. W socjologii takie grupy, jak choćby bojówki kiboli, nazywa się zapasem społecznym. – Stanowią zapas społeczny dla świata przestępczego, co nie znaczy, że sami z siebie chcą być grupą przestępczą. Są za to niezwykle atrakcyjni dla wszelkich układów mafijnych.

 

Początku przestępczej działalności należy szukać w handlu narkotykami. – Szacujemy, że rozprowadzili kilkadziesiąt kilogramów narkotyków za przynajmniej 600 tys. zł – ocenia prokurator Goławski. Jako pierwsi na ten proceder wpadli policjanci z Chorzowa. Kiedy okazało się, że działalność grupy daleko wykracza poza miasto i Śląsk i nie dotyczy tylko narkotyków i ustawek – włączyło się w nie Centralne Biuro Śledcze, a nadzór przejęła katowicka apelacja, specjalizująca się w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej.

Bo grupa działająca pod szyldem Ruchu Chorzów miała wszelkie cechy zorganizowanej struktury przestępczej – tłumaczy Goławski. Miała kierownictwo, zasady podporządkowania, określone terytorium działania, wspólny fundusz gromadzony z przestępstw i przeznaczany dla członków grupy, choćby na pomoc prawną. – Przed laty modelowym przykładem zorganizowanej przestępczości była grupa Krakowiaka, która miała nawet coś w rodzaju funduszu socjalnego. Po jej rozbiciu i po rozbiciu innych podobnych struktur przez lata była pustka. Na Śląsku zaczęła ją wypełniać m.in. grupa złożona z chorzowskich kiboli. – Stawała się coraz bardziej niebezpieczna, choć na szczęście nie sięgnęła po broń palną – mówi Goławski.

Sposób na życie

W lutym 2011 r. udało się złamać solidarność tej grupy. Przynajmniej dwóch jej członków poszło na współpracę. Dzięki temu ujawniono udział chorzowskiej bojówki w serii tajemniczych do tej pory włamań w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku i na samym Śląsku. W latach 2009–10 w kilku niewielkich miejscowościach, m.in. w Gostyniu, Frankowie, Krotoszynie, Jelczu Jaskowickim, obrabowano firmy, które trzymały w kasach po 100 tys. zł i więcej. – Skąd panowie z Chorzowa wiedzieli, że we wsi Paproć w województwie wielkopolskim w biurach winiarni będzie ponad 270 tys. zł? – pyta prokurator Goławski. – Szczęście czy znakomite rozpoznanie, a jeżeli tak, to przez kogo? Sejfy pruto w środku albo wynoszono i rozbijano na zewnątrz. Policja na tych terenach była bezradna.

Stąd biuro CBŚ w Katowicach sprawdza powiązania chorzowskiej bojówki z podobnymi grupami w całym kraju. Ujawniono już ścisłą współpracę z grupą kiboli GKS Katowice, choć oficjalnie są to kluby wrogie. – To pokazuje, że gangi działają, jak trzeba, ponad oficjalnymi podziałami – informuje prokurator.

Czy za włamaniami w Wielkopolsce mogli stać kibice Lecha, z którymi chorzowianie regularnie walczą w ustawkach? – To oznacza, że musieli mieć przynajmniej zgodę tych z Lecha na działanie na ich terenie, bo takie panują w tym światku reguły gry.

Włamania stały się w ostatnich latach dla chorzowskich kiboli sposobem na życie. Utrzymywali z tego rodziny, finansowali wyjazdy na mecze i ustawki, a także opłacali oprawy meczów i płacili za treningi swoich ulubionych sztuk walki. Na swoim stadionie – prawie wzorowi kibice.

Po serii aresztowań władze Ruchu Chorzów, pierwszego klubu piłkarskiego na warszawskiej giełdzie (POLITYKA 43/08), odcięły się w oświadczeniu od takich kibiców: „Doniesienia mediów o wspólnej akcji policji i CBŚ, w ramach której zatrzymano pseudokibiców podejrzanych o handel narkotykami i włamania, nie powinny godzić w pozytywny wizerunek klubu, na który »Niebiescy« pracowali od lat. Warto podkreślić, że prawdziwi kibice Ruchu Chorzów to wierni fani swojej drużyny, którzy nie mają nic wspólnego ze światem przestępczym”.

To jednak nie zmienia faktu, że granica między kibicowaniem, kibolstwem i bandytyzmem jest wciąż – nie tylko w Chorzowie – bardzo płynna.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Twarz stała się narzędziem walki w Hongkongu. Kto kogo przechytrzy?

Władze Hongkongu wykorzystują nowe technologie, żeby namierzyć i ukarać demonstrantów. Ale to broń obosieczna. Walka, choć nierówna, chwilami przypomina grę protestujących z władzą i policją.

Aleksandra Żelazińska
18.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną