Jak podzielić dziecko po rozwodzie

Tata tu, mama tam
Ponad 800 tys. polskich dzieci przeszło przez rozwód. Rozstanie rodziców zawsze jest bolesnym przeżyciem. A dorośli robią wiele, żeby tę traumę spotęgować.
Rozwody często przebiegają w sposób daleki od ideału, a walka o dziecko lub, co gorsza, dzieckiem może trwać jeszcze długo po zakończeniu sprawy rozwodowej w sądzie
Robert Llewellyn/BEW

Rozwody często przebiegają w sposób daleki od ideału, a walka o dziecko lub, co gorsza, dzieckiem może trwać jeszcze długo po zakończeniu sprawy rozwodowej w sądzie

Rozwodzącym się rodzicom często pieniądze odbierają hamulce. Opłacają mediatorów, ale wyłącznie, by mieć podkładkę, że próbowali się dogadać
BEW

Rozwodzącym się rodzicom często pieniądze odbierają hamulce. Opłacają mediatorów, ale wyłącznie, by mieć podkładkę, że próbowali się dogadać

Powszechnie dostępnym orężem w rozwodowej bitwie stało się oskarżenie małżonka o wykorzystywanie seksualne dziecka
Ulrica (@Ullie)/Flickr CC by SA

Powszechnie dostępnym orężem w rozwodowej bitwie stało się oskarżenie małżonka o wykorzystywanie seksualne dziecka

Idealny wariant rozstania wygląda dziś tak jak u państwa B. Wraz z wnioskiem rozwodowym złożyli w sądzie rodzicielski plan wychowawczy, w którym precyzyjnie – konsultując się z prawnikami – opisali, jak w przyszłości będą wyglądać kontakty ich obojga z 10-letnią Idą. Sąd – jeśli uzna, że plan służy dobru dziecka – przenosi do wyroku najważniejsze ustalenia: że Ida mieszka z mamą, że ojciec widuje się z córką trzy razy w tygodniu i płaci alimenty w wysokości 1,5 tys. zł. Uzgodnień bardziej szczegółowych nie wpisuje się do wyroku, są one jednak tak samo ważne jak umowa cywilnoprawna. Gdyby trzeba było zmienić ustalenia, pan i pani B. będą mogli sami albo pod okiem notariusza spisać aneks do planu.

Plan opieki na piśmie

Przepis umożliwiający obojgu rodzicom zachowanie pełni władzy rodzicielskiej, jeżeli zdołają się w miarę szczegółowo porozumieć w kwestii opieki nad małoletnim dzieckiem, wprowadzono ustawą w czerwcu 2009 r. Miał uprościć sprawy rozwodowe i ograniczyć zażartość sądowych wojen. – Uzgadnianie takiego planu zmusza ludzi do myślenia o dzieciach. A poza tym im więcej zostało ustalone, tym mniej miejsca na konflikty w przyszłości – tłumaczy Ewa Milewska-Celińska, warszawska adwokat.

Sąd może sugerować korektę rodzicielskich ustaleń. Beata Bukowska, sędzia z Poznania: – Zwykle jest tak, że ojciec dostaje kontakty w weekend. I rodzi się nierównowaga: tatuś jest od kina, zabaw, pizzy, a matka od codziennych obowiązków. Staram się to równoważyć. Namawiam ojców np. na obsługę lekarską dzieci. Umawiamy się, że tata chodzi z dzieckiem do dentysty. Albo wozi w tygodniu na karate.

Ustalenia mogą być precyzyjne co do kwadransa. – Wspólna praca rodziców nad takim planem, na przykład w trakcie mediacji, sprawia, że ludziom łatwiej rozmawiać podczas sprawy rozwodowej i po niej – dodaje Małgorzata Drozd, mediatorka ze Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych.

Problem w tym, że sądy cywilne w elastyczny sposób podchodzą do nowych przepisów. Z praktyki adwokatów: mec. Milewska-Celińska pracująca w Warszawie składa pisemny plan razem z każdym wnioskiem rozwodowym pary, która ma dzieci – bez tego stołeczne sądy nie zajmą się sprawą. Mec. Joanna Kaczorowska w Płocku takich wniosków nie składa niemal nigdy – w 99 proc. spraw sąd tego nie oczekuje.

Rozwody więc często nadal przebiegają w sposób daleki od ideału, a walka o dziecko lub, co gorsza, dzieckiem może trwać jeszcze długo po zakończeniu sprawy rozwodowej w sądzie.

Tylko w 2009 r. rozpadły się w Polsce rodziny 56 tys. dzieci. Można szacować, że mniej więcej co trzecie z ok. 2 mln dzieci wychowujących się w rodzinach niepełnych ma za sobą traumę rozwodu rodziców (jedna trzecia rodzin niepełnych powstaje właśnie z powodu rozstania małżonków, inne przyczyny to śmierć rodzica i rodzenie dzieci przez samotne kobiety).

Ludzie rozwodzą się dziś z przyczyn tradycyjnych, jak zdrada (10 tys.) czy alkoholizm (9 tys.), ale najczęściej z powodów określanych hasłem wytrychem: niezgodność charakteru (20 tys.). Sędziowie rodzinni, kuratorzy sądowi i adwokaci dzielą pogląd, że ta epidemia niezgodności jest raczej epidemią braku cierpliwości. Zaharowani partnerzy po 10 godzinach w firmie nie mają ochoty traktować domu jak kolejnego miejsca pracy, nawet jeśli to praca nad związkiem. Nie ma sensu się męczyć. W dodatku coraz częściej rodzice mają rozbieżne poglądy na wychowanie dzieci. Pan chce, by córka chodziła do szkoły prywatnej, pani – by do państwowej, pan – by grała w tenisa, pani – by ćwiczyła pływanie. Jeśli rodzice nie mogą się porozumieć, nie widzą innego wyjścia niż rozstanie.

Wojny na pieniądze

Nawet jeśli para decyduje się na rozwód bez orzekania o winie (tak jest w 70 proc. przypadków), nie znaczy to, że sprawa przebiega pokojowo. Bo, bywa, trudno się oprzeć pokusie odwetu za lata ustępstw i krzywd. Do walki często wplątuje się dzieci. Nastolatka można nawet użyć jako pomocnika. Pani N. wnosi o rozwód z winy męża, który ją zdradza. Przedstawia wydruki maili. W trakcie rozprawy okazuje się, że do listów dotarł 16-letni syn państwa N., Robert. Na prośbę mamy włamał się do służbowej skrzynki taty.

Z praktyki Andrzeja Martuszewicza, szefa Krajowej Rady Kuratorów, wynika, że rozwodzący się dorośli, zwłaszcza wykształceni i z wiedzą psychologiczną, reżyserują zachowanie dziecka, by sprawić ból byłemu małżonkowi. – Bezwzględna gra dzieckiem, podsycanie niechęci do drugiego rodzica, wmawianie, że on go nie kocha, prowadzi do traumy porównywalnej tylko z molestowaniem seksualnym.

Zdaniem warszawskiej adwokat Ewy Milewskiej-Celińskiej granica między tymi, którzy decydują się na wojnę, a którzy nie, pokrywa się z progami podatkowymi. Walczą bogatsi, choć i wśród nich wielu jest takich, którzy opłacają mediatorów i psychologów, by pomogli przejść rodzinie przez rozwodową traumę. Innym jednak pieniądze odbierają hamulce. Opłacają mediatorów, ale wyłącznie, by mieć podkładkę, że próbowali się dogadać. Opłacają psychologów, ale po to, by wydali opinię, że drugi rodzic źle wpływa na syna lub córkę. Wynajmują detektywów, by dostarczyli prawdziwe lub sfabrykowane dowody niewierności.

Gdy zamożni małżonkowie nie mają rozdzielności majątkowej, powód tej zażartości wydaje się prosty: gra toczy się o pieniądze. Bywają jednak przyczyny mniej oczywiste – dobrobytowi i wysokiej pozycji społecznej towarzyszy nieraz przyzwyczajenie do zarządzania rzeczywistością jak firmą i niechęć do ustępowania. Jeśli coś wymyka się spod kontroli, pojawia się dezorientacja i skłonność do desperackich ruchów. Może być jednak i tak, że zamożni wcale nie są mniej odporni na frustracje – po prostu mają możliwości, z których ubożsi też by skorzystali, gdyby tylko było ich na to stać.

Pomawianie molestowaniem

Powszechnie dostępnym orężem w rozwodowej bitwie stało się oskarżenie małżonka o wykorzystywanie seksualne dziecka. Państwo K. ustalili, że rozwiodą się bez orzekania o winie. Przed obliczem sądu pani K. ogłosiła jednak, że małżonek znęcał się nad nią fizycznie i wysyłał obraźliwe esemesy. W końcu wysunęła oskarżenie o pedofilię, bo pan K. zasypiał przy dziecku w trakcie czytania bajek na dobranoc.

Z pierwszych 20 lat mojej praktyki pamiętam ze trzy sprawy, w których jeden rodzic pomówił drugiego o molestowanie dziecka z pełną świadomością, że kłamie. Dziś takich spraw jest ok. 10 rocznie – szacuje Ewa Milewska-Celińska.

Wysyp podobnych pomówień to skutek uboczny tego, że w Polakach dzięki mediom rośnie świadomość, jak wielkim złem są dla dziecka nadużycia seksualne. Są więc przekonani, że taki zarzut podnosi szansę na wygranie rozwodowej wojny. W 90 proc. te oskarżenia dotyczą mężczyzn, ale w 10 proc. przypadków dotykają też kobiet. – Pomawiający zawsze wierzą, że ich strategia się sprawdzi. Zresztą – poza wystawieniem dziecka na stresującą procedurę badań przez sądowych biegłych – sami niewiele ryzykują. Za wysuwanie bezpodstawnych zarzutów na ogół nie spotyka ich żadna kara – wzdycha mec. Milewska-Celińska. Z satysfakcją odnotowuje wyroki, w których osoba pomawiająca zostaje uznana za wyłącznie winną rozwodu właśnie dlatego, że pomawiała.

Taka satysfakcja jednak rzadko jest udziałem pani mecenas. Trudno się bronić przed fałszywymi zarzutami, bo sąd poważnie musi podejść do każdego zawiadomienia o pedofilii. Psychologowie przyznają, że takiej traumy dziecko może nie pozbyć się przez całe życie. I jeśli wyspecjalizowane ośrodki w wielkich miastach szybko weryfikują zarzuty, to w małych ośrodkach miesiącami żyje się z oskarżeniem.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną