Polski fenomen: ogródki działkowe

Działka dziełem
Nie trzeba długo szukać, by znaleźć miejsce, w którym – jak w lustrze wody – odbija się nasze polskie poczucie piękna. Wystarczy wybrać się na spacer do najbliższych ogródków działkowych.
Skromne altanki stawiano nie z materiałów budowlanych, ale z tego, co akurat było pod ręką lub udało się załatwić.
Tomasz Gawalkiewicz/Zaff/Reporter

Skromne altanki stawiano nie z materiałów budowlanych, ale z tego, co akurat było pod ręką lub udało się załatwić.

Przekraczając bramy ogródków działkowych wkracza się w inny świat.
Aleksander Duraj/Materiały prywatne

Przekraczając bramy ogródków działkowych wkracza się w inny świat.

Działkowe standardy estetyczne wyznaczane były w wyraźnej kontrze do wszechobecnego dookoła smutnego i szarego modernizmu.
Aleksander Duraj/Materiały prywatne

Działkowe standardy estetyczne wyznaczane były w wyraźnej kontrze do wszechobecnego dookoła smutnego i szarego modernizmu.

Spektakularny projekt przygotowała Joanna Warsza, zamieniając nasze ogrody w weneckie Giardini, w których trwało właśnie słynne Biennale – 49 altanek przeobraziło się w narodowe pawilony wystawowe.
Joanna Warsza/Materiały prywatne

Spektakularny projekt przygotowała Joanna Warsza, zamieniając nasze ogrody w weneckie Giardini, w których trwało właśnie słynne Biennale – 49 altanek przeobraziło się w narodowe pawilony wystawowe.

Działki budzą skrajne uczucia. Dla jednych to wstydliwa socjalna pozostałość po PRL, urbanistyczny skansen, estetyczne dziwactwo, wrzód na ciele rozwijających się miast. Dla innych – małe oazy spokoju, wyznacznik zdrowego trybu życia, a nawet istotne wsparcie (zbiory) dla skromnych domowych budżetów. Czyjekolwiek racje przyjąć, z jednym zgodzić się trzeba: przekraczając bramy ogródków działkowych wkracza się w inny świat. Zatrzymany w czasie, w dużym stopniu lekceważący przemiany ostatnich 20 lat, funkcjonujący według własnych reguł, do których prawie nie ma dostępu ani kapitalizm, ani kultura masowa. A równocześnie przenoszący i odtwarzający standardy, wzorce, nawyki i mody, wydawałoby się, że pozostawione po drugiej stronie ogrodzenia. „Symbole, jakie nasz gatunek zostawia po sobie, nie muszą być ze złota i nie muszą mieć charakteru piramid. Działki i altanki świadczą o nas równie dobitnie co loty kosmiczne” – pisał przed 25 laty socjolog prof. Sławomir Magala. I nadal ma rację, choć tak wiele się po drodze zdarzyło.

Historyk sztuki dr Patrycja Cembrzyńska zasugerowała, że w spojrzeniu na miejskie ogródki pomocny może się okazać zaproponowany niegdyś przez Michela Foucaulta, termin przestrzeń heterotopiczna, w której „wszystkie inne miejsca, jakie można znaleźć w ramach kultury, są jednocześnie reprezentowane, kontestowane i odwracane”. I coś w tym jest. Mamy tu i tradycyjną kulturę wiejską z jej maksymalnie gospodarnym podejściem do uprawy ziemi, ale bez jej podstawowych elementów: chowu zwierząt oraz uprawy ziemniaków, zbóż czy buraków. Mamy i kulturę małomiasteczkową, cechującą się powierzchownymi, choć absolutnie wymaganymi, bezpośrednimi relacjami międzyludzkimi, ale zupełnie bezradną wobec niebezpiecznych wyzwań zewnętrznych (kradzieże i wandalizm). Mamy i kulturę wielkomiejską z jej standardami obyczajowymi (grillowanie, rozmowy przez telefon). Trochę to Disneyland, a trochę składowisko niepotrzebnych rzeczy (słusznie Roch Sulima swój tekst o ogródkach zatytułował niegdyś „Między rajem a śmietnikiem”), trochę miejsce pracy, a trochę wypoczynku. Przestrzeń pół prywatna, a pół publiczna, zorganizowana wedle restrykcyjnych regulaminów, a równocześnie sprawiająca wrażenie obszaru intymności i samodzielności. A przede wszystkim obszar niczym nieskrępowanej wolności ekspresji estetycznej.

Za czasów PRL wygląd działek powszechnie determinowało kilka czynników. Po pierwsze: wszechobecna funkcja aprowizacyjna. Władze oczekiwały (a działkowcy skwapliwie na to przystawali), by te kilkaset metrów kwadratowych rodziło jak największe plony: owocowe i warzywne. Ze skromną szopą służącą do przechowywania narzędzi. Bez architektonicznego rozpasania, pozwalającego na skojarzenie altany z daczą, bez marnowania cennych metrów na trawę czy ozdobne, bezużyteczne rośliny. Po drugie: bieda. Skromne altanki stawiano nie z materiałów budowlanych, ale z tego, co akurat było pod ręką lub udało się załatwić. Aż po rozwiązania wręcz ekscentryczne, jak upamiętniona na jednym ze zdjęć zafascynowanego działkami fotografa Jana Bujnowskiego altana, zbudowana cała z drzwi od wind. Po trzecie: brak wzorców. Zerkać można było co najwyżej na sąsiada i zapożyczać pomysły z telewizyjnego programu „Zrób to sam”. Zawsze jednak – niezależnie od możliwości – działkowe standardy estetyczne wyznaczane były w wyraźnej kontrze do wszechobecnego dookoła smutnego i szarego modernizmu. Tu – uciekając od codzienności – stawiano na kolor, fantazyjne wzory, indywidualność. Zgrzebną, to prawda, ale jednak osobną i będącą spontaniczną, ludyczną formą postmodernizmu.

Ów trwający przez kilka dziesięcioleci dziadowski standard doprowadził do stworzenia osobliwego systemu wartości. „Status na działkach budowało się nie tylko pieniędzmi, bo tych społeczność nie ceniła – zauważa antropolożka Magdalena Zych. – Ale wkładem pracy, sprytem, gospodarnością”. Kolejne dziesięciolecia wprawdzie osłabiły ów etos, ale zasadniczo przetrwał on do dziś. Działki, w które zainwestowano duże pieniądze, nie stają się obiektem zazdrości, a raczej pobłażliwego dystansu, a ich właściciele, zamiast szacunku, zyskują status parweniuszy.

W dzisiejszych ogródkach spotkać można cztery wizje piękna:

Typ pierwszy: zanurzeni w historii. To działki z różnych powodów – finansowych czy emocjonalnych – zatrzymane w czasie, niejako żywcem wyjęte z epoki PRL. Sporo tu klasycznych rabatek z tradycyjnymi warzywami, owocowych drzewek i krzewów, a organizacja przestrzeni ma zazwyczaj charakter symetryczny, uporządkowany. Wszędzie widać praktycyzm właściciela. A altanki? To do nich idealnie pasuje opinia wspomnianej już Magdaleny Zych: „Starsze pokolenie, pamiętające z autopsji polski przemysł czasów PRL, jest w stanie doskonale »czytać« pewne komunikaty zawarte na tych działkach. Na przykład rozpoznać po materiałach użytych do budowy domku, w jakim zakładzie pracował użytkownik działki”. Tu także najczęściej można zobaczyć zaskakujące rozwiązania techniczne (typu stara wanna jako zbiornik wody) oraz klasyczną i tak rzadką już gdzie indziej korzenioplastykę. Ów model estetyczny częściej spotyka się na działkach w małych miasteczkach aniżeli w dużych miastach.

Typ drugi: tajemniczy ogród. Kojarzący się z arkadyjskim mitem. Trochę tam owoców i warzyw, sporo kolorowych kwiatów i bujnej roślinności, na pozór nieujarzmionej, w rzeczywistości – starannie kontrolowanej. Chronione przed wzrokiem ciekawskich, z kolorowymi drewnianymi domkami, przypominającymi dziecięce fantazje, z licznymi figurkami zwierząt poustawianymi pod krzakami.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną