Społeczeństwo

Trzy kolory

Selekcja pacjentów dla ich dobra

Opaskowanie jest stosowane od wieków na polach walki, przeniesione zostało do ratownictwa medycznego na wypadek zdarzeń masowych. Opaskowanie jest stosowane od wieków na polach walki, przeniesione zostało do ratownictwa medycznego na wypadek zdarzeń masowych. Mateusz Ochocki / KFP
Zadłużony gdański szpital jako pierwszy w Polsce wprowadził nowatorski system selekcji pacjentów.
W opinii dr. Pony, naród mamy bardzo sterany, ale nie na czerwono, czyli ostro, tylko przewlekle.Mateusz Ochocki/KFP W opinii dr. Pony, naród mamy bardzo sterany, ale nie na czerwono, czyli ostro, tylko przewlekle.
Opaski dla pacjentów z gdańskiego szpitala. Kolor czerwony – nie może czekać, żółty – dla stanów pośrednich, czas oczekiwania 1 godz., zielony – przepuszcza czerwonych i żółtych.Mateusz Ochocki/KFP Opaski dla pacjentów z gdańskiego szpitala. Kolor czerwony – nie może czekać, żółty – dla stanów pośrednich, czas oczekiwania 1 godz., zielony – przepuszcza czerwonych i żółtych.

Otwierają się ruchome drzwi, czułe na wchodzący czynnik ludzki. Głos żeński w okienku z napisem Rejestracja: – Proszę najpierw do pokoju selekcyjnego na pomiar parametrów.

Dyżurująca w nim pielęgniarka Daria, przeszkolona selekcyjnie, ma w szufladzie jednorazowe opaski w trzech kolorach. Zawija je na nadgarstkach zgłaszających się, nie na oko, lecz ściśle wedle tabel selekcji pacjentów, zgodnie ze schematem RPM (Respiration – oddech, Perfusion – krążenie, Mental status – stan świadomości). Kolor czerwony: poniżej 10 lub powyżej 30 oddechów na minutę, nie spełnia prostych poleceń, nie może czekać. Żółty jest dla stanów pośrednich z oznakami m.in. ostrego bólu brzucha, migotania przedsionków, wykonuje proste polecenia, czas oczekiwania na przyjęcie – do jednej godziny. Zielony – dla przychodzących z banalnym bólem głowy, kleszczem, odciskiem na pięcie. Zielony będzie przepuszczał czerwonych i żółtych, czas oczekiwania do sześciu godzin.

1 sierpnia Szpitalny Oddział Ratunkowy przy Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku wprowadził innowacyjny system wstępnej segregacji pacjentów na trzy kolory, w zależności od stanu. Ma rozładować kolejki, zniechęcając zgłaszających się z tzw. włosem na pięcie, co w żargonie dr. Mariusza Pony, zastępcy szefa SOR, oznacza: z byle powodu. Fakt, włos na pięcie nie jest normą, ale też nie zagraża życiu, tymczasem ci z włosem wpędzili szpital w straszliwe długi, gdyż ze strachu przed prokuratorem robiło im się pakiet badań od ręki.

Inicjatorem zmian jest dr Grzegorz Kurowski, szef SOR, były lekarz GROM, którego cechują: odwaga (widział wojny na własne oczy) oraz szacunek dla konkretu (umie oddzielić czarne od białego).

Konkret

Dr Pona sądzi, że chyba nie będzie nietaktem, jeśli to powie. Opaskowanie jest stosowane od wieków na polach walki, przeniesione zostało do ratownictwa medycznego na wypadek zdarzeń masowych. Nazywa się triage (czyt. triaż) – z francuska: segregowanie. Pozwala pogotowiu jadącemu do zdarzenia masowego na sortowanie ofiar, dzięki czemu można wyciągnąć z tłumu potrzebujących pomocy najszybciej, zamiast ratować wszystkich naraz. Inaczej mówiąc, celem triage jest przerwanie procesu umierania u jak największej liczby osób i ratowanie tych, których można jeszcze uratować.

Dr Kurowski jeszcze w GROM oglądał filmy instruktażowe, jak to działa. Najlepsze są izraelskie, jako że jest to kraj w permanentnej wojnie.

Z filmów: na polu walki rozkłada się przenośne lazarety i segreguje rannych żołnierzy. Czerwony – zaburzenia świadomości, tętna lub oddechu, nie może czekać. Żółty – nie chodzi, ale jest bez ww. zaburzeń, może czekać. Zielony – chodzi, bez ww. zaburzeń, musi czekać. Na wojnie jest jeszcze kolor czarny – nie oddycha, czekał za długo. Mówiąc obrazowo: gdyby dr Pona, który jest na jakimś poziomie etyki i nie chce, aby prokurator śnił mu się po nocach, uczestniczył w zdarzeniu masowym i na swoich rękach reanimował czarnego, ten czas mógłby wpłynąć na nieprzeżycie jeszcze żyjących żółtych.

Zdarzenie masowe ma miejsce, gdy dysproporcja między potrzebami a możliwościami jest tak duża, że zawodzą wszelkie standardy postępowania. Definicja jest względna. Jeśli np. 50 osób zatruło się czymś na weselu i ma biegunkę, a wezwany lekarz ma odpowiednią ilość lekarstw, zdarzenie nie jest masowe. Zaczyna nim być, gdy doktorowi ich nie wystarczy.

Parafrazując, SOR nie jest z gumy, a personel nie jest serialową dr Quinn, która ma pod sobą stu Indian, i jedyny jej problem to niewchodzenie w drogę miejscowemu szamanowi. Nie starczało sił i środków.

Siły

Z pokoju selekcyjnego kolory są kierowane do poczekalni. E. (zielony): – Co się pani stało? H. (zielona): – Oparzyłam się. E: – Dla męża pani gotowała? To pani więcej nie gotuje. Pani niech zostanie feministką. H. oparzyła się fasolką szparagową. Przestaje rozmawiać z E., gdyż wyczuwa alkohol.

Czekający zieloni licytują się powagą swoich stanów. A. pomagał synowi na budowie i przejechała go po przedramieniu piła tarczowa. Selekcyjna zawinęła ranę i przydzieliła mu kolor zielony. O, na butach ma jeszcze krew!

E., zagadujący poparzoną H., zgłosił się, gdyż wczoraj dostał wypłatę. Jego rozcięty łuk brwiowy (w pubie były tylko trzy schodki) segregująca też oceniła na zielono. E. uważa, że rana wygląda na kolor żółty i że niepotrzebnie się odzywał. Gdy otworzył garnek, segregująca wyczuła alkohol i dostał zielony na złość. To jest skandal! Jak dwa miesiące temu podobnie się zakrwawił z powodu wypłaty, jeszcze tych opasek nie było. Miał przyjść wczoraj, lecz zasnął, a to przecież trzeba zszyć, odkazić, żeby na fejsie nie było blizn.

W dodatku kolega E. nie dostał żadnej opaski. Wczoraj, po tej wypłacie, ugryzł go w tyłek pies, segregująca spytała, czy był szczepiony na tężec. Był w ubiegłym roku, jak złamał mały palec u ręki. Powiedziała, że nic mu nie będzie, zastrzyk jest jeszcze ważny. E. ma pytanie: gość w czarnym mundurze z napisem na plecach SW (Służba Więzienna) był za nim, też jest zielony, a wołają go pierwszego. E. krzyczy: Cwelostwo i Ch...!

Znakowany na zielono W. też uważa, że dostał ten kolor złośliwie. O swoim stanie nie rozmawia głośno, gdyż powody są wstydliwe. 13 sierpnia, o godz. 1 w nocy, dostał od żony szczotką drucianą, którą zostawił w mieszkaniu, bo akurat robił remont łazienki. Żonę ma nienormalną i normalnie, jak ją szał ogarnie, łapie za byle co i tłucze W. Te oczy się niby wygoiły, ale twarz mu drętwieje. Więc do torby ze skaju włożył pidżamę, licząc na dłuższy pobyt, ale zielony oznacza, że niech nie liczy na komplet badań. Zrobią mu tylko podstawowe dwa, które wykluczają zagrożenie życia. Tomografii głowy to już na pewno nie, bo miał ją w kwietniu po innym pobiciu przez żonę. Zadzwonił wówczas po pogotowie, gdyż już wtedy zaczęła mu drętwieć twarz. Spakował się w torbę ze skaju, chcąc jechać i się leczyć, a pogotowie mówi, że to jest lekki przypadek, zrobili mu w głowie kołomyję i kazali podpisać papier, że rezygnuje. Podpisał i pojechali. W. powiedział do siebie: ja pierniczę. Wypił dwa piwa na ból głowy, rozebrał się do slipek, a ci z pogotowia (chyba musieli w drodze dostać wyrzutów sumienia) wpadają jak esesmani, zabrali go bez skarpetek, portfela itd. I tu przywieźli na tę tomografię. I nic.

 

Według W. złośliwość segregującej polega na tym, że nie umiała ocenić na oko jego Mental status, więc pobrała mu krew na alkohol. A jak wyszło, że ma, zagroziła, że dostanie za tę wizytę rachunek do domu. Fakt, wypił rano dwa piwa, ale uważa, że nie może czekać, bo nie wie, co w tej głowie jest. Prawdopodobnie coś przyślą, ale to będzie rachunek do nieba, W. nie pracuje.

Z pierwszeństwem wjeżdża na łóżku bezdomny J., rocznik 72, przywieziony przez pogotowie. Ma skierowanie: stan pacjenta – wyniszczenie. Białe larwy dzikuny kapią mu z obu nóg, o takich się mówi na SOR, że można z nimi iść na ryby. Selekcyjna ma obowiązek telefonować do dr. Pony w przypadkach wątpliwych. Doktor pyta: – Czy ja hospitalizuję wyniszczenia?

Wyniszczenia

Przed wprowadzeniem selekcji profil obecnego zielonego był taki: udręka szpitali, powód permanentnych długów. Dobowo 200 osób. Przychodził z bólem kolana, wrośniętym paznokciem, zajmował kolejkę i tupał przed gabinetem. Nieważne, że za nim stała matka z dzieckiem z urazem brzucha nabytym na placu zabaw. Stary dziad z paznokciem zajął kolejkę i nie ustąpi dziecku, które płacze i się stresuje. Dr Kurowski, mający doświadczenie w ratownictwie wojennym, ocenia zielonych jako najbardziej panikujących. Wrzeszczą, biegają i robią tylko chaos.

Zieloni przychodzili często nocą, kiedy pokończyli pracę, cwaniaczki, za dnia nie chciało im się marnować czasu na kolejki, czekać miesiącami do specjalisty, wiedzieli, że w szpitalu zawsze przyjmą. W zeszycie A4, zwanym Wewnętrzną księgą absurdów, personel SOR notuje banały, z jakimi zgłaszają się zieloni: pacjent z włosami wytarganymi dzień wcześniej przez teściową, boli go skóra głowy; pijany tato przywozi dziecko z kleszczem, doktor odmawia wyciągnięcia go, informując, że zgodnie z przepisami NFZ od usuwania kleszczy są przychodnie, a nie oddziały ratunkowe. Tato dzwoni po policję. Policja zabiera tatę. Starsza pani z odciskiem na pięcie tarmosi się z personelem, że płaci i nie wyjdzie.

W opinii dr. Pony, naród mamy bardzo sterany, ale nie na czerwono, czyli ostro, tylko przewlekle. W tłumie zielonych gubili się ci o profilu czerwonym, w stanie zagrażającym typu: upadki z wysokości, urazy komunikacyjne, nagłe zatrzymanie krążenia.

Stany

B. demonstracyjnie rwie i zgniata w dłoni swoją zieloną opaskę. Tak go traktują! Emeryta! Wysyłają na zie-lo-ną trawkę! W okienku żąda zwrotu dokumentów. Są już u lekarza. To je, kobieto, przynieś, nie bądź, kobieto, taka nerwowa!

Dla dr. Kurowskiego rwący opaskę nie jest chory, tylko ma chore myśli, że mu się należy. Niektórzy nie drą opasek, ale zwyczajnie odchodzą, w dodatku z ulgą. Zielony uspokaja pacjenta, że nic mu nie jest.

Jak B. wróci do domu, poprosi syna, żeby wpisał do Internetu jego stanowisko. Podyktuje mu tak: „OBOZY W GDAŃSKU!!! Ten system ma podteksty hitlerowskie. Tam ludzie nie mieli nazwisk, tylko kolory i numery. I to mają być te światowe standardy???”.

Już są inne wpisy. Podobnie myśli Krytyk: „Jeśli chodzi o odstraszanie, to zamiast reformowania służby zdrowia, prostsze byłoby użycie odpowiednich środków zapachowych – starsi dobrze pamiętają PRL-owski sposób rozpraszania niezasadnie zgromadzonych”. Gf: „Co wy wszyscy macie w tych głowach z tymi obozami, Hitlerem i całym tamtym syfem. Będziemy przychodzić z gównem, to będziemy czekać 6 godzin”. Pacjent: „Jeszcze inaczej: kto z Was przywieziony z wypadku z urwaną ręką, nieprzytomny po podtopieniu w jeziorze, po zatrzymaniu serca przy porażeniu prądem chciałby czekać w kolejce? Niektóre zagrożenia życia nie są tak spektakularne, więc chwała PCT (Pomorskiemu Centrum Traumatologii), że będzie osoba na wejściu, która wyłapie z tłumu tych z podejrzeniem zawału, udaru, krwawienia z przewodu pokarmowego i nada tym osobom priorytet”. PAN TAK: „Wy wszyscy na NIE zapomnieliście, że macie pesel, regon, NIP? Już dawno jesteście oznaczeni jak w obozach jenieckich”. km: „Żółty to kolor dla psychicznych (żółte papiery). Brawo – NFZ likwiduje symulantów”. Zdrowa ryba: „My Polacy mamy źle pojętą równość. Jak ciężko pracującemu dwa kotlety schabowe, to małemu dziecku też dwa kotlety. Bo żołądki wszystkich równe. Znam to z czasów socjalizmu”.

Dr Kurowski ma kolegów w Stanach, gdzie ten system działa od 15 lat, a zieloni czekają do 12 godzin. I nie buntują się, bo są tak wychowani. Tymczasem w bloku wschodnim triage ma niezdrowy kontekst historyczno-polityczny, rampy, dr Mengele itp.

A selekcjonująca pielęgniarka Daria, w terminologii triage zwana liderką (lider to ktoś – głosi środowiskowa definicja – kto bierze na siebie ciężar koordynacji działań odbywających się w warunkach dużego stresu i obciążenia emocjonalnego, musi być obdarzony stanowczością, wzbudzać autorytet, mieć zapędy dyktatorskie i talent przywódczy), nie ma traumy spowodowanej odpowiedzialnością za przydzielanie kolorów, co wynika bezpośrednio z aranżacji poczekalni. Otóż nie jest ona przestrzenią zamkniętą, tylko na widoku, z monitoringiem, umożliwia procedurę re-triage, gdyż kolory są śliską sprawą. Zielony może stać się żółtym albo odwrotnie. Poczekalnia jest monitorowana zarówno dla dobra pacjenta, jak i selekcjonującej – nikt nie umrze niewidoczny podczas czekania z powodu nieadekwatności koloru do stanu.

PS: Zadziałało. Zieloni przenieśli się do innych szpitali, na co Kurowskiemu skarżą się telefonicznie koledzy z branży.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojciech Marczewski o wolności od kina

Moje pokolenie nie sprawdziło się. To, co zaproponowało, jest odrzucane – mówi reżyser filmowy Wojciech Marczewski w przeddzień swojej retrospektywy na łódzkim festiwalu Transatlantyk.

Janusz Wróblewski
07.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną