Społeczeństwo

Każdemu może się przytrafić

O HIV rozmowa z edukatorką seksualną

Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, pedagog i edukatorka seksualna, doktorantka w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, pedagog i edukatorka seksualna, doktorantka w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Leszek Zych / Polityka
O tym, że niesłusznie przestaliśmy się bać wirusa HIV i niesłusznie boimy się o tym mówić - mówi Magdalena Ankiersztejn-Bartczak.
Cząstka wirusa HIV, wizualizacjaMEHAU KULYK/SCIENCE PHOTO LIBRARY/EAST NEWS Cząstka wirusa HIV, wizualizacja
„Dla większości osób szczególnie dużym obciążeniem psychicznym nie jest fakt własnego zakażenia, lecz to, że można teraz zakazić drugą osobę, najczęściej kogoś bliskiego”.MATT MEADOWS/SCIENCE PHOTO LIBRARY/EAST NEWS „Dla większości osób szczególnie dużym obciążeniem psychicznym nie jest fakt własnego zakażenia, lecz to, że można teraz zakazić drugą osobę, najczęściej kogoś bliskiego”.

Paweł Walewski: – Ilu osobom musiała pani wczoraj powiedzieć, że są zakażone wirusem HIV?
Magdalena Ankiersztejn-Bartczak: – Dwóm.

Było ciężko?
To nigdy nie jest łatwe. Ludzie, którzy do nas przychodzą, by anonimowo wykonać testy, podświadomie wierzą, że wynik będzie ujemny. Tak jak ten mężczyzna z wczorajszego dyżuru, mój rówieśnik, który dotąd regularnie się badał i zawsze wszystko było w porządku. Tym razem test wypadł niepomyślnie. Dowiedział się tego ode mnie.

Nie był na to przygotowany?
Przyszedł z innym nastawieniem.

I jak zareagował?
Po chwili milczenia zapytał, jak długo pozostanie anonimowy. Tego boi się większość pracujących zawodowo. Uspokoiłam go, że choć w poradni, do której powinien się teraz zgłosić, zapytają go o personalia, nigdy jeszcze dane o pacjentach nie wypłynęły w świat. Czasem mija rok, zanim osoby świadome zakażenia zdecydują się na wizytę w przychodni i trafią pod stałą opiekę lekarza – tyle czasu zajmuje niektórym oswojenie się z nową sytuacją, w której się znaleźli.

Ale ten mężczyzna badał się regularnie. Musiał więc już wiedzieć, że podejmując ryzykowne zachowania naraża się na niebezpieczeństwo.
Trudniej wydać dodatni wynik komuś, kto nie robi testu po raz pierwszy, a więc wydawałoby się, że dokładnie wie, jak ustrzec się zakażenia. Rozmawiamy o tym z każdym przed wykonaniem badania, co – jak widać – nie zawsze daje pożądany rezultat. Niektórzy nadal ryzykują, bo świadomość, że dzięki dostępnemu leczeniu zakażenie HIV przestało być traktowane jak choroba śmiertelna, pozbawiła ich strachu. Może powinniśmy zmienić przekaz i nie uspokajać tak bardzo, że HIV niewiele się różni od innych zakażeń? Owszem, są coraz lepsze leki, ale to jednak choroba na resztę życia, która zmienia relacje między ludźmi. Wiele osób uświadamia to sobie dopiero, gdy trzymają w ręku swój wynik.

Które rozmowy są trudniejsze: przed wykonaniem badania czy dopiero następnego dnia przy odbiorze wyniku?
U nas nie ma łatwych rozmów. Niektórzy przyznają, że czas oczekiwania na wynik to była najgorsza doba w ich życiu. Praca doradcy polega na tym, aby maksymalnie obniżyć poziom lęku i emocji. Bardzo pomaga mi to, że prywatnie znam wiele osób zakażonych, więc obserwuję ich życie na co dzień. Z niektórymi przechodziłam przez kolejne etapy, od wstrząsu do akceptacji, toteż przy wręczaniu dodatnich wyników mam szeroką perspektywę i wiem, co może nastąpić. Dla wielu ta wiadomość jest gorsza dopiero po wyjściu z gabinetu. Ta druga osoba, której wczoraj musiałam powiedzieć o zakażeniu, zachowywała się dość dziwnie: niczym się nie przejęła. Chciała natychmiast zamknąć za sobą drzwi, o niczym nie rozmawiać. Cały czas o niej myślę, bo nie wiem, czy była to szczera reakcja, czy tylko taka poza.

Czy zdarza się, że komuś takiemu daje pani numer swojej komórki? Na wypadek, gdyby trzeba było jej pomóc później.
Dostają od nas kontakty do stowarzyszeń i numery telefonów zaufania. Prywatnym numerem nigdy się nie dzielę, bo przecież w różnych sytuacjach mogę mieć telefon wyłączony. Co będzie, gdyby właśnie wtedy komuś zależało na kontakcie?

Czy po wakacjach do punktu testowania zgłasza się więcej osób?
Niestety, większego ruchu nie widzę. Oczywiście, aby wynik testu był w pełni wiarygodny, powinno upłynąć 12 tygodni od ryzykownego zachowania, więc powakacyjna fala powinna nadejść jesienią. Ale w Polsce, niezależnie od pory roku, testuje się ciągle mało osób. Amerykanie ostro krytykują swoją politykę profilaktyczną w dziedzinie HIV/AIDS między innymi za to, że 20 proc. zakażonych nie wie o swoim zakażeniu. U nas, według szacunków, takich osób jest nawet 50–70 proc.

A ile decyduje się na test?
W 30 punktach anonimowego testowania wykonujemy rocznie ok. 25 tys. badań. Nie wiem, ile się robi w innych placówkach, gdzie badanie to można wykonać odpłatnie [według niepotwierdzonych danych ok. 20 tys. – red.]. Szczegółową diagnostyką objęci są też wszyscy krwiodawcy.

I to wciąż mało?
Statystyka pokazuje, że z HIV zaczyna się dziać w Polsce coś niedobrego. Od kilku lat media uspokajają, że sytuacja jest stabilna. Najpierw przybywało rocznie 400–500 nowych przypadków. W kolejnym roku to samo: sytuacja stabilna, przybyło 500–600 zakażeń. W następnym: stabilna, nowych 600–700. W ubiegłym roku ni stąd, ni zowąd Państwowy Zakład Higieny poinformował, że nowych zakażeń jest 1200 – z adnotacją, że około 500 dodano z poprzednich lat, bo nie zostały wtedy zgłoszone do rejestracji. Pozostajemy zatem przy 700 – nadal stabilnie. Ale popatrzmy na bieżący rok – do końca maja potwierdzono już 651 przypadków. Ja ten wzrost widzę w naszych dwóch punktach testowania w Warszawie: w 2010 r. wykryto w nich łącznie 37 zakażeń HIV, a w tym roku do końca lipca są już 42, a liczba osób testujących się jest podobna jak w pierwszej połowie ubiegłego roku!

Czy to nie świadczy o porażce działań profilaktycznych?
Nie mówmy o profilaktyce. Od czterech lat systematycznie topnieją fundusze przyznawane organizacjom pozarządowym na ten cel i słyszałam tylko o prężnych działaniach w trzech miastach – Warszawie, Wrocławiu i Szczecinie – gdzie lokalne władze coś robią na rzecz edukacji i angażują swoje środki w profilaktykę. Zresztą Polacy kampanie społeczne przestali zauważać i wciąż mają przeświadczenie, że problem HIV/AIDS ich nie dotyczy.

Mam wrażenie, że po 30 latach trwania epidemii HIV temat spowszedniał. Zwraca się jedynie uwagę na medialne doniesienia, których bohaterami są ciemnoskóry Simon Moll, prostytutka zakażająca klientów w Warszawie, 18-letni gej, który celowo zakażał swojego partnera, czy recydywista z Krakowa. Takie historie utrwalają mniemanie, że osoby narażone na zakażenie należą do wąskich grup.

A tak nie jest?
Ci, którym wręczam pozytywny wynik testu, często się dziwią: miałem kontakt z porządną dziewczyną, albo: on był taki porządny! Nie było przygód, to był trwały związek. Czy byli państwo dla siebie pierwszymi partnerami, pytam. Skąd wiesz, czy osoby, z którą teraz jesteś, nie zakaził ktoś wcześniej, z kim była w równie stałym związku?

Jakoś nic nie ma złego w tym, kiedy dorośli ustalają między sobą, czy rozpoczynając kontakty seksualne zabezpieczać się przed ciążą. Ale zapominają, że poza ryzykiem ciąży są choroby przenoszone drogą płciową.

 

Dlaczego ludzie wstydzą się rozmawiać o tym w swoich związkach?
Bo utrwalił się mit, że ten problem dotyka gejów, prostytutek lub narkomanów. Poza tym wszyscy uważają, że jak masz HIV, to masz coś na sumieniu.

A tak nie jest?
Polaków gubi przeświadczenie, że HIV zakażają osoby spoza stałych związków. Tymczasem ryzyko dotyczy w takim samym stopniu małżeństw, w których nie było żadnych zdrad. Wystarczy, że partnerzy byli w przeszłości w innych związkach i nie sprawdzili, czy wchodząc w nowy, są bezpieczni. Ale o tym u nas się nie rozmawia, to temat tabu.

Dlaczego?
Zbyt mało mówimy o tym w szkołach, przygotowując młodzież do dorosłego życia. Moja fundacja prowadzi wśród uczniów w wieku 14–19 lat zajęcia z zakresu profilaktyki HIV/AIDS i tak jak robiło się to w latach 80., nadal musimy prostować mity. Bo nie zdarzyło się jeszcze, by młodzież poproszona o narysowanie osoby zakażonej HIV nie namalowała ciemnoskórego, narkomana lub prostytutki, nazywanej teraz w szkołach galerianką. Jeszcze nie spotkałam klasy, która wskazałaby na osobę spoza tych środowisk.

A tacy młodzi przychodzą robić testy?
Oczywiście. Doradca ma wtedy wielki dylemat moralny i prawny, jeśli ktoś przyzna się, że nie ma jeszcze 18 lat. Bo taką osobę powinniśmy odesłać do domu i poinformować, aby wróciła z opiekunem prawnym. On musi wyrazić zgodę na pobranie krwi. Gdy pytam, czy jest na to szansa, pukają się w czoło: jak mam powiedzieć w domu, że coś się wydarzyło na biwaku lub obozie? No właśnie: nawet postępowi rodzice poznawszy sympatie swoich córek przestrzegają je, by pamiętały o pigułkach antykoncepcyjnych, ale już nie dodają, że warto też chronić się przed HIV.

Czyli młodzież testująca się anonimowo powinna zataić swój wiek, aby wykonać badanie. Czy nie ma ryzyka, że w ankietach, które zbieracie od dorosłych, również są nieprawdziwe informacje? Może przyrost zakażeń na drodze heteroseksualnej wynika stąd, że wielu mężczyzn wstydzi się przyznać do kontaktów z innymi mężczyznami?
Zawsze jest ryzyko, że ktoś mówi nieprawdę, bo nie chce się do czegoś przyznać. Ta ankieta jest dla dobra testowanych, aby tuż przed badaniem skonfrontowali się ze swoją przeszłością i mogli ocenić własne ryzyko. Jaki sens kłamać? Nieraz można zauważyć, że ktoś podaje sprzeczne informacje, wtedy wracamy do początku rozmowy, powoli topnieją lody, opada lęk, skrępowanie. Doradca w żaden sposób nie reaguje na udzielane odpowiedzi – na to, czy ktoś jest gejem, bi, hetero, jak doszło do niebezpiecznego kontaktu.

Wiedzą o tym doradcy, ale nie ci, którzy przychodzą pierwszy raz. Pani też byłaby onieśmielona, gdyby ktoś dopytywał się o rodzaj uprawianego seksu tak wnikliwie, jak jest w tej ankiecie: waginalny, analny pasywny, analny aktywny, oralny?
Ta rozmowa ma czegoś nauczyć, ostrzec. Ja zrobiłam test wspólnie z mężem, choć przyznaję, że nie zrobiło to na mnie specjalnego wrażenia, gdyż byłam już obyta z tą problematyką, wiedziałam, po co przychodzę i co mnie czeka. Rozumiem stres innych, bo większość rozumuje tak, jak HIV się postrzega: co mam na sumieniu? Dochodzi lęk przed nieznanym: co się okaże? Co zmieni w moim życiu dodatni wynik, co ludzie o mnie pomyślą? Będę należał do grupy innych, tych gorzej postrzeganych.

Jak uspokoić i dodać otuchy w sytuacji, kiedy wiadomo, że te obawy są uzasadnione?
Dla większości osób szczególnie dużym obciążeniem psychicznym nie jest fakt własnego zakażenia, lecz to, że można teraz zakazić drugą osobę, najczęściej kogoś bliskiego. Ta świadomość boli i paraliżuje. Jest też dylemat, komu się przyznać: rodzinie, znajomym? Na to decydują się nieliczni, choć nieraz wbrew przypuszczeniom najbliższe otoczenie nie reaguje źle. Sama kiedyś zachęcałam osoby żyjące z HIV do walki o swoje prawa i zgłaszanie przypadków dyskryminacji. Do czasu, kiedy bliska osoba wytłumaczyła mi, że po wejściu na drogę sądową jej sprawa wypłynęłaby na szerokie wody i jej najbliżsi nie poradziliby sobie z tym rozgłosem. Ja dam radę – stwierdziła – ale jak mama wytłumaczy się sąsiadkom, a brat kolegom na studiach?

Oprócz ludzi żyjących z HIV i AIDS, w dużej mierze już zahartowanych psychicznie, jest cała masa ludzi im bliskich, przyjaciół i rodzin, których nazywam żyjącymi w HIV i AIDS. Ich także spotyka w naszym kraju dyskryminacja i często nie potrafią sobie z nią radzić.

Czego nauczyły panią kontakty ze środowiskiem osób zakażonych i 5-letnia praca doradcy w punkcie testowania?
Tego, żeby nie oceniać i nie obwinianiać ludzi. Nie ma dla mnie znaczenia, w jaki sposób doszło do zakażenia. Bo nikt przecież nie chce tego wirusa. A każdemu może się przytrafić.

 

Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, pedagog i edukatorka seksualna, doktorantka w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest prezeską Fundacji Edukacji Społecznej, w której m.in. koordynuje pracę dwóch punktów, gdzie anonimowo i bezpłatnie można zrobić test na HIV.

Polityka 36.2011 (2823) z dnia 31.08.2011; Coś z życia; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Każdemu może się przytrafić"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną