Nowa moda - salony na piłkarskich trybunach

Rekin w loży
Na nowych polskich piłkarskich stadionach otworzyły się salony dla towarzystwa z wyższej półki. Sztuką jest takiego klienta zdobyć. Prawdziwym wyzwaniem – utrzymać.
Śląsk Wrocław (w fotelu po prawej - prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz).
Bartłomiej Kudowicz/Forum

Śląsk Wrocław (w fotelu po prawej - prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz).

Legia Warszawa.
Łukasz Giza/Agencja Gazeta

Legia Warszawa.

Lechia Gdańsk.
Piotr Wittman/Fotorzepa

Lechia Gdańsk.

Lech Poznań.
Adam Ciereszko/PAP

Lech Poznań.

Zaraz, zaraz, nie tak prędko, a opaseczka to gdzie?! – ogolony na łyso ochroniarz w sile wieku podnosi głos i zastępuje szklane drzwi, za którymi rozciąga się kraina vipów na stadionie wrocławskiego Śląska. Od naczelnego przykazania: spławiać intruza bez opaski, nie odstąpi na krok. Ma strzec procedury wymyślonej po to, by grube ryby pływały wyłącznie w sosie własnym.

Ochroniarz zna się na vipach. Pilnował komfortu gości przez duże G jeszcze na starym stadionie, przy Oporowskiej, zanim Śląsk przeniósł się do bombonierki, wybudowanej na mistrzostwa Europy. Bywał też w podobnych miejscach w Niemczech, gdzie zaimponował mu tamtejszy Ordnung. Jak padło: halt!, to wszyscy w posągi się zamieniali i czekali cierpliwie na kommen Sie, bitte.

W Polsce vip też jest generalnie zdyscyplinowany, a stanie w kolejce nie narusza jego poczucia ekskluzywności, twierdzi ochroniarz. Z doświadczenia natomiast wie, że jeśli ktoś się pcha bezceremonialnie, nogę w drzwi wkłada, to prawie na pewno zachodzi próba wtargnięcia na tzw. krzywy ryj. Takie nieprzyjemne sytuacje zdarzały się swego czasu na stadionie Lecha Poznań. Celem była konsumpcja. – Ale to już przeszłość. Wzmocniliśmy ochronę – informuje Agnieszka Próchniewicz, opiekująca się w poznańskim klubie elitarnymi gośćmi.

Vip – to brzmi dumnie, ale nie każdy gość na specjalnych prawach potrafi się w towarzystwie zachować. Wie o tym coś Krzysztof, pucułowaty 35-latek w eleganckim płaszczu i biało-niebieskim szaliku poznańskiego Lecha. Kiedyś zapalony kibic, teraz supervip. Czeka w tzw. hallu cateringowym na początek meczu z Widzewem Łódź. – Chodzę na vipy od początku, czyli już ponad rok. Zdarzały się spięcia o pierwszeństwo przy stołach z jedzeniem. Albo taki numer: stoję w kolejce po piwo, nagle wpada gość i ryczy: Jeeeessstt!!!! Rzucam się na trybunę, zobaczyć, co się dzieje. Oczywiście gola nie było, a gdy wróciłem, typ już spijał piwo – opowiada. Jak na razie pojedyncze miejsce w sektorze vip jest w Lechu najtańsze w Polsce – 1500 zł za pół sezonu. Krzysztof ma wrażenie, że niektórzy traktują ten wydatek jak rozłożony na raty rachunek za jedzenie i picie.

Do wyidealizowanego obrazu vipa o dworskich manierach dobrze pasuje za to Krystyna – na oko 50-latka, przesadnie elegancka, umalowana i obwieszona biżuterią. Już czuje się stałą bywalczynią silver clubu na stadionie warszawskiej Legii. Zapłaciła za obecny sezon 10 tys. zł, kupując w pakiecie miejsce na obitym zieloną skórą fotelu na trybunie zachodniej, możliwość nieograniczonego korzystania z cateringu, miejsce parkingowe oraz prawo do zniżek na rozmaite klubowe produkty.

Krystyna jest zachwycona poziomem obsługi oraz samym otoczeniem, choć jej wysokie poczucie estetyki cierpi z powodu kibiców z sektora zwanego Żyletą, klnących jak szewcy. – Naprawdę, mogliby sobie darować – rzuca utopijną uwagę. – Ale poza tym kocham tu być. Wydaje mi się, że to już się robi modne miejsce w Warszawie.

Stefa vip

Enklawa dla wybranych na Legii musi zrobić wrażenie. Wszystko ma tu być na tip-top od samego progu. Zatem na poziom drugiego piętra wiozą vipa ruchome schody, a u ich szczytu wiszący nad głowami cud techniki dmucha pionową mgiełką, na której wyświetla się klubowy herb. Za mgiełką dygają hostessy, którym zgodnie z przyjętym na legijnych salonach wzorem elegancji bliżej do klasycznych piękności niż do modeli tipsowo-solariowych. Obdarzywszy gościa uśmiechem, hostessy wyposażą go w program meczowy oraz w magiczną opaskę, stanowiącą przepustkę do sektorów gold i silver – świata stołów uginających się pod wiktuałami oraz ekscytująco wyposażonych barków.

Skryty za mlecznym szkłem kameralny gold oskrzydlają dwa silvery, każdy wielkości kilku kortów tenisowych. – Gold kosztuje 15 tys. zł, silver – 10 tys., a jedyna różnica polega na tym, że w tym pierwszym są imienne miejsca przy stolikach. Aż takim snobem nie jestem. Poza tym silver ma swoje zalety – Robert, właściciel firmy zajmującej się wyposażeniem biur, rzuca wymowne spojrzenie w kierunku grupki hostess stojących w hallu.

Robert lubi futbol, ma pieniądze i znajomości, gościł na zamkniętych stadionowych imprezach dla wybranych tu i tam, ostatnio nawet na Camp Nou, i to w tamtejszym goldzie goldów, dzięki wejściówce otrzymanej od znajomego prezesa banku. – Jeśli chodzi o tę strefę vip, to nawet na tle Barcelony Legia nie musi mieć kompleksów – przekonuje. Uwagi ma zasadniczo dwie: na wysokości wjazdu na parking przydałaby się kładka dla kibiców, bo gdy idą falą, ani myślą ustępować przed limuzynami, a nawet ze wzgardą popluwają pod koła. Poza tym, choć menu zapewniane przez jedną ze stołecznych wielogwiazdkowych restauracji jest palce lizać, to Robert apeluje, by przywrócono tatara. – Ale i tak żyję od meczu do meczu. Zimowa przerwa w rozgrywkach będzie dla mnie jak wielki post.

Za luksus na Legii płaci się najwięcej w Polsce. Oprócz miejsc w goldzie i silverach sprzedaje się 12-osobowe loże dla firm, z widokiem na boisko i wyjściem na minitaras. Za kwotę w przedziale 240–340 tys. zł (zależy od lokalizacji na trybunie oraz trybu płatności) nabywca otrzymuje dostęp do loży przez okrągły rok, poza tym loża zostaje spersonalizowana, przez co należy rozumieć możliwość aranżacji wnętrza według upodobania klienta, menu na życzenie (na przykład wieczór japoński), wewnętrzny barek oraz – jak mawiają opiekunowie vipów – dedykowanego kelnera do obsługi. Odpowiedzialna w Legii za relacje zewnętrzne Anna Czerniejewska nie daje się wciągnąć w rozważania, czy cena za takie frykasy jest wysoka. – Prestiż kosztuje, a jeśli chodzi o jakość, nasza oferta jest w Polsce nieporównywalna – ucina.

Na drugim biegunie cenowym jest – jak już się rzekło – poznański Lech. Koszt 10-osobowej loży, zwanej skyboxem, mieści się w przedziale 30–47 tys. netto za rundę (7 meczów). Wystrój pomieszczenia nie powala na kolana, poza meczem też nie można jak na razie z niego skorzystać. Agnieszka Próchniewicz: – Dopiero od niedawna klub jest operatorem stadionu. Pracujemy nad ulepszeniem oferty. Supervipa Krzysztofa Lech na razie rozczarowuje. Z racji zawodowych powiązań często bywa w Holandii, a tam załatwianie interesów przy okazji piłkarskich meczów to normalka, więc gdy dowiedział się, że i na stadionie przy Bułgarskiej powstanie sektor vip, czekał na czerwony dywan, orzechowe meble, podgrzewaną podłogę oraz dania kuchni świata, podawane przez oniryczne kelnerki.

A tu: – Klatka schodowa jak w bunkrze, w skyboxach meble z Ikei, w hallu za mało stolików, więc kolejki się robią, czyli po poznańsku mówiąc: spęd – wylicza sącząc piwo. Ale z drugiej strony pamięta, że kiedyś vipy stadionowe tłoczyły się w ogrzewanym namiocie, trącały łokciami, tłuszcz grillowanej kiełbasy kapał z papierowego talerzyka na odzienie, pewną atrakcją była za to bliskość sektora kibiców przyjezdnych, z którymi wymieniano tzw. uprzejmości. – No to w porównaniu z dawnymi czasami teraz jest Ameryka – kwituje.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną