Społeczeństwo

Palec wykazujący

Czy pracodawca może żądać odcisków palców?

Teksturę naszego palca pokrywa ażurowa siatka wzgórz i dolin, wirów i pętli, które rozwidlają się, łączą, czasem kończą ślepym zaułkiem, tworząc układ kilkudziesięciu indywidualnych punktów, tzw. minucji. Teksturę naszego palca pokrywa ażurowa siatka wzgórz i dolin, wirów i pętli, które rozwidlają się, łączą, czasem kończą ślepym zaułkiem, tworząc układ kilkudziesięciu indywidualnych punktów, tzw. minucji. Marek Skorupski / Forum
Tysiące Polaków odciskiem palca potwierdza swoje przyjście/wyjście z pracy. Naczelny Sąd Administracyjny niedawno tego zakazał. Na razie tylko w skarbówce w Zawierciu.
Nowoczesna pani adwokat z Piotrkowa Trybunalskiego, dla prywatnego komfortu, oddała aż trzy palce: pierwszym otwiera drzwi do domu, drugim bramę w garażu, trzecim zamyka sypialnię, żeby odpocząć od dzieci.Łukasz Rayski/Polityka Nowoczesna pani adwokat z Piotrkowa Trybunalskiego, dla prywatnego komfortu, oddała aż trzy palce: pierwszym otwiera drzwi do domu, drugim bramę w garażu, trzecim zamyka sypialnię, żeby odpocząć od dzieci.
Wraz z papilarną Rejestracją Czasu Pracy weszły te same systemy kontroli dostępu pracowników do strategicznych pomieszczeń w zakładach, czego nikt nie bojkotował.Łukasz Rayski/Polityka Wraz z papilarną Rejestracją Czasu Pracy weszły te same systemy kontroli dostępu pracowników do strategicznych pomieszczeń w zakładach, czego nikt nie bojkotował.

Chodzi o to, że Janusz Buczek, naczelnik skarbówki, notorycznie zastawał następującą sytuację: równo o godzinie 7 rano zamykał listę obecności, zabierając ją z portierni do siebie, tymczasem ciągle pukali przepraszający za spóźnienie, żeby się dopisać, co narażało obie strony (spóźnionych i naczelnika) na sytuacje stresowe. Aż w 2006 r. uszczelnił kontrolę wejść/wyjść, wymieniając system papierowy na papilarny. Wydał się naczelnikowi dużo wiarygodniejszy niż karty zbliżane do bramki, zostawiane – zwłaszcza przez kobiety dominujące w urzędach – we wczorajszej torebce, samochodzie. A minuty lecą.

Choć wszyscy wyrazili zgodę pisemną na oddanie do systemu jednego z palców, musiał oddolnie rodzić się bunt, gdyż do urzędu wpadła kontrola z Generalnego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych, nakazując usunięcie czytników ingerujących w intymne ja. Spór o godność palca trwał latami. Ostatecznie 20 września 2011 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał metodę papilarną za nieadekwatną do celu, jakim jest osiągnięcie kontroli nad czasem pracy podwładnych. Sąd podważył brak elementu przymusu jako przesłankę legalności, gdyż „żeby mówić o zgodzie, musi istnieć równorzędność obu stron, tymczasem pracodawca i pracownik nie są równorzędnymi podmiotami i nie można wykluczyć, że zgoda była wymuszona”. Dwa lata wcześniej NSA zablokował papilarność w LG Electronics Mława.

Biometryczne bramki

System w tym czasie zdążył się rozprzestrzenić. Kilka tysięcy polskich pracodawców zainstalowało na bramkach biometryczne czytniki odcisków, kontrolując uczciwość zatrudnionych: dowodem przyjścia/wyjścia z pracy jest palec przyłożony do terminala. Pozytywna identyfikacja dysponenta palca jest komunikowana w postaci mrugnięcia zielonej diody na czytniku lub wygenerowanego „dziękuję” (z dostępną opcją: jeśli dysponent ma imieniny/urodziny, czytnik wyświetla serdeczne życzenia).

Papilarną kontrolę wprowadziły między innymi: Destylarnia Polmos w Krakowie, Zespół Opieki Zdrowotnej w Suchej Beskidzkiej, JBB w Łysych (produkcja mięsa i wędlin), Elektromontaż Gdańsk, Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej MegaMed w Bełchatowie, McDonald’s Polska, Urząd Miasta w Śmiglu, Biuro ds. Substancji i Preparatów Chemicznych, Kolporter w Kielcach, Instytut Spraw Międzynarodowych (Warszawa), Instytut Słuchu (Warszawa), Hotel Lord (Warszawa), Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wielkopolskim, Morpol – przetwórstwo rybne, Komandor – producent szaf, urzędy skarbowe, izby celne, szpitale, przychodnie, oddziały ZUS, kancelarie, muzea, lotniska, zakłady meblowe, mięsne, budowlane, produkcja nakryć głowy, lodów, pieczarek, nagrobków.

Dystrybutorzy biometryczni (jest ich w Polsce kilkunastu) wytykali GIODO absurdalność decyzji: nie ma powodu bać się o godność. Nie można wykraść odcisku z systemu, bo go tam nie ma. Teksturę naszego palca pokrywa ażurowa siatka wzgórz i dolin, wirów i pętli, które rozwidlają się, łączą, czasem kończą ślepym zaułkiem, tworząc układ kilkudziesięciu indywidualnych punktów, tzw. minucji. W momencie przyłożenia go do czytnika algorytm przekształca minucje w zaszyfrowany szereg cyfr. To, że Nowak został poprawnie zidentyfikowany w terminalu i wszedł do pracy, jeszcze nie jest daktyloskopią, gdyż z ciągu liczb nie da się z powrotem odtworzyć odcisku Nowaka.

6 grudnia 2011 r. odbyła się poświęcona odciskom konferencja. W pierwszych słowach swojego wykładu prelegent GIODO powiedział, że brakuje norm, bo jeszcze nie wiadomo dokładnie, co to takiego biometria.

Długoletnia tradycja

To słowo pochodzi z greki: bio – życie, metric – miara. W najnowszym zastosowaniu: technika zajmująca się potwierdzeniem/odrzuceniem tożsamości istot żywych na podstawie przekształcenia w rząd cyfr ich niepowtarzalnych cech fizycznych lub behawioralnych (praktycznie chodzi o człowieka).

Zaczęła się od babilońskich biznesmenów, którzy pieczętowali swoje transakcje odciskami na glinianych tablicach; pod koniec XIX w. francuski inspektor policji łapał żywe organizmy ludzkich recydywistów, zdejmując odciski ich stóp; w 1901 r. biuro papilarne otworzył Scotland Yard; w XX w. Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych wdrożył papilarną kontrolę przekraczających granicę nieposiadaczy amerykańskich paszportów (od 2004 r. system US-VISIT uzbierał palce 75 mln istot żywych). Ale to jeszcze nie zahaczało o godność intymnego ja. Etykę biometrii podważył dopiero fakt wdrożenia jej do RCP.

Już nie wystarczy podpis na liście

RCP w branży biometrycznej oznacza Rejestrację Czasu Pracy. Metody RCP bywały różne. Początki to zwykły podpis listy na portierni. 15 lat temu wejście/wyjście z zakładu zaczęły potwierdzać systemy typu „coś, co masz” pracownik dostawał kartę perforowaną, magnetyczną, chipową, klucz lub „coś, co znasz” – pracownik zapamiętywał hasło, PIN bądź szyfr.

Niestety, nie eliminowały lekceważącego stosunku do pracy, gdyż (cytat z ulotki firmy wdrażającej terminale papilarne) „człowiek, to wynika z jego psychologii, ma naturalną skłonność do oszukiwania, koledzy zawsze dogadają się, wymienią kartą lub hasłem, usługa się opłaca na zasadzie: dzisiaj ja odbiję się za ciebie na zakładzie, jutro ty będziesz miał pilność”. Poza tym „coś, co masz” można zgubić, a „coś, co znasz” podrobić bądź podsłuchać (zdecydowana większość szyfruje się trywialnie typu: data urodzenia, numer rejestracyjny auta, imię psa).

Przykład. Pracownikom pewnej firmy w Markach pod Warszawą raz w miesiącu przysługiwał bonus w postaci pobrania większej liczby bochenków chleba. Każdy podawał ustnie przypisany mu numer, a wydający odhaczał go na liście. Nigdy się nie zgadzało. Okazało się, że stojący w kolejce zaczęli wychwytywać słuchowo numery kolegów, a nadliczbowy chleb sprzedawali na mieście. Problem rozwiązał dopiero odcisk.

W 2005 r. leżącą w naturze skłonność do nieuczciwości uszczelnił system „coś, czym jesteś”, czyli biometria, najbardziej precyzyjna metoda dyscyplinowania pracowników (inwestycja w czytnik – ok. 2 tys. zł, możliwość przechowania w pamięci 10 tys. odcisków). Z ulotki firmy wdrażającej: „Redukcja kosztów poniesionych przez nieuczciwość pracownika podnosi komfort życia i samopoczucia pracodawcy, który czas zamartwiania się o firmę może poświęcić na skupianiu się na rzeczach istotnych”.

Kolejny bonus: system automatycznie raportuje roboczogodziny, co oszczędza etaty na panie biurowe, sumujące je dotychczas co miesiąc na piechotę.

„Czegoś, czym jesteś”, w przeciwieństwie do „czegoś, co masz” i „czegoś, co znasz”, nie można zgubić, zapomnieć, ukraść, podrobić, wypożyczyć, bo na całej kuli ziemskiej nie istnieją dwa identyczne palce, nawet jeśli pochodzą od bliźniaków jednojajowych. W karty zbliżeniowe należy zainwestować, wymienić, kiedy pasek magnetyczny się wytrze. Palce nie wycierają się i nikogo nie trzeba w nie wyposażać.

Z perspektywy pracodawców i wdrażających początki były trudne. Pracownicy potajemnie naradzali się, jak zbojkotować system. Kiedy jeszcze korzystano z tanich czytników chińskich, oglądający amerykańskie filmy SF typu „Odyseja kosmiczna”, „Golden Eye”, „Mission Impossible” (w których dla zmyłki używa się odciętego palca/oka wroga lub jego silikonowego odlewu), próbowali przechytrzyć urządzenie fantomem swojego palca odlanym sposobem domowym w żelatynie, który w dniu absencji odbijali koledzy.

Rynek zareagował wprowadzeniem koreańskich algorytmów, wyposażonych w podsystem „identyfikacji życia”, rozpoznający, czy przyłożony palec należy do żywego organizmu. Z opcją – dla podejrzanie często kaleczących się pumeksem – niewrażliwą na urazy, blizny, suchość, pot, rejestrującą zarys linii z głębi skóry. A ile razy wdrożeniowiec papilarny, wezwany na reklamację, słyszał: Co, ja źle przykładam? Ja?

Kiedy pracownicy firmy z Płocka podważali certyfikat higieniczny terminala, wdrożeniowiec dawał przykłady z życia: „Ja mam kulturę, wychodząc z toalety myję ręce, a gdzie mam certyfikat na klamce, że poprzednik umył? Czy poprzednik miał czyste ręce, wkładając banknot do portfela, który później trafił do mojego? Proszę bardzo, mogą państwo jak Michael Jackson włożyć białe rękawiczki i nie wychodzić z domu”.

Kwestią papilarną zainteresowało się kilkanaście związków zawodowych. Najbardziej sabotująca okazała się branża produkcyjna: stojący na taśmie, mający roszczeniowy stosunek do życia i ciągły głód papierosa. Chodziło im zwłaszcza o podejście niegodnościowe, zmuszające ich do odbijania palców w czytnikach przed palarnią.

Drudzy to lekarze. Pisali do GIODO, że nie mają pewności, czy to nie jest połączone z bazą FBI, odczuwają dyskomfort spowodowany świadomością, że ktoś może wykorzystać ich palec, zostawiając go na miejscu zbrodni. Jeden doktor na znak protestu palcem środkowym pokazał w telewizji fucka. Bojkot lekarski wzbudził duże podejrzenia u wdrażających: że teoretycznie harują w szpitalach po 16 godzin, ale wyskakują w międzyczasie na praktykę prywatną.

Odcisk jak u Hitlera

Nie udało się przełamać oporów wynikających z granicy wiekowej i wycofano czytniki z dużego muzeum. Paniom we fizelinowych kapciach, pilnującym dzieł sztuki, bardzo drżały ręce zbliżane do terminala. Mówiły, że to obciążenie psychiczne, widziały u ojca/dziadka hitlerowskie dokumenty z wbitym odciskiem.

Starsi mówią: bo ja tego palca nie mogę wypożyczyć. Bo wie pan, ten palec jest już zajęty, mam go oddany na policji, a ten z obrączką jest symbolicznie żony. Wdrożeniowiec tłumaczy, że palec może być jeden z dziesięciu.

Podejrzaną niekonsekwencją jest fakt, że razem z papilarną Rejestracją Czasu Pracy weszły te same systemy kontroli dostępu pracowników do strategicznych pomieszczeń w zakładach, czego nikt nie bojkotował. Również GIODO: „Jeśli jednak odciski palców oraz obraz tęczówki oka pracowników będą gromadzone w celu kontroli dostępu do określonych stref budynku, brak jest przeciwwskazań do gromadzenia danych biometrycznych osób, uprawnionych do wstępu”.

W Czechach i Słowacji system papilarny wszedł jak w masło. Nowoczesna pani adwokat z Piotrkowa Trybunalskiego, dla prywatnego komfortu, oddała aż trzy palce: pierwszym otwiera drzwi do domu, drugim bramę w garażu, trzecim zamyka sypialnię, żeby odpocząć od dzieci.

Wystarczy pokolenie. Dzisiejsze przedszkolaki już oswajają się, widząc rodziców, którzy przy przyprowadzeniu/odprowadzeniu ich do przedszkola skanują swoje odciski w czytnikach biometrycznych. Usługę wymusiła ubiegłoroczna zmiana finansowania publicznych placówek, polegająca na tym, że gmina płaci tylko za pięć godzin pobytu. Tymczasem ojcowie/matki próbowali dogadać się z przedszkolankami na boku: tylko 15 minut się spóźniliśmy, pani zapisze, żeby było dobrze, dam 50 zł na koniec miesiąca. Sam przedszkolak prawdopodobnie nie naciągałby systemu, ale w tym przypadku pobieranie palców jest nieopłacalne, gdyż linie papilarne kształtują się do siódmego roku życia i trzeba by uaktualniać wzorzec co sześć miesięcy.

Skanowanie tęczówki oka

W branży biometrycznej przyszłościowo stawia się na tęczówkę oka, jeden z najbardziej unikalnych identyfikatorów: kształtuje się w dwóch pierwszych latach życia potencjalnego pracownika, nie do wypożyczenia, ulega zniszczeniu do pięciu sekund po zgonie. Cztery lata temu testowano system tęczówkowy w zakładzie kieleckim, ale testujący pracownik po dwóch tygodniach dostał zapalenia spojówek.

Nie sprawdził się też czytnik geometrii dłoni, rejestrujący długość, szerokość i grubość czterech palców oraz wielkość obszarów pomiędzy kostkami. Weryfikacja jest za długa czasowo: trzeba idealnie włożyć palce w żłobienia na czytniku i docisnąć, tymczasem – zwłaszcza przy wyjściu z pracy – ludzie chcą się zweryfikować natychmiast i nagle za plecami robi się 2 tys. osób.

Teraz na targach zabezpieczeń hitem jest tożsamość żył palca, dłoni lub nadgarstka: system wyposażony w promienie podczerwieni skanuje trójwymiarowy układ naczyń krwionośnych, co jest możliwe dzięki zdolności hemoglobiny do absorbowania światła. Jednak pierwsze polskie testy podważyły użyteczność metody w przypadku grup najbardziej podatnych na lenistwo, czyli pracowników fizycznych: mają grubą, stwardniałą skórę, która blokuje przenikanie promieni i żyły nie są widoczne dla czytnika.

Janusz Buczek, naczelnik skarbówki w Zawierciu, zmuszony był przejść na czytniki karciane. Jako jedyny w urzędzie manifestacyjnie odbija swój palec. W myśl orzeczenia sądu ma do tego prawo, jest sam dla siebie przełożonym, co wyklucza znamiona przymusu.

Polityka 05.2012 (2844) z dnia 01.02.2012; Kraj; s. 33
Oryginalny tytuł tekstu: "Palec wykazujący"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną