Prof. Piłat o krzywdzie i przebaczaniu

Żądło przemocy
Rozmowa z prof. Robertem Piłatem, filozofem, o krzywdzie, przebaczeniu, pojednaniu i zadośćuczynieniu.
Prof. dr hab. Robert Piłat (ur. 1959 r.) pracuje na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej UKSW, wykłada też w Szkole Nauk Społecznych IFiS PAN, na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Collegium Civitas. Autor wielu książek.
Leszek Zych/Polityka

Prof. dr hab. Robert Piłat (ur. 1959 r.) pracuje na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej UKSW, wykłada też w Szkole Nauk Społecznych IFiS PAN, na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Collegium Civitas. Autor wielu książek.

Na przykładzie tak ogromnych krzywd, jak te związane z Holocaustem, widać, jak powraca trauma związana z poczuciem krzywdy. Taka jest właśnie natura traumy.
hkxforce/Flickr CC by SA

Na przykładzie tak ogromnych krzywd, jak te związane z Holocaustem, widać, jak powraca trauma związana z poczuciem krzywdy. Taka jest właśnie natura traumy.

Agata Pilarska-Jakubczak: – Czy krzywda nas zaskakuje, dopada niespodzianie, czy może sami prowokujemy i zostajemy skrzywdzeni?
Robert Piłat: – Kiedy mówimy o krzywdzie jako niespodziewanym zdarzeniu losowym, to próbujemy się od niej jakoś odseparować. To jedna ze strategii obronnych. Udajemy, że krzywda dotyczy nas, lecz tylko zewnętrznie. Nie chcemy, by dotknęła nas głęboko.

I wtedy nie dotyka?
Krzywda zawsze dotyka. Zmienia coś w osobie skrzywdzonej, jej świadomość samej siebie. Ofiara stygmatyzuje siebie, patrzy na siebie jak na osobę skrzywdzoną. Krzywda to nie dachówka, która komuś spada na głowę; taki wypadek nie zaburza tożsamości człowieka. A krzywda doznana od ludzi w jakimś stopniu zawsze to czyni. Częścią naszej tożsamości są relacje z innymi ludźmi. Te relacje są zrywane przez akty skrzywdzenia. W przypadku spadającej dachówki taka zależność nie zachodzi.

Nie można więc powiedzieć, że krzywda przychodzi z zewnątrz i nie ma nic wspólnego z ofiarą? Bo ona jest ingerencją w wewnętrzne poczucie w ofierze, że jest międzyludzka solidarność, więź i że ta więź uległa zerwaniu?
Tak, lecz trzeba uważać, by nie posunąć się za daleko mówiąc, że ofiara w jakimś sensie współtworzy czy prowokuje swoją krzywdę i że krzywdzenie jest relacją symetryczną. Oczywiście, psychologowie i psychoterapeuci zajmują się skrajnymi przypadkami, kiedy ktoś tak dalece definiuje siebie jako ofiarę, że prowokuje dalsze krzywdy. Nieumyślnie, lecz mimo to uporczywie wchodzi w sytuacje, w których będzie raniony. Ale to są bardzo szczególne przypadki. Tymczasem często słyszymy cyniczne uwagi w rodzaju: dostał w nos w ciemnym zaułku, bo niepotrzebnie tam lazł. Lub jeszcze gorszą: że kobieta sprowokowała gwałt. Cynik ustawia się tu w pozycji siły, przeciwko słabości ofiary. Sam nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo staje po stronie krzywdziciela. Tymczasem u podstaw krzywdy leży fundamentalna asymetria i ona ma swoją nazwę: przemoc. Psychiczna, moralna, fizyczna.

A zatem krzywda jest złem wyrządzonym człowiekowi przez człowieka. Jak daleko krzywda wchodzi w ofiarę?
Każda krzywda opiera się na przemocy, lecz nie każda przemoc jest krzywdą. Krzywdy wyróżniają się, jak sadzę, tym, że wytwarzają swego rodzaju żądło, które tkwi trwale w skrzywdzonym. Wchodzi ono bardzo głęboko, bo do poziomu godności. Nie jest krzywdą, że komuś obetną palec, bo czyni to np. chirurg dla większego dobra, jeśli trzeba. Możemy doznać szkody, stracić pieniądze, czas, zdrowie, wolność, ale to może być krzywdą lub nie. Jest krzywdą wtedy, kiedy niszczy poczucie godności.

Czym ono jest to poczucie godności?
Magdalena Środa napisała w swoim czasie książkę o godności w etyce i kulturze, analizując, z jakimi wartościami związane jest poczucie godności w różnych kontekstach kulturowych. Czasami godność opiera się na takich cnotach jak odwaga, czasami na atrybutach społecznych jak sława, czasami na cnotach wewnętrznych jak prawość, dotrzymywanie słowa. Czasem na cnotach przeciwnych niż męstwo – na posłuszeństwie, uległości (godność mnicha na przykład). Czasami jeszcze na czymś innym – na poważaniu wśród ludzi. Słowem, godność ma mnóstwo różnych źródeł. Lecz ma również cechę istotną – godność jest obroną wartości człowieka przed umniejszeniem. Różne rzeczy mogą mi czynić szkodę, ale nie niszczą poczucia wartości człowieczeństwa, udziału w jakimś fundamentalnym dobru.

Czyli godność to bariera, która jest pomiędzy szkodą a poczuciem własnej wartości. Istotą krzywdy jest, jak sądzę, naruszenie godności dokonywane przez przemoc.

Czy krzywdy są w jakiś sposób odwracalne?
Moje głębokie przekonanie jest takie, że w zasadzie nie. Doznanie krzywdy buduje nową tożsamość. Można powiedzieć, że wyprowadza człowieka z krainy niewinności. Nie sposób temu zapobiec; marzenie o powrocie jest iluzją. Lecz ta zmiana tożsamości nie musi oznaczać przyjęcia tożsamości ofiary. Naruszona przez przemoc godność jest jednak systemem, który podlega leczeniu, czyli można mieć nadzieję, że skutki krzywdy, które metaforycznie nazywam żądłem, da się usunąć. Natomiast sam fakt naruszenia godności – tego się nie cofnie. Sam fakt może się zawsze ponownie uobecnić niezależnie od tego, jak dobrze radzi sobie ofiara. Już choćby przez to, że jest w krzywdzicielu, który wie, co zrobił. To, że mu wybaczono, powoduje wprawdzie, że ciężar został z niego zdjęty, ale ten akt przebaczenia nie jest w stanie zmienić jego statusu jako krzywdziciela – nie przestał być człowiekiem, który wyrządził zło. I on ma swoje własne żądło, które o sobie przypomina.

Pomiędzy krzywdzicielem i ofiarą toczy się swoista gra. Jeden drugiemu przypomina, co się stało.

A kiedy jedna strona już nie żyje? Czy gra toczy się dalej?
Na przykładzie tak ogromnych krzywd, jak te związane z Holocaustem, widać, jak powraca trauma związana z poczuciem krzywdy. Taka jest właśnie natura traumy. Ona żyje własnym życiem i nigdy nie wiadomo, kiedy da o sobie znać. Publikuje się ostatnio prace, które pokazują, że drugie pokolenie ofiar Zagłady dziedziczy traumę. Trauma to nie jest tylko forma pamięci. Jest samookreśleniem, cechą bardziej antropologiczną niż psychiczną.

Czy jest energią, która pozostaje?
Nie wiemy, jak przechowuje i przemieszcza się trauma. Moje własne przypuszczenie jest takie, że dzieje się to w subtelnej siatce komunikacji. Nie bardzo wierzę, żeby były jakieś specjalne indywidualne nośniki psychiczne, tajemnicze, dziwne atrybuty czy figury psychiczne, podtrzymywane indywidualną biologiczną energią. Ludzie komunikują się tak intensywnie i subtelnie za pomocą mowy, ciała i czynów, że w tej siatce społecznych relacji trauma się zagnieżdża i przechowuje, nikt nie jest władny jej usunąć. Bo przecież nikt nie ma władzy nad całym obszarem komunikacji. Dlatego zdarza się, że trafimy na jedno słowo, jedną rzecz przeczytaną, jedno wspomnienie i trauma ożywa. W tym sensie wielkie krzywdy mają skłonność do nieustępowania, nie chcą się wycofać i stają się częścią ludzkiej kondycji; myślę, że Zagłada jest czymś takim.

Bardzo wiele jest obecnie nurtów i rozważań dotyczących prawa i moralności, głoszących, że za dużo interesujemy się krzywdzicielami, a za mało ofiarami. Świadczy o tym liczba fundacji działających na rzecz na przykład więźniów.
To wynika ze społecznego pragmatyzmu. Zajmujemy się przestępcami, bo chcemy, by przestali być przestępcami lub by nie mogli nam szkodzić. Czyli tak naprawdę działamy na swoją własną rzecz. Natomiast żeby w jakiś sposób pomóc ofierze, to, po pierwsze, trzeba się postarać o wyrównanie szkód – bardzo często jest to niemożliwe, bo przestępca idzie do więzienia, a ofiara pozostaje ze swoimi stratami. Po drugie, trzeba pomóc jej w wyciąganiu tego żądła krzywdy, a to jeszcze poważniejszy problem.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną