Rozwody z porywaniem dzieci

Porwania opiekuńcze
Gdy trzeba podzielić się opieką nad dzieckiem, a między rodzicami trwa wojna, wciąż najprościej jest je porwać. Pilnie potrzebna jest więc zmiana prawa. Albo choć praktyki sądowej.
Psychologowie nie pozostawiają złudzeń: uprowadzenie to dla dziecka doświadczenie traumatyczne, wymagające terapii.
Darren Greaves/Getty Images

Psychologowie nie pozostawiają złudzeń: uprowadzenie to dla dziecka doświadczenie traumatyczne, wymagające terapii.

Dziś często w sprawach rozwodowych ludzi nakręca raczej urażona miłość własna niż deklarowana miłość do dziecka.
Lars Topelmann/Corbis

Dziś często w sprawach rozwodowych ludzi nakręca raczej urażona miłość własna niż deklarowana miłość do dziecka.

Prawna droga na skróty do odzyskania kontaktu z dzieckiem, dotyczy jedynie tych przypadków, gdy dziecko zostanie wywiezione za granicę.
MegaBu7/Flickr CC by 2.0

Prawna droga na skróty do odzyskania kontaktu z dzieckiem, dotyczy jedynie tych przypadków, gdy dziecko zostanie wywiezione za granicę.

Do Sądu Rodzinnego w Kościerzynie pisze Jagna, lat 15. W sprawie swojej siostry Irminy, lat 4. Konkretnie prosi sąd, by wpłynął na tatę Irminy, żeby pozwolił im się zobaczyć. A nie widziały się, od kiedy tata porwał Irminę. Tak, Jagna wie, że to wszystko nie była jej wina, nic nie mogła zrobić, sama jest dzieckiem. A jednak nie może spać. Oraz nie może jeść. Więc pisze, żeby sąd coś zrobił.

Irmina jest z drugiego małżeństwa mamy. Ma dwie starsze siostry przyrodnie, 11-letnią Olę i 15-letnią Jagnę. Tata Irminy nie zgadza się z twierdzeniem, że między miłością matki a miłością ojca jest jakaś większa różnica. Obiema rękoma podpisze się za to pod komentarzami z forów w Internecie, że to matki potrafią robić dzieciom wodę z mózgów, indukując wrogość do ojców. Słowo „porwanie” nie jest więc, jego zdaniem, adekwatne. Poza tym Irmina korzysta z pomocy psychologa.

Mama dziewczynek myśli, że to wszystko, co ją spotyka, to jakaś kara za przeszłość. Za to, że sama w dzieciństwie, wbrew matce, widywała swojego ojca po rozwodzie rodziców. Ostatnio pomyślała też o wynajęciu detektywa Rutkowskiego, który tak spektakularnie odbił polskie dziecko z norweskiej rodziny zastępczej. Było o tym w gazetach. Innych dobrych wyjść nie widzi.

Z szacunków Fundacji Akcja, promującej prawa ojców, wynika, że co roku zdarza się w Polsce kilka tysięcy takich porwań. Jedno z rodziców znika z dzieckiem, ukrywając przed tym drugim nowe miejsce pobytu. Co czasem przeciąga się na lata.

Fundacja Itaka, zajmująca się poszukiwaniem osób zaginionych, dwa lata temu wdrożyła specjalny program wsparcia rodziców poszukujących dziecka – zajmowała się 130 przypadkami. Od początku 2012 r. jest już ponad 20 nowych.

Ostatnie lata przyniosły wręcz wysyp porwań. Dorosło nowe pokolenie ojców, którzy już nie pozwalają sprowadzić się do roli płatnika. Kochają dzieci, chcą spędzać z nimi czas, chcą uczestniczyć w ich życiu. Na forach internetowych znajdują dziesiątki sobie podobnych ojców, też zakochanych w dzieciach i skłonnych walczyć do upadłego o tę miłość. Ale na sprawach rozwodowych ci ojcowie zderzają się z matkami wychowanymi w poczuciu, że dziecko należy się matce, a dwie godziny z ojcem raz na dwa tygodnie to właściwy model. Wszystko inne odbiorą jako porażkę.

Porwanie

Gdy zniknęła Irmina, w lutym 2012 r., jej mama wracała do domu ze szkolenia. Dzwoniła jeszcze z drogi; wszystko było w porządku, mówił tata Irminy. Myli włosy. Gdy dojechała, w domu były już tylko starsze córki. Ale Irminy i jej ojca – już nie.

Na policji powiedzieli mamie Irminy, że sprawa nie kwalifikuje się do zgłoszenia zaginięcia dziecka. Uparła się, by jej to dali na piśmie i wtedy policjant zmienił zdanie. Będą szukać Irminy. Zuzanna Ziajko, dyrektorka działu poszukiwań z Fundacji Itaka, podkreśla, że zgodnie z polskim prawem policja nie może odmówić pomocy rodzicowi, który zgłasza zaginięcie dziecka. Ale praktyka jest zgoła inna, policjanci często próbują zniechęcić rodzica do zgłaszania zaginięcia. Zgodnie z jednym z policyjnych rozporządzeń, małe dzieci powinny być szukane z użyciem wszystkich możliwych środków zawsze i natychmiast. Bez odczekiwania 24 lub 48 godzin. Zgłoszenie przyjęte – policja musi działać.

Ale dla rodzica, który nie wie, co się dzieje z dzieckiem, efekty tych działań są wątpliwe. Jeśli nawet policja odnajduje rodzica porywacza, wystarczy, że uzyska od niego zapewnienie, iż dziecku nie dzieje się krzywda. To zamyka sprawę. Nie ma przepisów, które nakazywałyby informować, gdzie konkretnie przebywa dziecko.

W 2009 r. do prawa rodzinnego wprowadzono zmiany, które miały dyscyplinować utrudniających drugiemu rodzicowi kontakt z dzieckiem. Wprowadzono plany opieki rodzicielskiej (uwzględniające wszystkie sprawy związane z wychowaniem, począwszy od tego, kto podejmuje decyzje o zakupie podręczników, skończywszy na tym, gdzie dziecko spędza wakacje). Plus możliwość pozbawienia przez sąd praw rodzicielskich tego z opiekunów, który utrudnia stworzenie takiego planu. Plus grzywna na rodzica, który planu nie przestrzega. Tyle teoria.

W praktyce mijają miesiące, czasem lata, zanim zapadnie wyrok sądowy regulujący kwestie opieki. Na wizytę w rodzinnym ośrodku diagnostyczno-opiekuńczym (jeden z etapów w orzekaniu o opiece nad dzieckiem) czeka się dziś do kilku miesięcy. W przypadku małego dziecka rok, dwa lata to cała wieczność. W tym czasie w jego rozwoju dzieją się zasadnicze sprawy. Czas, którego nie da się cofnąć.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną