Polskie barki: ekologiczne, bezpieczne, zanikające

Ostatni rejs
Bez pośpiechu, siedem kilometrów na godzinę. Chyba że jest ograniczenie do czterech. To jest opowieść o świecie, o którym mogłeś, czytelniku, w ogóle nie słyszeć od czasu lekcji geografii w podstawówce.
Kapitan Lech Peczeniuk w centrum dowodzenia 110-metrowym zestawem dwóch barek i pchacza.
Filip Klimaszewski/Polityka

Kapitan Lech Peczeniuk w centrum dowodzenia 110-metrowym zestawem dwóch barek i pchacza.

Było tam o rzekach uregulowanych i nieuregulowanych, o zaliczeniu ich królowej, Wisły, w poczet tych ostatnich, i o kluczowej roli tych pierwszych w transportowaniu śląskiego węgla - ideologicznej raison d'être polskiej republiki ludowej. Być może obiło ci się również o uszy coś o kiepskim ostatnio stanie polskiej żeglugi śródlądowej i jej chronicznym niedoinwestowaniu, ale jeśli spędzasz większość czasu w Polsce centralnej lub wschodniej, to zapewne pływanie po rzece kojarzy ci się głównie z filmem „Rejs”.

Bizonem do Berlina

Centrum Szczecina, zimny początek maja 2011. W dokach portowych naprzeciwko dworca kolejowego wita nas uśmiechnięta załoga pchacza typu "Bizon" składająca się z Leszka i Darka, dwóch starych wyjadaczy żeglugi śródlądowej, oraz „młodego” - 22-letniego Krystiana. Mamy czuć się na pchaczu jak w domu, bo spędzimy tu kilka dni, podczas których trzeba do niego przyczepić dwie barki z prawie tysiącem ton węgla. I zawieźć je do Berlina.

Na „Bizonie” kiedyś już byłem, dawno i ledwie przez chwilę. Ale od razu wywęszam tę zapamiętaną, szczególną atmosferę, której nie spotkałem nigdzie indziej. Po kilku godzinach wiem już na pewno, że istnieje silny magnetyzm tego zajęcia. Po dwóch dniach jestem fizycznie uzależniony od przesuwania się przez świat na pokładzie pchacza.

Po trzech dniach wiem dlaczego.

 

Odra Trans Szczecin-Berlin

 

Owszem, znany mi jest narkotyk drogi - w wydaniu samochodowym, rowerowym, kolejowym. Ale narkotyk śródlądzia nie tylko zażywa się w końskich dawkach; jest on też środkiem dużo mocniejszym. No bo weź tu się zahipnotyzuj w samochodzie, kiedy co kilkanaście minut igrasz ze śmiercią, a przez resztę czasu czytasz tysiące absurdalnych bilbordów i szyldów. Albo w pociągu, który dzielisz z tłumem obcych patrzących na zegarki i tłoczących się na stacjach.

Na rzece lub kanale nie czyha niebezpieczeństwo. Łodziarze z trzydziestoletnim stażem o wypadkach tylko słyszeli, a skutkiem pewnego legendarnego zatopienia pchacza był prokurator na karku, ale nie ranni czy zabici. W porównaniu z transportem drogowym natężenie ruchu nie istnieje: co jakiś czas mijasz tylko mały jacht aktywnych emerytów albo zestaw podobny do twojego, prowadzony przez znajomego - prawie każdy w tej branży jest znajomy. Płynie się więc bezstresowo przez ładne okolice, bo - jak mówi kapitan Roman Klekot – „przy drodze nikt nie chce mieszkać, a nad wodą – każdy”.

Relaks podczas pracy

Kapitan kierujący pchaczem jest więc zrelaksowany, do czego przyczynia się również tempo, w jakim porusza się jego zestaw. Prędkość liczy się w dziesiątych częściach kilometra na godzinę i zwykle oscyluje wokół 7 km/h, a są miejsca, gdzie obowiązuje ograniczenie do 4. Takie tempo zwalnia kapitana z obowiązku wzmożonej koncentracji, a brak pośpiechu pozwala mu rozejrzeć się dokładnie po okolicy i skontemplować każdy jej szczegół. W ten sposób, mimo wielokrotnie mniejszej prędkości, dopływ bodźców o otaczającym świecie jest podobnie duży jak w przypadku jazdy autostradą, ale nie tak rozmazany i ogólnikowy. Wzrok zawiesza się nie tylko na odległych wzgórzach, ale też na systemie gałęzi czy fakturze liści jednego drzewa. Człowiek opalający się nad brzegiem lub idący wzdłuż niego wywołuje uważną, choć bezinteresowną, wzajemną obserwację. W miarę jej trwania nabrzmiewa ona znaczeniem w takim stopniu, że domaga się jakiejś reakcji, kulminacji, rozwiązania.

Przynosi je wymiana pozdrowień poprzez podniesienie ręki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną