Polskie barki: ekologiczne, bezpieczne, zanikające

Ostatni rejs
Bez pośpiechu, siedem kilometrów na godzinę. Chyba że jest ograniczenie do czterech. To jest opowieść o świecie, o którym mogłeś, czytelniku, w ogóle nie słyszeć od czasu lekcji geografii w podstawówce.
Kapitan Lech Peczeniuk w centrum dowodzenia 110-metrowym zestawem dwóch barek i pchacza.
Filip Klimaszewski/Polityka

Kapitan Lech Peczeniuk w centrum dowodzenia 110-metrowym zestawem dwóch barek i pchacza.

Było tam o rzekach uregulowanych i nieuregulowanych, o zaliczeniu ich królowej, Wisły, w poczet tych ostatnich, i o kluczowej roli tych pierwszych w transportowaniu śląskiego węgla - ideologicznej raison d'être polskiej republiki ludowej. Być może obiło ci się również o uszy coś o kiepskim ostatnio stanie polskiej żeglugi śródlądowej i jej chronicznym niedoinwestowaniu, ale jeśli spędzasz większość czasu w Polsce centralnej lub wschodniej, to zapewne pływanie po rzece kojarzy ci się głównie z filmem „Rejs”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną