Społeczeństwo

Myślenie last minute

Odkładanie na później – czy to się opłaca?

„Kreatywność jest efektem ubocznym marnowania czasu” - Albert Einstein „Kreatywność jest efektem ubocznym marnowania czasu” - Albert Einstein Nikita Vishneveckiy / PantherMedia
Co łączy wybitnych sportowców, pilotów, maklerów i szczęśliwych małżonków? Umiejętność zwlekania do ostatniej chwili – przekonuje amerykański prorok prokrastynacji.
Piotr Socha/Polityka

Artykuł w wersji audio

Tekst został opublikowany w POLITYCE w lipcu 2012 roku.

Gdyby o przyczyny przegranej Agnieszki Radwańskiej w finale Wimbledonu zapytać Franka Partnoya, odpowiedziałby najpewniej, że Polka była na korcie zbyt pochopna. Tylko co o tenisie może wiedzieć profesor prawa i finansów Uniwersytetu San Diego, którego Amerykanie kojarzą głównie z trafnymi diagnozami ekonomicznymi publikowanymi w największych gazetach? Otóż w swojej nowej książce „Wait: The Art and Science of Delay” („Poczekaj: Sztuka i nauka odwlekania”) Partnoy zbliża się do tajemnicy sportowej maestrii bardziej niż większość doświadczonych komentatorów.

„Profesjonalni tenisiści i bejsboliści podejmują decyzje według tego samego dwustopniowego schematu. Najpierw orientują się, ile czasu mają na reakcję. A następnie opóźniają ją tak długo, jak to możliwe” – pisze Partnoy w rozdziale poświęconym dyscyplinom, które wymagają szczególnego refleksu. Według niego nawet tam, gdzie akcja rozgrywa się w ułamkach sekundy i zawodnicy teoretycznie nie mają czasu na świadome kalkulacje, zwycięzcami okazują się ci, którzy pozwalają sobie na najdłuższą zwłokę.

Partnoy powołuje się na przykład wybitnego tenisisty Jimmy’ego Connorsa. Ten swoje sukcesy zawdzięczał w dużej mierze wstrzemięźliwości. Chociażby decyzję o ustawieniu na korcie podczas przyjmowania serwisu podejmował o mgnienie oka dłużej, niż zwykli to robić inni gracze. Dzięki temu jeszcze w wieku 40 lat wygrywał z dwukrotnie młodszymi, znacznie sprawniejszymi fizycznie przeciwnikami.

Bejsbolowym odpowiednikiem Connorsa jest Albert Pujols, jeden z najlepszych pałkarzy świata. „Najpierw uważnie lustruje wzrokiem miotacza, potem starannie śledzi tor piłki, jednak powstrzymuje wszelkie działanie, dopóki nie przeanalizuje wszystkich danych i nie będzie miał pewności, że oto pojawiła się szansa na pewne odbicie – pisze Partnoy. – Innymi słowy, zachowuje się tak samo, jak Warren Buffett podczas inwestowania na giełdzie”.

Zasada „lepiej późno niż kiedykolwiek indziej” według Partnoya rozciąga się na wszelkie pola ludzkiej aktywności. Czy chodzi o przejęcie konkurencyjnej korporacji czy też o oświadczyny, umiejętność zwlekania z ostatecznym wyborem jest fundamentem dobrych decyzji. Dlatego schemat postępowania praktykowany przez genialnych sportowców – oszacuj dostępny czas, możliwie długo analizuj sytuację i błyskawicznie zadziałaj w ostatniej chwili – Partnoy poleca do naśladowania tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jeśli dysponujemy 10 sekundami, powinniśmy poczekać aż do dziewiątej. Jeśli godziną, zadecydujmy w 59 minucie. A jeśli mamy rok, wówczas powstrzymajmy się z decyzją aż do sylwestra.

Tak właśnie postępują najwięksi eksperci w niemal każdej dziedzinie. Nawet gdy mają do dyspozycji krótką chwilę, odwlekają rozstrzygnięcia, tak aby racjonalne myślenie oraz intuicja mogły wykonać swoją robotę – tłumaczy Partnoy. – Jesteśmy niejako zaprogramowani do szybkich reakcji. Rozwój technologiczny dodatkowo sprzyja pokusie, by natychmiast odpowiadać na wszelkie impulsy. A przecież opierając się biologii i technice wiele moglibyśmy zyskać. I wielu błędów uniknąć.

Na zapobieganiu pochopnym decyzjom swoją skuteczność oraz konsekwentną popularność zbudował na przykład amerykański portal randkowy It’s Just Lunch. Twórcy serwisu nie pozwolili użytkownikom, by udostępnili sobie zdjęcia. W ten sposób zmusili ich, aby z każdym obiektem zainteresowania umówili się na lunch lub przynajmniej kawę. I w ten sposób spędzili razem odpowiednią ilość czasu, by podjąć odpowiedzialną decyzję o dalszym randkowaniu.

Podobnie jak w miłość od pierwszego wejrzenia Partnoy niespecjalnie wierzy w „efekt eureka”, w Polsce znany także jako „efekt aha!”. Chodzi o przekonanie, że wielkie innowacje zawdzięczamy nagłym olśnieniom. Według Partnoya takie iluminacje są jedynie zakończeniem długotrwałego, choć nie zawsze świadomego procesu, kiedy pomysł może spokojnie dojrzewać.

Przypomina chociażby historię kartek samoprzylepnych Post-it, którą zwykło się ilustrować „efekt eureka”. Po wnikliwszym zbadaniu sprawy odkrył, że dwóch wynalazców tego użytecznego drobiazgu poświęciło pracom nad nim aż 12 lat. Gdyby na którymkolwiek etapie oni lub ich zwierzchnicy wyciągnęli zbyt pochopne wnioski co do opłacalności projektu, świat nadal tonąłby w stertach luźnych papierków. Przypadkowi można przypisać jedynie kolor fiszek: wynalazcy zasugerowali się tym, że po sąsiednim laboratorium walało się mnóstwo żółtego papieru.

Amerykański ekspert w zakresie innowacyjności Steven Johnson przekonuje w książce „Where Good Ideas Come From” („Skąd się biorą dobre pomysły”), że najlepsze produkty są owocem takich właśnie „powolnych przeczuć”. Koncepcja sprzedawania kawy w małych kapsułkach dojrzewała aż trzy dekady, zanim firma Nestlé postanowiła ją na serio wdrożyć. Dzisiaj biznes ten wart jest miliardy dolarów rocznie.

Na zwłokę trzeba jednak mieć przyzwolenie. Firma zatrudniająca wynalazców samoprzylepnych karteczek upoważniała ich do tego, by 15 proc. czasu pracy zagospodarowali według własnego uznania. Google przez jakiś czas oddawało inicjatywie pracowników aż 20 proc. etatu. Jednak większość przedsiębiorstw uznałaby tę strategię za niewyobrażalną stratę – szczególnie w epoce, w której nowe dane ekonomiczne napływają przez 24 godziny na dobę, a przez giełdy świata w każdej sekundzie przewalają się całe fortuny.

Pęd ten ilustruje dosyć absurdalny przypadek amerykańskiej agencji brokerskiej UNX. Postanowiła ona przenieść swoje serwery z Zachodniego Wybrzeża do Nowego Jorku, tak aby zmniejszyć czas realizacji zleceń z 65 do 30 milisekund – tyle czasu impulsowi elektronicznemu zajmowało przebycie całego kontynentu. Miało się to przełożyć na większe zyski z transakcji. Tymczasem po przeprowadzce wyniki UNX uległy znacznemu pogorszeniu. Sytuacja wróciła do normy dopiero wówczas, gdy zdezorientowani brokerzy wprowadzili do systemu sztuczne opóźnienie wynoszące dokładnie 35 milisekund.

Także nam coraz trudniej okiełznać choleryczne odruchy, skoro co rano zanurzamy się strumieniu newsów, komentarzy, postów, esemesów, tweetów, e-maili, zdjęć, filmów, bannerów i wszelkiego rodzaju spamu. A na tej informacyjnej amfetaminie zestaw naszych poganiaczy się nie kończy.

Psychologowie Sanford DeVoe oraz Chen-Bo Zhong z Uniwersytetu Toronto dowiedli ostatnio, że po zetknięciu się z logo pewnej popularnej sieci fast foodów o 20 proc. przyspieszamy tempo czytania, a zaraz potem w ogóle tracimy ochotę na lekturę. Jedzenie z literaturą wprawdzie niewiele ma wspólnego, jednak fastfoodowy pośpiech podświadomie poprzenosimy na inne czynności. Podobnie tym z badanych, którym dyskretnie wyświetlano owo logo, prędzej zaczynały się dłużyć prezentowane im utwory muzyczne. To niebagatelne odkrycie, bo już co czwarty Amerykanin codziennie stołuje się w fast foodach. Ilu z nas mija szyldy tych restauracji w drodze do i z pracy?

– Na szczęście dysponujemy skutecznym antidotum na pokusę pośpiechu. Jest nim świadoma pauza – mówi Frank Partnoy. – Wystarczy dać sobie moment na zastanowienie: jak zamierzałem zareagować?

Dzięki badaniom wiemy na przykład, że nieuświadamiane uprzedzenia rasowe każą lekarzom gorzej traktować czarnoskórych pacjentów. W jednym z takich badań kilkuset lekarzy poproszono o postawienie hipotetycznej diagnozy 50-latkowi, który odczuwał ból w klatce piersiowej. Do opisu dolegliwości dołączono zdjęcie chorego, przy czym połowa fotografii przedstawiała białego mężczyznę, a połowa czarnego. Chociaż doktorzy zarzekali się potem, że uprzedzenia się ich nie imają, w pierwszym odruchu okazali się traktować czarnych inaczej niż białych. Rzadziej zalecali im przeprowadzenie trombolizy – zabiegu rozpuszczenia zakrzepów w celu przywrócenia przepływu krwi – poprzestając zwykle na mniej zdecydowanej kuracji.

Co czwarty z lekarzy domyślił się jednak, jaki jest klucz całego testu. Dlatego przed wydaniem diagnozy każdy z nich poświęcił chwilę na zastanowienie, czy jego werdykt nie zależy od koloru skóry pacjenta. Jak się okazało, „świadomi” doktorzy uniknęli błędu pozostałych. Wystarczyło więc zastanowić się, czy rasa ma znaczenie – i już więcej nie miała znaczenia.

– W salach operacyjnych często widuje się listy kontrolne zawierające trzy przymusowe pauzy: przed znieczuleniem, przed nacięciem oraz przed zakończeniem procedury – mówi Partnoy. – Sama lista zadań spowalnia wykonywanie rutynowych czynności, ale wprowadzenie do niej chwil na refleksję zaowocowało dramatycznym spadkiem poważnych komplikacji pooperacyjnych i zgonów – dodaje.

Podobne listy stosuje się między innymi w wojsku dla uniknięcia często śmiercionośnych błędów. Bodaj najbardziej tragicznego w skutkach pochopnego osądu dokonał w 1988 r. kapitan amerykańskiego krążownika „USS Vincennes”. Bez zawahania wydał rozkaz zestrzelenia irańskiego myśliwca, który potem okazał się zwykłym pasażerskim Airbusem z 290 pasażerami na pokładzie. – Często okazuje się, że zwłoka najbardziej przydałaby się tam, gdzie pozornie nie ma na nią czasu – mówi Partnoy.

Autor „Wait” doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że prokrastynacja (od łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) nie zawsze stanowi rozwiązanie najlepsze – zaległych płatności lepiej nie odkładać! – albo nawet dostępne. Tłumaczy, że chciałby jedynie zrównoważyć propagandę pośpiechu uprawianą przez pisarzy pokroju Malcolma Gladwella. Ten wydał kilka lat temu bestsellerową książkę „Blink: The Power of Thinking Without Thinking”, którą w Polsce znamy jako „Błysk! Potęga przeczucia”. Oryginalny podtytuł – „Potęga myślenia bez myślenia” – lepiej jednak oddaje przesłanie publikacji. W skrócie głosi ono, że trafne obserwacje czy decyzje nie wymagają więcej niż dwóch sekund.

Myślenie takie Partnoy nazywa ekwiwalentem fast foodu. Przypomina, że to właśnie umiejętność zatrzymania się i refleksji odróżnia nas od zwierząt. Historycznie aż 12 proc. czasu poświęcaliśmy rozważaniom nad naszymi czynami i zamierzeniami. Świadomej zwłoce swoje sukcesy zawdzięczają nie tylko najwięksi sportowcy czy inwestorzy, ale także oratorzy, komicy czy kochankowie. W tym ci, którzy poważnie nabroili.

Badania pokazały, że jeśli po zdradzeniu małżonka zbyt szybko przyjedziemy do niego z przeprosinami, nasza skrucha raczej nie zostanie uznana za wiarygodną. W życiu, przypomina prostą prawdę Partnoy, zazwyczaj nie chodzi o to, by coś wykonać jak najszybciej, ale jak najlepiej. A to wymaga nieco więcej czasu.

Gdzie sam chętnie wprowadziłby obligatoryjną pauzę? Na giełdzie? W relacjach między państwami? A może przy ślubnym ołtarzu? – Postawiłbym raczej na porządną przerwę lunchową – uśmiecha się Partnoy. – Zwykle pędzimy przez środek dnia bez chwili refleksji. Wiele zyskalibyśmy dzięki wygospodarowaniu czasu na przemyślenie minionego poranka i ułożenie planów na popołudnie. Szczególnie w nerwowych branżach, na przykład związanych z rynkiem akcji, w których ludzie po rozpoczęciu pracy nie wychodzą na powietrze aż do samego wieczora – dodaje Partnoy.

Wszystkim wciąż nieprzekonanym do swoich postulatów autor „Wait” dedykuje historię słynnego ekonomisty George’a Akerlofa. W jakiś czas po odebraniu dyplomu wyjechał on na rok do Indii. Odwiedził go tam niejaki Joseph E. Stiglitz. Zakupiwszy zbyt wiele pamiątek, Stiglitz wymógł na koledze, by ponadprogramowe suweniry posłał pocztą w ślad za właścicielem. Spełnienie prośby Akerlof jednak co rano odkładał na następny dzień – i tak przez osiem miesięcy. Zamiast spędzać kilka godzin w kolejce do okienka, wolał rozmyślać nad pewnym intrygującym go zjawiskiem na rynku samochodów używanych. Obserwacje te rozwinął później w teorię o asymetrii dostępu do informacji, za którą w 2001 r. otrzymał – zresztą wspólnie ze Stiglitzem – Nagrodę Nobla.

Polityka 30.2012 (2868) z dnia 25.07.2012; Ludzie i style; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Myślenie last minute"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną