Społeczeństwo

Stragany z papierkami

Wyższe szkoły lansu i bansu – produkują bezrobotnych?

Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie proponuje kierunek podyplomowy: Życie wśród Kwiatów. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie proponuje kierunek podyplomowy: Życie wśród Kwiatów. EAST NEWS
Studiami w Polsce rządzą nie tyle prawa rynku, ile bazaru. Ty nam dajesz 2 tys. zł za semestr, my ci laptopa lub lokówkę na początek i dyplom na koniec.
Pomorska Wyższa Szkoła Nauk Stosowanych zaprasza studentów na Brazylianistykę.Florian Kopp/EAST NEWS Pomorska Wyższa Szkoła Nauk Stosowanych zaprasza studentów na Brazylianistykę.
Politechnika Warszawska szuka chętnych na Ochronę Odgromową i Przepięciową w Instytucie Wielkich Mocy i Wysokich Napięć.Sakuno Picture Agency/Aflo/EAST NEWS Politechnika Warszawska szuka chętnych na Ochronę Odgromową i Przepięciową w Instytucie Wielkich Mocy i Wysokich Napięć.

Postępujący niż demograficzny wprawdzie zmusił niektóre tak zwane szkoły wyższe do zamknięcia swych podwoi, jednak liczba osób chętnych do studiowania, czy raczej do zdobycia dyplomu, jest wciąż spora. Rekord padł w 2005 r., kiedy studentów było aż 2 mln, ale obecnie nie jest ich wielu mniej – 1,8 mln. Niemniej jednak walka o klienta się zaostrza. Obok edukacyjnych molochów, pełnych coraz to dziwaczniejszych stoisk, cisną się małe stragany z krzykliwymi promocjami i gratisami.

Zarządzanie parafią i stadem

Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie proponuje podyplomowe kierunki: Życie wśród Kwiatów oraz Nowoczesne Metody Prowadzenia Stada Bydła Mlecznego. Politechnika Warszawska szuka chętnych na Ochronę Odgromową i Przepięciową w Instytucie Wielkich Mocy i Wysokich Napięć. Duży wybór jest wśród kierunków humanistycznych i społecznych: specjalizacja tybetologia na kierunku Mongolistyka pojawiła się w ofercie UW. Zarządzanie parafią można studiować na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, Politechnice Rzeszowskiej, a także w Katowicach (UŚ), Poznaniu (UE) i Warszawie (UW).

Prywatne uczelnie nie pozostają w tyle z pomysłami, bo przecież nie każdy chce już iść na zarządzanie i marketing (a na ten kierunek uczęszcza co trzeci student niepublicznej placówki). Analiza Bezpieczeństwa i Zagrożeń Terrorystycznych to propozycja Collegium Civitas w Warszawie. Jest też coś dla przyszłych celebrytów: Wyższa Szkoła Promocji tworzy nową specjalność Marketing Rozrywki. Jak podaje na swojej stronie: „Celem studiów licencjackich w tej specjalności będzie wyspecjalizowane kształcenie menedżerów rozrywki, osób prowadzących karierę i interesy artystów, organizujących występy estradowe, produkujących nagrania. Studia są odpowiednie także dla samych artystów, którzy w ten sposób chcą uzyskać kontrolę nad rozwojem swojej kariery, zwiększyć jej dynamikę i osiągnąć zawodowstwo, muzyków, wokalistów, tancerzy, estradowców”.

Pomorska Wyższa Szkoła Nauk Stosowanych w Gdyni oferuje Brazylianistykę, Organizację i Oprawę Artystyczną oraz Design, zaś Uczelnia Humanitas w Sosnowcu Historię Zagłębia Dąbrowskiego.

Prywatna Wyższa Szkoła Biznesu i Administracji w Warszawie wita sloganem: „Pierwsze bezpłatne studia w pierwszej prywatnej uczelni”. Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku oferuje „Studia w nagrodę”, czyli pakiet specjalnych zniżek i rabatów (jak na wyprzedaży), a Wyższa Szkoła Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu zapewnia kandydatów, że daje stypendium za maturę. Jej rektor prof. dr hab. Józef Marciniak przygotował nawet specjalny list pochwalny, który wysyła najlepszym licealistom: „Jest mi niezmiernie miło poinformować, że zostało Pani/Panu przyznane stypendium w ramach programu Stypendium za maturę. Wysokość stypendium wynosi 40 proc. czesnego. Gratulujemy. Stypendium przyznane zostało na okres dwóch semestrów od pierwszego miesiąca nauki. Życzymy wyjątkowych wakacji”. Gdzie indziej zachęcają: „Indeks i rok bezpłatnej nauki w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku, całoroczny kurs języka niemieckiego oraz dziewięciodniowy obóz językowy w Wielkiej Brytanii” – to główne nagrody w konkursie lingwistycznym „Pokaż nam język”.

Szkoły policealne, które nie mogą się pochwalić ani bogatym wyborem kierunków, ani kadrą naukową, kuszą chętnych powitalnymi prezentami. Ten sposób wabienia kandydatów stał się już podstawą rekrutacji, a lista prezentów jest imponująca.

Działająca w blisko 50 miastach TEB Edukacja rozdaje tablety, Centrum Nauki i Biznesu Żak przyszykowało karty rabatowe: do pizzerii, kręgielni, basenów i klubów muzycznych. Natomiast AP Edukacja przyznaje każdemu zapisanemu zdrapkę, pod którą kryje się kupon z wygraną. A nagrodą może być laptop, rower, ale też suszarka lub lokówka.

Centrum Kształcenia Kadr Profesja wierzy z kolei w marketing szeptany. Każdy, kto zachęci do nauki co najmniej 20 kolegów, dostanie konsolę do gier, bony do sklepu odzieżowego albo do Empiku o wartości nawet 1 tys. zł.

Na jednorazowych prezentach nie poprzestaje ProEdukacja, która stworzyła program lojalnościowy: każdy kandydat, polecając znajomego, wzbogaca swoje konto o sto punktów. Im więcej ma punktów, tym atrakcyjniejsza nagroda; za 2 tys. dostanie iPad, za 1 tys. netbook, konsolę do gry lub aparat fotograficzny. Tańsze nagrody to m.in. zestawy GPS, kosmetyki oraz karnety do klubu fitness. Pomysł jak w akcjach prowadzonych na stacjach benzynowych.

Szkoły na skraju załamania

Ostatnio głośno było o niepublicznej warszawskiej Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. Giedroycia. Uczelnia winna jest spółce Polimex Hotele 3,2 mln zł i prawie 1,3 mln zł odsetek, więc niektórym studentom komornik zajął czesne. Rektor uczelni dr hab. Lech Królikowski przyznał, że nie wiedział o fatalnej sytuacji finansowej uczelni i był osobą wynajętą do podpisywania indeksów. Posadę porzucił.

Pomimo nałożonego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nakazu wstrzymania działalności edukacyjnej „Giedroyc” nie przestał kształcić. Chociaż jest tam tylko jeden kierunek – aktorstwo. W niewielkim, schowanym za iglakami budynku „Giedroycia” znajdują się także trzy inne „uczelnie” należące do tych samych właścicieli – Piotra Kusznieruka i Jarosława Podolskiego: Wyższa Szkoła Społeczno-Ekonomiczna, Wyższa Szkoła Handlu i Finansów Międzynarodowych oraz Wyższa Szkoła Sztuk Filmowych i Teatralnych. Każda z uczelni zajmuje swój korytarz w tym budynku, mieści się w kilku pokojach, do których przychodzi garstka słuchaczy. Anna, była studentka „Giedroycia”, opowiada, że czuła się tam jak pionek w wielkiej grze. – Brak informacji, przekładane zajęcia, niejasności, chaos – wspomina. – Czułam, że jesteśmy tutaj tylko po to, aby ktoś zarobił.

Produkty z edukacyjnych straganów to najczęściej tandetne buble: nie dość, że bez zastosowania, to wymagają ciągłego dopłacania. Jakby bazarowy handlarz zapomniał zaznaczyć, że tu reklamacji się nie uwzględnia. Daniel z Łodzi studiował dziennikarstwo na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej: – Zajęcia można porównać do lekcji w szkole podstawowej, poziom poniżej żenującego, dlatego po pierwszym semestrze postanowiłem zrezygnować – wspomina.

Po kilku tygodniach od skreślenia z listy studentów Daniel otrzymał z kancelarii radcy prawnego w Łodzi wezwanie do zapłaty. AHE zażądała 3 tys. zł za nieuregulowane czesne. – Nie miałem takiej sumy. To był absurd! Pisałem odwołania, chodziłem do dziekanatu, ale zawsze odpowiedź była jedna: musi pan zapłacić. Z rektorem i dziekanem kontaktu nawet nie szukałem, bywali na uczelni po kilka dni w roku. Do dziś nie zapłaciłem, bo niby za co? Jednak dalej boję się, że w końcu przyjdzie wezwanie do sądu. Od zaprzyjaźnionej osoby związanej ze środowiskiem AHE słyszał, że uczelnia jest na „wykończeniu finansowym”, dlatego ściga wszystkich byłych studentów. Daniel przyznaje, że po nagłośnieniu swojej sprawy otrzymał blisko 50 e-maili od osób, które są w podobnej sytuacji.

Niewolnikami długów szkoły są też studenci Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości w Poznaniu. Rezygnacja ze studiów części studentów spowoduje, że szkole zagrozi upadłość i wtedy nawet ci, którzy chcą dokończyć edukację, nie będą mogli tego zrobić. Uczelnia szuka pieniędzy wszędzie: namawia studentów do solidarności i pozostania na studiach, zachęca, by przyprowadzali znajomych. Jednocześnie za obronę pracy magisterskiej żąda nawet do 700 zł.

Słabi wypierają mocnych

Zdaniem prof. Pawła Bożyka, rektora Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie, pozyskiwanie studentów przypomina dziś jarmark z podróbkami. Docelową podróbką jest, rzecz jasna, dyplom – coraz bardziej bezwartościowy. Uczelnie zamiast podnosić jego jakość, dbać o markę, inwestują w prymitywną reklamę i prostacki marketing. To może oznaczać, że zajęcia będą rzadsze, a wykładowcy tańsi, czyli magistrowie zamiast profesorów. Często rektorzy prywatnych szkół i biznesmeni z centrów policealnej edukacji wymyślają rankingi, piszą o zdobytych w nich miejscach – nikt tego nie sprawdza. Prof. Bożyk mówi, że opierając się tylko na folderach i ulotkach reklamowych, można by sądzić, że większość polskich uczelni współpracuje z całym światem, najczęściej wykładają tam nobliści i zagraniczne znakomitości.

Prywatne szkoły tracą absolwentów, kurczą się, niektóre całkiem znikają. Decyduje wprawdzie rynek, ale niestety zgodnie z prawem kopernikańskim: lepszy pieniądz jest wypierany przez gorszy. Na rynku zostają szkoły wcale nie najlepsze, lecz te tańsze, którym sprytniej udaje się złowić studenta.

Polityka 44.2012 (2881) z dnia 29.10.2012; Kraj; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Stragany z papierkami"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak rozpoznać depresję u dzieci?

Niedawno pisaliśmy o niewydolnym systemie pomocy dla najmłodszych, którzy coraz częściej zmagają się z problemami psychicznymi. Jak działać, gdy system nie działa? – pytamy Lucynę Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorkę telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.

Joanna Cieśla
09.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną