Społeczeństwo

Znaczenie znaczka

Polacy - mistrzowie znaczka pocztowego

W Polsce treść znaczków uzgadnia się w demokratycznym procesie. Od lat 90-tych wniosek o uhonorowanie na nich ważnego tematu może złożyć każdy obywatel. W Polsce treść znaczków uzgadnia się w demokratycznym procesie. Od lat 90-tych wniosek o uhonorowanie na nich ważnego tematu może złożyć każdy obywatel. Leszek Zych / Polityka
Nawet jeśli jego czas się kończy, w swoich ostatnich dniach znaczek pocztowy żyje pełnią życia – wywołując silne emocje. Dobre i złe.
Znaczek Jacka Konarzewskiego przedstawiający Czesława Niemena został wydrukowany poza planem emisji, w reakcji na śmierć artysty. Autorką fotografii jest Małgorzata Niemen.Polityka Znaczek Jacka Konarzewskiego przedstawiający Czesława Niemena został wydrukowany poza planem emisji, w reakcji na śmierć artysty. Autorką fotografii jest Małgorzata Niemen.
Na znaczkach Jacka Konarzewskiego 'Skate' i 'Rolki' z cyklu 'Sporty młodzieżowe' znalazł się syn artysty, Jan. Dziś sam jest grafikiem i projektantem znaczków.Leszek Zych/Polityka Na znaczkach Jacka Konarzewskiego "Skate" i "Rolki" z cyklu "Sporty młodzieżowe" znalazł się syn artysty, Jan. Dziś sam jest grafikiem i projektantem znaczków.

Artykuł w wersji audio

Annie Niemierko w dzieciństwie znaczki kojarzyły się z łazienką. I z niedogodnościami: ręce trzeba myć nad wanną, bo umywalka jest wypełniona wodą, w której unoszą się kolorowe papierki i odklejone od nich strzępki kopert. Tata Anny, namiętny filatelista, w systemie umywalkowo-łazienkowym poszerzał swoje zbiory.

Innym znaczki kojarzą się z samotnością, z klaserową mutacją mola książkowego ślęczącego z lupą wśród zakurzonych regałów. Jeszcze innym służą za matrycę marzeń o egzotycznych podróżach, baśniowych zabytkach – o tym, co nieosiągalne, bo odległe lub minione.

Całkiem współczesny znaczek jest jednak bytem, który ciągle się zmienia, żyje, potrafi poruszać. Polscy projektanci uchodzą za najsprawniejszych na świecie w dziedzinie twórczego zagospodarowania powierzchni trzynastu centymetrów kwadratowych (to najczęstszy rozmiar znaczka). Potwierdzają to zbierane przez nich nagrody na międzynarodowych konkursach sztuki filatelistycznej. Mały papierowy prostokąt często wzbudza silne emocje nawet zanim w ogóle powstanie.

Mały znaczek, wielkie sprawy

Publikowany w milionowych nakładach znaczek pocztowy ma oczywisty walor środka propagandy. Pierwszy papierek potwierdzający dokonanie opłaty za przesyłkę, wydany w 1840 r. w Wielkiej Brytanii, zadrukowano podobizną królowej Wiktorii. Od tamtej pory z tej formy popularyzacji własnego wizerunku i przekonań skwapliwie korzystali władcy w różnych częściach świata.

Jak pisze Monika Milewska w książce „Bogowie u władzy”, wydana we Włoszech Mussoliniego seria filatelistyczna z okazji dwutysiąclecia urodzin cesarza Augusta (do którego z upodobaniem porównywał się duce) zaopatrzona została w cytaty z „Res gestae divi Augusti” – sporządzonego przez cesarza spisu jego własnych dokonań. „Oczywiście wszystkie umieszczone na znaczkach cytaty odnosiły się w równym stopniu do czynów Augusta, jak i do jego współczesnego awatara” – podkreśla Milewska. Władze PRL czciły znaczkami kolejne rocznice urodzin Stalina i podnosiły morale narodu wypuszczając bloczki z podpisem „Wspólnym wysiłkiem zbudujemy Polskę Ludową”.

We współczesnej Polsce treść znaczków uzgadnia się w procesie bardziej demokratycznym. Od lat 90. wniosek o uhonorowanie na nich ważnego tematu może złożyć każdy obywatel. – Ludzie chętnie się w to angażują – mówi Joanna Nowicka z biura filatelistyki Poczty Polskiej. – Wpływa do nas 200–300 wniosków rocznie. Do wielu dołączone są wielostronicowe uzasadnienia – choć zdarzają się i lakoniczne prośby, by uczcić 200 rocznicę odkrycia krzemionek. Poczta pyta także ministerstwa i instytucje państwowe, czy przewidują ważne uroczystości, programy unijne, które należy spopularyzować.

 

Propozycje tematów – wraz z rekomendacjami urzędników poczty – trafiają do ministra administracji i cyfryzacji, który ostatecznie wybiera tematy do druku lub poddaje je modyfikacji. Na przykład Poczta proponuje serię „Pająki”, a minister precyzuje: pająki, ale chronione, bo jest ich tylko osiem – niech znaczek spełni funkcję edukacyjną i zabezpieczy je przed zagładą. Poczta proponuje „Grzyby polskie”, a minister: grzyby, ale z podziałem na trujące i jadalne. – Treść znaczków musi być poprawna ideologicznie i związana z tematyką kraju. Jeśli dotyczy rocznic, to przede wszystkim tych okrągłych – podkreśla Joanna Nowicka.

Najwięcej propozycji zgłaszają przedstawiciele związku filatelistów i stowarzyszeń kombatantów. Polskim znaczkom trudno więc uciec przed tematyką bogoojczyźnianą. Z drugiej strony, jak podkreśla grafik współpracujący z Pocztą, martyrologiczne i umacniające dumę narodową propozycje są i przez decydentów traktowane szczególnie łaskawie. Przeglądając kolejne edycje Katalogu Polskich Znaczków Pocztowych łatwo dostrzec, że serie upamiętniające rocznice pontyfikatu Jana Pawła II i innych ważnych kościelnych wydarzeń to stały punkt planów emisji niezależnie od tego, czy władzę sprawuje prawica, czy lewica.

 

Jak relacjonuje Joanna Nowicka, każdy proponujący temat znaczka uzyskuje dwukrotną odpowiedź Poczty – pierwszą z podziękowaniem za obywatelską aktywność, i drugą z informacją o losie propozycji. Dla urzędników mało komfortowe bywa to, że i oni uzyskują od wnioskodawców odpowiedź. Gdy w 2004 r. zrezygnowano z publikacji znaczka upamiętniającego 60 rocznicę powstania warszawskiego, rozgoryczony Andrzej Fischer (twórca i wydawca wspomnianego katalogu) zaproponował decydentom emigrację do kraju, którego rocznice będą bliższe ich sercu.

Walka o prestiżowe miejsce na papierku budzi tym gorętsze emocje, że ilość tego miejsca systematycznie się zmniejsza. Jeszcze 30 lat temu drukowano 60 tematów znaczków rocznie, na 2013 r. przewidziano ich jednak ledwie 13. Poczta czasem modyfikuje plan emisji w reakcji na bieżące wydarzenia, ale i te reakcje – lub ich brak – są czujnie recenzowane. Silne rozczarowanie w środowiskach prawicowych wzbudził brak filatelistycznego upamiętnienia katastrofy smoleńskiej.

Skrót polski

Gra z oczekiwaniami władzy, trenowana przede wszystkim w czasach PRL i oficjalnej cenzury, przyczyniła się do powstania polskiej szkoły plakatu, która do dziś odzwierciedla się także w myśleniu artystów o tworzonych znaczkach.

Nauczyliśmy się operować aluzją, skrótem, szukać metafory – opowiada Jacek Konarzewski, jeden z najbardziej doświadczonych artystów współpracujących z Pocztą. – W 1992 r. przygotowałem znaczki na igrzyska olimpijskie. Był kawałek buta, rękawice bokserskie, maska szermierza – i tyle, żadnego człowieka. Chciałem powiedzieć: dla sportu przestał istnieć człowiek, ważna jest tylko technologia.

Albo ascetyczny „Dzień Ziemi w Polsce”, zaprojektowany przez Annę Niemierko – bo ta, która nie mogła myć rąk w umywalce przez pływające w niej znaczki, dziś sama je projektuje. Tu mamy jeden motyw: znak recyklingu symbolizujący, że cała przyroda, świat, wszystko jest w obwodzie zamkniętym, że zło zawsze do nas wróci. Ale wróci też dobro.

O tym, kto projektuje znaczki, co roku decyduje przetarg. Startują stowarzyszenia artystyczne, agencje reklamowe. Zwycięzcy proponują następnie Poczcie do wyboru po dwie wersje znaczków na każdy temat. Honoraria artystów skrywa tajemnica handlowa, ale wiadomo, że są znacznie mniejsze niż przed laty, gdy za przygotowanie jednego znaczka można było dostać równowartość 3 tys. zł, a czasem drugie tyle za oryginał projektu. Mimo to chętnych nie brakuje.

– Coraz mniej jest takiej pracy, w której człowiek po prostu dostaje temat i zostaje z nim sam na sam. Może dobrać formę, kompozycję, wziąć odpowiedzialność za decyzje graficzne – tłumaczy Marek Kwiatkowski, plastyk współpracujący z Pocztą Polską. Codzienność grafika to praca w agencji, w redakcji, z klientem, zleceniem, menedżerem, celem marketingowym. – Projektowanie znaczków jest też jedyną działalnością, którą podpisujemy nazwiskiem. Kiedyś podpisywało się jeszcze plakaty, teraz ich nie ma – kontynuuje Kwiatkowski.

Paradoksalnie mikroskopijna przestrzeń pozostaje więc miejscem największej artystycznej swobody.

– Dla mnie to również okazja, by dowiedzieć się ciekawych rzeczy – opowiada Anna Niemierko. – Gdy przystępowałam do projektu serii „Mosty polskie”, zgłębiałam modele konstrukcji, by nie popełnić błędu w rysunku. Przy pracy nad znaczkiem na urodziny Zbigniewa Herberta przeglądałam jego fotografie, także te prywatne. Nie miałam pojęcia, że Herbert uwielbiał się wygłupiać, na większości zdjęć robił śmieszne miny. Projektowanie znaczków jest trochę jak redagowanie encyklopedii – informacje, które przekazujemy, muszą być sprawdzone, zgodne z prawdą.

Według Jacka Konarzewskiego, z upływem czasu prace tracą na jakości. 20 lat temu, gdy każdy samodzielnie dłubał literki, rysował ileś wzorów – musiał rozważać każdy znak, który stawiał, bo w malowanym projekcie decyzje są nieodwołalne. – Dziś, gdy możemy przerzucać w komputerze tysiące czcionek, cofnąć każdą operację, rozleniwiamy się – rozwiązania często nie są do końca przemyślane. Joanna Nowicka uważa, że to przesadny krytycyzm: – Dzięki rozwojowi technologicznemu możemy drukować w offsecie, rotograwiurze czy stalorycie, stosować lakier zapachowy – sięgać po twórcze i nowatorskie rozwiązania także w fazie druku, która kiedyś była czysto techniczna.

Na specjalne okazje

Dla projektantów znaczek ma być nośnikiem informacji, upamiętniać ważne wydarzenia albo po prostu wywołać emocje wśród kolekcjonerów. Zgadzają się, że tworzenie znaczków to prestiż: reprezentowanie za granicą siebie i Polski. Ta reprezentacja regularnie spotyka się z uznaniem.

 

Znaczek Jacka Konarzewskiego z serii sporty młodzieżowe w 1999 r. został okrzyknięty najlepszym znaczkiem świata. Cztery lata później znaczek tego samego artysty na igrzyska olimpijskie w Salt Lake City otrzymał złoty medal Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W 2008 r. „Dzień Ziemi w Polsce” Anny Niemierko wygrał Międzynarodowy Konkurs Sztuki Filatelistycznej we włoskim Asiago. Trudno ocenić, czy zachwyt budzi wspomniana umiejętność mówienia aluzją, czy może chodzi o jakiś bardziej tajemniczy narodowy talent. W końcu to Polak, Czesław Słania, trafił do Księgi Rekordów Guinnessa jako twórca rekordowej liczby – tysiąca! – wygrawerowanych znaczków pocztowych. Przez połowę poprzedniego stulecia pracował dla poczt szwedzkiej, polskiej, chińskiej, tajlandzkiej i wielu innych, zbierając międzynarodowe laury.

Inna rzecz, że to, co na świecie wywołuje entuzjazm, często budzi opór rodzimych odbiorców. Zwłaszcza ci zaangażowani – filateliści – nie przebierają w słowach. – Jedna z projektantek po przeczytaniu internetowych komentarzy na temat swojego znaczka postanowiła zrezygnować z pracy – opowiada Joanna Nowicka. Znaczek Anny Niemierko z ogólnoeuropejskiej serii „Las”, z zarysem postaci żubra, obśmiano, że przedstawiony żubr jest dwunogi – choć, gdy się przyjrzeć uważnie, można zobaczyć, że po prostu stoi w trawie.

Urzędnicy podkreślają, że nie sposób zadowolić wszystkich – i że nie można robić znaczków wyłącznie z myślą o filatelistach, których liczba zresztą konsekwentnie spada – z 300 tys. w latach 70. do 13 tys. dziś. Główna funkcja znaczka to przecież ciągle potwierdzenie opłaty za przesyłkę, choć do tego prozaicznego celu służą głównie tzw. znaczki obiegowe, tworzone bez udziału zewnętrznych projektantów, wydawane w wieloletnich seriach (ostatnio, od trzech lat, w obiegu jest seria „Kwiaty i owoce”). Filateliści odpowiadają z wyrzutem, że Poczta ma z nich czysty zysk – nie realizuje usługi, za którą płacą, kupując znaczki do swych zbiorów – ponosi jedynie znikome koszty druku. I przywołują przykłady krajów, które – prowadząc roztropną politykę wydawniczą – dzięki sprzedaży znaczków potężnie zasilają swe budżety, jak San Marino, Andora czy Luksemburg.

Pocztowcy odparowują, że cała procedura wydawnicza, organizacja przetargów, koszty projektantów wcale nie są symboliczne, a gdyby Poczta Polska miała na względzie czysty zysk, mogłaby z drukowania znaczków zrezygnować. Skandynawowie już tak robią – za przesyłki płaci się esemesem. W Polsce na razie 50 proc. listów nadawanych za pośrednictwem Poczty Polskiej opłacanych jest za pomocą znaczka (reszta kursuje najczęściej w kopertach z gotowym nadrukiem). I coś w tym jest, że taki list odbiera się inaczej. We Francji ruszyła nawet kampania namawiająca mniejsze firmy do korzystania z tej formy rozliczeń za korespondencję. Autorzy kampanii zauważają, że koperta bez znaczka, z pieczątką lub nadrukiem dla odbiorcy, bywa od razu podejrzana, że zawiera reklamę. Dlatego bez otwarcia może wylądować w koszu.

Od kilku lat Poczta Polska nie zmniejsza liczby znaczków drukowanych na Boże Narodzenie – ta oscyluje wokół 30 mln. Jacek Konarzewski wierzy, że jeszcze przez długie lata będziemy drukować znaczki, choćby tylko na specjalne okazje: – Gdy pojawiło się wideo, wszyscy wieszczyli koniec kina, bo po co wychodzić, jeśli można obejrzeć film w domu? A kina ciągle działają, bo to jednak inna jakość przeżycia. Podobnie jest ogromna różnica między otrzymaniem elektronicznej kartki świątecznej, nie mówiąc o rozsyłanym hurtowo esemesie, a pocztówką ze znaczkiem, ze strukturą, fakturą, zapachem.

Skrytykowany w Polsce znaczek Anny Niemierko z serii „Las” jest pokryty lakierem o zapachu jałowca. Na tegorocznym Międzynarodowym Konkursie Filatelistycznym w Asiago, jako kolejna z prac tej artystki, został uznany za najpiękniejszy na świecie. Wtopiony w tło żubr robi wrażenie, że trochę jest, a trochę go nie ma – jak to ginący gatunek.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną