Z życia sfer

Ozdrowieńczy wstrząs
Mimo protestów niektórych środowisk thriller „Pokłosie” nadal zbiera krwawe żniwo, a jego ofiarami padają przede wszystkim ludzie młodzi.

Publicysta Jacek Karnowski w piśmie „W sieci” alarmuje, że w wielu miastach z inicjatywy władz dochodzi do masowych wywózek dzieci i nauczycieli na projekcje „Pokłosia”, a „oprócz samej wizyty w kinie, na nasze dzieciaki czekają jeszcze lekcje poświęcone temu dziełu”.

Domyślamy się, że na tych lekcjach dzieci zmusza się do dyskusji o „Pokłosiu”, co jest praktyką skandaliczną i obcą demokracji. Trudno się potem dziwić, że u młodzieży mającej kontakty z filmami takimi jak „Pokłosie” (oraz niektóre dzieła Wajdy, Holland i Kutza) obserwuje się objawy politycznej dewiacji, niezdrowego judeoentuzjazmu i wstrętu do idei polskości. Dlatego Karnowski czyni słusznie, wzywając rodziców prześladowanych dzieci do stworzenia patriotycznego ruchu oporu wobec „Pokłosia” oraz dyrektorów szkół będących na usługach reżysera Pasikowskiego. „Protestujcie, nie zgadzajcie się. Wypytujcie nauczycieli, czy i ich zmusza się do promowania »Pokłosia« (współfinansowanego przez Rosję), czy i oni dostali polecenie w tej sprawie” – apeluje niepokorny publicysta, prosząc, aby informować redakcję o sytuacjach szczególnie trudnych, wymagających medialnego wsparcia. „Będziemy reagowali” – zapowiada tonem może nieco histerycznym. Ale jest to histeria w pełni uzasadniona, bo trzeba jasno powiedzieć, że każdy rodzic ma prawo do wychowywania dzieci w zgodzie ze swoimi gustami filmowymi i żadnej szkole nie wolno ciągać uczniów na filmy, których ich rodzice nie mają ochoty oglądać.

Sytuacja wywołana przez „Pokłosie” jest chora. Nic dziwnego, że kraj niecierpliwie czeka na ozdrowieńczy wstrząs, jaki ma podobno przynieść fabuła Antoniego Krauzego o katastrofie smoleńskiej. Zdaniem krytyka Krzysztofa Kłopotowskiego wstrząs będzie tym większy, im większy dystans zachowa reżyser wobec obu stron walki politycznej, dlatego sugeruje wprowadzenie do scenariusza postaci „odczuwających pragnienia charakterystyczne dla obu stron konfliktu”. I śmiało proponuje, żeby w filmie „PiS-owiec pożądał PO-wca i odwrotnie, gdyż obaj tłumią w sobie cechy przeciwnika, aż się połączą, jak Romeo i Julia”.

Doceniam wybujałą wyobraźnię krytyka. Moim zdaniem film mógłby się nazywać „Romeo i Julian”. Niestety boję się, że nie zostanie nakręcony. Po pierwsze, sądzę, że reżyser Krauze w takim pomyśle nie odnajdzie się artystycznie, po drugie – nie wiem, kto zgodziłby się zagrać aż tak perwersyjną parę kochanków. No a po trzecie – co na to wszystko Kościół?

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną