Rozmowa z najlepszym polskim sommelierem

Mozelskie pod ruskie
Rozmowa z Andrzejem Strzelczykiem, mistrzem Polski sommelierów 2012 r., o tym, jak zostaje się znawcą wina i czemu to służy.
Andrzej Strzelczyk: Wszystkich zachęcam do świadomego picia wina, poczytania trochę na jego temat, poznania podstawowych szczepów i ogólnego rozbudzenia ciekawości.
Christian Draghici/PantherMedia

Andrzej Strzelczyk: Wszystkich zachęcam do świadomego picia wina, poczytania trochę na jego temat, poznania podstawowych szczepów i ogólnego rozbudzenia ciekawości.

„Najważniejszą sprawą w dobieraniu wina do potraw z różnych kuchni jest to, aby taka mieszanka nam najzwyczajniej w świecie smakowała.”
RedHand/Flickr CC by SA

„Najważniejszą sprawą w dobieraniu wina do potraw z różnych kuchni jest to, aby taka mieszanka nam najzwyczajniej w świecie smakowała.”

Andrzej Strzelczyk (ur. 1984) pracuje w La Rotisserie, restauracji warszawskiego hotelu Le Regina. We wrześniu 2012 r. wygrał Mistrzostwa Polski Sommelierów.
Leszek Zych/Polityka

Andrzej Strzelczyk (ur. 1984) pracuje w La Rotisserie, restauracji warszawskiego hotelu Le Regina. We wrześniu 2012 r. wygrał Mistrzostwa Polski Sommelierów.

Kamilla Staszak: – Czy Polak w ogóle może zostać dobrym sommelierem?
Andrzej Strzelczyk: – Dlaczego nie?

Chodzi mi o kulturę picia wina, która w niektórych krajach ma długą tradycję, a u nas prawie nie istnieje. Kiedyś rozmawiałam z mistrzem świata sommelierów, Francuzem Philippe’em Faure, którego winna przygoda rozpoczęła się od spróbowania w towarzystwie swojego ojca Muscat de Beaumes-de-Venise, kiedy miał 12 lat. Oczywiście był to jeden kieliszek, a wino lekkie, łatwe i przyjemne, ale zrobiło na nim takie wrażenie, że postanowił zawodowo zająć się winami.
Przedostatnim mistrzem świata sommelierów został Szwed Andreas Larsson, a jego ojczyzna także nie ma długiej winiarskiej tradycji, która moim zdaniem może być czasami dużym obciążeniem. Oczywiście taka kultura przenoszona rodzinnie pomaga, ale Włosi, Hiszpanie czy Francuzi często za bardzo ograniczają się tylko do swoich win, które niezaprzeczalnie znają doskonale, potrafią odróżnić regiony ich pochodzenia, a nawet rozpoznać konkretne winnice.

We współczesnym świecie, gdzie wina pochodzą nie tylko z obszaru Morza Śródziemnego, ważne jest jednak spojrzenie, a raczej smak bardziej globalny. Toskańczyk lub mieszkaniec okolic Bordeaux czy Doliny Rodanu niejednokrotnie pozostaje pod ogromnym wpływem produkcji regionalnej. Wina słoweńskie, rumuńskie, nawet niemieckie, pozostają czasem obiektem nieodkrytym. I tutaj my, Polacy, ale także inne narody pozbawione tej wielowiekowej tradycji, jesteśmy bardziej otwarci na nowości, nasze podniebienia są ciekawe nowych smaków, a początkowa ułomność przekształca się w atut. Dlatego w polskich sklepach znajdziemy wina z całego globu, myślę, że z co najmniej 60 krajów.

A pan pamięta swoje pierwsze wino?
Pewnie była to Kadarka, Sofia, Bycza Krew albo jakieś inne niedrogie wino, które kupowałem na imprezy z przyjaciółmi z liceum w Warce, skąd pochodzę.

Perła Bałtyku?
Może nie, ale nie będę pani czarował pięknymi, ale zmyślonymi bajkami. Jako młodzieniec win nie degustowałem, bo nikt w rodzinie ani w moim otoczeniu się na nich nie znał. Pierwsze wino, które naprawdę doceniłem, spróbowałem dopiero jako 19-latek w czasie profesjonalnej degustacji na zajęciach sommelierskich w warszawskim Policealnym Studium Hotelarsko-Turystycznym przy Krasnołęckiej. Trafiłem tam przez przypadek, aby nie stracić roku, gdyż po maturze nie dostałem się na AWF, a planowałem zdawać powtórnie. Dziś mogę stwierdzić, że los wiedział lepiej ode mnie, co będzie dla mnie najlepsze.

Choć wódki nigdy nie lubiłem, zawsze interesowało mnie, co piłem. Wspomnianym winem było czerwone Châteauneuf-du-Pape, które do szkoły przywiózł francuski producent, racząc nas przy okazji wyśmienitą opowieścią dotyczącą historii jego powstania, produkcji i ucząc, w jaki sposób powinno się wino degustować. Wrażenie zrobiła także cena, czegoś tak drogiego nigdy wcześniej w swoim życiu nie piłem.

Zgadza się więc pan z opinią, że to cena robi „dobre wino”?
Dla osoby, która się na winach nie zna, z pewnością jest to najważniejsza miara wartości – oprócz stwierdzenia, że coś jest mniej lub bardziej kwaśne czy słodkie.

Czy oferta winna w Polsce nie jest zbyt często cenowo przewartościowana? Osobiście spotkałam się z winem, które u nas kosztowało dwa razy więcej niż we Francji.
Marża importerów i sprzedawców czasem faktycznie jest za duża, gdyż magazynowanie i transport nie powinny powiększyć ceny butelki o więcej niż 4 zł, akcyza i VAT też nie usprawiedliwiają tak wysokiej ceny. Jeśli będziemy tego wina pić więcej, myślę, że i ceny zaczną spadać, co już się dzieje, choć bardzo powoli. Polecam więc trochę pomyszkować, np. w Internecie czy sklepach specjalistycznych, gdzie można znaleźć całkiem niezłe wina za naprawdę przyzwoite pieniądze.

Czy to prawda, że słynne wina nie zawsze są najlepsze, choć zdecydowanie droższe?
W cenę wliczony jest w takim wypadku marketing, czego najlepszym przykładem są moim zdaniem szampany. Jeśli chodzi o wina spokojne, nie ma czegoś takiego jak np. dobre Bordeaux, bo to powierzchnia ponad 120 tys. ha z niezliczonymi doskonałymi, średnimi lub wręcz słabymi winnicami. Ostatecznym wyznacznikiem jakości wina jest jego producent. Uznani z pewnością nie schodzą poniżej pewnego poziomu, ale te same pieniądze o wiele lepiej wydać na naprawdę dobre wino ze słabszej apelacji niż na najtańsze ze słynnej.

By jednak dokonać trafnego wyboru, powinniśmy przede wszystkim zdefiniować nasze potrzeby, czyli wiedzieć, czego szukamy, znać swoje i innych preferencje, a następnie korzystając ze zdobytej wiedzy i doświadczenia, wybrać odpowiednią na dany moment butelkę. Oczywiście najtrudniej jest z tym ostatnim, czyli wiedzą i doświadczeniem. Pamiętam, jak po wspomnianej szkolnej degustacji wróciłem do domu i złożyliśmy się z kolegami na jakąś ogólnodostępną w sklepach tanią butelkę – różnicy w jakości nie czułem. Szybko jednak zafascynowałem się kulturą winiarską do tego stopnia, że wino stało się moją pasją. Dziś z tymi samymi znajomymi, których swoim winnym bzikiem chyba zaraziłem, w czasie wspólnie organizowanych imprez bawimy się w domowe degustacje w ciemno.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną