Społeczeństwo

Życioodporni

Reportaż o chłopcu z okna życia

Jest tak jak w necie. Na dźwięk alarmu przychodzą siostry zakonne, salezjanki. Jest tak jak w necie. Na dźwięk alarmu przychodzą siostry zakonne, salezjanki. Wojtek Wilczyński / Forum
Pąsio sprawdził w necie – zostawiasz dzieciaka w oknie życia i nikt cię o nic nie pyta.
Piotrkowskie okno życia otwarte zostało we wrześniu 2009 r.Mirosław Gryń/Polityka Piotrkowskie okno życia otwarte zostało we wrześniu 2009 r.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w lutym 2013 roku.

Atrakcję śródmieścia Piotrkowa Trybunalskiego stanowi McDonald’s. Podjeżdżasz i odbierasz jedzenie przez okno. Zjadasz w samochodzie. Bardzo wygodnie.

Po drugiej stronie ulicy, przy kościele, widzisz okno życia. W nocy oświetlone. Do okna prowadzą strzałki, nie można nie trafić. Bardzo wygodnie.

Pąsio z Pawełkiem jeżdżą do Maca. Koledzy ze śródmieścia. Pąsio poznał kobietę przy dzieciach. Będzie się żenił, bo kocha. Musi, bo ona z nim w ciąży. Pąsio rządzi, twarz ma zbójecko przystojną, tatuaże wszędzie. Pawełek małomówny, wpatrzony w kolegę, prawie dwa razy młodszy.

Olga niańczy dzieciaki z poprzedniego mężczyzny. Dziewczynkę trzy lata i chłopczyka półtora. Olga traci nerwy. Dzieci biegają, ona leży w łóżku drugi dzień. Ojciec dzieci nieudany, odszedł do więzienia. W lato 2011 r. Olga biega na policję, bo on pije-bije. Jest alkohol i awantury obserwowane przez dzieci. Olga z dzieciakami idzie do domu samotnej matki. Olga ma ograniczone prawa rodzicielskie. Dzieciaki kocha, tylko nie ma do nich siły.

Pąsio spada Oldze z nieba. Dokładnie z ulicy obok niej. Wysoki, pod czterdziestkę. Ma szacunek w dzielnicy. Notowany. Ona 25 lat, bezradny uśmiech. Wesele mają jesienią 2012. Na zdjęciach pamiątkowych Olga wygląda na życioodporną. Postawna, silna, nic jej nie złamie. Biegają jej dzieci, Kacperek i Kasia. Obściskuje ją teściowa, pani Ilonka. Wielbicielka seriali. Są tańce przy płaskim telewizorze. Prezentem dla młodych są garnki dobrej jakości.

Pawełek też zaproszony. Trzyma się w tle. Wpatrzony i wsłuchany w Pąsia.

Pawełek występuje w gazecie wiosną 2012 r. Dom im się pali, ten wielorodzinny pawilon socjalny. Przy ulicy całościowo przeznaczonej pod wyburzenia. Kto może, wynosi rzeczy na ulicę. Sąsiad wynosi wieżę stereo z kolumnami. Pawełek wynosi trójkę swoich dzieci. Matkę zabiera mu pogotowie, ale wraca żywa. Matka Pawełka nie chowała, chował się w domu dziecka. Tam zapoznał żonę. Rodziła w wieku 16 lat, a ostatnio w wieku 19. Przychodzi kurator z opieki społecznej popatrzeć, jak żyją. Mają pokoik z wykuszowym oknem wychodzącym na rozbiórki. Latają dzieciaki, trzaskają drzwiami. Mama Pawełka z nimi siedzi. Mama wierząca, do okna życia was wsadzę – mówi wnuczkom. Na zdjęciu z gazety w korytarzu spalonego piętra stoi Pawełek – zacięty i życioodporny. Nie będzie się żalił.

Po ślubie Pąsio i Olga z dziećmi Olgi przenoszą się na przedmieście Piotrkowa. Do internatu przerobionego na socjałkę. Zabierają tylko garnki – prezent ślubny. Nowe miejsce – długie korytarze pełne wózków dziecięcych i latających dzieciaków. Suszą się ubranka. Ubikacja wspólna dla wszystkich. Olga znowu leży, patrzy w sufit. Pąsio koło niej skacze, jak może. Potem znika na mieście, jedzie do mamusi. Mama męża, pani Ilonka, przyjeżdża Oldze pomagać. Sprząta, gotuje i tak dalej. Dobre słowo z ust Olgi pod adresem pani Ilonki nigdy nie pada. W sądzie rodzinnym dzwonią telefony – anonimowo donoszą na Olgę, że pijana i bije dzieciaki. Kurator jedzie od razu – nie potwierdza. Pani Ilonka martwi się o syna. Olgę lubić przestaje. Właściwie, jak mówi, była przeciw małżeństwu z Olgą. Ale nic się nie dało zrobić, gdyż syn zakochany. Olga urodzi w maju.

Pani Ilonka nie nastarcza pomagać młodym. Wdaje się w długi, figuruje na stronie windykacyjnej w Internecie. Olga też figuruje. Pąsio pracuje dorywczo, niejasne jest gdzie. Kilka razy na miesiąc przychodzi kurator sądowy. Nie ma zastrzeżeń do stanu dzieci, ma do stanu podłogi i zlewu w kuchni. Motywuje. Olga wstaje, myje podłogę i ślubne garnki. Kładzie się z powrotem. Dzieci biegają po korytarzu socjałki. Tu i tam, u sąsiadów, bywają nakarmione. Oddaj dzieciaków do okna życia, wielokrotnie mówi do Olgi pani Ilonka. Nie takiej żony szukała dla syna. W sądzie rodzinnym Piotrkowa mówią, że Olga ma tendencje do wiązania się z nieodpowiednimi osobami.

Jedząc hamburgera w samochodzie Pąsio mówi Pawełkowi, że zabiera rodzinę do Sulejowa. Ma na to gotówkę. W Sulejowie wynajął dwa pokoje z kuchnią po zmarłym. Mówi, że Olga nie radzi sobie z dzieciakami. Bo ma je z tym facetem, który siedzi, którego nigdy nie kochała. Olga jest ze Śląska. Jedzie do Sulejowa, ale mówi, że do ojca. Chce odpocząć od teściowej. Ucieka, nawet te gary ślubne zostawia za sobą. Jest grudzień 2012 r. Po drugiej stronie ulicy zaprasza oświetlone okno życia.

Piotrkowskie okno życia otwarte zostało we wrześniu 2009 r. Z Internetu wynika, że wystarczy włożyć dzieciaka do okna. Uruchomi się cichy alarm w głębi budynku. Ktoś po dzieciaka przyjdzie i się zajmie. Wkładającego nikt nie będzie o nic męczył. Okna życia – piszą w necie – są anonimowe i bezpieczne.

30 stycznia 2013 r. Pawełek przyjeżdża do Sulejowa odwiedzić Pąsia. Trochę siedzi na wersalce w pokoju i milczy. Pąsio przebywa na podwórku. Olga poszła do sklepu po jedzenie. Pawełek bierze syna Olgi na ręce. Z Kacperkiem pod pachą mówi dzień dobry sąsiadowi Pąsia na sulejowskiej ulicy Pąsia. Samochodem wiezie dzieciaka do Piotrkowa, naprzeciwko McDonalds’a. Wkłada dzieciaka do okna życia, odchodzi.

Jest tak jak w necie. Na dźwięk alarmu przychodzą siostry zakonne, salezjanki. Mały chłopiec siedzi zapłakany w kącie okna życia. Ale potem siostry mówią, że smacznie śpi w oknie życia, utulony ciepłem tego miejsca.

Procedura startuje – przyjeżdża lekarz. Kacperek ma półtora roku, nie potrafi mówić. Jedzie z lekarzem do szpitala. W stanie ogólnym dobrym – dzieciak zadbany. Ale jest jedna rzecz, której w necie nie piszą o oknach życia. Nie wyszczególniają, w jakim konkretnie wieku dzieciaki można wkładać, żeby się za to człowieka nikt nie czepiał. Kacperek jest za duży na okno życia i dlatego policja węszy.

Olga wraca do domu z zakupami. Na brak synka reaguje energetycznie. Biegnie na policję zgłosić. Płacze i błaga. Opisuje Kacperka. I okazuje się, że jest taki dzieciak w piotrkowskim szpitalu na obserwacji. Znaleziony rano w oknie życia. Policja zabiera Pawełka na wyjaśnienia. Pąsio znika.

Pawełek jest życioodporny, nie okazuje zdziwienia. Co prawda myślał, że okna życia są anonimowe. Ale jeżeli już po niego przyszli z policji, to pójdzie. Nie pierwszy raz przychodzą po Pawełka z policji. Przyzwyczajony. Notowany.

Pawełek jest twardy. Mówi, że żal mu było dzieciaka. Porwał, bo chciał uratować. Syf jest w domu rodzinnym dzieciaka, matka się nie zajmuje i dlatego porwał. Na pomysł wpadł samodzielnie, osób trzecich nie wsypuje. Pawełek wraca do domu, na ulicę wyburzeń. Grozi mu do trzech lat. Pąsio milczy w nieznanym miejscu.

Pani Ilonka jedzie do Sulejowa posprzątać po dzieciach. Mieszkanie wynajmowane, trzeba zwolnić. Na łamach gazety „Fakt” pani Ilonka nadaje na Olgę, a Olga na panią Ilonkę. Pani Ilonka, że u Olgi brud i brak miłości. Olga, że pani Ilonka ze wszystkich dzieciaków Olgi akceptuje tylko to, które znajduje się tymczasowo pod sercem Olgi. Nienarodzone – bo dziecko syna pani Ilonki. Że teściowa straszyła Olgę oknem życia. Na fotografiach w necie widać ślubne garnki Pąsia i Olgi. Leżą w piszczu brudnego zlewu. Internauci się denerwują, że takie dobre i drogie garnki. Właściwie dlaczego ta pani pobiera zasiłek społeczny na dzieciaki, jeżeli ją stać na luksusowe garnki?

Wszyscy internauci uważają się za lepszych niż Olga i Pąsio. Geny dziadostwa, sądzą o Oldze i Pąsiu. Rozmnożyciele. Chwalą Pawełka za porwanie dzieciaka w dobrej wierze. Dziękują Bogu za stworzenie okien życia.

Na początku lutego 2013 r., tydzień po porwaniu Kacperka i zniknięciu Pąsia, do pani Ilonki przyjeżdża policja. Pąsio przebywa u mamy w dzielnicy wyburzeń, musi jechać na wyjaśnienia. Dzień wcześniej, z ukrycia, Pąsio mówi do gazety, że zaplanował okno życia dla Kacperka razem z Pawełkiem. Poprosił Pawełka o porwanie. Chciał ulżyć żonie, dla której synek był pamiątką po niechcianym mężczyźnie.

Pąsio w radiowozie, na szyi ozdobny tatuaż z napisem kiss. Pąsio jedzie na policję nie z powodu okna życia. Poszukiwany był listem gończym do odbycia kary. Chodzi o, nieoficjalnie wiadomo, ginące samochody.

Pani Ilonka zdenerwowana. Spuszcza psa, ogromnego wilczura. Pies miota się po ganku, gdy ktoś się zbliży. Pąsio jest w areszcie. Po Pawełka też przyjeżdża policja. Mama Pawełka zdenerwowana. Musi zajmować się wnukami. Chodzi w szlafroku, w dowolnym momencie dnia wygląda jak wyrwana ze snu. Olga z dziećmi ponownie w domu samotnej matki. Okno życia przygotowane dla następnego dziecka – kocyk w misie, przewijak, pluszak, ciepłe światło, czysta szyba. Uwaga, żeby nie otwierać bez potrzeby.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną