Społeczeństwo

China gmina

Polskie Chinatown pod Warszawą

Centrum handlu hurtowego w Wólce Kosowskiej koło Warszawy, marzec, 2008 r. Centrum handlu hurtowego w Wólce Kosowskiej koło Warszawy, marzec, 2008 r. Piotr Małecki / Forum
Pod Warszawą, w gminie Lesznowola, Polacy nie dogadują się z Azjatami. Nie tylko przez nieznajomość języka.
Przedszkole Panda w Mrokowie.Piotr Małecki/Polityka Przedszkole Panda w Mrokowie.
Dzieci cudzoziemców najłatwiej odnajdują się w wielokulturowej rzeczywistości, później jest coraz gorzej.Piotr Małecki/Polityka Dzieci cudzoziemców najłatwiej odnajdują się w wielokulturowej rzeczywistości, później jest coraz gorzej.

Artykuł w wersji audio

Podwarszawska Lesznowola jest najbardziej cudzoziemską gminą w Polsce. Oficjalnie ok. 7 proc. mieszkańców to azjatyccy imigranci. Dane mówią o ponad tysiącu Chińczyków i prawie 700 Wietnamczykach. Wiadomo jednak, że Azjatów jest w gminie nawet trzykrotnie więcej, tylko mieszkają bez meldunku. Bardzo wielu dojeżdża codziennie z Raszyna czy z warszawskiej Ochoty. Tylko w ciągu ostatnich siedmiu lat (od czasu kiedy zapadła decyzja o likwidacji targowiska na Stadionie X-lecia) liczba Chińczyków i Wietnamczyków zwiększyła się ponad 20-krotnie.

Skalę współpracy międzynarodowej widać np. w ofertach powiatowego urzędu pracy. Na 2,6 tys. propozycji zatrudnienia w 2012 r., w 1,2 tys. przypadków wymagana była znajomość języka chińskiego lub wietnamskiego.

To wszystko dzieje się za sprawą chińsko-wietnamsko-tureckiego Centrum Handlu Hurtowego w Wólce Kosowskiej, największego takiego przedsiębiorstwa w Europie Środkowo–Wschodniej. Ponad 50 ha terenów zabudowanych, wartość inwestycji największej z czterech spółek, GD Poland, ponad 150 mln euro, kilka tysięcy zatrudnionych.

Dół po boomie

Spora część pracujących w Centrum to miejscowi Polacy. W gminie Lesznowola jest najniższe w kraju bezrobocie: zaledwie 2 proc. Mimo to w wielokulturowej rzeczywistości nie żyje się sielankowo. Gdy na zlecenie Stowarzyszenia Interwencji Prawnej grupa badaczy społecznych przez rok prowadziła na ten temat badania, jeden z wniosków brzmiał, że bez rzetelnych działań na rzecz integracji sytuacja w Chinatown może wymknąć się spod kontroli. Część lokalnej społeczności nie kryje zawiści w stosunku do bogatych cudzoziemców: „Dorobili się tu nieuczciwie wielkich fortun, a my, u siebie, harujemy za marne grosze i potem mamy 1600 zł emerytury”.

Niektórzy pracujący w Centrum czują się grupą niższej kategorii, wyzyskiwaną przez „kolonizatorów”. I przywołują wydarzenia z przedmieść Paryża.

A tymczasem już wiosną, tuż obok, w Marysinie, ruszy nowe hinduskie centrum handlowe Global City, w okolicę ściągną nowi pracownicy oraz biznesmeni z rodzinami. Tego może być już za wiele dla zaledwie 20-tysięcznej gminy.

Ul. Marii Świątkiewicz łączy Wólkę Kosowską, Jabłonowo i Mroków. Wszystkie położone tu domy, nawet najmniejsze, są strzeżone przez agencje ochrony mienia, kamery i groźne psy. Przed lokalnym sklepem spożywczym kamera wisi na drzewie, a właściciel sklepu wyjaśnia, że nie tyle obawiają się handlujących Azjatów, ile przestępców z całej Europy, których Wólka ściąga jak magnes. A potem, jak mówi, są kłopoty – kradzieże, pożary.

Ludzie boją się przestępczości zorganizowanej, azjatyckiej mafii, sąsiedztwo największego targowiska Europy jest mocno uciążliwe. Więc im bliżej Centrum, tym więcej przy ulicy Marii Świątkiewicz tabliczek na płotach: „Can ban nha” (po wietnamsku: dom na sprzedaż) lub „Cho thue nha” (dom do wynajęcia). Ogłoszenia po polsku też są, ale wiadomo, że oferta skierowana jest głównie do azjatyckich imigrantów. – Kto inny chciałby tu mieszkać? – wzrusza ramionami właściciel jednego z wystawionych domów, odśnieżający chodnik przed swoją posesją. – Hałas i wieczny ruch, zakorkowany przejazd i tony śmieci. 

Sprzedają zatem Azjatom – ale z coraz gorszym skutkiem. Kiedyś mieszkańcy, w większości rolnicy, w szczycie inwestycyjnego boomu za metr ziemi w pobliżu Centrum brali nawet 200 dol., dla zachęty kupcy dokładali jeszcze nowiutki samochód. Cały teren, na którym wyrosło Centrum Handlu Hurtowego, azjatyccy inwestorzy kupili od prywatnych właścicieli. Dziś cena ustabilizowała się na ok. 30 dol. – ale chętnych brak, choć domów na sprzedaż w Jabłonowie i w Wólce zatrzęsienie.  

Przybysze wybudowali tymczasem dla siebie willowe Osiedle Park Agat: na 12 ha 200 domów w zabudowie szeregowej, park, dwa jeziorka, plac zabaw i boiska. Niektórzy sądzili, że bogaci imigranci nie będą chcieli mieszkać tak blisko centrum handlowego, ale sprzedało się 90 proc. domów, większość właścicieli to Chińczycy. Postawili też już swoje magazyny: wygodniej i taniej trzymać towar w Centrum. Kończy się więc czas złotych interesów, jakie robili rolnicy z okolicznych wsi, wynajmując Wietnamczykom pokoje, mieszkania albo całe domy.

Wszystko swoje

Ze wspólnymi biznesami, począwszy od tych najmniejszych, też jest problem. – Na takim wielkim bazarze nieźle zarabia się na gastronomii – mówi jeden z lokalnych przedsiębiorców. – A to jest akurat ich specjalność i nie mamy co z nimi rywalizować. Na początku w Centrum nie było gdzie zjeść, ale szybko powstały bary z azjatyckimi przysmakami, czasem takimi, których Polacy raczej nie jedzą: zupa z surowej koziej krwi czy kacze jaja z płodem. 

Fryzjerów też mają swoich. I przychodnię lekarską Lotus Medical Center, w której przyjmują lekarze z Azji. W Józefosławiu pod Piasecznem powstał nawet azjatycki klub sportowy i spa. Otwarty dla wszystkich, ale ze specjalizacją w badmintonie, narodowym sporcie Wietnamczyków. Azjaci poszerzają ofertę usługową skierowaną głównie do swoich.

Są w Wólce prowadzone przez Polaków kantory, punkt naprawy komputerów, automaty do gry, myjnia i warsztat samochodowy. – Oni są bardzo specyficzni – mówi Krzysztof, który przez lata miał spółkę z Wietnamczykiem. – Trzeba dużo czasu, by nabrali zaufania. Polakom trudno zrozumieć ich zachowania, nie tylko z powodu bariery językowej. Przez pierwsze trzy lata współpracy mniej więcej raz w miesiącu miałem kryzys i chciałem się wycofać.

Nie jest też łatwo oferować Chińczykom czy Wietnamczykom jakieś usługi. W Wólce działa kilka firm pośredniczących w załatwianiu spraw związanych z legalizacją pobytu i pracy, kancelarie prawne, firmy księgowe. Nie wszystkie cieszą się dobrą opinią u azjatyckich klientów i na pewno w tym sektorze jest jeszcze miejsce dla polskich inwestorów, pod warunkiem że zatrudnią osoby znające choć w minimalnym stopniu mentalność i zwyczaje Wietnamczyków. Nie ma w gminie nawet biura tłumaczeń wyspecjalizowanego w chińskim i wietnamskim; w Wólce Kosowskiej mieszka tłumaczka przysięgła języka chińskiego, ale jej klienci narzekają na jakość tłumaczeń i poziom znajomości języka. Brakuje kursów polskiego dla cudzoziemców. Nowe przepisy, wymagające znajomości języka polskiego od osób ubiegających się o nadanie obywatelstwa, zapewne sprawią, że wzrośnie popyt na lekcje polskiego.

Chiński do szkół

Jedną z nielicznych inwestycji, szytą na miarę dla imigranckiej społeczności, jest przedszkole Panda w Mrokowie. Założyły je dwie Polki i trafiły w dziesiątkę. Przedszkole miało być międzynarodowe, ma to nawet w nazwie – ale polskich dzieci jest niewiele. Przeważają azjatyckie. – Jeszcze chyba trochę czasu musi upłynąć, zanim ludzie pozbędą się uprzedzeń – mówi Katarzyna Obarzanek, która razem ze wspólniczką prowadzi przedszkole.

Wietnamskie i chińskie maluchy w Pandzie poznają polskie zwyczaje i polskie święta. Wszystkie chińskie i wietnamskie święta też są obchodzone, więc w przedszkolu w Mrokowie zwykły dzień powszedni to prawdziwa rzadkość, ku uciesze wszystkich dzieci, niezależnie od narodowości i koloru skóry. 

To właśnie dzieci najłatwiej odnajdują się w nowej, wielokulturowej rzeczywistości podwarszawskiej gminy. W szkole w Mrokowie, gdzie na 500 uczniów 30 jest narodowości chińskiej lub wietnamskiej, 16 z małżeństw mieszanych, ale zdarzają się i dzieci tureckie, bułgarskie czy czeczeńskie, nie było żadnych incydentów na tle narodowościowym.

Dzieci azjatyckie najszybciej uczą się polskiego; zresztą gmina finansuje dla nich uzupełniające lekcje. Wójt zastanawia się, czy wzorem Rzeszowa nie wprowadzić w przedszkolach fakultatywnych lekcji chińskiego.

Mój sąsiad jest Azjatą

Wójt Lesznowoli Maria Batycka-Wąsik zapewnia, że z jej perspektywy (a rządzi już gminą czwartą kadencję) współpraca z azjatyckimi inwestorami układa się dobrze. Płacą terminowo podatki i jest to spory zastrzyk finansowy do gminnej kasy: prawie 6 mln zł w 2012 r. tylko z tytułu podatku od nieruchomości. Trudniejsze do oszacowania, ale nieporównanie większe, są wpływy z tytułu CIT (podatku dochodowego od firm), które trafiają do budżetu państwa, a część wraca do gminnej kasy.

Poza aspektem finansowym stosunki azjatyckich firm z gminną władzą cechuje polityczna poprawność. Prezesi z Chin czy Wietnamu wyraźnie dbają o wizerunek. Przekazali do powiatu środki na zmodernizowanie ul. Nadrzecznej, przy której jest centrum handlowe. Wykupili od prywatnych właścicieli tereny wokół skrzyżowania z trasą krakowską, gdzie zdarzało się po kilka kolizji dziennie, a kierowcy tkwili w korkach, i przekazali je w darowiźnie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych, żeby można było rozbudować krzyżówkę. Dofinansowują lokalną policję (narażając się na zarzuty korupcji) i Ochotniczą Straż Pożarną. Wspierają finansowo stowarzyszenie Dobra Wola działające na rzecz dzieci niepełnosprawnych w gminie.

Ale przemyślanych i skoordynowanych działań na rzecz integracji brakuje. A inicjatywa musi wyjść od gospodarzy. Pierwszy i ostatni program integracyjny sześć lat temu realizowała autorka pomysłu Michalina Jarmuż, psycholog kulturowy. Przypadkiem dowiedziała się, że na spotkaniu związku pracodawców z gminy Lesznowola jeden z wietnamskich przedsiębiorców powiedział wprost: „My tu jesteśmy i będziemy i powinniście nas nauczyć, jak się mamy w waszym kraju odnaleźć”. Grant dał Instytut Spraw Publicznych. – Już wtedy było widać, że jest to naprawdę potrzebne – mówi Michalina Jarmuż. – Zwłaszcza Wietnamczycy na zajęcia przychodzili bardzo chętnie. Były też lekcje w szkołach: „Mój sąsiad jest Azjatą”.

Od tamtej pory jednak nie działo się nic, bo Michalina Jarmuż urodziła dziecko. W planach dopiero jest stworzenie Centrum Integracji – czegoś w rodzaju świetlicy, domu kultury, prowadzonego we współpracy z Mazowieckim Związkiem Pracodawców w Lesznowoli. I druga edycja projektu Michaliny Jarmuż, w partnerstwie z gminą, za pieniądze z funduszu unijnego lub ze Szwajcarii.

Na razie jednak świat przybliża mieszkańcom Gminny Ośrodek Kultury. W ramach cyklu „Poznajemy kultury narodów” zorganizowano już wieczory: hiszpański, włoski, cygański, ukraiński, meksykański, grecki, francuski, irlandzki, kubański oraz staropolski. Na chiński i wietnamski trzeba poczekać.

Korzystałam z raportu „Migranckie instytucje ekonomiczne i ich wpływ na otoczenie. Przykład centrów handlowych w Wólce Kosowskiej” autorstwa Natalii Klorek i Moniki Szuleckiej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Wyrażanie i regulowanie emocji

Marzena Martyniak o tym, jak człowiekowi może pomóc inteligencja emocjonalna.

Katarzyna Czarnecka
12.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną