Jak uchodźcy stają się przesiedleńcami

Europejczyk z przesiedlenia
Jeśli pomyślnie przejdą serię testów, z uchodźców staną się przesiedleńcami. Osiądą w Stanach Zjednoczonych, Australii, Kanadzie i wielu krajach Unii.
Beatrice, 38 lat. W Sheffield od 2004 r. Ma trójkę dzieci. Przygotowuje się do nauki w szkole pielęgniarskiej. Nie chce pamiętać swojego życia w Liberii.
Jan Brykczyński/Polityka

Beatrice, 38 lat. W Sheffield od 2004 r. Ma trójkę dzieci. Przygotowuje się do nauki w szkole pielęgniarskiej. Nie chce pamiętać swojego życia w Liberii.

Maitham, 31 lat, tłumacz dla brytyjskiej armii w Iraku w latach 2003–07. Z powodu prześladowań ze strony irackich partyzantów uciekł z rodziną do Jordanii. W Sheffield od czterech lat.
Jan Brykczyński/Polityka

Maitham, 31 lat, tłumacz dla brytyjskiej armii w Iraku w latach 2003–07. Z powodu prześladowań ze strony irackich partyzantów uciekł z rodziną do Jordanii. W Sheffield od czterech lat.

Mimi, 44 lata. W Birmie działaczka polityczna. W Anglii żyje z zasiłku i dorywczej pracy jako sprzątaczka.
Jan Brykczyński/Polityka

Mimi, 44 lata. W Birmie działaczka polityczna. W Anglii żyje z zasiłku i dorywczej pracy jako sprzątaczka.

Prem, 36 lat. Musiał opuścić Bhutan z powodu nepalskiego pochodzenia i hinduskiego wyznania. W Anglii od 2,5 roku. Przyjechał z żoną, dwójką dzieci i 75-letnią mamą.
Jan Brykczyński/Polityka

Prem, 36 lat. Musiał opuścić Bhutan z powodu nepalskiego pochodzenia i hinduskiego wyznania. W Anglii od 2,5 roku. Przyjechał z żoną, dwójką dzieci i 75-letnią mamą.

Joseph, 43 lata. W Liberii pracował jako asystent w banku. Wyjechał z powodu wojny domowej. W Anglii rozstał się z żoną. Wychowuje dwie córki i syna.
Jan Brykczyński/Polityka

Joseph, 43 lata. W Liberii pracował jako asystent w banku. Wyjechał z powodu wojny domowej. W Anglii rozstał się z żoną. Wychowuje dwie córki i syna.

Fatuma, 22 lata. Urodziła się w Kenii, w obozie dla uchodźców. W Anglii od listopada 2010 r. Przyjechała z rodzicami i szóstką braci.
Jan Brykczyński/Polityka

Fatuma, 22 lata. Urodziła się w Kenii, w obozie dla uchodźców. W Anglii od listopada 2010 r. Przyjechała z rodzicami i szóstką braci.

Wśród 10,5 mln uchodźców na świecie 1 proc. podróżuje inaczej niż wszyscy. Nie wsiadają na ponton, żeby przepłynąć na drugi kontynent, nie chowają się w bagażniku ciężarówki, żeby dotrzeć do innego miasta. To mają już za sobą. Teraz czekają – czy zostaną wybrani? Czy to, co mówili w wywiadach, przekona urzędników? Czy spełnią jedno z sześciu kryteriów zagrożenia życia lub zdrowia w ojczystym kraju? Czy trafią do Ameryki, czy raczej do Norwegii? Słowem, czy zakwalifikują się do programu przesiedleń UNHCR (Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców). Gdy decyzja w końcu zapadnie, każdego roku 750 z nich dowie się, że pojedzie do Wielkiej Brytanii. A 90, że zamieszka w Sheffield, w północnej Anglii, w hrabstwie South Yorkshire. Na lekcjach orientacji kulturowej wezmą do ręki funta, a na zdjęciach zobaczą, jak wygląda królowa i piętrowy autobus. Potem dostaną do ręki bilet na samolot, na lotnisku przywita ich asystent, który pomagać im będzie przez cały następny rok. Zabierze do przygotowanego wcześniej mieszkania i powie: To jest wasz nowy dom.

Powitanie. Maitham z Iraku

Nowy dom wydał się Maithamowi przede wszystkim dość zimny. Z Iraku wylatywali przy plus 45 st. C. Do Anglii przylecieli w minus 5. Dopiero czwarta po południu, a już ciemno. Zima, luty, 2009 r. Do zobaczenia jutro, powiedział asystent i zamknął za sobą drzwi. Nie mieli nawet jak zadzwonić do rodziny. Poczekajmy, aż przyjdzie do nas sąsiad, może pożyczy nam telefon, powiedział Maitham do swojej żony Narjes i trzech córek: Zahry, Marim i Zynab. W Iraku, gdy ktoś nowy sprowadza się do okolicy, sąsiedzi przychodzą i go witają. Przynoszą jedzenie, zapraszają na obiad. W Iraku każdy powinien troszczyć się o siedmiu sąsiadów w dowolnym kierunku od swojego domu. Jeśli siódmy sąsiad ma problem, ty jesteś odpowiedzialny, żeby mu pomóc.

W oczekiwaniu na sąsiada Maitham wyszedł na zewnątrz. Nikt się nie zbliżał. Może nie zauważyli? W domu obok paliło się światło. Otworzył starszy mężczyzna. Dobry wieczór panu, jestem nowym sąsiadem, przedstawił się Maitham. (Cisza). Przyjechaliśmy z rodziną z Iraku. (Cisza). Po raz pierwszy jesteśmy w Wielkiej Brytanii. Dopiero co się sprowadziliśmy. OK, odparł sąsiad. Coś jeszcze?

Słuchajcie, tu jest trochę inaczej niż u nas, powiedział po powrocie Maitham do żony i trzech córek, a potem zamknął za sobą drzwi. Następnego dnia asystent tłumaczył: Anglicy nie są zbyt wylewni. Może za kilka miesięcy poznacie się lepiej i zaprzyjaźnicie. Przez dwa kolejne lata Maitham nie poznał imienia sąsiada z domu obok. Niedługo potem całą rodziną przenieśli się do innej dzielnicy.

Nauka. Beatrice z Liberii

Na początku Beatrice też nie rozumiała. Musiało minąć dziewięć lat, żeby nauczyła się, jak właściwie żyją ci Anglicy. Anglicy trzymają się razem. Anglicy pilnują swoich spraw. Jeśli spotkasz kogoś na ulicy, nie opowiadasz mu wszystkiego. Jeśli chcesz go odwiedzić w domu, musisz najpierw zadzwonić i zapytać. Chociaż jak kiedyś zepsuła jej się pralka, to sąsiedzi pomagali – zrobili dla niej pranie i sami przynieśli. Beatrice cały czas się tu uczy. Wszystkiego. W Afryce, w Liberii, nie skończyła szkoły. Po przyjeździe do Anglii na kursach poznawała od początku – alfabet, angielski, matematykę. W supermarkecie dowiedziała się, że gdy się płaci, trzeba poczekać na resztę. W domu, od asystentki Sary, jak malować ściany, przyklejać tapety i uruchomić 50-calowy telewizor, który kupiła za pożyczkę z urzędu pracy. Ten telewizor ukradli jej potem przy włamaniu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną