Społeczeństwo

Kochanka ze szkła

Randka w sieci i jej tragiczne konsekwencje

Pamięta, gdzie położył młotek. Spokojnie wraca z nim do pokoju i uderza Lenę w tył głowy. Lena pyta, co się stało? Krzyczy i pada na podłogę. Pamięta, gdzie położył młotek. Spokojnie wraca z nim do pokoju i uderza Lenę w tył głowy. Lena pyta, co się stało? Krzyczy i pada na podłogę. demian1975 / PantherMedia
Na portalach randkowych w Internecie rodzi się wiele znajomości, przyjaźni, romansów. Zdarzają się też nieszczęścia, jeśli za szybko skacze się do realu.
Kiedy przychodzi klient, Filip z dziećmi idzie na plac zabaw albo na spacer. Wszystko gra.Łukasz Rayski/Polityka Kiedy przychodzi klient, Filip z dziećmi idzie na plac zabaw albo na spacer. Wszystko gra.

Filip zobaczył zdjęcie Leny w serwisie randkowym. Od razu mu się spodobała – długie czarne włosy, piwne oczy, szczupła, delikatna. On też – ciemnowłosy, słusznego wzrostu.

Przyjaciel, na którego Lena ostatnio liczyła, oświadczył niedawno, że nie przewiduje poważnego z nią związku, owszem, kilkudniowe wyjazdy na seks bez zobowiązań, ale wspólne życie – to nie. Może dlatego umówiła się z Filipem, żeby odreagować.

W jakimś sensie podobni byli do siebie wszyscy troje, Lena, Filip i Agata, jego żona. Ludzie o pewnym specyficznym profilu – piszą specjaliści, którzy badali Filipa i Agatę. Nie potrafią odczuwać lęku. Odwaga nie jest w nich aktem woli, przychodzi jakby automatycznie, sama przez się. Na wojnie Filip mógłby odznaczyć się męstwem, a Agata zostać bohaterską sanitariuszką.

Ale na krótko. Nie potrafią być wytrwali ani kończyć tego, co zaczęli. Zostawiają, idą dalej, rzadko pomni na konsekwencje zaniechania.

Pewne kroki

Agata uczyła się przez parę lat fryzjerstwa, ale dyplomu nie zrobiła. Zaczęła chodzić do liceum ogólnokształcącego dla dorosłych. Pracowała w sklepie. Ale liceum rzuciła, bo poznała na dyskotece Filipa. Miłość. Koniec szkoły. Koniec pracy w sklepie. Szybki ślub.

Zamieszkali u rodziców Filipa, ale po 10 miesiącach się wyprowadzili. Agata źle znosi podporządkowanie i codzienną rutynę. Filip też. Nie pasują do jego starszych, pracowitych rodziców. Przenieśli się więc do matki Agaty. Matka jest kwiaciarką. Jej mąż, ojciec Agaty, choruje od dawna. Mała siostra Agaty chodzi jeszcze do szkoły.

Któregoś dnia panie z opieki społecznej pytają nauczycielkę, czy to prawda, że ta siostra jest głodna, brudna i zaniedbana, jej tata nadaje się do zakładu, bo aż tak chory, a matka kwiaciarka podobno jest pijaczką. Wszystko nieprawda, dziwi się nauczycielka. Skąd macie takie wiadomości? Matka Agaty, która się o tym dowiedziała, mówi, że zaczęła drążyć temat i wydrążyła to, że Agata z Filipem postanowili przejąć dziewczynkę jako rodzice zastępczy, chorego ojca oddać do zakładu, a matkę wrobić w pijaństwo i jakoś spławić. I właśnie poczynili już pewne kroki w tej sprawie w opiece społecznej. Matka Agaty jest oburzona. Córka z zięciem knują za jej plecami. Nie mają wstydu.

Nie mają. Tak jak nie czują lęku, tak i wstydu. Ani winy, cokolwiek by zrobili. Czują gniew, wrogość wobec wszystkich, przez których nie mogą dostać, czego pragną. Nie potrafią z pragnieniem czekać. Muszą już, natychmiast. Źle tolerują frustrację. Ale sąsiedzi z wynajmowanych mieszkań są o nich jak najlepszego zdania. Na zewnątrz mili, uprzejmi. Żadnych awantur, pijaństwa ani narkotyków.

Matka każe im się wynosić z jej domu. Nie ma o nich wiadomości przez parę lat. Znikają, kamień w wodę. I nagle telefonują, że są u rodziców Filipa w Anglii, gdzie tamci pracują w zakładzie mięsnym.

Młodzi pojechali do nich i pracują w tym samym zakładzie. Ale z teściami w Anglii też się nie układa. Muszą się od nich wyprowadzić. Z pracą także się nie udaje – Filip awanturuje się o podwyżkę, jest jakaś bójka z szefem i musi odejść. Znajduje zajęcie w fabryce czekolady, ale ani on do tej pracy nie pasuje, ani praca do niego. Przy rurociągu – też krótko. Postanawiają więc wrócić do Polski.

Ale z dziećmi. W Anglii urodziły się dwie dziewczynki.

 

A wnuczki to wnuczki – matka Agaty wszystko córce i zięciowi wybacza. Zabiera nad morze. Hołubi dzieci. Pomaga w wychowaniu. Ale młodzi z matką już nie próbują mieszkać. Wynajmują mieszkania raz tu, raz tam. Swego nigdy mieć nie będą, bo jak? Po powrocie z zagranicy rzeczy mają trochę więcej, ale nie aż tak dużo. Żeby – gdy wisi nad głową zapłata za wynajem mieszkania – spakować się i znikać.

Filip z pracą jak zwykle. Najpierw na kolei – za ciężko, jako kierowca – też coś nie tak. Kontroler biletów – za mało płacą. Zwłaszcza że odkryli z Agatą wspólną namiętność – hazard. Raz wygrana, raz nie. Jak to w kasynie. W wielki hazard puścić się nie mogą, nie mają na to kasy.

Rodzina sponsorowana

Agata poznaje chłopaka. Na seks z mężem nie narzeka, ale wszystko na świecie, nawet kwitnące, z czasem brzydnie. Agata chce odmiany. Mówi mężowi, że była z innym mężczyzną. Dziewczynki widzą, jak tata wiesza się nagle na klamce, charczy, sinieje, a mama z trudem uwalnia mu z pętli szyję; jego odpowiedź za zdradę żony.

Nie mają z czego żyć. Rodzice z Anglii nie pomagają. Kiedy co jakiś czas przyjeżdżają do Polski w odwiedziny, żeby się leczyć, zabierają obie dziewczynki, przeważnie na tydzień, do siebie. Ale żywszego kontaktu z Filipem i synową nie chcą.

W końcu znajduje się rozwiązanie. Agata jest ładną dziewczyną, niewiele po trzydziestce. Filip zaczyna szukać jej sponsora. Ale jeden sponsor nie pokrywa wydatków, zwłaszcza że kasyno wciąż kusi. Filip przez szkło załatwia kolejnych klientów. Jak dobrze pójdzie, to nawet trzech, czterech dziennie.

Kiedy przychodzi klient, Filip z dziećmi idzie na plac zabaw albo na spacer. Wszystko gra. Trzeba tylko częściej zmieniać mieszkania, bo sąsiedzi mogliby się zorientować i powiedzieć najemcom.

Ale znów niefart. Filip zakochał się w jakiejś dziewczynie, która w dodatku może być w ciąży. Agata krzyczy, żeby Filip wybierał: albo ona, albo kochanka. Jeśli z tamtą nie zerwie, ona zabiera dzieci i przenosi się do matki. Wtedy Filip chwyta ze stołu nóż i na oczach żony i dziewczynek wbija go sobie w brzuch. Tryska krew. Agata dzwoni po pogotowie. Szpital, operacja, stan stabilny, wyzdrowienie.

Życie wraca do normy. Agata nieźle na klientach zarabia. Ostatnio mieszkają w dwóch pokojach z kuchnią. Jak zwykle nie piją, nie ćpają, spokojni. Dzieci czyste. Tata wyprowadza je na spacer. Normalna, ślubna rodzina.

Cień za drzwiami

Przed spotkaniem z Leną, poznaną na serwisie randkowym, Filip umówił się z żoną, że ona pojedzie do koleżanki z córkami. To małe dziewczynki, jedna cztero-, druga pięcioletnia. Obie już po przejściach, ze źle rozpoczętymi życioryskami. U koleżanki mają długo pobyć. Czy na pewno? – upewnia się Filip. Tak, oczywiście, może nawet zanocują.

Agata nic nie wie o spotkaniu z Leną. Ale coś jest w oczach Filipa, w jego zachowaniu, co nie budzi w Agacie zaufania. W dodatku jedną z córeczek boli brzuch. Agata miała z koleżanką porozmawiać o jej problemach małżeńskich, że się nie układa tak dobrze jak po ślubie, ale jakoś nie ma ochoty nigdzie iść. Zostanie w domu. Już wieczór. Położy dzieci do łóżka, a sama, nie rozbierając się, przyśnie płytkim snem obok nich. Dochodzi dwudziesta pierwsza. Męża jeszcze nie ma.

W pół godziny potem Filip spotyka się z Leną pod kinem. Ona czeka w samochodzie. Filip proponuje, że pojadą do niego. Liczy na seks. Ten z żoną mu spowszedniał, ale przecież nie do końca. W mieszkaniu trochę rozmawiają. Jest miły nastrój. Zaczyna się seks. W pewnej chwili Filip przerywa i idzie do małego pokoju: jakby go coś tknęło. Widzi śpiące dziewczynki i żonę. Miało ich nie być, ale są. Trudno. Wraca do seksu z Leną.

Ale Lena już nie chce. Może wyczuła czyjąś obecność w drugim pokoju, a może zobaczyła ruchomy cień kobiety za szybą w drzwiach. W dodatku Filipowi chyba już coś nie wychodzi. Lena odpycha go i mówi coś ostrego. Jakieś zdanie z tysiąca możliwych wtedy do powiedzenia, prócz tego jednego, którego nie powinna.

Filip wychodzi do przedpokoju. Coś wczoraj przybijał, więc pamięta, gdzie położył młotek. Spokojnie wraca z nim do pokoju i uderza Lenę w tył głowy. Lena pyta, co się stało? Krzyczy i pada na podłogę. Agata słyszy krzyk i zza oszklonych drzwi wbiega do dużego pokoju. Myślała, że mąż ogląda film porno i stąd te jęki. Ale może nie chciała im przeszkadzać. W końcu on też nie przeszkadza z dziećmi, kiedy ona jest z klientem. Ale tak strasznego krzyku nie ma w pornosach ani w sponsoringach.

 

Co robisz? – pyta męża. A Filip, że tak musiało być, choć bardziej prawdopodobna jest jeszcze druga przytoczona w śledztwie wersja wypowiedzi: spierdalaj stąd, bo zrobię ci to samo.

Lena już się nie rusza. Filip wchodzi do małego pokoju. Dzieci często wstają w nocy na siusiu, ale tym razem jakoś nie. Każe żonie dać koc. I umyć krew na ścianach i podłodze. Zawijają ciało w koc i obwiązują kablem.

Agata wkłada młotek do torebki foliowej i kładzie na miejsce. Filip wyjmuje z torebki Leny kluczyki do jej samochodu i wychodzi na ulicę. Samochód nie zapala. Agata wciąż zmywa podłogę podartym na strzępy prześcieradłem. Filip robi sobie kawę i zaczyna grać w grę internetową.

Jest już po północy. Filip przewiesza ciało przez ramię. Jest za ciężkie, żeby nieść je gdzieś daleko. Dochodzi do najbliższego śmietnika. Przykrywa Lenę warstwą śmieci. I wraca do domu. Młotek wciąż leży w folii, buty Leny stoją w mieszkaniu. Filip i Agata nie potrafią się przecież bać.

Jakoś leci

Samochód Leny stoi na ulicy. A skoro tak, można by go sprzedać. Znajdują kupca. Na dokumencie kupna-sprzedaży podrabiają podpis Leny. Że niby Lena sprzedała swój samochód Filipowi. On podaje swoje prawdziwe dane na formularzu umowy. Nie umie się bać, nie zakłada wpadki, jakby była ona zupełnie niemożliwa. Nabywcy tłumaczy, że kupiony samochód nie spodobał się żonie, więc ona natychmiast chce go sprzedać. Tanio. Transakcja dochodzi do skutku. Z samochodu wyjmują nawigację. Też do sprzedania. Zawsze parę groszy wpadnie. Jest jeszcze do zbycia telefon komórkowy Leny. W Internecie na Allegro przy ofercie podają numer swojego.

Matka Leny się niepokoi. Lena jest dobrą dziewczyną. Zawsze informuje mamę, gdzie jest i kiedy wróci. Jedyna córka. Z mężczyznami jej się nie układa. Nie ma do nich szczęścia, a chciałaby sobie ułożyć życie. Też po trzydziestce, jak Agata i Filip. Pracując w przedszkolu, trudno kogoś poznać – same panie. Matka obdzwoniła już pogotowie i szpitale, ale bez skutku. Znajomy przeszukał parkingi, samochód też znikł. W Internecie przypadkowo spostrzega wystawioną na sprzedaż nawigację. Pamięta ją. Instalował ją w samochodzie Leny.

Policja jest już na tropie. W mieszkaniu Filipa wszystko jest jak na tacy: buty Leny, młotek w folii, niedomyte ślady krwi na ścianie.

Dziewczynki lądują u dziadków, którzy przyjechali do Polski w odwiedziny, ale nie mogą się nimi opiekować, zaraz wracają do Anglii. Zabiera je matka Agaty, która będzie rodziną zastępczą.

Filip i Agata mają osobowości dyssocjalne, ale oboje są najzupełniej poczytalni i zdolni do kierowania swym postępowaniem. On zwala winę na żonę, że ona zabiła, choć dowody to wykluczają. Dostaje dożywocie. Agatę sąd skazuje na dziewięć lat za aktywne zacieranie śladów. Składa pozew o rozwód. W więzieniu, jak w życiu, raz ma lepsze, raz gorsze dni. Ale żeby jakieś skrajne przygnębienie – to nie. Jakoś leci. U Filipa też.

Polityka 26.2013 (2913) z dnia 25.06.2013; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Kochanka ze szkła"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną