Społeczeństwo

Diabeł bez licencji

Diabeł i Śmierć w Krakowie zakazane

Diabłu nie pozwolono na dalsze występy na Starym Mieście. Diabłu nie pozwolono na dalsze występy na Starym Mieście. Marta Mazuś / Polityka
Krakowski Diabeł upatrzył sobie miejsce przed Bazyliką. Spotkało się to z negatywnym odbiorem społecznym. Urzędnicy miejscy nie wyrazili więc zgody na jego dalsze występy.
Media Urzędnicy od Promocji zapewniają, że dla miasta nie jest ważne, że to akurat Diabeł i Śmierć trafiły na cenzurowane.Marta Mazuś/Polityka Media Urzędnicy od Promocji zapewniają, że dla miasta nie jest ważne, że to akurat Diabeł i Śmierć trafiły na cenzurowane.

1.

Do Urzędu Miasta Krakowa wpłynęły dwie skargi. Turystka z Bielska-Białej opisuje, jak wraz z dziećmi z radością odwiedzała najsłynniejsze krakowskie zabytki – Bramę Floriańską, Wawel, Rynek Główny. Na próżno jednak szukała tam Lajkonika, Rodziny Królewskiej czy dawnych mieszczan. Zamiast nich wejścia do Bazyliki Mariackiej, Domu Bożego, strzegły Diabeł i Śmierć. To prawda – pisze Turystka do urzędu – że w rzeczywistości duchowej moce zła stoją na przeszkodzie spotkania z Bogiem, jednak powinny one być zwalczane z całą bezwzględnością i skutecznie, za pomocą miłości. Tymczasem Diabeł i Śmierć w Krakowie zachęcały dzieci do zaprzyjaźnienia się i współpracy. Takie pomieszanie wartości – czyli dobry Diabeł i koncyliacyjna Śmierć – stoją w sprzeczności z prawdą chrześcijaństwa i obraziło jej uczucia religijne.

Podobne odczucia miała Turystka z Sopotu. Autorka skargi numer dwa. Jeszcze trochę – skarżyła się – a w szkołach będą uczyć takiej piosenki: „Hej na krakowskim rynku brzydkie rzeczy stoją, a liczni turyści obok przejść się boją. Lajkoniku laj, laj poprzez cały kraj, kraj. Lajkonika nie ma, został diabeł sam”. A przecież ona zawsze z dumą i radością myślała o Krakowie i ma nadzieję, że Kraków wciąż zasługuje na miłość Polaków.

Miasto odebrało również kilka skarg telefonicznych w podobnym tonie.

Urzędnicy postanowili potraktować sprawę poważnie. Diabłu i Śmierci nie pozwolono na dalsze występy na Starym Mieście. Powiadomiono ich o tym w liście, który doręczono pod adres podany we wniosku o zgodę na świadczenie usług artystycznych.

2.

Stare Miasto. Od Plant do Wawelu obszar szczególnej urzędniczej troski, chroniony wpisem do rejestru zabytków, listą UNESCO, planami zagospodarowania przestrzennego, statusem pomnika historii oraz uchwałą miejską o Parku Kulturowym Stare Miasto z 2011 r.

Uchwała to – jak tłumaczy Urzędnik od Promocji – wymierne narzędzie kontroli. Pozwala dbać o przestrzeń publiczną, chroniąc interes społeczny i dziedzictwo narodowe. Kwestia dziedzictwa nie podlega dyskusji. Rozmiar i liczbę reklam, wielkość restauracyjnych ogródków, wygląd wózków z obwarzankami – wszystko od dwóch lat udało się z korzyścią dla miasta uładzić. A artyści starający się o zgodę na występy podlegają opinii Zespołu Weryfikującego, powołanego przez Urząd Miasta, by uniknąć nieporozumień estetycznych oraz nadużyć historyczno-kontekstowych. W skład Zespołu wchodzą aktorzy, choreografowie, dyrygenci i muzykolodzy.

Zainteresowanie co roku jest duże. Ponad 100 zgłoszeń. Każdy chciałby zaistnieć na Rynku Głównym, choćby z tego powodu, że przekłada się to na wymierny zarobek. Obecnie na rynku występuje 41 zatwierdzonych artystów. Przewodniczący Zespołu Weryfikującego podkreśla, że nie ocenia się ich wartości jako artystów, nie patrzy na dyplomy. Liczy się wygląd, pomysł, odczucia członków Zespołu.

 

Czasami zdarza się, że odczucia są mieszane. Jak wtedy, gdy pojawił się Smok Wawelski i Zespół miał wątpliwości, czy smok rzeczywiście przypomina smoka, albo gdy przyszedł Żołnierz Rosyjski z Afganistanu z karabinem oraz granatami. W takich przypadkach Zespół prosi o konsultację Głównego Plastyka Miasta, by wypowiedział się, czy postać współgra z kulturowym i historycznym charakterem przestrzeni publicznej.

Pozytywna opinia Zespołu na temat postaci to nie koniec. Zgodę na zajęcie powierzchni musi jeszcze wydać zarządca terenu. Tu selekcja jest dużo większa. – Gdybyśmy dopuścili wszystkich, nie dałoby się przejść – tłumaczy Urzędnik od Administracji. Nadmienia jednak, że artyści są przez miasto promowani. Płacą zaledwie 2 zł za m kw. dziennie, podczas gdy rekordzista za powierzchnię pod wózek z obwarzankami wylicytował w przetargu 45 zł za m kw. dziennie.

3.

I Diabeł, i Śmierć były początkowo w elitarnym gronie zatwierdzonych. Przewodniczący Zespołu Weryfikującego rozmowy z Diabłem co prawda nie pamięta, ale jest pewien, że wizerunek miał dopracowany i nie manifestował celowo przeciwko religii.

Tak naprawdę Diabeł (rogi, widły, charakterystyczne kolory: czerwień i złoto) miał pozwolenie na pojawianie się na Rynku do 30 czerwca, ale jedynie w innym wcieleniu – Szalonego Kapelusznika. Teraz, gdy jest Diabłem, w każdej chwili może go złapać straż miejska i wlepić mu mandat. Niektórzy funkcjonariusze są co prawda nastawieni życzliwie – udają, że nie widzą, szepczą: powodzenia. Ale to wyjątki.

Ograniczenie występów Diabeł potraktował jako ingerencję w twórczość i swobodę artystycznej ekspresji. Absolutnie nie może pozwolić, żeby mówiono mu, w jakim wcieleniu może występować. Wielokrotnie się już przeobrażał, ale zawsze była to wyłącznie jego decyzja. Dodaje, że Kraków wzmaga pewność siebie i zachęca do zmiany ról. Tu poczuł się odważny, bo poczuł się sobą.

Mieszka w Krakowie od siedmiu lat, przyjechał z małej miejscowości w okolicach Częstochowy, z marzeniem o szkole teatralnej, ale barierą okazały się krzywe zęby i niewyraźne er. Ekspresję artystyczną rozpoczął na Rynku na dziko – ale to było w czasach mniejszych restrykcji miejskich w kwestii zezwoleń. Stał więc początkowo jako Czarna Dama – na podeście, z poszarpanym parasolem, pokazywał przechodniom nogi w czarnych pończochach. Potem był Upiorem z długim nosem, Andersenem w peruce i z lampą naftową, Wojownikiem w czerwonym pióropuszu, piratem Jackiem Sparrowem i Szalonym Kapelusznikiem. Aż w końcu tym, kto – jak mówi – spłynął mu prosto z serca. 1 maja 2013 r. po raz pierwszy pojawił się na krakowskim Rynku jako Diabeł.

Po ulicach spacerowało wtedy wielu wierzących. Wiadomo – miesiąc Maryi. Po godz. 18 i nabożeństwie majowym, wierni wychodzili z Bazyliki. Byli bardzo bojowo nastawieni wobec Diabła. Krzyczeli, żeby spieprzał, stoi tyłkiem do Boga. Sam Diabeł prywatnie w Boga nie wierzy. Wierzy jednak w ludzi, w życie – i to jest, jak mówi, dla niego święte.

Śmierć (kaptur, laska z czaszką, kolory charakterystyczne: czarny i srebrny) zaczęła krakowską przygodę razem z Diabłem (który wówczas był jeszcze Damą). W życiu pozarynkowym jest kuzynem Diabła – siedem lat temu przyjechali razem do Krakowa. Śmierć pochodzi z Częstochowy, ostatnio dłużej przebywała w Irlandii, gdzie również występuje na ulicy. Tam żadnych problemów w kwestii uczuć religijnych nie ma.

 

4.

Odkąd do Diabła i Śmierci przyszły listowne wezwania do zaniechania wcielania się w role, wśród innych postaci na rynku zapanowało duże poruszenie. Anioł Serafin (potrójne skrzydła – waga stelaża: 7–10 kg, kolory charakterystyczne: rudy i złoty), prywatnie absolwent Akademii Teatralnej, przekonuje, że Diabeł tylko trochę straszył, ale generalnie był dobry dla dzieci, a w kontakcie międzyludzkim delikatny. Więc zdaniem Serafina, w tym sporze chodzi raczej o archetyp postaci niż o tego konkretnego Diabła. Ale skoro on, Anioł, nikomu nie wadzi, w myśl zasady, że Anioł przed kościołem pasuje, to chyba i dla Diabła miejsce w sensie filozoficznym być musi.

I tyle było pierwowzorów literackich – dodaje Tomek Sawyer (sakiewka z cukierkami, proca, charakterystyczne kolory: czarny i srebrny), z wykształcenia pani pedagog, stojąca na Rynku pierwszy sezon. – Przede wszystkim „Mistrz i Małgorzata”. Ale też „Igraszki wesołego diabła” w Teatrze Telewizji, co nie budziło niczyjego niesmaku. I „Listy starego diabła do młodego” Lewisa.

Anioł i Tomek Sawyer, ale też Dama z Gronostajem, Złoty Bluesman, Lewitująca Para, Husarz, Zagłoba oraz Smok Wawelski – wszyscy oni ujmują się za Diabłem oraz Śmiercią.

Krakowska Kwiaciarka (kwiaty, kapelusz, charakterystyczne kolory: złoty), prywatnie plastyczka i fanka powieści Balzaca, zadzwoniła nawet do znajomych dziennikarzy. W telewizji w samych superlatywach opowiedziała o Diabelskim talencie – że to prawdziwy artysta, występuje tu najdłużej z nich wszystkich, więc dlaczego zaraz ściągać Diabła z Rynku?

Inna rzecz – mówią – że w ogóle dziwnie zrobiło się teraz na Rynku. Atmosfera jest taka, jakby wszyscy odgrywający postacie nagle stali się niepotrzebni. Któreś z nich wręcz usłyszało w magistracie, że oni, artyści, to tacy ładniej wyglądający żebracy. A przecież to oni miastu płacą. I mają wierną publiczność – do Serafina całe rodziny co roku przyjeżdżają zobaczyć, jak się zmienia. A Tatara (łuk, strzały, kolory charakterystyczne: beż i brąz) analizują godzinami szkolne wycieczki. Wypytują o ręcznie robione strzały, pierścień łuczniczy z rogowej kości zawieszony na szyi i detale ubioru – czyli efekty godzin spędzonych nad książkami, rycinami oraz w Internecie. Postać jest historyczna, wierność musi być.

5.

Artyści z Rynku niecierpliwią się więc, co dalej.

Miasto odpisało już autorkom skarg, dziękując za uwagi oraz nadmieniając, że stanowią one cenny głos w dyskusji na temat granic wolności w działalności artystycznej. Miasto usprawiedliwiło też nieobecność Lajkonika; jego dysponentem jest Muzeum Historyczne Miasta Krakowa i każde użycie postaci wymaga jego zgody.

Śmierci i Diabłu urzędnicy sugerują tymczasem, aby złożyły wniosek o cofnięcie decyzji i ponowne przedłużenie umowy. We wniosku powinny szczegółowo opisać swoją działalność, potwierdzić, że są znane w świecie i że to, co robią, podoba się społeczeństwu. Np. zebrać podpisy poparcia – to by była formuła najbardziej przekonująca.

Media Urzędnicy od Promocji zapewniają, że dla miasta nie jest ważne, że to akurat Diabeł i Śmierć trafiły na cenzurowane. Gdyby były skargi na Sierotkę Marysię, miasto również by zareagowało.

A tymczasem Diabeł dzwonił już do Śmierci, bo trzeba szybko zacząć zbierać podpisy...

Polityka 31.2013 (2918) z dnia 30.07.2013; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Diabeł bez licencji"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną