Społeczeństwo

Dobro śledztwa dobrem wszystkich Polaków

Z życia sfer

Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa i jego obywateli są obecnie rozmaite prokuratury i prowadzone przez nie śledztwa.

Formułując akty oskarżenia wobec często zupełnie przypadkowych osób, prokuratury te sprytnie próbują odwrócić uwagę od licznych patologii, jakie mają w nich miejsce. Z wielu wyroków sądowych jasno wynika, że to właśnie prokuratorzy, a nie osoby przez nich oskarżane, ponoszą winę za toczące się procesy. W zakończonym niedawno procesie o podżeganie do zabójstwa gen. Papały sąd uznał, że oskarżeni w ogóle nic w przedmiotowej sprawie nie zrobili, i całą winę zwalił na prokuratora, który w tej sprawie przez lata robił wszystko, co się da, nie mając w ręce żadnych dowodów.

Będący pod ostrzałem mediów prokuratorzy nie kryją rozżalenia i tłumaczą, że mieliby lepsze wyniki, gdyby oskarżeni chętniej przyznawali się do winy. Niestety, ci na ogół utrudniają śledztwo, idą w zaparte i twierdzą, że to nie oni, mimo że nie potrafią tego udowodnić. Cierpi na tym zarówno dobro śledztwa, jak i prowadzący je prokurator, który ma związane ręce i nie może ich użyć w celu skłonienia podejrzanego do przyznania się. Smutna prawda jest taka, że aby kogoś o coś oskarżyć, prokuratorzy muszą mieć przeciwko niemu dowody i świadków. Problem w tym, że jakość świadków, zwłaszcza koronnych, jest w kraju rażąco niska. Ludzie ci to zwykle zawodowi przestępcy lub moralni wykolejeńcy, którzy z powodu skromnych zasobów intelektualnych w ogóle nie nadają się do składania zeznań.

Prokuratorzy narzekają, że zdarza im się pracować ze świadkami koronnymi, którzy nawet nie potrafią zapamiętać przedstawionej im wersji wydarzeń najlepiej pasującej do aktu oskarżenia, nie mówiąc o jej powtórzeniu przed sądem.

O fatalną jakość pracy prokuratury oskarża się prokuratora generalnego, ten jednak zapewnia, że na podległych mu pracowników nie ma żadnego wpływu, gdyż są oni od niego niezależni i mogą wszczynać takie śledztwa, jakie chcą. Najbardziej niezależni ­wszczynają śledztwa nawet w sprawach, w których są już one wszczęte, dlatego np. w sprawie zabójstwa gen. Papały były aż dwa śledztwa, dwa akty oskarżenia i dwa procesy, w których oskarżono zupełnie inne osoby, w dodatku o zupełnie co innego.

Zdaniem prawników jest to sytuacja chora. Moim zdaniem trudno się z tym zgodzić, gdyż dzięki zwiększeniu liczby śledztw i procesów w jednej i tej samej sprawie prokuratura może oskarżyć i doprowadzić do skazania większą liczbę potencjalnych sprawców, przez co rośnie szansa, że wśród ukaranych znajdą się także ci prawdziwi.

Polityka 32.2013 (2919) z dnia 07.08.2013; Felietony; s. 4
Oryginalny tytuł tekstu: "Dobro śledztwa dobrem wszystkich Polaków"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną