Społeczeństwo

Własne, ale ciasne

Polska ciasnota mieszkaniowa

Młodzi Polacy, podejmując decyzję, gdzie i jak mieszkać, przede wszystkim chcą mieszkać na swoim. Młodzi Polacy, podejmując decyzję, gdzie i jak mieszkać, przede wszystkim chcą mieszkać na swoim. Mirosław Gryń / Polityka
23,8 m kw. – przeciętnie tyle powierzchni mieszkania wypada na osobę w Polsce. Pod tym względem nasz kraj jest w Europie trzeci od końca.
Im luźniej, tym więcej mieszkań wynajmowanych: w Niemczech mieszka w nich 46 proc. obywateli, w Szwajcarii – 56 proc.Mirosław Gryń/Polityka Im luźniej, tym więcej mieszkań wynajmowanych: w Niemczech mieszka w nich 46 proc. obywateli, w Szwajcarii – 56 proc.

Bogna, psycholożka z Warszawy, w dorosłe życie wystartowała z kredytem mieszkaniowym na 28 m kw. Studio, bo Bogna lubi przestrzeń. Otwarta kuchnia z barkiem, w pokoju rozkładany narożnik, przed nim ława, łazienka z brodzikiem. Szybko do Bogny wprowadził się Piotr, świeży partner. Na szczęście tylko z drukarką i ubraniami. Po dwóch latach w kawalerce pojawiła się Julka, wraz z nią łóżeczko, wanienka i mata do zabawy. Gdy Julka miała 2,5 roku, na 28 m Bogny, w wyniku zawirowań rodzinnych, dołączyły dwie nastoletnie córki Piotra z podręcznikami szkolnymi, zeszytami, prostownicami do włosów i pompowanym materacem 160 na 200 cm, co wieczór szczelnie wypełniającym środek studia.

Według danych Eurostatu, w ciasnocie żyje prawie połowa Polaków. Gorzej jest tylko w dwóch krajach Europy: Rumunii i Bułgarii. W Czechach i na Litwie tłoczy się 20 proc. obywateli, w Niemczech – 7 proc.

Eurostat wysoko zawiesza poprzeczkę: za nieprzeludnione uważa mieszkania, w których przynajmniej jeden pokój ma charakter tzw. pokoju dziennego, a ponadto własne pokoje mają: każda para, każda dwójka dzieci poniżej 12 lat, każdy nastolatek i każda samotna osoba pełnoletnia. Wychodzi na to, że przeludniona jest każda kawalerka, choćby z tylko jednym mieszkańcem.

Rodzime, bardziej liberalne standardy uznają za zbyt ciasne mieszkania, w których na jedną izbę (pokój lub kuchnia o powierzchni co najmniej 4 m kw., z oknem) przypadają dwie osoby. Jak wynika z ostatniego spisu powszechnego, tak żyją 4 mln Polaków.

Najbardziej stłoczeni w swych domach są mieszkańcy polskich miast. Co piąte miejskie mieszkanie liczy mniej niż 40 m kw. (na wsi tylko co 14). Co piąta rodzina urządza się na 40–49 m. Tłoczą się bezrobotni, ale też nauczyciele, urzędnicy, robotnicy, z dorastającymi dziećmi albo i z dorosłymi – tymi, co z braku pracy nie mogą się z domów wynieść.

Współczesna polska ciasnota, w części przynajmniej, jest spadkiem po poprzednim systemie z jego nigdy niezaspokojonym głodem mieszkaniowym i odgórnie narzuconymi normatywami, ile to metrów kwadratowych przysługuje obywatelowi w jego M-1 czy M-5. Marta ze Śląska tuż po studiach ruszyła za pracą do Warszawy. Ale gdy na weekendy przyjeżdża na 42 m kw. rodziców (mama – recepcjonistka w przychodni, tata – kierowca w małej firmie), śpi tak jak przez lata – we wspólnym pokoju z bratem. Rodzice, jak przez lata, na noc rozkładają wersalkę w dużym pokoju, łączonym z kuchnią podajnym oknem.

Powrót klitek

Dziś mieszkań mamy pozorną obfitość – według obliczeń GUS, jest ich 13,5 mln. Tyle że metraże dzielą Polaków na dwa odległe od siebie społeczeństwa.

Prof. Marek Świerczyński z Politechniki Warszawskiej, architekt, pamięta, jak tuż po transformacji nowo powstające firmy deweloperskie postawiły na lokalową przestrzeń. Mieszkanie z centralnie reglamentowanego świadczenia socjalnego stało się towarem do kupienia na własność. Tym łatwiej dostępnym, że równolegle z boomem budowlanym migiem wyrósł urozmaicony rynek kredytów. Architekt przyznaje, że sam, na fali euforii, postawił sobie 300 m w podwarszawskim lesie. Przeciętne mieszkanie lub dom oddawane do użytku w latach 90. było o 16 m kw. większe niż budowane w poprzedniej dekadzie. Według GUS, miało ponad 91 m kw.! – Pierwsze symptomy powrotu do klitek pojawiły się przy kryzysie finansowym i ograniczeniu dostępności kredytów, najpierw na początku lat 2000, potem w 2008 r. – opowiada. Ale na rynku nieruchomości droga hamowania jest długa, bo budowy planuje się z wyprzedzeniem. W ostatnich kilku kryzysowych już latach oddawane do użytku cztery kąty mają średnio nawet 110 m. Statystycy wciąż jednak liczą od jednej sztancy mieszkania i domy. I zgadzają się, że średnią zawyżają kilkusetmetrowe penthouse’y dla kilku procent najzamożniejszych Polaków.

W tej chwili dla deweloperów celujących w masowego odbiorcę projektujemy mieszkania takie same albo i mniejsze niż te z okresu gomułkowskiego. O gierkowskim nie wspominam, bo wtedy mocno podniesiono minimalne progi powierzchniowe – przyznaje prof. Marek Świerczyński. Normatywy techniczne projektowania w latach 70. nie pozwalały wybudować mieszkania, w którym jeden z pokojów nie miałby przynajmniej 18 m kw. Dziś, według rozporządzenia ministra infrastruktury, ten obowiązkowy największy pokój skurczył się do 16 m. – W efekcie, o ile 30 lat temu na dwa pokoje z kuchnią trzeba było 4555 m, o tyle dziś często musimy projektować takie mieszkanie już na trzydziestu paru metrach – opowiada architekt.

Prof. Maria Lewicka, psycholog środowiskowa z UW, mówi, że ludzie wychowani w bardzo zagęszczonych mieszkaniach gorzej znoszą w dorosłości ciasnotę w swoich własnych już domach. Gdy dr Marta Skowrońska z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w ramach swoich badań pytała Polaków o cechy dobrego mieszkania, jedną z najczęściej wymienianych odpowiedzi była „przestrzeń”. Tylko 6 proc. pytanych powiedziało, że nie ma ona dla nich znaczenia. Agenci nieruchomości potwierdzają jednak: to właśnie klitki chodzą dziś najlepiej. Niech świadczy o tym ekstremalna oferta z warszawskich Kabat: 7 m kw. (5,5 tys. zł za metr), zachwalane jako kawalerka do samodzielnej aranżacji. Historia polskiej ciasnoty zatoczyła koło.

Wściekłość w puszce

Na 28 m Bogny newralgiczne momenty następują, gdy: przychodzi pora usypiania Julki, a pozostali domownicy chcą oglądać telewizję; nastoletnie córki Piotra muszą robić zadanie domowe (nie ma stołu, piszą na barku); trzeba rozwiesić pranie na suszarce o wymiarach 174 na 53 cm (rozstawia się w kuchni); rozpoczyna się weekend – Bogna z Piotrem i Julką chcą wstać, a dziewczyny barłożą na materacu na środku pokoju. Z czasem newralgicznych momentów przybywa.

Poczucie zatłoczenia silnie wiąże się z emocjami. Prof. Maria Lewicka: – Projektując mieszkania, trzeba mieć na uwadze, że każdy człowiek ma dwie komplementarne potrzeby: prywatności i wspólnoty. Niezbędna jest więc przestrzeń prywatna dla każdego mieszkańca, nad którą ma on pełną kontrolę i do której inni bez pozwolenia nie mają wstępu, oraz przestrzeń wspólna, gdzie domownicy mogą się spotkać. Choć oczywiście ta przestrzeń prywatna to nie musi być od razu cały pokój może być wydzielona część pokoju, wnęka. Coraz częściej ludzie pracują w domu muszą mieć warsztat pracy, cokolwiek to jest. Proksemika, dyscyplina zajmująca się badaniem dystansu w relacjach międzyludzkich, przyjmuje, że pod względem psychologicznym człowiek ma wokół siebie zmiennej objętości pęcherzyk powietrza, który gwarantuje mu prywatność, daje swobodę ruchu i poczucie kontroli nad otoczeniem i własnym ciałem. Co, gdy ten pęcherzyk jest nadwerężany? – Ludzie czują się w domu źle, mogą z niego uciekać, będzie to z pewnością prowadzić do nieporozumień i kłótni – ocenia prof. Lewicka.

Andreas Meyer-Lindenberg, dyrektor Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannheim, postawił niedawno hipotezę, że naruszanie przestrzeni osobistej człowieka prowadzi do uruchomienia ciała migdałowatego i zakrętu obręczy. Te obszary mózgu mają swój udział w sterowaniu reakcjami emocjonalnymi – między innymi lękiem.

Uznawane dziś za klasyczne eksperymenty Johna Calhouna, prowadzone w połowie ubiegłego wieku na szczurach stłoczonych na zbyt małej przestrzeni, dowiodły, że taka sytuacja budzi stres i agresję. Wypaczają się normalne zachowania – budowanie gniazd, zaloty, reprodukcja. U ludzi te mechanizmy działają bardzo podobnie.

W Polsce przez lata ciasnotę traktowało się jako naturalną okoliczność życiową. Przywykliśmy do niej – prawdopodobnie jednak na tej samej zasadzie, jak człowiek po pewnym czasie przestaje świadomie zauważać niekończący się hałas lub ból. Ale z całą pewnością lata stłoczenia wpłynęły na to, jaką jesteśmy wspólnotą. Na to, że polskie życie społeczne zatrute jest niechęciami, niezrozumieniem, wrogością, trudnościami we współpracy. Zwłaszcza że wygnieciony we własnym domu Polak opuszcza go nieraz tylko po to, by następnie zatłoczonym autobusem przedostać się na przykład do szkoły, w której normą są przepełnione klasy (według sondy magazynu „Perspektywy”, w 70 proc. z nich uczy się ok. 30 dzieci i więcej), czy do szpitala, w którym z braku miejsc rozstawia się łóżka na korytarzach.

Na kupie, w kupionym

Z danych Eurostatu wyłania się prawidłowość – w krajach, w których przeludnienie mieszkań jest największe, niemal wszyscy mieszkają we własnych mieszkaniach lub domach: w najciaśniejszej Rumunii – to 96 proc. obywateli, w Polsce – 82 proc. Im luźniej, tym więcej mieszkań wynajmowanych: w Niemczech mieszka w nich 46 proc. obywateli, w Szwajcarii – 56 proc.

Ale młodzi Polacy, podejmując decyzję, gdzie i jak mieszkać, przede wszystkim chcą mieszkać na swoim. – To paradoks, że w kraju wciąż jeszcze biednym, jakim jest Polska, każdy chce mieć własne mieszkanie. Ale też paradoks łatwo wytłumaczalny, bo ludzie kalkulują, że koszt wynajmu jest równy racie kredytu mieszkaniowego – ocenia prof. Marek Świerczyński.

I dodaje, że polski rynek nieruchomości nie uspokoi się bez ingerencji państwa, choćby w formie taniego budownictwa czynszowego na szeroką skalę. Ogłoszony dość niespodziewanie w lipcu program budowy 20 tys. mieszkań (o powierzchni 50–60 m kw.) na wynajem wygląda jednak na wątły balonik próbny. W zamyśle rządu państwowe stawki najmu, mniejsze niż rynkowe, uruchomią mechanizmy konkurencji i sprawią, że prywatni właściciele też spuszczą najemcom z ceny. Skala projektu wydaje się jednak za mała, by ten efekt osiągnąć.

Rzecz również w mentalności. Polak chce mieć swoje, prywatne, nie pożyczone czy najęte. Mieszkanie stało się istotnym wyznacznikiem prestiżu, lokatą kapitału, zabezpieczeniem na starość. Pod informacjami o rządowym programie roi się od komentarzy w stylu: „kretyński, socjalistyczny pomysł!”, „wara od rynku, rynek sam się ureguluje”. Niechęć do państwowego, reglamentowanego, przydziałowego wciąż trzyma się mocno.

Bogna i Piotr zdecydowali się w końcu na wynajem. 64 m kw. Jest osobny pokój dla wszystkich, osobny dla nastolatek, i osobny dla Bogny i Piotra. Julka, dziś 3,5-letnia, na razie śpi z nimi. I budują dom.

Polityka 33.2013 (2920) z dnia 11.08.2013; Kraj; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Własne, ale ciasne"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną