Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Rżnij mnie, kochany!

Przepraszam za szokujący tytuł, ale muszę nadążać z duchem czasu. 2 czerwca przede mną szły ulicą trzy panienki w wieku szkolnym. „Ja to, kurwa, miałam dopiero Dzień Dziecka” – opowiadała jedna z nich, zaciągając się papierosem. Przed wejściem do siedziby koncernu medialnego, z którym współpracuję, rozmawiały dwie panie, które wyszły na papierosa. „On tam nie ma lekko, musi zapierdalać od ósmej rano” – mówi jedna z nich. Przepraszam delikatnych czytelników POLITYKI, ale są problemy dużo bardziej, hm, pociągające niż polityka, na przykład „Czy onanista to też Polak?”.

Jak się dowiadujemy od Mariusza Szczygła („GW”) – znakomitego reportera, który pierwszy wypowiedział w telewizji głośno słowo „orgazm” – dyskusja o onanistach odbyła się na łamach pisma poświęconego studium „queer”. W dyskusji o polskim onanizmie uczestniczyły wpływowe lekarki i autorki (Kinga Wiśniewska-Roszkowska i Wanda Półtawska – autorytet w kołach katolickich, która uważa, że in vitro to grzech Lucyfera, zaś antykoncepcja to odrzucenie Boga). Panie udowadniały, że masturbacja jest zboczeniem i stanowi zagrożenie dla narodu polskiego. Chodzi o to, jakie „zachowania niereprodukcyjne” uważamy za naturalne i zdrowe, a zatem „polskie”.

Komuś taka debata może wydać się dziwna, ale pewna studentka Polskiej Szkoły Reportażu zaproponowała temat: „Kobiety – fontanny”, czyli panie, które podczas orgazmu mają wytrysk. Podobno stanowią 6 proc. – pisze Szczygieł, ale jak to u humanisty – nie wiadomo 6 proc.

Polityka 36.2013 (2923) z dnia 03.09.2013; Felietony; s. 105
Reklama