Z życia sfer

Kino i Sprawiedliwość
W prasie czytam, że za wykrzykiwanie antysemickich haseł na meczu ligowym Sąd Rejonowy w Warszawie skazał 17 kiboli na prace społeczne i obejrzenie filmu Izabelli Cywińskiej „Cud purymowy”. Miejmy nadzieję, że po obejrzeniu tego filmu całej siedemnastce przejdzie ochota na chuligańskie wybryki, a zamiast tego przyjdzie jakaś krytyczna refleksja.

Trzeba powiedzieć, że kara jest surowa, gdyż w filmie Cywińska pokazuje, że bycie Żydem może stać się udziałem każdego z nas. Z akcji filmu jasno wynika, że nawet jeśli ktoś nie jest Żydem, to często tylko dlatego, że nikt temu komuś nie powiedział, że jednak jest. Historia głównego bohatera Jana Kochanowskiego nie pozostawia jednak wątpliwości, że w końcu prawda zawsze wychodzi na jaw, a wtedy nie ma co zaprzeczać, tylko trzeba się z tym pogodzić i próbować jakoś dalej żyć.

Dużą zaletą filmu jest to, że oprócz zaskakujących zwrotów akcji posiada on walory poznawcze. Perypetie Kochanowskiego i jego najbliższych uświadamiają nam m.in. bolesną prawdę, że – wbrew temu, co się w naszym kraju sądzi – przypadłość bycia Żydem dotyka nie tylko wybitnych artystów, znanych bankierów i laureatów Nagrody Nobla, ale coraz częściej także ludzi prostych – zwykłych robotników, a nawet bezrobotnych.

Osobiście uważam, że skazywanie przestępców na oglądanie polskich filmów to krok w dobrą stronę. Niektóre polskie filmy doskonale nadają się do karania ludzi ze względu na wybitne walory odstraszające. Do tej pory na oglądanie tych filmów skazani byli wyłącznie normalni widzowie, co było niesprawiedliwe, gdyż musieli sami płacić za bilety. Widzowie ci – w większości niewinni i nigdy nieskazani prawomocnym wyrokiem – do dziś pytają, za jakie grzechy ten czy inny film musieli oglądać, ale sensownej odpowiedzi ze strony osób odpowiedzialnych za naszą kinematografię jak dotąd nie usłyszeli.

Panuje opinia, że skazywanie ludzi na oglądanie polskich filmów to kara granicząca z sadyzmem. Z drugiej strony słychać głosy, że są zwyrodnialcy, dla których obejrzenie nawet najstraszniejszego polskiego filmu nie będzie wystarczającą karą, i że trzeba ich karać o wiele surowiej.

– Niech idą na wystawę polskiej sztuki współczesnej albo do teatru. Niech obejrzą jakiś spektakl Lupy, Jarzyny czy Warlikowskiego, a jestem pewien, że zastanowią się nad sobą – uważa zagadnięty przeze mnie prokurator.

– To bardzo okrutne.

Dura lex sed lex – grzmi mój rozmówca i zapowiada, że w walce z przestępczością nie cofnie się przed użyciem nawet najbardziej bezkompromisowych propozycji artystycznych oferowanych przez kino i teatr.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj