Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Białym winem pisane

Kilka lat temu wydaliśmy w domu kolację, w pewnym sensie, bo nieoficjalnie, na cześć Agnieszki Morawińskiej – profesor historii sztuki, byłej ambasador w Australii, obecnie dyrektor Muzeum Narodowego, a przede wszystkim mojej koleżanki z dzieciństwa. Ponieważ pani Agnieszka była u nas po raz pierwszy, postanowiliśmy otworzyć przed nią wielobarwny wachlarz gości. Sławę i charme miał zapewnić Ryszard Kapuściński. Profesurę, wielki świat i erudycję gwarantował Ludwik Stomma, profesor Sorbony i École practique des hautes études. Jan Bijak dawał znajomość malarstwa oraz subtelne poczucie humoru.

Pani profesor przybyła na czas. Janek dotarł lekko spóźniony, gdyż – jak wyznał – całe popołudnie spędził z Ludwikiem w pewnej knajpie z wyszynkiem. Stomma dołączył ostatni, gdyż po drodze musiał „wpaść do Millera”. Wieczór przybrał nieoczekiwany obrót.

Pani Agnieszka, jak przystało na pierwszą wizytę byłej ambasador u byłego ambasadora, zachowywała się bardzo korekt. Milczała elegancko, ponieważ Bijak i Stomma przybyli już w dobrych humorach, na które pracowali całe popołudnie. Nie zwracali uwagi na resztę towarzystwa, świetnie się wzajemnie bawiąc, opowiadając anegdoty, dowcipy, także pieprzne, czasami używali nawet słów niedyplomatycznych. Kapuściński pękał ze śmiechu, widocznie w Angoli nie było tak zabawnie, a ja cały czas drżałem przerażony, czy nie zafundowałem pani profesor wieczora zbyt frywolnego. Dzielnie zniosła jednak tę próbę.

Ludwik Stomma, całkiem nieświadomie, stał się bohaterem spotkania, będąc prawdziwą skarbnicą anegdot i dykteryjek. W nowej książce „Stommowisko.

Polityka 46.2013 (2933) z dnia 12.11.2013; Felietony; s. 104
Reklama