Serialowa rewolucja seksualna

Jak seks wyszedł z szafy
Rozmiar członka nie ma znaczenia, a kobiety mogą mieć wielokrotny orgazm. To nie z „Cosmopolitan” czy z „Playboya”. Ta wiedza to efekt badań konserwatywnego ginekologa i byłej piosenkarki country sprzed pół wieku. Dziś oboje są tematem głośnego serialu.
Lizzy Caplan jako Virginia Johnson w serialu „Master of Sex”.
BBC

Lizzy Caplan jako Virginia Johnson w serialu „Master of Sex”.

Dziurka była prawie niewidoczna. By ją zauważyć, trzeba się było uważnie przyjrzeć, co utrudniał panujący w pokoju półmrok. Zresztą mężczyźni się tu specjalnie nie ­rozglądali, bo nie po to przychodzili do tej klitki w domu publicznym. Żaden z nich nie wiedział, że jest ­obserwowany przez otwór w drzwiach szafy. Z ukrycia podglądał ich ubrany we frak doktor William Masters, najlepszy ­specjalista od leczenia niepłodności w St. Louis, a być może w całych Stanach. I nie robił tego dla przyjemności, tylko w imię nauki.

Tak wygląda nie tylko jedna z pierwszych scen serialu „Masters of Sex”, ale także początek najważniejszych studiów nad ludzką seksualnością od czasów Kamasutry. Gdyby nie tamta duszna szafa, być może do dziś niewiele ­byśmy wiedzieli o „tych sprawach”, a policzki by nam płonęły na dźwięk takich słów, jak „orgazm”, „łechtaczka”, „penis” czy nawet „ciąża” – bo to ostatnie było cenzurowane przez amerykańską telewizję jeszcze do połowy lat 60. – Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone były w tamtych czasach krajem bardzo purytańskim – mówi doktor Sławomir Jakima, redaktor naczelny „Seksuologii Polskiej”. – Pierwszym szokiem były badania Alfreda Kinseya, który na przełomie lat 40. i 50. pokazał Amerykanom, że seksualność jest inna, niż sobie wyobrażali.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj