Społeczeństwo

Babskie gadanie

Polskie kobiety: zapracowane – niedoceniane

Z rozlicznych badań wynika, że w Polsce kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia średnio mniej – wyniki wahają się między 14 a 17 proc. Z rozlicznych badań wynika, że w Polsce kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia średnio mniej – wyniki wahają się między 14 a 17 proc. Wavebreakmedia ltd / PantherMedia
W Polsce jest więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn. Dlaczego wciąż nie zarabiają, jak powinny, i nie awansują, jak by mogły?
W Polsce wyższe wykształcenie ma 3,6 mln kobiet i 2,5 mln mężczyzn.Erik Dreyer/Corbis W Polsce wyższe wykształcenie ma 3,6 mln kobiet i 2,5 mln mężczyzn.

Przychodzi baba do roboty. I często, ciągle zbyt często, wpada w potrzask. Jeśli nawet nie będzie zarabiać słabiej ani awansować wolniej, niż startujący z tego samego punktu kolega, to popadnie w autodestrukcyjne wyrzuty sumienia, że spaprała swoją misję kobiecą. Dom, macierzyństwo, rodzina… – Zawsze uderzało mnie, że o ile na średnich szczeblach menedżerskich mamy w PZU nawet 80–90 proc. kobiet, to tuż pod zarządem jest ich już zaledwie połowa, a potem już tylko gorzej – mówił Andrzej Klesyk, prezes PZU, podczas jednej z cyklu debat o najważniejszych problemach współczesnej Polski, organizowanych przez POLITYKĘ i PZU. Co zrobić, by słowo „kobieta” lepiej kleiło się ze słowem „kariera”?

Odpowiedź padła tyleż oczywista, co smutna. Owe pułapki to, rzecz jasna, stereotypy, które okazują się wyjątkowo oporne na erozję. Na czym polega mechanizm tego zjawiska?

Ona rodzi, więc z definicji jest opóźniona w rozwoju

To kobiety rodzą dzieci. Niestety, właśnie ten absolutnie oczywisty fakt biologiczny sprawia, że kobiety już na starcie spychane są do peletonu albo i odpadają z wyścigu. Krótko mówiąc: większość pracodawców za młodymi kobietami z powodu potencjalnego „zagrożenia ciążą” nie przepada, a im kobiety bardziej to odczuwają, tym bardziej swoimi poczynaniami utwierdzają w niechęci pracodawców. Sytuacja w wielu firmach przypomina wojnę podjazdową, grę pozorów: pracodawcy udają, że krzywdy nie zrobią, a pracownice, że nie ucierpi ich lojalność i zaangażowanie. Kobiety ciąże ukrywają, pracodawcy czują się nabijani w butelkę. Czasem są medyczne wskazania, by ostatni okres ciąży przeleżeć.

Lecz utrwalił się dziwny zwyczaj tortu i kawy w szóstym miesiącu. Na pożegnanie, bo od tego momentu idzie się na zwolnienie lekarskie –- opowiada jedna z uczestniczek naszej debaty Irena Eris, której 400-osobowa firma słynie ze stabilnośœci i -– jak się mówi -– ludzkich warunków. – W internecie można znaleŸźć radę, jak takie zwolnienie najłatwiej od lekarza wydobyć –- wtóruje podczas debaty Magdalena Król.

Ta wzajemna nieufnośœć nakręca się, a kolejne przywileje od państwa (spłoszonego niknącym przyrostem naturalnym) tylko ją sycą. Nowe rozwiązania urlopowe są hojne, ale nieelastyczne: urlop macierzyński czasem sensowniej byłoby wziąć, gdy dziecko trochę podroœśnie, w ratach, a nie znikać z pracy na rok. Niekoniecznie też trzeba by od razu znikać: w Holandii na niepełnym etacie pracuje 75 proc. kobiet, u nas zaledwie 12 proc. Polscy pracodawcy boją się jak ognia pomysłu, by jeden etat podzielić między dwie młode mamy.

Efekt jest taki, że w polskich rodzinach z małymi dziećmi pracuje 93 proc. mężczyzn, niezależnie, ile mają dzieci. A zatrudnienie kobiet topnieje: pracuje 80 proc. bezdzietnych, 73 proc. z jedynakami, 65 proc. z dwojgiem i tylko co druga z trojgiem.

Jej mniej zależy na karierze niż jemu

Te liczby interpretowane są niekiedy jako przyczyna, a nie skutek – dowód, że kobieta o niczym innym nie marzy, jak tylko o garach i pieluchach. Fakt, poza przypadkami emocjonalnej patologii – kobieta przedłoży dobro dzieci ponad karierę. Ale dziś większość lokuje swoje ambicje również w życiu zawodowym, wiele jest skłonnych z rodzenia w ogóle zrezygnować. W Polsce wyższe wykształcenie ma 3,6 mln kobiet i 2,5 mln mężczyzn. – Podstawowa różnica między współczesnymi kobietami a ich matkami polega na tym, że kobiety teraz chcą pracować, przedtem – musiały – mówi Irena Wóycicka. Tu jednak znów z destrukcyjną mocą wkracza stereotyp: kobieta niechętnie przyznaje się do zawodowych ambicji, przypalana żelazem nie powie, że chce rywalizować, że jest lepsza. Jakby na tym miała ucierpieć jej kobiecość.

I coś jest na rzeczy, ponieważ – dowodzi psychologia – wszyscy żywimy wdrukowane oczekiwania, że mężczyźni będą się zachowywać po męsku, a kobiety po kobiecemu. To ogromnie zakłóca widzenie świata. Mężczyzna zachowujący się w relacjach zawodowych „po męsku” uchodzi zwykle za stanowczego, konsekwentnego profesjonalistę, kobieta – i w męskich, i w kobiecych oczach – za zimną, wyrachowaną ambiciarę. Z kolei ta „zbyt kobieca”, czyli nastawiona na negocjacje, życzliwa, empatyczna – za słabeuszkę, której wszyscy weszli na głowę (mężczyzna jest zwykle podziwiany za każdy okruch empatii). Dla 68 proc. Polaków płeć szefa nie ma znaczenia, 22 proc. woli jednak mężczyznę (Homo Homini).

 

Ona mniej pracuje, to i mniej zarabia

Być może z tego subtelnego powodu kobiety nie atakują szczytów, mozolnie pną się do pewnej wysokości i zostają w ostatniej bazie. Prezes Klesyk policzył: w jego firmie do konkursu na siedmiu członków zarządu stanęło 128 osób. W tym 126 mężczyzn.

Co gorsza, kobiety fatalistycznie akceptują, że i pieniędzy im się należy mniej. Irena Wóycicka jest wciąż wstrząśnięta wynikami własnych badań sprzed kilku lat: po przyjściu na świat dziecka oczekiwania płacowe mężczyzn rosną, a kobiet – maleją. Podczas rozmów kwalifikacyjnych one żądają średnio o 35 proc. mniej niż oni (Instytut Badań Strukturalnych).

Z rozlicznych badań wynika, że w Polsce kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia średnio mniej – wyniki wahają się między 14 a 17 proc. Przy prostych zawodach (np. na owej sklepowej kasie) męskie wynagrodzenie przebija kobiece nawet o 65 proc.! Z niedawnej analizy firmy Sedlak&Sedlak wynika rzecz zdumiewająca: w dużych firmach, gdzie pracownicy mają z reguły wyższe wykształcenie, im wyższy szczebel kariery, tym płciowo-płacowa różnica się pogłębia. Szeregowa pracownica dostaje średnio 90 proc. pensji kolegi, kierowniczka – 83 proc. płacy kierownika. Menedżerka średniego szczebla zarabia średnio 5,7 tys. zł, menedżer – 7 tys. zł. Nawet dyplom MBA niewiele tu zmienia; najniższa pensja jego posiadaczki to 6,3 tys. zł, posiadacza – 8 tys. zł (zdarzają się i tacy, którzy startują z pułapu 15 tys. zł).

Uzasadnień dla tego stanu rzeczy nie ma, poza jednym, słabym: mężczyzna spędza w pracy tygodniowo średnio 44,5 godz., kobieta 40 godz. Bo – wiadomo – ona zawsze musi do domu. Bo – to jasne – on zawsze musi zostać po godzinach.

Do niego należy utrzymanie domu, do niej – prowadzenie

Tak nie jest. To tylko cały pakiet stereotypów o tym, co kobiety i mężczyźni muszą, do czego się lepiej nadają i w czym są niezastąpieni. Niezależnie od generalnie niższych zarobków kobiety stopniowo przejmują domowe stery finansowe: w 2000 r. mężczyzn zarabiających lepiej od swych partnerek było 67 proc., teraz już tylko 62 proc.

O ile z roli finansowej opoki mężczyźni bez większego żalu wychodzą, to trudniej idzie im z wchodzeniem w domowe kapcie. Dr Magdalena Król, matka 3-letniej córki, nie widzi społecznego przyzwolenia na to, by jej mąż lekarz brał zwolnienie lekarskie na dziecko. Podobnie rzecz ma się z ojcowskimi urlopami – nasze państwo idzie tu za Zachodem, ale nie na tyle brawurowo, by ojców do tego zmuszać. I pewnie słusznie, bo na razie zamieniłoby się to w fikcję – on by nie pracował, ale to ona – by tak rzec – wykonywałaby czynności. W badaniach CBOS tylko 4 tys. na 10 tys. kobiet, które mają dzieci, przyznało, że zostało zwolnionych z jakichkolwiek prac domowych. Średnio one spędzają na żywieniu, praniu i piastowaniu 5 godz. dziennie, oni mają na dom, żonę i dzieci – 2,5 godz. (to średnia światowa wg OECD; Polska plasuje się w nich właśnie na średnim poziomie). Pracujący mężczyzna poświęca dziecku dziennie 40 min, niepracująca kobieta 151 min.

To zaklęte miejsce kobiety w szeregu widać też na rynku pracy. Opieka społeczna, służba zdrowia, edukacja zawsze były sfeminizowane – kobiety obsadzają te branże w 70–80 proc. Dziś mamy do czynienia z istną ekspansją założycielek własnych biznesów. Polscy pracodawcy to już w 32 proc. kobiety; 37 proc. firm w 2011 r. założyły kobiety (często, niestety, przymuszone przez wcześniejszego pracodawcę). Lecz wg CBOS (dla Lewiatana) widać wyraźny podział: one znów angażują się w zdrowie, edukację, opiekę (nad młodymi i starymi), gastronomię, oni – w budownictwo i transport. Chcąc nie chcąc – umacniają się w ten sposób stereotypy o kobiecym „przeznaczeniu” i ich osobliwym, miękkim stylu kierowania.

 

One nie nadają się do reguł rządzących współczesnym światem

Te stereotypy składają się na wyrastający na naszych oczach metastereotyp, że kobiety słabo przystają do reguł rządzących współczesnym hiperrywalizacyjnym światem. Na dowód przytacza się – znów paradoksalnie – biznesową aktywność, która często jest udziałem uciekinierek z korponiewolnictwa (z badań w PZU wynikło, że bolesnym problemem kobiet jest to, że nie można urwać się do lekarza i nadrobić pracy po godzinach). Urodzenie dziecka blokuje awans, ale gdy etap intensywnego macierzyństwa się kończy, kobieta znów staje się przezroczysta dla pracodawcy. Już za późno na karierę i awans.

Widać to najlepiej na samym szczycie – w zarządach firm giełdowych kobiety to zaledwie 6 proc. prezesów i 24 proc. członków zarządów. Czy coś można z tym zrobić? Czy prawo powinno gwarantować im równy udział? 74 proc. Polaków jest za, ale w tym tylko 10 proc. facetów-szefów i 55 proc. kobiet-szefowych (Deloitte). UE wydała w listopadzie dyrektywę, by przynajmniej w radach nadzorczych było ich 40 proc.

Opór przed używaniem metody parytetu jest w Polsce dość duży, co widać na przykładzie partyjnych list wyborczych – nie milknie rwetes, że z parytetu i suwaka tylko bieda wyniknie, nie ustają kombinacje, jak to wszystko obejść. Kładą się tu Rejtanem również same kobiety ze środowisk prawicowych. Trywialna to już prawda, że zbiorowy awans kobiet umniejsza sukces tych, którym się udało w patriarchalnym świecie…

Udało się nie tak wielu. W rządzie i parlamencie jedna kobieta przypada na pięciu mężczyzn, spośród 16 wojewodów sześć to kobiety; spośród 107 prezydentów największych miast siedem to prezydentki.

Mężczyźni sprawują też medialny rząd dusz. „Gazeta Wyborcza” w 2013 r. przeprowadziła eksperyment: przez kilka dni czytano, słuchano i oglądano polskie media. W radiu one prowadzą programy, oni są ekspertami (91 proc.!). W gazetach tylko 15 proc. artykułów na tzw. najważniejsze tematy – polityka, gospodarka, świat – jest autorstwa kobiet. Wśród 33 naczelnych i wicenaczelnych głównych polskich gazet i tygodników kobiet jest 6.

A w ogóle to wszystko babskie gadanie

Świat publiczny napompowany jest testosteronem i – jak powiada Andrzej Klesyk – nie od rzeczy są teorie, że to właśnie ten hormon spowodował ostatni globalny kryzys gospodarczy. Być może kryzys polityczny – klif, na jakim znalazła się Europa wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, też przyniesie refleksję nad dominacją męskiego pierwiastka w urządzaniu współczesnej rzeczywistości. John Hendra, wicedyrektor programu ONZ do spraw równości, wyliczył, że mniej niż 8 proc. sygnatariuszy porozumień międzynarodowych z ostatnich lat było kobietami (sugerował, że może stąd niebywała kruchość traktatów). Do kobiet, wedle ONZ, trafia 1 proc. światowego bogactwa, 10 proc. globalnego dochodu; ale dwie trzecie nędzarzy na naszym globie to kobiety. Ma rację Sylwia Chutnik, pisarka i feministka, że większość polskich kobiet w zapracowaniu nie ma nawet czasu zadać sobie pytania, co to jest kariera.

Ale dyskusja na temat pracy kobiet będzie nabierać temperatury. Ważne, żeby przestała być traktowana jako problem czysto kobiecy. A tego i my się nie ustrzegliśmy, zapraszając do debaty głównie panie, na co ostro zwróciła uwagę publiczność (prawie wyłącznie kobieca). Bo przecież mężczyźni też znaleźli się w rozlicznych potrzaskach: stereotypy wcisnęły ich w role, których często nie sposób udźwignąć. Byłoby o czym podebatować, ale oni unikają tak zwanego babskiego gadania.

W kolejnej edycji naszego cyklu „Debata na temat” organizowanego przez POLITYKĘ i PZU, a dotyczącego najważniejszych problemów Polski, zadaliśmy pytania o szanse dzisiejszych kobiet na karierę zawodową. Odpowiedzi szukało grono matek i osób zawodowo spełnionych: Irena Wóycicka – minister w Kancelarii Prezydenta, Irena Eris – przedsiębiorczyni, Sylwia Chutnik – pisarka, szefowa Fundacji MaMa, Magdalena Król – dr nauk weterynaryjnych, stypendystka Nagrody Naukowej POLITYKI. Oraz mężowie, ojcowie i szefowie: Andrzej Klesyk i Jerzy Baczyński.

Polityka 13.2014 (2951) z dnia 25.03.2014; Społeczeństwo; s. 27
Oryginalny tytuł tekstu: "Babskie gadanie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną