Społeczeństwo

We mnie jest noc

Zabił ojca, potem siebie

Ojciec zginął od kilku pierwszych ciosów. Ojciec zginął od kilku pierwszych ciosów. Łukasz Rayski / Polityka
Paweł chodzi do kilku lekarzy, a ci zapisują mu leki przeciw depresji i środki nasenne. Eksperymentuje z tym, co mu zapisali. Miesza jedne z drugimi i popija piwem. W końcu kupuje na Allegro piękny nóż. Taki specjalny, do listów.
Eksperci ustalili, że Paweł żył jeszcze wiele godzin. Długo zwlekał, nim zaczął połykać pierwsze tabletki.Łukasz Rayski/Polityka Eksperci ustalili, że Paweł żył jeszcze wiele godzin. Długo zwlekał, nim zaczął połykać pierwsze tabletki.

W 22 urodziny Pawła wieczorem zatelefonowali do niego koledzy, że zapraszają go na spotkanie. Matka się ucieszyła, że nie będzie w tym dniu sam. Żadne przyjęcie. Pogadali, pojechali do jednego kolegi, do drugiego. Wywiązała się po drodze mała sprzeczka. Paweł bywał ostatnio agresywny, gdy się zdenerwował, ale nie uciekał się do rękoczynów. Pokazywał kolegom, jaki chwyt należało zastosować, żeby przeciwnik stracił na przykład przytomność, coś w tym sensie.

Powinien przyjąć lekarstwo – dwie tabletki przeciw depresji – powiedział kolegom, że tak przepisał mu lekarz. Ale połknął na ich oczach 16 i popił piwem. I jeszcze – że życie jest do bani i nie chciałby dłużej żyć.

Często tak mówił. Dlatego nie byli zaskoczeni, gdy wyznał, że tego wieczoru w 22 urodziny pójdzie do lasu i podetnie sobie żyły. Zadzwonili na policję. Podwieźli Pawła pod dom i czekali w samochodzie. Po jakimś czasie wyszedł na ulicę. Miał ze sobą dwa noże zabrane z domu, bo nie wiedział, który z nich jest ostry. Zadzwonili po raz drugi na policję. Przyjechał radiowóz i zabrał Pawła do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Wypisał się z niego po kilku dniach na własne żądanie.

Po historii z nożami kolega wysłał mu esemesa: przepraszam, ostrzegaliśmy, że powiadomimy policję. Nie mogliśmy pozwolić, żebyś się zabił, no nie, nie po rozmowie z nami. Cały czas mieliśmy nadzieję, że nie wyjdziesz z domu.

Odpisał: nie masz za co przepraszać, odwlekłeś tylko, co było nieuniknione, kochany przyjacielu.

Zagłuszacze

Rodzina ojca Pawła pochodziła z Francji. Ojciec mieszkał tam przez wiele lat. Ożenił się z dziewczyną z Polski. Kiedy Paweł dorastał do szkoły, ojciec zdecydował, że przeniosą się do kraju, że będzie się tam lepiej czuł. Sprzedali z żoną mieszkanie we Francji, kupili w Lesznie. Powinno się było wszystko dobrze ułożyć. Ojciec zaczął prowadzić autokarową firmę przewozową, żona też w niej pracowała. Nadarzyła się okazja, żeby kupić drugie mieszkanie w tej samej miejscowości. Włożyli w nie oszczędności z Francji, wzięli kredyt.

Paweł dobrze się uczył, ale źle znosił niepowodzenia i był nerwowy. Ale nic jeszcze nie zapowiadało tragedii. W rodzinie zaczęło się jednak coś psuć. Z biegiem czasu ojciec coraz więcej pił. Był 9 razy w ośrodkach odwykowych, po nich na jakiś czas odstawiał alkohol. Ale wtedy rzucał się wariacko w pracę, po 12–14 godzin, jakby chciał nią coś zagłuszyć w sobie. Jak poprzednio zagłuszał wódką. Zapominał o rodzinie, o bożym świecie, i pracował jak nakręcony. Potem zagłuszacz się zmieniał, powracało picie, a potem znów praca.

W trzeźwości był do rany przyłóż, napity – agresywny i bez hamulców. 14-letniemu synowi mówił, że jest darmozjadem i nie będzie go w domu hodować. Rzucał Pawłem o ścianę. Gdy trzeźwiał, prosił wszystkich o wybaczenie.

Kiedy Paweł miał 20 lat, pobili się z ojcem. Matka odciągnęła go od męża. Miała wrażenie, że dotyka lodu. Syn miał zimne, zesztywniałe ciało. Ojciec zadzwonił na policję, że Paweł go pobił. Kiedy funkcjonariusze przyjechali, zażądał, żeby syna aresztować. Kazali ojcu wyjść z domu i ochłonąć. Innym razem rzucił się na Pawła z nożem. Matka zabrała nóż, wyrzuciła na balkon i wezwała policję. Rodzinie założono Niebieską Kartę. Policjantka regularnie przychodziła w odwiedziny sprawdzać, czy wszystko jest w porządku.

Czarna noc

Z Pawłem zaczynało się dziać coś złego. To wszyscy widzieli. Izolował się, całymi dniami siedział w domu przy komputerze. Ojciec wysyłał mu esemesy, że jest zerem, nikim. Nawet dziewczyny nie może znaleźć, jak jakaś ciota. To prawda, nie był nigdy w związku z żadną dziewczyną, ciągle sam, na uboczu.

Matka umieściła go na stancji z kolegami z liceum, którzy studiowali w mieście uniwersyteckim, w nadziei, że może to go zachęci do większej aktywności i dalszej nauki. Ale tam również siedział całymi dniami zamknięty w mieszkaniu. Dostał w końcu silnej nerwicy układu pokarmowego. Było z nim coraz gorzej i w końcu wrócił do domu, do matki.

Koledzy namawiali go, żeby tak jak oni rozpoczął studia. Był wybitnie inteligentny, oczytany, w lepszych okresach nie bez poczucia humoru. Nietuzinkowy – mówi Michał, jego kolega.

Nie wiecie, co jest we mnie w środku – odpowiadał. Czarna noc. Więc nie chciał studiów. Pewnie się bał, że trzeba będzie wejść w tłum ludzi na uczelni. Pytali, dlaczego o siebie nie walczy. Ależ tak, on walczy. Chodzi do psychiatrów, a ci zapisują mu leki przeciw depresji oraz środki nasenne. Lekarze są mu potrzebni do wystawiania recept. Chętnie je wypisują. Paweł ma ich tyle, ile chce. Eksperymentuje. Miesza jedne z drugimi i popija piwem. Czarna noc ze środka znika, czuje się rozluźniony i spokojny. Ale tylko na chwilę.

 

Przez pewien czas chodził na siłownię. Chciał być lepiej umięśniony. I pod tym względem dostałem po ojcu złe geny – mówił. Choć ojciec nie był cherlakiem, przeciwnie, mężczyzną silnym i postawnym. Zapisał się na kurs operatorów wózków widłowych, to już było coś. Miał z kolegami wyjechać do pracy sezonowej w Holandii. Operatorzy wózków dobrze tam zarabiają. Ale później zmienił zdanie. Nie chciał już jechać. Zapadł się w siebie i komputer.

Ojciec Pawła w końcu wpadł z alkoholem. Firma, którą kierował, przewoziła wycieczki pielgrzymów, uczestników narad. Któregoś dnia mocno pijany podjechał autokarem do grupy czekających pasażerów. Zawiadomili policję. Odebrano mu na 2 lata prawo jazdy, wyznaczono grzywnę i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Stracił pracę, którą kochał, i możliwość obsesyjnego zagłuszania się nią wtedy, gdy nie pił.

Któregoś dnia spotkał sąsiada na zakupach i on, mało wylewny, powiedział, że życie mu się po utracie pracy zupełnie załamało. Przez jakiś czas był bliski samobójstwa. Ale ostatnio zaczął jakby dochodzić do siebie. Miał plany zawodowe. Chciał odzyskać prawo jazdy.

W czasie kiedy ojciec miał ciągi alkoholowe i nie był w stanie pracować, sprawami firmy znakomicie kierowała jego żona. Po utracie pracy przez męża podjęła na stałe jego obowiązki. Utrzymywała go. I syna.

Ojciec nie mieszkał już z rodziną. Postanowili z żoną, że będą w separacji. Przeprowadził się do drugiego mieszkania. Szło ku dobremu, bo kontakty z ojcem znacznie się poprawiły. Paweł telefonował do niego i wychodzili wspólnie na spacery. Od czasu do czasu nocował u ojca. Matka cieszyła się, że jeśli mąż przestanie pić, syn powróci do równowagi psychicznej.

Samolocik

Paweł kupił na Allegro Smoky Mountain Toothpick, elegancki nóż do rozcinania kopert, przydatny też na wycieczki do lasu i w góry – jak napisano w instrukcji. Zwyczajny nóż z kuchni nie wchodził w grę. Nie dbał przesadnie o porządek w mieszkaniu, ale w tydzień po kupieniu noża wszystko dokładnie wysprzątał i wyczyścił z zapisów komputer. Obiecał matce, że gdy jutro wróci od ojca do domu, pomoże jej zawiesić firanki. Ale nie wrócił.

Pewnie siedzą i popijają sobie, uspokajała kuzynka. W końcu matka wysłała esemesa do męża: co u was słychać? Nie było odpowiedzi. Wysłała do syna – też głucha cisza. Telefony komórkowe nie odpowiadały. Była zmęczona, bo następnego dnia czekał ją egzamin po kursie związanym z jej pracą zawodową. Poszła spać, ale sen nie przychodził.

Rano pojechała pod dom, w którym mieszkał mąż. Zdziwiła się, że rolety były zasunięte. Zaczęła się bać. Kilka miesięcy temu, w 22 urodziny, syn wyszedł z domu z dwoma nożami. Zatelefonowała na policję. Straż pożarna wyłamała drzwi.

Pawła znaleziono na wznak na łóżku. Obok głowy leżał telefon komórkowy, jakby w pogotowiu. Ale nikt do Pawła nie dzwonił, tylko matka przysłała daremne już esemesy. Na podłodze leżały puste opakowania po środkach przeciwdepresyjnych i nasennych. Dawka była skuteczna. Nie popił ich piwem jak zwykle. Nie było żadnego alkoholu.

Na biurku znaleziono list. Paweł pisał list do matki, najwspanialszej, najcudowniejszej. Ale jego życie nie było już tak wspaniałe. Ten groteskowy świat nie przyniósł mi niczego poza udręką i głębokimi ranami, które z czasem nieustannie się pogłębiały, tak że każdy dzień stawał się agonią.

Prosił, żeby matka się nie obwiniała. Ojcu oddał przysługę, bo on też cierpiał. Paweł ściągnął ciężar życia z jego barków.

Ciało ojca leżało w drugim pokoju. Paweł, zadając ciosy, stał z lewej strony. Ojciec bronił się trochę, zasłaniając ręką, ale nie za bardzo stanowczo. I nie krzyczał. Sąsiedzi nie słyszeli żadnego wołania o pomoc. Paweł napisał również list do niego. „Jedyne, czego mnie w życiu nauczyłeś, to robienie tych samolotów. I nienawiści do wszystkiego. Oddaję ci obydwie te rzeczy z nawiązką”. List napisany był na kartce białego papieru, złożonego w kształt samolotu. Paweł przybił list na udzie ojca pięknym nożem kupionym na Allegro.

Kolega Pawła przypomina sobie, że gdzieś go spotkał, niedługo po niedoszłej próbie samobójczej w urodziny. Zanim zrobię to sobie, zrobię ojcu – powiedział. Matce będzie lżej bez niego.

I coś podobnego mówił innemu chłopakowi jeszcze wcześniej. Że nienawidzi ojca za pijaństwo i że go kiedyś zabije. Ale takiego gadania nie bierze się przecież na poważnie. Kto by uwierzył, że mądry, zdolny nastolatek, po uszy zakopany w książkach i internecie, syn mądrej i niepijącej matki, mówi to na serio.

Ojciec zginął od kilku pierwszych ciosów. Eksperci ustalili, że Paweł żył jeszcze wiele godzin. Długo zwlekał, nim zaczął połykać pierwsze tabletki. Przez cały ten czas nie wychodził jak zwykle z mieszkania. Najdłuższe godziny w krótkim życiu. Zapowiadał, że się zabije, wiele razy, ale zawsze kończyło się na słowach. Śmierć ojca przesądziła. Już nie było wyjścia.

Jeszcze prosił, żeby jego prochy rozsypano gdzieś na odludziu i że nie chce pogrzebu. Ale miał pogrzeb. Przyszli ludzie, ktoś zagrał na skrzypcach. Leży na cmentarzu. Obok dwóch innych, którzy trochę wcześniej odebrali sobie życie. Też bardzo młodych.

Polityka 21.2014 (2959) z dnia 20.05.2014; Społeczeństwo; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "We mnie jest noc"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną