Społeczeństwo

Pod chustą

Coraz więcej Polek przechodzi na islam. Dlaczego?

Religijna wspólnota polskich muzułmanów ma tę szczególną cechę, że z neofickim wręcz uporem trudni się swataniem. Religijna wspólnota polskich muzułmanów ma tę szczególną cechę, że z neofickim wręcz uporem trudni się swataniem. jikatu / Flickr CC by SA
Z nieoficjalnych obserwacji wynika, że niemal codziennie jakaś kobieta w Polsce wkłada chustę, przechodząc na islam.

Artykuł w wersji audio

Hidżab zakładają zwykle młode, wykształcone Polki, szukające jakiejś sensownej religii, do której podchodzą bardzo serio. Potem w tę religię wchodzą naprawdę głęboko – i nie tylko dlatego, że ciągłe zdobywanie wiedzy jest jedyną drogą, która może je uwiarygodnić w oczach muzułmanów z urodzenia.

Ale konwertytki czasem bardziej niż religii szukają partnera. Takiego, który się o nie zatroszczy, nie porzuci, będzie szanował. Takie kobiety jak Agnieszka mówią: bez mężczyzny kobieta jest bezradna. Dla Małgorzaty czułość, powściągliwość w wyrażaniu złości, spokój i posłuszeństwo byłyby sednem miłości, uważa, że to, w jaki sposób prorok Mahomet traktował swoje żony i córki, było ujmujące i dawało nadzieję. Małgorzata, przechodząc na islam, była przed trzydziestką, ale niepowodzeń miłosnych miała na koncie sporo. A także znieczulanie problemów alkoholem i narkotykami. Po tych katastrofach i cierpieniach model islamski wydawał się mniej ryzykowny. Nie ma mowy o dotykaniu, całowaniu i seksie przed ślubem. Nie zakochuje się człowiek tak bez sensu – wydawało się jej.

A religijna wspólnota polskich muzułmanów ma tę szczególną cechę, że z neofickim wręcz uporem trudni się swataniem. Niby przypadkiem, niechcący, któraś z kobiet usłyszy od koleżanki o bracie z Egiptu, który szuka żony, i koniec końców zaczynają jej dla niego szukać. Ogłoszenia trafiają czasem na Facebooka. Propozycje typu „fajny brat z Syrii szuka żony, któraś chętna?” – zbierają lajki i pochlebne komentarze.

Swatki muzułmanki – zwykle Polki, konwertytki – są dumne ze swoich osiągnięć, bo to dobry uczynek, za który zostaną nagrodzone w niebie. Gorliwość, z jaką wydają za mąż „nowe”, jest proporcjonalna do zachłanności na „podobanie się Allahowi”, czyli spełnianie jego wizji dotyczącej rozpowszechniania religii. „Nowa siostra”, dziewczyna, która dopiero co została muzułmanką, jest na wagę złota. Świeża krew przeżywa często prawdziwe oblężenie, o którym mogą zamarzyć ich rówieśniczki. Zresztą mniej świeża też; nieważne czy ma się 30 czy 40 lat, jeśli jest się na wydaniu.

Warszawskie swatki mają na swoim koncie nawet po kilkanaście połączonych par. Co kilka tygodni w warszawskim meczecie przy Wiertniczej przed immamem zawierane jest przynajmniej jedno małżeństwo mieszane między Polką a emigrantem z arabskiego kraju. Jeszcze więcej konwertytek wyjeżdża do rodzinnego kraju pana młodego, aby tam się pobrać. Bo takie są sugestie czy naciski muzułmańskich rodzin.

Anna

Nosiła chustę przez 6 lat, z dumą, bo to była oznaka niezależnego wyboru i przynależności do religii. Ale zdjęła ją, żeby nie wabić arabskich adoratorów – rozstała się z arabskim partnerem.

Na islam przeszła jako świeżo upieczona magister filologii francuskiej. Odeszła w tamtym czasie od poprzedniego partnera, ojca ich dziecka, i spędziła z małym kilka miesięcy w domu samotnej matki. Na nogi postawił ją Koran, który czytała po francusku. Gdy posłała syna do przedszkola, sama poszła do pracy w szkole językowej. Dorabiała na fuchach z meczetu, wypełniając karty pobytu muzułmańskim imigrantom. Wszystkim to się opłacało, agencje dla cudzoziemców brały 1,5 tys. zł, a dziewczyny z meczetu po 200 zł za osobę, od Malezyjczyków nawet po 100 zł, w hurtowej cenie, bo przeważnie zgłaszało się kilka osób.

Przyszły mąż poprosił o wypełnienie karty dla kolegi. Przyjechał i przywiózł jedzenie. Był bardzo hojny i starał się o względy jej syna. A siostry z meczetu namawiały. Mówiły: Aniu, Munir to taki dobry brat, taki uczynny, taki miły. Ty jesteś samotną matką, potrzebujesz pomocy, opieki. Będzie ojcem dla Antosia, popatrz, jak się mały klei do mężczyzny. Mówiły też: małżeństwo jest bardzo ważne w twojej drodze do Allaha. Zobaczysz, miłość przyjdzie. Będzie wam razem dobrze – inshallah. Czyli – jak Bóg pozwoli.

Ślub był szybki. Suknia pożyczona. W jednym pomieszczeniu były kobiety, w drugim mężczyźni, trwały dwie niezależne imprezy. Wszyscy spotkali się na chwilę przy składaniu przysięgi małżeńskiej, potem gratulacje, kwiaty, prezenty i znowu do oddzielnych pomieszczeń z podziałem na płeć. Siostry z meczetu radośnie ćwierkały dookoła niej – panny młodej – w przeciwieństwie do rodzonej siostry, która nie założyła nawet na głowę hidżabu, choć w meczecie religia wymaga tego nawet od niewiernych. Siostra siedziała z boku w kusej spódnicy i wpatrywała się w dywan.

To była jedyna krewna, która przyjechała na ślub.

To zresztą typowy scenariusz. Przechodząc na islam, czują, że mają po swojej stronie całą ummę, czyli wspólnotę muzułmańską. Ale – zamiast własnych rodzin. Katolicka rodzina zwykle uważa to za wstyd, że córka chodzi w chuście. Wstyd może nawet większy niż syn gej. – Tak więc powoli siostry w meczecie stają się bliższe niż własne, które na twój widok zaciskają zęby ze złości, komentują, że jesteś wariatką – opowiada Anna.

Jego rodzina też nie przyjechała. Ale nie brakowało arabskich twarzy na ślubie – przyszli niemalże wszyscy właściciele kebabów ze stolicy.

Wprowadziła się do niego. I się zaczęło. On nie rozumiał, czego ona nie rozumie. A więc, że jako żona nie może sama opuszczać mieszkania. Furie, emocje, złość. Gdy mu powiedziała, że ich ślub był pomyłką, na wysokości jej oczu pojawiła się pięść, która wbiła się w szafkę. Usłyszała również, że saudyjskie kobiety nie mają prawa się rozwieść, to przywilej dany tylko mężczyznom. Ale Anna się rozwiodła – przecież żyli w Polsce. Po rozwodzie siostry z meczetu odsunęły się od niej. Trzymały jego stronę. Została już całkiem sama.

Agnieszka

Dla niej włożenie chusty było wręcz manifestacją. Bo działo się to w specyficznym czasie. Islamem zainteresowała się w 2001 r., po ataku terrorystycznym na WTC. W gdańskim meczecie z okien leciały właśnie szyby, wybijane kamieniami. Agnieszka – wyższe studia, dwa fakultety – chciała się dowiedzieć, co to jest ten dżihad. Zaczęła czytać, szukać informacji, aż doszła do Koranu. Dowiedziała się, że islam to religia oparta na dobroci i miłości, a nie na terroryzmie. Tak mówi.

W 2009 r., w tunezyjskim hotelu poznała Omara. Piękny mężczyzna na jej widok popłakał się ze wzruszenia. Czy coś takiego w Warszawie byłoby możliwe? On odnalazł ją na Skypie. To popularna platforma, którą posługują się mężczyźni z Egiptu, Libii, Syrii i Algierii – wyszukują dziewczyny z Europy, które przeszły na islam, i uwodzą. Są długie rozmowy, komplementy, zaproszenia do egzotycznego kraju, a przede wszystkim całkowite oddanie i uwielbienie. Najdłuższa rozmowa Agnieszki i Omara trwała 20 godzin bez przerwy.

Po roku skypowania pojechała do Algierii, bo Omar nie mógł dostać wizy. Gdy przekroczyła granicę tunezyjsko-algierską, chciała wracać. Zobaczyła przedmieścia, które wyglądały jak zbombardowany Afganistan. Została, bo Omar był cudowny, troskliwy i dobry, a jego rodzina przywitała ją serdecznie. Po miesiącu wróciła do Polski – i znów Skype. Kiedy jechała do Algierii po raz drugi, wiedziała już, że do kraju wróci jako żona Omara.

Kilka godzin po ślubie skorzystała z komputera męża. Chciała zdać relację rodzicom przez Skype’a. Jej uwagę zwrócił folder z arabskim opisem. Otworzyła go i zobaczyła około 50 zdjęć różnych dziewczyn z Europy. Żony – jak się okazało – szukał skrupulatnie.

Inne sprawy też ją rozczarowały. – To ja tłumaczyłam mu zasady, których nie rozumiał, np. sens i wykonanie rytualnej kąpieli ghuslu albo na czym polega zasada posłuszeństwa, która nie jest bezwiedną podległością, ale pokorą i mądrością – opowiada. – Kobieta ma być posłuszna Allahowi, a nie mężczyźnie. Tego ostatniego Omar powinien się nauczyć.

To też częsty wariant. Pełne nadziei polskie konwertytki liczą, że mąż muzułmanin zrozumie, wesprze duchowo, podzieli się wiedzą i doświadczeniem. A w małżeństwie spotykają je sytuacje, przed którymi często uciekały jako katoliczki – udawanej religijności, popkulturowych standardów duchowych. Nie tego przecież szukały.

A jednocześnie tkwią już w pułapce różnic nawet nie tyle kulturowych, ile po prostu różnic statusu, poglądów i wykształcenia. Pisze do nich architekt, lekarz – a przyjeżdża młody mężczyzna bez zawodu, dla którego największym sukcesem jest zdobycie wizy do europejskiego kraju.

Małgorzata

Też się rozczarowała stosunkiem męża do religii. Miała od dzieciństwa ciągoty do mistyki i może byłaby dziś żarliwą katoliczką, gdyby nie jeden ksiądz, ten od Pierwszej Komunii. Jesteś świnią – powiedział, gdy jako 10-latka gorliwie i szczerze wyznała mu w konfesjonale swoje dziecięce grzechy. Jeszcze przez jakiś czas Małgorzata chodziła do kościoła co niedziela, klękała przed tym konfesjonałem, ale trochę jakby diabłu ogarek stawiała.

Potem była wymiana myśli na jednym z muzycznych portali, o piosence Craiga Davida „Randezvous”. Mężczyzna z Emiratów Arabskich zaczął ją przekonywać, że gdyby tylko wiedziała, jak szczęśliwe i doceniane jako istoty stworzone przez Boga są muzułmanki pod tymi czadorami, przeszłaby na islam od razu…

Były jeszcze wakacje w Egipcie. Głos immama, który wypełniał w niej jakąś bolesną pustkę. Po powrocie do Polski znalazła na Facebooku grupę polskich muzułmanów. Inne konwertytki podrzucały książki („Zrozumieć islam” – pierwszy „podręcznik” konwertytek) i linki do wykładów na YouTube. Któregoś dnia, jadąc na wykład immama do Lublina, uświadomiła sobie, że w sumie – jest już muzułmanką. Zgadzała się ze wszystkimi zasadami moralnymi, wszystkimi założeniami. Brakowało tylko ostatniego elementu, czyli konwersji. Nie chciała czekać. Zadzwoniła zaraz do koleżanki muzułmanki i przez telefon wypowiedziała shehadę, czyli wyznanie wiary równoznaczne z przejściem na islam.

Zajęły się nią zaraz swatki z meczetu. Telefon dzwonił ciągle: ten brat taki dobry, tamten szuka żony, w ciągu kilku miesięcy – kilkanaście propozycji małżeństwa. Wyszła w końcu za mąż – w Algierii. Poleciała z zamienionymi na dolary 10 tys. zł w kieszeni; podarunek od mamy, która konwersji nie zaakceptowała, ale skoro już córka ma jechać w świat, to przynajmniej niech coś ma.

Miłość muzułmańska w realu nie dogoniła jednak marzeń. Tam było jak w więzieniu. Przytyła 10 kg, nie wychodząc z domu. Ona – magister inżynier dietetyk w chuście – nie mogła znaleźć pracy. Poprosiła immama o pomoc w znalezieniu zajęcia, ale odmówił. Od tego jest mąż, żeby zarabiał. Ten tymczasem się z nią rozwiódł. Na pożegnanie powiedział: „Nie wierz Arabom. Im zawsze chodzi tylko o wizę”.

***

Wszystkie trzy – wykształcone, młode kobiety – konwertytki z przekonania, mówią, że znają Koran lepiej niż niejeden muzułmanin od urodzenia. Myślały, że udało im się uciec od współczesnego relatywistycznego świata. Szukały sacrum, a zderzyły się z wykorzystaniem wiary do niskich celów. Szukały modelu relacji opartych na szacunku, ale go nie znalazły.

Nie uważam, aby ten model wchodzenia w związki był sam w sobie zły – mówi Joanna, też konwertytka od 10 lat, z warszawskiej wspólnoty. – O ile dwie osoby są odpowiedzialne i widzą to jako początek poznawania się. To ślub tylko dlatego, że druga osoba ma tę samą religię jest nieporozumieniem. Sam islam jest przecież bardzo różnorodny, rolę religii w życiu można różnie rozumieć – dodaje. Swatki warszawskie bardzo się denerwują, gdy je pytać o nieudane związki. Swoje własne małżeństwa, akurat bardzo tradycyjne, archaiczne wręcz w podziale ról i obowiązków, uważają za bardzo udane.

Wyswatane przez nie kobiety sądzą inaczej. Mimo to żadna nie odeszła od islamu. Małgorzata znalazła nawet kolejnego muzułmańskiego męża. Ale nie w Warszawie – gdzie trudno było o konwertytę Polaka, który przyjął islam, a takie wyznaczyła sobie kryterium w tej sprawie. Męża znalazła na Facebooku. Chociaż na początku tylko rozmawiali o religii, zakochali się. Mieszkają razem od roku. Zwyczajnie jest. Wspólne codzienne modlitwy, wspólne jedzenie i oglądanie telewizji. Przyjaciół nie mają. No, ale to Irlandia. Wyemigrowali, bo tam jest inaczej. Wspólnota muzułmańska duża, nie ma tego wrażenia, co w Polsce – grajdołka, w którym wszyscy się znają. No i sposoby na życie w zgodzie z religią bardziej różnorodne.

W Polsce wszystkie znane Małgorzacie muzułmanki pracują w jednym call center. Bo tylko tam można nosić chusty. Być może zmieni to jednak proces tej, która w Kielcach była urzędniczką. Gdy włożyła chustę, jej szefostwo dopytywało w Państwowej Inspekcji Pracy, jak wolno ubierać się w urzędzie, a potem ukryło pracownicę z dala od klientów, by w końcu zwolnić. Za rzekome szkalowanie zwierzchników. Teraz prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie dyskryminacji kobiety z powodu noszenia chusty.

Polityka 26.2014 (2964) z dnia 24.06.2014; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Pod chustą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną